Autor: Artur Szrejter
Tagi: Artykuły, Historia społeczna, Wczesne średniowiecze, Skandynawia
Opublikowany: 2017-06-07 19:00
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone

Heimir i Aslaug, czyli nieoczywiste konsekwencje zbrodni

Aslaug była córką wielkiego wojownika Sigurda oraz Brynhild. Wychowywała się u wodza olbrzymów. Jej barwne dzieje opowiada jedna ze skandynawskich legend. Opowieści te stanowią prawdziwą krynicę uniwersalnych prawd i mądrości.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2

Aslaug, córka Sigurda z rodu Wölsungów

Przypomnijcie sobie, jak snułem opowieść o Sigurdzie z rodu Wölsungów i pięknej Brynhild. Sigurd był wielkim bohaterem, ale człowiekiem słabo przywiązującym się do miejsc i ludzi, mimo to kobiety go uwielbiały. Ciągle gdzieś wędrował, pozostawiając za sobą rozkochane niewiasty. Jednej z nich, pannie tarcz Brynhild, zdarzyło się to, co często się zdarza, kiedy kobieta legnie z mężczyzną – zaszła w ciążę i urodziła córkę. Nim Brynhild wyruszyła na dwór Burgundów, aby poślubić ich króla, oddała dziecko na wychowanie Heimirowi, swemu dawnemu fostriemu – opiekunowi, który był wodzem olbrzymów. Tak jak kiedyś był fostrim Brynhild, tak teraz, na stare lata, stał się wychowawcą jej córki. Czuwanie nad powierzonym dzieckiem przysparza fostriemu nie tylko czci, ale też nakłada na niego wielki obowiązek. Opiekun musi chronić powierzone maleństwo nawet kosztem życia własnego i swoich bliskich.

Beserker - figurka szachowa ze zbiorów British Museum prawdopodobnie pochodząca z Norwegii XII w. (fot. Rob Roy, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported).
Nasza saga zaczyna się od tego, jak Heimir, pan na Hlymdalu, usłyszał wieści, że Sigurd został zamordowany, a Brynhild odebrała sobie życie. W tym czasie Aslaug, ich córka, która przebywała u wodza olbrzymów na wychowaniu, miała ledwie trzy zimy. Pojął wtedy Heimir, że zabójcy Sigurda będą dążyć do zgładzenia dziewczyny, aby wygubić potomstwo wielkiego wojownika, co było w tamtych czasach czynem zwyczajnym – z wrogiego rodu nie pozostawiało się przy życiu nikogo, kto mógłby po latach wywrzeć zemstę. Mordowano także dzieci, nawet dziewczynki, gdyż i one, jak świadczy wiele dawnych opowieści, w tym i ta, którą właśnie zaczynam, potrafiły po dojściu do dorosłości dążyć do krwawej odpłaty.

Heimir poczuł tak wielki żal po utracie Brynhild, dawnej wychowanicy, że nie był w stanie opiekować się swoim władztwem. Stał się jeszcze bardziej ponury, kiedy zrozumiał, że nawet on, cieszący się wielkimi wpływami höfding, wódz i władca, nie zdoła ochronić dziewczynki przed zemstą, gdyż wrogowie Sigurda byli zbyt potężni. Musiał zabrać ją ze swych ziem i gdzieś ukryć. Myślał i myślał, aż wpadł na pewien pomysł.

Heimir był nie tylko silny, lecz również mądry i znał czary, jak wszystkie olbrzymy w pogańskich czasach. Potrafił też świetnie grać na harfie, z której płynęła wówczas pełna zaklęć muzyka. A miał harfę tak wielką, że w jej wnętrzu bez trudu zmieścił Aslaug oraz wiele złotych i srebrnych przedmiotów. Kiedy już to zrobił, chwycił za harfę i opuścił własną krainę, nic nikomu nie mówiąc, aby wrogowie nie odnaleźli po nim śladu. Szedł długo i dotarł daleko, bo aż tutaj, do Nordlandów, naszych Północnych Krain.

