Hiroszima i Nagasaki: początek nowej ery?
Ten tekst jest fragmentem książki Łukasza Dynowskiego „Atomowi. Testy nuklearne na ludziach”.
Bomba atomowa została zrzucona na Hiroszimę podczas „doskonałej pogody i bez przeciwdziałania” – przekazał w depeszy Harry’emu S. Trumanowi kapitan krążownika USS Augusta, którym prezydent wracał z konferencji poczdamskiej do Stanów Zjednoczonych. Zadowolony prezydent powiedział: „To największa rzecz w historii”. Tego samego dnia w wystąpieniu telewizyjnym prezydent Truman poinformował cały świat o użyciu nowej broni w Japonii.
Szesnaście godzin temu amerykański samolot zrzucił jedną bombę na Hiroszimę, ważną bazę armii japońskiej. Bomba ta miała większą moc niż 20 tysięcy ton trotylu. Siła wybuchu była 2 tysiące razy większa niż wybuchu brytyjskiej Grand Slam, która była największą dotąd bombą kiedykolwiek użytą w historii działań wojennych. Bomba ta przynosi nowy i rewolucyjny wzrost zniszczeń, który uzupełnia rosnącą potęgę naszych sił zbrojnych. Więcej bomb w takiej formie jest już w produkcji, a jeszcze potężniejsze formy są opracowywane. Jest to bomba atomowa. Jest to wykorzystanie podstawowej mocy wszechświata. Siła, z której słońce czerpie swoją moc, została uwolniona przeciwko tym, którzy sprowadzili wojnę na Daleki Wschód.
Dalej wspomniał o ultimatum z konferencji poczdamskiej, które miało „uchronić społeczeństwo japońskie przed całkowitym zniszczeniem”, a które odrzucił przywódca Japonii. Na zakończenie powiedział:
Jeśli teraz nie zaakceptują naszych warunków, mogą spodziewać się deszczu zniszczenia z powietrza, jakiego nigdy nie widziano na tej Ziemi. Za tym powietrznym atakiem podążą wojska morskie i lądowe w takiej liczbie i sile, jakich nie widzieli, oraz z umiejętnościami bojowymi, których są już świadomi. Wydam Kongresowi dalsze zalecenia dotyczące tego, w jaki sposób energia atomowa może stać się silnym czynnikiem wpływającym na utrzymanie pokoju na świecie.
Po zrzuceniu bomby na Hiroszimę Robert J. Oppenheimer spotkał się z pracownikami naukowymi w Los Alamos. Na spotkaniu obecny był doktor Sam Cohen, wynalazca bomby neutronowej. Wspominał:
Zebrani w jednej z dwóch sal kinowych z wielkim podnieceniem oczekiwaliśmy, co powie dyrektor. Budynek nadzorowała policja; sprawdzała karty identyfikacyjne. Oppenheimer był człowiekiem punktualnym, jednak tym razem zjawił się z opóźnieniem. Gdy schodził bocznym przejściem, wszyscy, tupiąc, witali go na stojąco. Gdy sala się uspokoiła, przystąpił do sprawozdania z rezultatów bombardowania, o czym wiadomo było bardzo mało. Kiedy powiedział, że „Japońcom” to się nie spodobało, sala zawyła i tupała z zachwytu. Następnie przeszedł do istoty sprawy. Promieniał radością i dumą z odniesionego sukcesu. Żałował tylko jednego, że się nam nie udało wyprodukować bomby wcześniej i użyć jej przeciwko Niemcom.
Mimo ogromnych zniszczeń w Hiroszimie i ostrzeżenia prezydenta USA Japonia się nie poddała. Wojsko wierzyło, że będzie w stanie stawiać opór. Liczyło, że przeciwnikom wyczerpią się zasoby, że w razie ataku lądowego wielu aliantów zginie, co wymusi na Amerykanach kompromis.
***
Mama sześcioletniego Takato Michishity powiedziała jego siostrze, że tego dnia nie pójdzie do szkoły. „Dlaczego?” – zapytała dziewczynka. „Po prostu nie pójdziesz”. Wzięła syna na zakupy. Był 9 sierpnia 1945 roku. Poranek wyjątkowo spokojny. Syreny alarmowe, ostrzegające przed bombardowaniami, słychać było wtedy regularnie. Jednak nie tym razem. Nagle starszy mężczyzna na ulicy zadarł głowę i krzyknął: „Samolot!”. Kobieta szybko pobiegła z synem do pobliskiego sklepu, aby się skryć. Zerwała matę tatami z podłogi i schowali się pod nią oboje.
„Wszystko stało się białe. Przez blisko dziesięć minut byliśmy zbyt oszołomieni, żeby się ruszyć. Kiedy w końcu wyczołgaliśmy się spod maty tatami, wszędzie było szkło, a w powietrzu unosił się kurz i gruz. Niebo, wcześniej czyste i błękitne, zmieniło kolor na atramentowy odcień fioletu i szarości. Pobiegliśmy do domu i znaleźliśmy moją siostrę. Była w szoku, ale nic jej się nie stało” – wspominał po latach Takato.
W szkole, do której tego dnia nie poszła, wszyscy zginęli. Tak jak trzy dni wcześniej w Hiroszimie, ulice Nagasaki były pełne ciał. „Wody, wody…” – Inosuke Hayasaki słyszał prośby konających, kiedy przechodził obok nich. Po chwili znalazł futon – tradycyjne japońskie posłanie, zwykle bawełniane – oderwał kawałek i zanurzył go w błotnej papce na pobliskim polu ryżowym. Nasączony futon podawał cierpiącym. Było ich ok. 40, więc co chwilę moczył materiał, wracał i przykładał do ust kolejnej osobie, licząc na to, że to choć trochę ugasi pragnienie.
Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Łukasza Dynowskiego „Atomowi. Testy nuklearne na ludziach” bezpośrednio pod tym linkiem!
Nagle zobaczył wśród nich znajomego. „Yamada, Yamada!” – zaczął wykrzykiwać jego imię. Położył dłoń na klatce piersiowej Yamady. Gdy to zrobił, skóra mężczyzny zsunęła się z ciała i odsłoniła mięso. „Wody…” – wymamrotał Yamada. Przerażony Inosuke zwilżył mu usta. Pięć minut później Yamada już nie żył.
Yosuke Yamahata dotarł do Nagasaki dzień po zrzuceniu bomby. Był fotografem, dostał rozkaz od wojska, żeby udokumentować to, co się stało. W ciągu kilkunastu godzin zrobił 119 zdjęć. Jego dzieło to największa, najpełniejsza relacja fotograficzna przedstawiająca skutki wybuchu bomby atomowej użytej przeciwko ludziom. I „jedne z najmocniejszych zdjęć, jakie kiedykolwiek zrobiono”.
Część z nich przygniata.
Dwóch chłopców, kilka kilometrów od hipocentrum. Na pierwszym planie starszy, zza jego pleców wygląda młodszy. Na twarzy malucha krew. Małe paluszki, drobne rączki kurczowo trzymają się brata. Bliskość w apokaliptycznym świecie. Albo mama i dziecko. Niemowlę. Oczy zamknięte, usta przy piersi, główka i ręka zakrwawione. Nie ma pojęcia, co się dzieje. Wzrok matki – smutny, nieobecny, gdzieś patrzący, ale nie wiadomo gdzie. Chyba w nic, co ziemskie, w nic, co jest obok. Błądzi w pustce.
Kolejne: mama z dzieckiem. Ona z zabandażowaną głową. Chłopiec z zakrwawioną twarzą pociętą przez szkło. Każde w dłoni trzyma jedną kulkę ryżową – marny posiłek, który ma im dać tyle energii, żeby jakoś, ledwo, bo ledwo, ale przeżyli. Dziecko patrzy prosto w obiektyw. Milczy, nie wiadomo, co myśli, ale jak łatwo zinterpretować tę scenę, jak łatwo spojrzeć mu w oczy i wyczytać z nich te trzy słowa: „Patrzcie, co zrobiliście”.
Są też inne zdjęcia. Takie, na których są ludzie, ale spojrzeć im w oczy nie można. Bo ich nie ma. Kobieta ledwo mieści się w kadrze. Stoi. Jeśli myśleć kategoriami sprzed wybuchu, można by powiedzieć: szczęściara. Żyje, podczas gdy wszystko wokół zniszczone. Jednak takich kategorii już nie ma. Za jej plecami, na ziemi, pośród zgliszczy, ciało. Zwęglone. Ludzkie, choć trudno w to uwierzyć. Ciało jak z horroru, nie do rozpoznania. Puste, wypalone oczodoły. Spalona skóra. Ciało wygięte w nienaturalny, demoniczny sposób. Zastygnięte w dramatycznym momencie. Może szok, że to już. Ciało, które nie jest już ciałem.
A tu już inna scena. Stacja kolejowa Urakami. Mama z dzieckiem. Mieli dokądś jechać? A może właśnie przyjechali? Na pewno nie sądzili, że podróż ich życia dobiegnie końca właśnie tutaj, że staną się świadectwem przerażającej mocy atomu. I kolejna fotografia. Chłopiec, ręce zgięte, jedna przy szyi, druga na wysokości brzucha. Nogi proste, stopy zwrócone do środka. Ciało ciemne jak kawałek węgla w ludzkim kształcie.
***
Kompromis? Wyczerpanie zasobów? Trudno się w tej sytuacji dalej łudzić, na coś jeszcze liczyć. Japonia poddała się 15 sierpnia 1945 roku. Oficjalny akt kapitulacji podpisała 2 września. Druga wojna światowa dobiegła końca. W Stanach Zjednoczonych do dzisiaj często powtarza się, że może trwałaby dłużej, może Japończycy walczyliby dalej, gdyby nie dwie bomby atomowe zrzucone na Hiroszimę i Nagasaki, wielkie „peacemakery”, o których już na początku XX wieku fantazjowali pisarze. Może jednak wcale nie były potrzebne. W 1946 roku ukazał się raport US Strategic Bombing Survey, w którym stwierdzono – po analizie faktów i rozmowach z japońskimi liderami, którzy przeżyli – że „Japonia ogłosiłaby kapitulację, nawet gdyby nie użyto przeciwko niej broni atomowej, nawet gdyby Związek Radziecki nie przyłączył się do wojny i nawet gdyby nie planowano ani nie rozważano inwazji”. Od czasu Hiroszimy i Nagasaki bomba nie została już nigdy użyta w trakcie konfliktu zbrojnego. Co nie oznacza, że ostatnie wybuchy atomowe miały miejsce latem 1945 roku w Japonii. Przeciwnie. Era nuklearna dopiero się zaczynała. W kolejnych latach wybuchną setki bomb – nie tylko jądrowych, lecz także termojądrowych – a wiele z nich mocą przewyższy te, które obróciły w pył dwa japońskie miasta.
