Autor: Marcin Tomczak
Tagi: Opinie, Film i telewizja, XVI-XVII wiek, Polska
Opublikowany: 2018-01-16 19:43
Licencja: wolna licencja

Filmowy pamflet na Marcina Lutra, czyli „Luter i rewolucja protestancka” Grzegorza Brauna

12 listopada 2017 r. w Warszawie odbyła się premiera nowego filmu kontrowersyjnego reżysera i polityka, Grzegorza Brauna. Od tamtej pory film dokumentalny „Luter i rewolucja protestancka. 100 minut prawdy na 500-lecie zakłamania” zobaczyło wielu Polaków podczas projekcji i spotkań z autorem, które odbywają się w całym kraju. 21 grudnia 2017 roku Grzegorz Braun przyjechał do Gniezna, gdzie miałem okazję zapoznać się z jego „oryginalną” propozycją.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2

Przeczytaj także tekst polemiczny: „To nie pamflet – polemika wokół filmu >>Luter i rewolucja protestancka<< Grzegorza Brauna”.

Portret Marcina Lutra autorstwa Lucasa Cranacha Starszego (domena publiczna).
Jeżeli miałbym krótko scharakteryzować przesłanie filmu Grzegorza Brauna, to z całą pewnością wystarczyłby następujący opis: Marcin Luter, będąc maltretowanym w dzieciństwie, wyrósł na awanturniczego, bezwzględnego, grzesznego opoja, który w 1517 roku dokonał rozłamu w zjednoczonym Kościele i zjednoczonej Europie ( sic! ). Jego działania nie były tak naprawdę reformacją, a rewolucją, której continuum stanowiły rewolucje: francuska oraz bolszewicka. Ludziom Kościoła, tak jak każdemu, zdarzają się błędy, ale Luter bezwzględnie je wykorzystał i nieprzypadkowo w XIX wieku został nazwany führerem, tak jak Adolf Hitler. Protestantyzm zafundował przecież ludzkości takie plagi jak: antykoncepcja, aborcja, powszechna edukacja i podzielił ludzkość na ludzi i podludzi. Tezy te wspierają swoim autorytetem m.in. prof. Grzegorz Kucharczyk i ks. prof. Tadeusz Guz.

Brzmi irracjonalnie i fantastycznie? Tak właśnie jest. I choć nikt poważny nie zgodziłby się z przytoczonymi tezami i ich tonem, to w propagandowej polewce doświadczonego reżysera utonął już niejeden Polak, skuszony projekcją organizowaną w swoim mieście np. przez klub „Gazety Polskiej”. „Luter i rewolucja protestancka” to bowiem film, którego przekaz cechuje bardzo rozbudowana warstwa perswazyjna, wręcz propagandowa. Przyjrzyjmy się teraz szczegółowo propozycji Grzegorza Brauna, od samego początku.

Od początku, czyli od tytułu: „Luter i rewolucja protestancka. 100 minut prawdy na 500-lecie zakłamania”. Gdy ktoś twierdzi, że odkrył kłamstwa ukrywane skrzętnie przez całe państwa i narody przez pół tysiąclecia, a jego „prawdziwa” 100-minutowa relacja jest na wyciągnięcie ręki, to wiedz, drogi Czytelniku, że jest to najprawdopodobniej Grzegorz Braun. Film kontrowersyjnego reżysera, zgodnie z zapowiedzią, ma być dziełem dokumentalnym, które przybliży odbiorcy czasy Marcina Lutra i wywołanej przez niego reformacji. W toku filmu przytoczono wypowiedzi takich osób jak wspomniani już prof. Grzegorz Kucharczyk oraz ks. prof. Tadeusz Guz, a ponadto wystąpili filozof Massimo Vigilione, historyk Roberto de Mattei, dziennikarz Michael Voris, ks. Jean-Michel Gleize FSSPX, kard. Gerhard Ludwig Müller, historyczka Angela Pellicciari, filozofka Alma von Stockhausen. Fakt, że wspomniane nazwiska kojarzą się od razu (albo po wpisaniu w Google) z przymiotnikami „prawicowy” i „katolicki”, to oczywiście żaden problem dla Brauna, jeśli chodzi o jednostronność przy tworzeniu filmu dokumentalnego – wszak żeby rzec p r a w d ę, trzeba dać się wypowiedzieć odpowiednim osobom!