Jego harfę zrobiono tak zmyślnie, że mogła zostać rozłożona na części, gdy jej nie używano, a potem szybko złożona, gdy Heimir chciał na niej zagrać. Jednak w czasie drogi nigdy jej nie rozkładał, gdyż w środku ukrywał przed ludzkim wzrokiem swoją wychowanicę. Jedynie w te dni, kiedy docierał nad jakiś położony z dala od człowieczych siedzib wodospad, rozkładał instrument, wyjmował dziewczynkę i kąpał ją w rwącej wodzie, co miało zapewnić Aslaug zdrowie i opiekę pradawnych sił opiekuńczych.

A karmił ją winlaukiem, czarodziejskim zielem, które było pierwszą rośliną porastającą nasz świat po jego stworzeniu. Jedni mówią, że była to cebula, drudzy, że czosnek, a trzeci, że jeszcze inna roślina o wielkiej mocy będącej częścią naturru, nadprzyrodzonej potęgi olbrzymów i pierwotnych sił przyrody. Aslaug nie musiała jeść nic innego, mimo to zachowywała zdrowie, winlauk miał bowiem tę właściwość, że człowiek mógł długo żyć bez żadnego innego pożywienia. Kiedy zaś dziewczynka płakała, opiekun grał jej na harfie, a wtedy uspokajała się, ponieważ z instrumentu płynęła zniewalająca siła zaklęć. Aczkolwiek Heimir schował w harfie wiele zdobionych, drogocennych ubrań oraz dużo złota, bez trudu dźwigał harfę z dziewczynką i bogactwem w środku, gdyż pochodził z rodu mocarnych olbrzymów.

Fostri przemierzył wszystkie krainy południowej części Nordlandów i dotarł aż do naszej ziemi, Noregu. Tutaj natknął się na małe gospodarstwo nazywane Spangarheidi, gdzie mieszkał karl, czyli wieśniak, Aki z żoną. Nie bez powodu niewiasta owa nosiła imię Grima – Okrutna, o czym niedługo się przekonamy. Akurat tego dnia karl poszedł do lasu, a jego kerlinga została w domu. Właśnie wtedy pojawił się w ich obejściu Heimir. Po długiej i ciężkiej wędrówce odziany był w łachmany.

– Witaj – powitała go Grima. – Kim jesteś?

– Jestem wędrownym żebrakiem – odparł höfding olbrzymów, po czym poprosił wieśniaczkę o nocleg.

– Mało kto do nas przybywa, z chęcią więc cię przyjmę, skoro tego pragniesz – powiedziała wieśniaczka.

– Pozwól mi usiąść w chacie przy palenisku, abym mógł odpocząć.

Długa łódź wikińska, wizerunek z Tkaniny z Bayeux (fot. Urbanᚨ, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported).

Kerlinga rozpaliła ogień, a gość usiadł i ustawił harfę tuż obok siebie. Kobieta nie była rozmowna, lecz często spoglądała ukradkiem na instrument, ponieważ zauważyła, że wystają z niego frędzle jakiejś drogocennej szaty. A kiedy Heimir rozgrzewał się przy ogniu, Grima ujrzała, że podwinął się rękaw jego zniszczonej koszuli, a spod materiału błysnął drogocenny złoty pierścień. Gość nie zauważył, że wieśniaczka to spostrzegła. Zjadł skromną wieczerzę, odpoczął, a w końcu poprosił gospodynię, aby wskazała mu miejsce, gdzie mógłby położyć się na noc.

– Lepiej, abyś spał poza chatą – rzekła kerlinga – ponieważ zwykłam rozmawiać z mężem do późna w nocy. Chodź, pokażę ci odpowiednie miejsce.

Podziękował za gościnę, chwycił harfę i razem z kobietą wyszedł z domu. Poprowadziła go do spichrza na jęczmień, gdzie pozwoliła mu zanocować. Później wróciła do chaty i zajęła się swoimi zwykłymi obowiązkami. Tymczasem Heimir ułożył się do snu.

