Hilke Sellnick – „Gdańsk. Czas burzy” – recenzja i ocena
Hilke Sellnick – „Gdańsk. Czas burzy” – recenzja i ocena
Autorka zręcznie wykorzystuje tu motyw fatum, wpisując osobiste dramaty w szerszy kontekst niepokojów politycznych XIX-wiecznej Europy. Dzięki temu zabiegowi, „Czas burzy” zyskuje ciężar gatunkowy. To opowieść o ludziach, którzy próbują utrzymać kurs w czasach, gdy „wielka historia” postanowiła gwałtownie skręcić, nie pytając nikogo o zdanie.
Johanna, główna bohaterka, przeszła naprawdę długą drogę. Początkowo rozpieszczona, wręcz lekkomyślna dziewczyna, która na własne życzenie wywróciła swoje życie do góry nogami, teraz wyrasta na dojrzałą, świadomą siebie kobietę. W zdominowanym przez mężczyzn XIX-wiecznym świecie twardo walczy o swoje miejsce. Rodzinna stocznia Forsterów na gdańskiej Siennej Grobli pnie się w górę, budowa pierwszego statku idzie pełną parą, ale to nie znaczy, że brakuje problemów. Mąż Johanny, Berthold, i jego syn Paweł, choć doceniają jej zapał do biznesu, wciąż traktują ją z góry w końcu to „tylko kobieta”. Dodatkowo Paweł ewidentnie chowa urazę po starych wydarzeniach z Nowego Portu. Jakby tego było mało, na horyzoncie majaczy Theodor, brat Johanny, który z czystej zawiści próbuje utopić raczkujący stoczniowy biznes.
Kiedy podczas wodowania statku wybucha skandal, na szali staje nie tylko reputacja firmy, ale i całe małżeństwo głównej bohaterki. Warto zaznaczyć, że Sellnick świetnie oddaje tu psychologię postaci – konflikty rodzinne nie są czarno-białe, a motywacje antagonistów, choć podłe, wynikają z głęboko zakorzenionych kompleksów.
Duże brawa należą się autorce za tło historyczne. Hilke Sellnick która przez lata, na żądanie wydawców, publikowała pod różnymi pseudonimami tę bliską jej sercu trylogię postanowiła wydać pod własnym nazwiskiem. I ten osobisty stosunek po prostu czuć. XIX-wieczny Gdańsk w jej wydaniu żyje, oddycha i jest pełen kontrastów. Autorka, zamiast kontynuować wyuczoną karierę nauczycielki, poszła w ślady ojca-pisarza i z perspektywy czytelnika to była świetna decyzja. Świetny, detaliczny research (od uwarunkowań politycznych po codzienne ubrania mieszkańców) łączy się tu z jej własną, rodzinną nostalgią. Szczególnie uderzające są opisy gdańskich salonów, które ścierają się z surowym, robotniczym krajobrazem stoczniowych nabrzeży.
Jeśli chodzi o polskie wydanie od Czarnej Owcy, jest ono przyzwoite. Tłumaczenie Ewy Kochanowskiej dobre, język jest gładki, świetnie oddaje ducha epoki, a przy tym nie męczy współczesnego czytelnika nadmiarem archaizmów. Prawdziwym strzałem w dziesiątkę była jednak konsultacja z historykiem. Dzięki temu w książce znajdziemy przypisy, które zgrabnie wyjaśniają topograficzne niuanse dawnego Gdańska i historyczny kontekst. To rzadkość w literaturze popularnej, a tutaj znacząco podnosi wartość merytoryczną lektury, pozwalając czytelnikowi umiejscowić akcję na mapie dzisiejszego miasta.
Czy są jakieś minusy? Jeden, za to bardzo widoczny: okładka. Jest po prostu mało atrakcyjna i zbliżona do równie nieudanej wersji niemieckiej. Szkoda, bo treść zasługiwała na ładniejszą oprawę. Na szczęście miękkie wydanie jest dość wygodne.
Podsumowując: choć książka ma blisko 500 stron, dzięki krótkim, dynamicznym rozdziałom absolutnie nie czuć tu dłużyzn. Akcja jest zwarta, punkty zwrotne dobrze rozłożone w czasie. To świetnie napisany, wciągający „grubasek” idealny na leniwy weekend, urlop czy dłuższą podróż pociągiem. Pozwala na kilka godzin zupełnie odciąć się od własnej rzeczywistości i pożyć cudzym, gdańskim życiem z mewami w tle.