Film Brauna stanowi jednak fiasko intelektualne z powodu jeszcze bardziej podstawowej przyczyny. Reżyser pretenduje do przekazania prawdziwych informacji o reformacji i protestantyzmie jako całości, oraz do kształtowania świadomości współczesnych odbiorców w tym zakresie. Jednak czyniąc to opowiada wyłącznie o życiu Marcina Lutra i odwołuje się bardzo okazjonalnie i w sposób jednostronny do wydarzeń, które miały miejsce w czasie, w którym protestantyzm trwał i trwa nadal. Braun celowo nie mówi o 500-leciu trwania protestantyzmu, o przemianach, jakim podlega każda religia, o dziedzictwie, które ona utworzyła i nadal tworzy, wreszcie o społecznościach, które ją wyznają. Zamiast tego stwierdza on po prostu, że Luter był zły i dlatego wszyscy protestanci (nie tylko luteranie) są źli, więc wchodzenie z nimi w dialog nie ma żadnego sensu. Jest to wyraz niepogodzenia się z tym, że do reformacji doszło, który wiąże się z konstatacją: na szczęście „my” jesteśmy katolikami i zostaniemy zbawieni, bo mamy swoje sakramenty. Nie to, co „oni”.

Przejdźmy jednak do barwnie opisanego w filmie życia Lutra. W historiografii panuje już ugruntowany obraz losów augustiańskiego mnicha, choć w niektórych szczegółach historycy się różnią. Wizerunek ten został dość kompromisowo przedstawiony w filmie „Luter” w reżyserii Erica Tilla z 2003 roku. Grzegorz Braun, pisząc wprost, wybiera jednak najbardziej radykalną i „odjechaną” wersję losów Lutra, jaką ktokolwiek zdecydował się stworzyć i pomija dorobek znawców tematu reformacji, a także aktualny stan badań nad nią.

W filmie Brauna Luter to gnębiony w dzieciństwie chłopak, który wyżywa się na kolegach pojedynkując się z nimi w czasie studiów na wydziale prawa. W jednym z takich pojedynków jego przeciwnik ginie, a sam Luter ucieka do klasztoru żeby uniknąć kary śmierci – właśnie to ma stanowić, według twórcy filmu, główny powód wdziania habitu przez Lutra. Co więcej „objawienia” i pomysłu na reformację Luter ma doznać w czasie korzystania z toalety – scena to została oczywiście odpowiednio zwizualizowana, rozśmieszając zebranych widzów, którzy w Lutrze nie mogli już widzieć kogoś, kogo można szanować. Przekaz jest jasny – już w okolicach 10 minuty Luter jest nazwany przez narratora „naszym antybohaterem”.

Marcin Luter, fragment obrazu Lucasa Cranacha Starszego (domena publiczna)

Jakie są powody wystąpień Lutra? Częściowo słuszne, przyznają autorzy filmu: sprzedawanie odpustów i wystawne życie hierarchów Kościoła to bowiem nic dobrego, ale nie można z takich „doraźnych” powodów atakować całej instytucji. Zresztą, jak stwierdza dziennikarz Michael Voris, ludziom zdarza się robienie złych rzeczy, ale św. Piotr otrzymał klucze do Królestwa Bożego po to, żeby istniała jedność. Tak naprawdę, to odpustami handlowali jedynie wędrujący kaznodzieje (słowa ks. Jean-Michela Gleizego FSSPX), a nie prawdziwi przedstawiciele Kościoła. Ci ostatni okazali zresztą Lutrowi wspaniałomyślną cierpliwość, chcieli wysłuchać jego tez, porozmawiać, lecz on odrzucił te przyjacielskie zamiary. Zamiast tego zdecydował się sięgnąć po polityczną pomoc niemieckich książąt, a reformacja zdaniem prof. Kucharczyka nie była ruchem oddolnym. Tylko pozycja owych książąt i pieniądze, które pozwoliły na sfinansowanie propagandy, uwiodły kolejnych władców, którzy dla własnych korzyści (czyli zawłaszczenia dóbr kościelnych) przyjmowali luteranizm.

Co ciekawe, propaganda myśli Lutra została przedstawiona w filmie jako działania agentów, którzy odwiedzali kolejne niemieckie miasta i rozrzucali ulotki wśród zgromadzonych tłumów. Chyba tylko Grzegorz Braun propagowałby swoje idee rozrzucając ulotki na początku XVI wieku, gdy większość społeczeństwa była analfabetami. Dodatkowo Alma von Stockhausen stwierdziła, że Luter umarł z przepicia i jako starsza już osoba przyznała ze śmiechem, że 63 lata to jeszcze nie tak dużo żeby trzeba było umierać. No tak… dziś być może nie, ale w XVI wieku?!