Tekst jest fragmentem książki Artura Szrejtera „Legenda wikingów. Opowieści o Ragnarze Lodbroku, jego żonach i synach”:

Artur Szrejter
„Legenda wikingów. Opowieści o Ragnarze Lodbroku, jego żonach i synach”
39,90 zł
Okładka: Twarda
Liczba stron: 160
Data i miejsce wydania: pierwsze
Format: 165 x 235 mm
ISBN: 978-83-65310-82-8

Wieczorem karl wrócił do domu i zobaczył, że żona zrobiła tylko niewielką część prac, którymi powinna zajmować się w ciągu dnia. Zmęczony wieśniak rzekł zniechęcony:

Miecze wikińskie (fot. viciarg ᚨ, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported).
– Trudno mi zrozumieć, dlaczego jesteś taka leniwa. Wydaje mi się nawet, że zupełnie inaczej pojmujemy nasze szczęście małżeńskie, skoro ja pracuję każdego dnia więcej niż mogę, a ty nie zamierzasz robić tego, co powinnaś.

– Nie bądź zły, mężu – odparła – bo wiem, co możesz uczynić, aby zabezpieczyć nam szczęście na całe życie, a nie będzie to wymagało od ciebie wielkiego wysiłku.

– Co miałbym zrobić? – zapytał.

– Przyszedł do naszego domu pewien mężczyzna. Sądzę, że zabrał w podróż olbrzymie bogactwo. Choć jest pochylony ciężarem starości, myślę, że musiał być kiedyś wielkim bohaterem. Nigdy nie widziałam kogoś równie silnego, lecz teraz jest zmęczony i śpiący. Czy domyślasz się, co masz zrobić?

– Niewłaściwe jest napadanie na gości, szczególnie że tak niewielu ich do nas przychodzi.

– Właśnie dlatego do końca życia pozostaniesz marnym człowieczkiem – rzekła z gniewem – bo wszyscy inni wydają ci się zbyt wielcy i potężni. Albo zabijesz przybysza, albo wezmę go za męża, ciebie zaś wypędzimy! Opowiem teraz, jak rozmawiał ze mną, a nie będzie ci przyjemnie tego słuchać. Przemawiał lubieżnie, stąd wiem, że mogłabym wziąć go za męża. Ciebie przepędzimy lub zabijemy, jeśli nie zrobisz tego, co pragnę.

Widzicie zatem, że biedny karl miał kwanrikę, jak mówi się o żonie, która rządzi własnym mężem niczym sługą. Namawiała go tak długo, aż dał się podjudzić. Wziął topór i dobrze go naostrzył. A kiedy był gotów, kerlinga zaprowadziła go tam, skąd dochodziło potężne chrapanie Heimira.

Wtedy wieśniaczka powiedziała wieśniakowi, że powinien zaatakować gościa najlepiej, jak potrafi.

– ...a potem natychmiast odskocz – dodała – ponieważ nie zdołasz mu się przeciwstawić w walce. Jeśli cię dosięgnie, przegrasz.

Chwyciła harfę i natychmiast uciekła ze spichrza. Karl podszedł do śpiącego Heimira i uderzył toporem, zadając mu ciężką ranę, lecz upuścił broń. Natychmiast odskoczył tak szybko, jak potrafił. Wówczas höfding obudził się, czując ból. Rana była głęboka, oznaczała rychły koniec starego wodza. Opowiada się, że tak głośny hałas wydawał olbrzym w przedśmiertnych drgawkach, że słupy utrzymujące dach spichrza runęły i cały budynek się zawalił, po czym nastąpiło silne trzęsienie ziemi. W ten sposób zakończyło się życie władcy olbrzymów.

Karl poszedł do kerlingi i powiedział:

– Zabiłem go, jednak przez długą chwilę nie miałem pewności, czy mi się udało, ten mężczyzna był bowiem niezwykle potężny. Wydaje mi się wszakże, że już powinien być w Helu!

– Powinieneś podziękować bogom za powodzenie swego czynu – rzekła Grima. – Sprawiłeś też, że teraz będziemy mieli pod dostatkiem złota. Zobaczmy więc, czy okażą się prawdą moje domysły o bogactwach gościa.

Podsycili ogień w palenisku, aby lepiej widzieć. Wieśniaczka chwyciła harfę i chciała ją otworzyć, lecz nie mogła żadnym sposobem tego uczynić, ponieważ nie posiadała ku temu odpowiednich umiejętności ani nie znała się na instrumentach. W końcu więc rozbiła harfę i jakież było jej zdumienie, kiedy w środku, obok wielkich skarbów, ujrzała malutką dziewczynkę.

Widząc dziecko, wieśniak rzekł:

– Mamy to, na co zasłużyliśmy: niegodziwy czyn zawsze obraca się przeciwko tym, którzy zdradzili tego, kto im zaufał. Teraz mamy jedną gębę więcej do wykarmienia.

– Nie spodziewałam się czegoś takiego – odpowiedziała kerlinga – lecz sądzę, że wychowanie małej nie przyniesie nam szkody.

I zapytała dziewczynki, z jakiego rodu pochodzi, ale ta nie odpowiedziała, gdyż jeszcze nie potrafiła mówić. Odezwał się za to Aki:

Thor walczy z Jörmungandem (Johann Heinrich Füssli, 1788 r.)
– Właśnie dzieje się to, co przewidziałem: w życiu nie będzie się nam powodzić, bo popełniliśmy wielką zbrodnię. A co powinniśmy zrobić z dzieckiem?

– To oczywiste – odparła Grima. – Po mojej matce nazwiemy ją Kraką, czyli Wroną.

– Pytałem, co powinniśmy zrobić z dzieckiem.

– Mam zamiar je wychować. Wszyscy muszą myśleć, że to nasza córka.

– Nikt w to nie uwierzy – powiedział karl. – Dziewczynka jest ładna jak dziecko ludzi szlachetnie urodzonych, a my jesteśmy bardzo brzydcy, jak to biedacy. Nikomu nawet przez głowę nie przejdzie, że ktoś tak potwornie odrażający, jak my, mógłby mieć tak piękną córkę.

– Użyję pewnego sprytnego wybiegu – rzekła wieśniaczka – dzięki któremu nikt nie zwróci uwagi na urodę dziewczynki. Ogolę jej głowę i będę nacierać skórę smołą, żeby te piękne włosy nie odrastały. Poza tym każę jej cały czas mieć kaptur na głowie. Nie powinna też nosić dobrych ubrań, a wtedy wszyscy troje będziemy wyglądać tak samo brzydko. Nawet jeśli ludzie zauważą, że ona jest ładna, pomyślą, iż także ja mogłam być piękna, kiedy byłam mała, a potem zbrzydłam, jak i ona kiedyś zbrzydnie, kiedy życie wieśniacze da jej w kość. Dodatkowo powinna zawsze dostawać najbrudniejsze zajęcie w pracach gospodarskich.

Przez następne lata karl i kerlinga obserwowali dziewczynkę i dostrzegli, że nie potrafi mówić, ponieważ nigdy nie odpowiadała na ich pytania. I cały ten czas Grima robiła z dzieckiem to, co zamyśliła – goliła mu włosy, czerniła skórę, posyłała do najgorszych prac. Aslaug dorastała w wielkim niedostatku, bo choć para wieśniaków zdobyła bogactwo, nie odważyła się go tknąć, gdyż wtedy wyszłoby na jaw przestępstwo. I tak Aki z żoną nigdy nie skorzystali na zamordowaniu gościa.

Tekst jest fragmentem książki Artura Szrejtera „Legenda wikingów. Opowieści o Ragnarze Lodbroku, jego żonach i synach”:

Artur Szrejter
„Legenda wikingów. Opowieści o Ragnarze Lodbroku, jego żonach i synach”
39,90 zł
Okładka: Twarda
Liczba stron: 160
Data i miejsce wydania: pierwsze
Format: 165 x 235 mm
ISBN: 978-83-65310-82-8

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Artur Szrejter
Polski autor książek popularnonaukowych, pisarz fantasta, publicysta, redaktor, tłumacz.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy