Gdańsk w latach sześćdziesiątych XIX wieku

opublikowano: 2026-03-25, 19:59 — aktualizowano: 2026-03-25, 19:59
wszelkie prawa zastrzeżone
Niefortunny wieczór w gdańskim salonie Augusty, zdominowany przez polityczne spory i skandaliczne wezwania do buntu, kładzie się cieniem na reputacji gospodyni. Aby odetchnąć od towarzyskiej kompromitacji i uciec przed widmem pruskiej cenzury, małżonkowie decydują się na regenerujący wyjazd do modnych Sopotów.
reklama

Ten tekst jest fragmentem książki Hilke Sellnick „Gdańsk. Czas burzy”.

Gdańsk w połowie XIX wieku

Nie posiada się z irytacji. Nigdy wcześniej nie doszło w jej salonie do takiego zamieszania. Nie przeszkadza jej bynajmniej, gdy panuje żywy nastrój, a goście toczą pełne emocji rozmowy. Ale proszę, w jej domu chodzi o sztuki piękne, nie o politykę, a już na pewno nie o wezwania do buntu jakichś fanatyków. Już choćby ze względu na swojego drogiego małżonka, który jest pruskim oficerem, nie będzie czegoś takiego tolerować. Ach, powinna była w porę powstrzymać rozwój wypadków, ale zbyt ją zaskoczyły, a gdy w końcu się zorientowała, co się w jej przytomności rozgrywa, było już za późno.

A przy tym wszystko zaczęło się tak niewinnie. Po długim czasie pojawiła się u niej wreszcie kochana Luiza, i to w ciemnozielonej, wzorzystej sukni z delikatnej bawełny, którą kazała uszyć, bo ostatnio mocno przytyła. Wysadzaną perłami broszkę przypięła sobie na środku dekoltu, żeby każdy mógł ją podziwiać, i niezmordowanie podtyka ją pod oczy wszystkim przyjaciółkom.

– Nie uważasz, że droga Luiza nieco przesadza? – szepnęła do niej niepostrzeżenie Anna Ernestyna. – No bo nie jest przecież jedyną kobietą w Gdańsku, która ma broszkę z perłami, nieprawdaż?

– Ach, zostawmy to, cieszę się, że znowu znalazła drogę do nas.

Niestety Anna Maria Jonkers, która koniecznie chciała ją zobaczyć, nie dotarła na wieczór.

– Moje biedne dziecko leży z gorączką nerwową – oświadczyła zatroskana Cecylia Jonkers. – To te wstrząsy ostatnich tygodni, moja mała Anna Maria ma wrażliwą duszę.

W gruncie rzeczy Augusta jest zadowolona, że ta bezczelna osóbka została w domu, ponieważ jej narzeczony, Ernst Berend, zachowuje się o wiele swobodniej niż w jej towarzystwie, kochana Johanna również nie musi się denerwować jej złośliwymi przytykami. Najbardziej się cieszy właśnie z jej przyjścia, bo biedactwo ma dosyć trosk z chorym mężem.

– Apopleksja – poinformowała ze współczuciem Augustę Alicja Gebauer. – Ach, Boże! Jeśli ma pecha, to jeszcze będzie go musiała pielęgnować przez całe lata, zanim zostanie wdową.

– On był takim wzruszającym człowiekiem – stwierdziła Anna Ernestyna Becker. – Zawsze przecież czekał na nią na ulicy, żeby ją odprowadzić do domu.

– No cóż, istotnie był uprzejmy. Ale to tylko rzemieślnik – kwituje jej wypowiedź Rebeka Ostertag, wzruszając ramionami. – Sama sobie winna, że za niego wyszła.

Augusta szybko zwróciła się ku innym gościom, żeby nie wyrwały jej się słowa, które Rebeka mogłaby uznać za obraźliwe. Niewiarygodne – w każdą niedzielę pędzi do kościoła, małżonek pisze pobożne traktaty, ale człowieczeństwo i chrześcijańska miłość bliźniego są obcymi słowami dla Rebeki Ostertag.

reklama

Zjawił się także ponownie nieśmiały poeta Artur Hempel i – jak to zwykle czyni – przez cały wieczór wpatrywał się w Johannę. Sepleniący księgarz Langlau ucałował jej szarmancko dłoń, a doktor Mager, niezależny uczony i profesor tutejszego gimnazjum po fachu, zdobył się na bukiecik niezapominajek.

– Sam zrywałem, łaskawa pani! Myśląc o pani z pełnym szacunku uczuciem!

Nad Motławą (mal. Hermann Meyerheim, 1880 rok)

To skąpiradło nawet na bukiet kwiatów na targu żałuje pieniędzy. Szybko przekazała niezapominajki Grecie, bo pełno w nich było najrozmaitszego robactwa. Potem dopiero zrozumiała, dlaczego zwykle tak oschły uczony dziś był uprzedzająco grzeczny. Wraz z nim pojawiło się kilku dobrze ubranych panów, których jeszcze u siebie w salonie nie widziała. Doktor Mager przedstawił nowo przybyłych po kolei, podkreślając ich zamiłowanie do sztuki, które ich tu sprowadziło. Wszyscy nosili polskie nazwiska, co powinno jej przecież od razu rzucić się w oczy. Ale że jest kobietą o szczerym sercu i niepodejrzliwym umyśle, to niczego nie skojarzyła. Nie nabrała nieufności nawet wówczas, gdy wielebny Sanftleben mruczał coś o „Lidze Polskiej”. Liga Polska, aha, pomyślała. Czy ona nie jest zakazana? No cóż, tu, w naszym wolnym mieście Gdańsku nie ma pewnie tak surowych obostrzeń.

Na początku wszystko przebiegało znakomicie. Młody pianista Sebastian Kuhnau odegrał Mozarta, Anna Ernestyna Becker wyrecytowała parę swoich najnowszych wierszy, a miła, pulchna Maria Gebauer odśpiewała dwie arie kompozytora Georga Friedricha Haendla przy akompaniamencie Kuhnaua na fortepianie i jednej z przyjaciółek na flecie prostym. Następnie roznoszono napoje, wywiązały się rozmowy, co dało jej okazję do sprzedania ostatnich egzemplarzy „Pochodni Literackiej” polskim gościom, którzy natychmiast dobyli sakiewek, by zapłacić za pismo. Co Augusta doceniła, bo nie wszyscy odbiorcy żurnala fatygują się uiścić należność.

Wydarzenia obrały zły kierunek, kiedy Ernst Berend podniósł się, by odczytać swoje nowo napisane utwory. Zanim jednak zdołał się odezwać, polscy panowie zgotowali mu frenetyczny aplauz, a dołączyli doktor Mager i paru jeszcze entuzjastów. Sam Ernst Berend wydawał się nieco zaskoczony tym przyjęciem, ale jako że jest czarującym, elokwentnym człowiekiem, dowcipnie podziękował i przeszedł do czytania tekstów.

No cóż, urocza historia, czy raczej anegdota, rozgrywała się w czasie, kiedy Gdańsk jeszcze należał do Królestwa Polskiego, co nie zwróciło szczególnej uwagi żadnego ze słuchaczy. Tylko polscy goście znowu zaczęli rozgłośnie bić brawo, że aż Elias Ostertag z oburzeniem się na nich obejrzał. – Najwyraźniej przyprowadził sobie dziś własną klakę – stwierdził nieżyczliwie Ostertag.

Później jednak wieczór wymknął się całkowicie spod kontroli. Ledwie Berend z powrotem zajął swoje miejsce, nagle dały się słyszeć wzburzone głosy, a Augusta stwierdziła z przerażeniem, że wśród jej gości wybuchła kłótnia.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Hilke Sellnick „Gdańsk. Czas burzy” bezpośrednio pod tym linkiem!

Hilke Sellnick
„Gdańsk. Czas burzy”
cena:
54,99 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Tytuł oryginalny:
„Danzig. Zeiten des Sturms”
Wydawca:
Czarna Owca
Tłumaczenie:
Ewa Kochanowska
Rok wydania:
2026
Liczba stron:
528
Premiera:
25.03.2026
EAN:
9788382527797
reklama

– Dajcie nam spokój z tym waszym polskim cyrkiem! – krzyknął ktoś. – Nie potrzebujemy żadnego Królestwa Polskiego.

– Pan może nie, ale my gorąco go pragniemy i życie byśmy za nie oddali! – No to już, biegiem do Kongresówki. Czego tu szukacie w Gdańsku?

– Naszych braci i siostry gnębią tam okrutnie Rosjanie. Wszelkimi środkami chcą im wybić z głowy polskość!

– No i co z tego. My, Gdańszczanie, jesteśmy Prusakami i nie chcemy tu polskich rządów!

– Walka o polskie państwo narodowe jest świętością dla każdego Polaka. Nasz młody przyjaciel wspaniale to wyraził w swoich dziełach!

– Toż to gryzipiórek, napisze każdą szmirę, byle ludzie go czytali!

– Dość tego! Każdego, kto obraża naszego poetę Ernsta Berenda, wyzwę osobiście na pojedynek!

– Nie popisuj się tak, ty kuternogo w papierach zagrzebany!

– Kuternogo w papierach zagrzebany? Pożałujesz tej obelgi!

Żuraw w Gdańsku (mal. F. E. Meyerheim, 1850 rok)

Kilka pań już się podniosło, by opuścić pomieszczenie. Inne, odważniejsze, próbowały mediować, ale dopiero gdy paru rozsądnych panów, wśród nich Jan Jonkers i jej kochany mąż Klaus, energicznie zaprotestowało przeciwko takim breweriom, awanturnicy się uciszyli. Wreszcie cudowny młody pianista Sebastian Kuhnau uratował sytuację, siadając do fortepianu i intonując etiudę wspaniałego kompozytora Frédérica Chopina. Zdumiewający utwór, w którym muzyk tak ciężko musiał pracować lewą ręką, iż trzeba się było lękać, że połamie sobie palce.

– I to akurat Etiuda Rewolucyjna – zwróciła się cicho do niej Johanna. – Wiedziałaś, że Chopin był na wpół Polakiem?

Droga Johanna ma czasami doprawdy niestosowne poczucie humoru.

Tego wieczoru goście szybko się pożegnali, co szalenie nią wstrząsnęło. Niezmordowanie zapewniała swoich przyjaciół i znajomych, że nigdy dotąd w jej salonie nie doszło do takiego zamieszania i że nigdy już nie dopuści do czegoś podobnego. Wszyscy okazywali zrozumienie, usłyszała wiele życzliwych słów pociechy, polscy panowie również jak najuprzejmiej ją przeprosili. Ale wzburzone rozmowy, prowadzone na dole w sieni, a nawet na ulicy, przekonały ją, że jej ukochany salon doznał ogromnych szkód. Należy się spodziewać, że w najbliższych tygodniach i miesiącach niektórzy z gości nie będą się pojawiać.

Kiedy niemal wszyscy już wyszli, a ona stała przy oknie i zmartwiona wpatrywała się w ulicę, podszedł do niej jej kochany Klaus.

– Nie przejmuj się tym zanadto, aniołku – pocieszał ją. – Mamy lato, wielu z naszych przyjaciół wyjedzie do krewnych, nad morze albo do swoich letnich posiadłości. Odczekaj chwilę, zanim zapowiesz kolejne spotkanie salonu, a wtedy wszyscy już zapomną o tym drobnym niepowodzeniu.

reklama

Augusta wzdycha głęboko i jest mu wdzięczna za te słowa. Jak zawsze znajduje odpowiedni ton, żeby ją uspokoić i wlać w jej serce otuchę.

– W zasadzie nic nie mam przeciwko Polakom – oświadcza. – To porządni, pracowici ludzie. Weźmy chociaż kochaną Danutę. Są również zręcznymi handlowcami i dobrymi rzemieślnikami. Naprawdę! Polacy w Gdańsku to w większości sympatyczne osoby.

– Nie mogę temu zaprzeczyć, kochanie. Ale polska szlachta, którą zresztą już u nas trudno znaleźć, to jednak, jak się zdaje, zupełnie inny rodzaj. Mówią, że ci ludzie straszliwie zadzierają nosa, a w ich dobrach panują stosunki jak w średniowieczu. Wielu z nich uciekło podczas rozbiorów kraju i wiedzie w stolicach Europy życie, jakie odpowiada ich szlachetnemu stanowi. Auguście przypominają się powieści, w których bohaterka zakochuje się w pięknym, owianym mgłą tajemnic polskim hrabim. No tak, literatura potrafi przyozdobić kwieciem romantyzmu takie smutne wydarzenia.

– Sądzisz, że ci panowie, którzy dzisiaj nas naszli, byli szlachtą? – pyta męża. – Gdy ich przedstawiano, niczego nie zauważyłam.

– Chyba należą do zabronionej Ligi Polskiej, której członkowie marzą o nowym Królestwie Polskim. Niestety jest także kilku Gdańszczan, którzy, cokolwiek nimi powoduje, popierają te cele.

Rzeczywiście teraz sobie uprzytamnia, że to doktor Mager wprowadził dzisiaj do salonu nowych gości. Osobliwy dziwak z tego pana doktora. Co go obchodzi polska sprawa?

– Wielkie nieba – wzdycha. – Jeśli o mnie chodzi, niech mają swoje Królestwo Polskie, nie przeszkadza mi to. Ale mnie powinni zostawić w spokoju!

– Oczywiście! – rzuca Klaus energicznym tonem. – Ogromnie by było szkoda, gdyby salon lub wasz żurnal trafiły na celownik cenzury.

– O Boże! – jęczy Augusta. – Naprawdę sądzisz, że…

Wnętrze Bazyliki Mariackiej w Gdańsku w 1863 roku (mal. Johann Karl Schultz)

Przerywa, bo w kącie pokoju słychać podniesione głosy. Kompletnie nie zauważyła, że umościli się tam Johanna z Ernstem i chyba właśnie zaczęli się kłócić.

Ach, na miłość boską! – myśli zrozpaczona. Co się dzisiaj dzieje? Czy ci wszyscy ludzie mają ochotę rzucać się na siebie akurat w moim salonie?

– Wiedziałeś o tym!

– Pojęcia nie miałem, przysięgam!

– Jak to możliwe? Mieszkasz tam, pomagasz mu w interesach, widzisz, kto wchodzi i wychodzi!

– Johanno, błagam, uwierz mi. Gdybym wiedział, to bym cię przecież ostrzegł.

– Ostrzegł. Ostrzegł. Powinieneś był temu zapobiec. Ale póki pozwalasz, żeby Teodor wodził cię na pasku, łatwo może cię omamić!

Augusta uważa, że koniecznie musi się wtrącić w tę ożywioną wymianę zdań.

– Czy mogłabym się dowiedzieć, o co tak zajadle się sprzeczacie? Świat stanął na głowie? Wojna wybuchła?

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Hilke Sellnick „Gdańsk. Czas burzy” bezpośrednio pod tym linkiem!

Hilke Sellnick
„Gdańsk. Czas burzy”
cena:
54,99 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Tytuł oryginalny:
„Danzig. Zeiten des Sturms”
Wydawca:
Czarna Owca
Tłumaczenie:
Ewa Kochanowska
Rok wydania:
2026
Liczba stron:
528
Premiera:
25.03.2026
EAN:
9788382527797
reklama

– W zasadzie tak! – rzuca Johanna, na której policzki wystąpił rumieniec furii.