Artykuły publicystyczne w naszym serwisie zawierają osobiste opinie naszych redaktorów i publicystów. Nie przedstawiają one oficjalnego stanowiska redakcji „Histmag.org”. Masz inne zdanie i chcesz się nim podzielić na łamach „Histmag.org”? Wyślij swój tekst na: redakcja@histmag.org. Na każdy pomysł odpowiemy.

Kup koszulkę z Marcinem Lutrem:

Cena koszulki wynosi 34,99 zł.

Kup koszulkę, wesprzyj nasz portal!

Istotne jest jednak to, że w opozycji do filmu Brauna, w historiografii podkreśla się, że motywacje Lutra dotyczące chęci wstąpienia do klasztoru wiązały się z jego przeżyciami duchowymi, a mianowicie dużą niepewnością i lękiem przed tym, że nie zostanie zbawiony. Nie ulega wątpliwości, że napisanie 95 tez przeciwko odpustom oraz generalne uznanie pierwszeństwa Biblii nad tradycją Kościoła nie wiązało się wcale z dużym radykalizmem działania Marcina Lutra. Wręcz przeciwnie – dążył on do intelektualnej dyskusji, która została całkowicie przez Kościół odrzucona. Dopiero z czasem Luter radykalizował się, dostrzegając coraz więcej sprzeczności sfery praktyki ówczesnego chrześcijaństwa z Biblią, a jego pierwsze działania przepełnione były, mimo wszystko, pokorą. Według niego liczyła się przede wszystkim Biblia ( sola scriptura – tylko pismo), a nie tradycje i święci ustanowieni przez Kościół, z kolei Bóg suwerennie (m.in. bez wstawiennictwa świętych) może zbawić ludzi.

Tak zarysowane życie Lutra (który miał nawet czynić z Boga Szatana, co autorzy wywodzą ze jego słów, których moim zdaniem kompletnie nie zrozumieli), jest przeplatane w filmie z konsekwencjami jego „strasznego występku”. Tutaj na widza czeka cała gama zarzutów, które, biorąc pod uwagę profil światopoglądowy reżysera, łatwo można przewidzieć. Mamy więc np. podkreślenie inspiracji Lutra badaniami nad Talmudem i ukryty wpływ Żydów na zabójcze dla jedynego, świętego Kościoła, zdarzenie. Mamy Turków, którzy cieszą się z zamieszania w Europie (bo przecież Turcja zawsze korzystała na konfliktach w Europie, jak potwierdza swym autorytetem naukowym prof. Kucharczyk), a dziś wyzyskują w osobach uchodźców tych „wrogów w wierze”, czyli protestantów. Mamy nawet… Hitlera. Znów nieoceniony prof. Kucharczyk stwierdza, że w XIX wieku Lutra zaczęto w Niemczech nazywać führerem i że był on w czasach drugiego führera, Adolfa Hitlera, bardzo ceniony. Film podzielony jest na dziewięć części, a podczas wyświetlania napisu obwieszczającego początek ostatniej z nich („9/9 – finał”) w tle pokazane jest zdjęcie więźniów w pasiakach z obozu koncentracyjnego – ma to być, w odczuciach Grzegorza Brauna, finał protestantyzmu.

Dysputa lipska – dyskusja akademicka przeprowadzona w 1519 roku między legatem papieskim Jane Mayerem von Eckiem a m.in. Marcinem Lutrem (domena publiczna).

Jeżeli ta plejada zarzutów Czytelnikowi nie wystarczy, to warto wspomnieć, że w oczach Grzegorza Brauna również antykoncepcja i aborcja ( sic! ) to wynalazek protestantów. Podobnie jak (uchowaj, Boże!) powszechna edukacja, która ciągle... utwierdza młodych ludzi w wartościach demokratycznych. Film kończy się przedstawieniem wypowiedzi protestantów zza granicy. Tutaj przekaz jest jasny: „patrz, katoliku, u nich arcybiskup jest kobietą. Na Zachodzie nie ma już żadnej cywilizacji, pozostało tylko Królestwo Boże Polski i tylko Ty, mój drogi widzu, zostaniesz zbawiony.” Napisy końcowe obfitują w nazwiska osób, które wsparły produkcję. Nie dziwi, że pojawiają się wśród nich Krzysztof Bosak oraz Robert Winnicki.