– Skądże znowu – oświadcza Ernst i gwałtownym ruchem głowy strząsa sobie z czoła artystyczny loczek.

Johanna rzuca mu wściekłe spojrzenie i podaje Auguście zmięte pismo.

– Co to jest?

– Przeczytaj! Mój cudowny brat chce nam odebrać Sienną Groblę.

Boże na niebiesiech, co jeszcze dzisiaj ją spotka? Bezradnie stoi z pomiętą kartką w dłoni, ale na szczęście z odsieczą przychodzi jej kochany małżonek.

– Czy mogę? – pyta uprzejmie.

– Proszę!

Klaus czyta pismo ze ściągniętymi brwiami i – czego się obawiała – jego mina wyraża coraz większy niepokój.

– Wątpliwe mi się wydaje, żeby udało mu się to przeforsować – oświadcza powątpiewająco. – Mimo to powinna pani nająć dobrego adwokata, by bronić swoich praw, droga pani.

– Też się tego obawiam…

– Och! – woła Augusta. – Myślę, że mogę tu pomóc. Jest przecież ten doktor Riechert, który już parę razy pojawił się w moim salonie…

– Dzięki! – odpowiada Johanna, czyniąc odmowny gest. – Ten człowiek groził mi już sądem w innej sprawie, z całą pewnością go nie chcę.

Teraz Augusta czuje się nieco urażona, w końcu poczuła dumę, że może jej kogoś polecić. Ale Ernst Berend też kręci głową.

– Riechert to kawał cwaniaka. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby znowu on krył się za tą sprawą.

– Twój dawny komiliton! – mówi Johanna głosem pełnym wyrzutu. – Trudno uwierzyć, z kim ty trzymałeś w Königsbergu!

Gdańsk w 1853 roku

– Ja za nim nie biegałem – broni się Ernst. – Zawsze sam przychodził do mnie nieproszony, obżerał się po uszy, po czym wychodził…

Zanim kłótnia między rodzeństwem rozgorzeje na nowo, Klaus energicznie bierze sprawę w swoje ręce.

– Droga i szanowna pani, myślę, że mogę podać pani nazwiska jednego czy dwóch adwokatów, którzy poważnie pracują i mogą pani pomóc. A poza tym, jeśli mogę się ośmielić, powinna pani zachować spokój.

Johanna na szczęście uspokaja się pod wpływem tych rozsądnych słów, uśmiecha się i odzyskuje równowagę.

– Bardzo przepraszam, panie rotmistrzu. Proszę przypisać mojej chwilowo trudnej sytuacji, że nie zawsze panuję nad nerwami…

– Ależ droga pani! W pełni panią rozumiem…

Wieczór dobiega końca w najpiękniejszej zgodzie. Raz jeszcze siadają wszyscy razem, otwierają butelkę czerwonego wina, gawędzą o wydarzeniach minionego dnia, a Greta tymczasem cicho wynosi talerze i kieliszki gości salonu oraz z grubsza robi porządek w pokoju. Kiedy kochana Johanna i jej brat wreszcie się żegnają, na zegarze bije już północ, a Auguście oczy same się zamykają. Półprzytomna dociera do małżeńskiego łoża i zapadając się w poduszki, czuje się lekka i absolutnie szczęśliwa.

reklama

– Co sądzisz o tym, skarbie, żebyśmy wybrali się na mały wyjazd wypoczynkowy? – słyszy pytanie męża. – Pobyt nad morzem niezwykle przecież sprzyja zdrowiu. Moglibyśmy coś wynająć na dwa tygodnie.

– Och, tak – wzdycha Augusta, na poły już śpiąc. – Może na Rugii? W Sassnitz? Cecylia Jonkers była tam w zeszłym roku z córką Anną Marią.

– A czemu tak daleko? Myślałem o Sopotach, ta miejscowość dysponuje ponoć wszelkimi udogodnieniami, jakich potrzeba do wypoczynku, a do tego krajobraz tam wyjątkowo czarujący…

Dalej już nie słyszy, gdyż na miękkich falach odpłynęła w ramiona Morfeusza. Tej nocy śni przedziwne sny – widzi kryształowo przejrzyste niebieskawe wody, z których wyłania się stroma skała, a jej czubek wieńczy lśniący bielą zamek. Ogarnia ją wielkie pragnienie, by dostać się do tej kusząco pięknej budowli, i zaczyna wspinać się po skale. Rankiem nie potrafi powiedzieć, czy jej się to udało, ale budzi się niewytłumaczalnie szczęśliwa. – Sopoty – informuje męża przy śniadaniu. 

– Sopoty to wspaniały pomysł. Anna Ernestyna Becker była tam ze swoją szwagierką, a kochana Alicja Gebauer wypoczywała w Sopotach dwa lata temu z mężem i córką. Można tam spotkać bardzo miłych ludzi z najlepszych sfer. Przede wszystkim molo musi dostarczać prawdziwych przeżyć.

Klaus cieszy się z jej entuzjazmu i obiecuje zająć się organizacją pobytu i podróży.

– Nie będę mógł przez cały czas być z tobą, moja duszko – mówi z uśmiechem. – Służba mnie czasem wzywa, niestety. Ale pierwszy tydzień spędzimy razem.

– Ach, jak cudownie… Ależ się cieszę… Zwłaszcza w letnim skwarze tu w mieście nie sposób wytrzymać!

Po śniadaniu trochę jej niedobrze, może wczoraj wieczorem wypiła za dużo czerwonego wina. Albo raczej za wiele ekscytacji. Tak, to musi być to, ekscytacja. Czerwone wino jak dotąd świetnie jej służyło.

Dzieci na wybrzeżu w Gdańsku (mal. Eduard Hildebrandt, 1855 rok)

Od razu po załatwieniu korespondencji rusza do krawcowej, ponieważ na pobyt w kurorcie potrzebuje jeszcze jednej lub dwóch odpowiednich sukni i nowej peleryny chroniącej od nadmorskiego wiatru. Następnie udaje się do apteki, gdzie nabywa przenikliwie pachnący olejek przeciwko dokuczliwym komarom, a oprócz tego proszek od bólu głowy dla kochanego Klausa, którego od czasu do czasu trapi ta dolegliwość, buteleczkę perfum, by odświeżyć się w drodze, i jakiś preparat na oparzenia słoneczne. Ponadto kupuje uroczą białą parasolkę, która ma zapewniać jej cień podczas spacerów, i jeszcze rozmaite drobiazgi, których koniecznie potrzeba na wyjazd wypoczynkowy.

Czy naprawdę odważy się wsiąść do jednego z tych drewnianych wozów, które wciąga się do morza, by dama mogła wejść do wody z dala od niepowołanych oczu? To podobno bardzo zdrowe, jako dziecko kąpała się nawet ze swoimi rówieśnikami w rzeczce. Ale to było dawno temu.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Hilke Sellnick „Gdańsk. Czas burzy” bezpośrednio pod tym linkiem!

Hilke Sellnick
„Gdańsk. Czas burzy”
cena:
54,99 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Tytuł oryginalny:
„Danzig. Zeiten des Sturms”
Wydawca:
Czarna Owca
Tłumaczenie:
Ewa Kochanowska
Rok wydania:
2026
Liczba stron:
528
Premiera:
25.03.2026
EAN:
9788382527797
reklama
Komentarze
o autorze
Hilke Sellnick
Niemiecka pisarka, autorka powieści historycznych, romansów i kryminałów.

Zamów newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać przegląd najciekawszych tekstów prosto do skrzynki mailowej. Tylko wartościowe treści, zawsze za darmo.

Zamawiając newsletter, wyrażasz zgodę na użycie adresu e-mail w celu świadczenia usługi. Usługę możesz w każdej chwili anulować, instrukcję znajdziesz w newsletterze.
© 2001-2026 Promohistoria. Wszelkie prawa zastrzeżone