W tym miejscu warto wspomnieć, że projekcje filmów w poszczególnych miejscowościach są często połączone ze spotkaniem z Grzegorzem Braunem, które stanowi przedłużenie tego osobliwego festiwalu „wiedzy”. W Gnieźnie można było usłyszeć od Brauna np. to, że „Jan Amos Komeński, Hugo Kołłątaj i Stanisław Staszic oraz Komisja Edukacji Narodowej to bandyci, złodzieje i głupcy”. Słowa te reżyser wypowiedział w związku z podkreślaniem wpływu protestantyzmu na powszechną edukację. Braun domagał się także zburzenia pomnika Lutra w Bielsku oraz zwalczania wszelkich objawów „ohydnego ekumenizmu” w przestrzeni publicznej. Podkreślał on także, że tylko wiara katolicka może zbawić człowieka, bo katolicy mają sakramenty, a inni – nie.

W miesiąc po premierze filmu Grzegorza Brauna należy głośno zadać sobie pytanie: jakie wyobrażenie reformacji i protestantyzmu pozostaje w głowach tysięcy Polaków po jego obejrzeniu? Niestety, sądzę, że prawie we wszystkich przypadkach jest ono takie, jakie zostało przeze mnie przedstawione na początku recenzji w postaci ogólnego opisu przesłania filmu. W Gnieźnie pytania publiczności, a także reakcje w trakcie filmu, jasno wskazywały na to, że Braun skutecznie „sprzedał” widzom swoją wizję. Dla Brauna reformacja i protestantyzm to tylko Luter, który najprawdopodobniej jest wcieleniem Szatana.

Warto zauważyć, że reżyser wyjaśnia analizowane zjawiska wyłącznie w trybie, który można nazwać uwarunkowaniem subiektywno-racjonalnym. Uważa on bowiem, że to Luter (podobnie jak inni reformatorzy), jako jednostkowy bohater historii działał i zmieniał całkowicie świadomość otaczających go ludzi. Jego zabiegi padały ewentualnie na podatny grunt, jaką miała być „odwieczna nienawiść Germanii do Rzymu”. Braun nie zwraca jednak uwagi na tzw. uwarunkowanie funkcjonalne, którego świadomość wydaje się towarzyszyć analizie przeprowadzonej np. przez Sebastiana Dudę w książce „Reformacja. Rewolucja Lutra”, powstałej także przy okazji 500-lecia. Wspomniany autor analizuje reformację także przez pryzmat rozmaitych czynników oddziałujących na ówczesne społeczeństwo i w jakiś sposób stanowiących fundamenty tego ruchu. W tym ujęciu reformacja ma raczej wielu autorów i wiąże się z głębokimi procesami historycznymi, a nie tylko z działalnością jednego człowieka.

Ale po co pisać o tym wszystkim, skoro można po prostu powiedzieć p r a w d ę o 500-letniej reformacji w 100 minut. Nic jednak dziwnego, że później posłanka Anna Siarkowska blokuje sejmową uchwałę mającą na celu upamiętnienie reformacji mówiąc, że nie będzie świętować rozłamu. A wszystko to nie przeszkadza Braunowi wmawiać na spotkaniu po filmie, że cechą jego katolicyzmu jest umiłowanie drugiego człowieka.

Artykuły publicystyczne w naszym serwisie zawierają osobiste opinie naszych redaktorów i publicystów. Nie przedstawiają one oficjalnego stanowiska redakcji „Histmag.org”. Masz inne zdanie i chcesz się nim podzielić na łamach „Histmag.org”? Wyślij swój tekst na: redakcja@histmag.org. Na każdy pomysł odpowiemy.

Redakcja: Paweł Czechowski

Lubisz czytać artykuły w naszym portalu? Wesprzyj nas finansowo i pomóż rozwinąć nasz serwis!

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Marcin Tomczak
Student kierunków historia oraz prawo na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Szczególnie interesuje go metodologia nauk historycznych, zagadnienia związane z pamięcią, a także historia Polski XX wieku.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Magdalena Mikrut-Majeranek
redaktor naczelna
redakcja@histmag.org
telefon: 796 418 763
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy