Jak Marks i Engels zarabiali na giełdzie?

opublikowano: 2026-07-09, 06:03
wolna licencja
Dwaj najwięksi krytycy kapitalizmu inwestowali na giełdzie, zarabiali na dywidendach i finansowali działalność rewolucyjną pieniędzmi wielkich spółek. Bez zysków z rynku finansowego być może nigdy nie powstałby „Kapitał”. Jak godzili zarabianie na kapitalizmie z krytyką kapitalizmu?
reklama
Karol Marks, zdjęcie portretowe, w tle London Stock Exchange w 1872 roku

Życie Karola Marksa nie było usłane różami. Zdecydowawszy wypowiedzieć wojnę klasową najpierw pruskiemu autorytaryzmowi, a następnie bujnie rozwijającemu się kapitalizmowi nie mógł liczyć na stabilne zatrudnienie i dostatnie życie. Zresztą zdaje się, że nigdy takiego nie pragnął. Dla krytyka systemu kapitalistycznego jego wartości związane z oszczędzaniem, akumulowaniem i inwestowaniem nie miały większego znaczenia, toteż nie troszczył się nigdy zbytnio o bilansowanie swojego domowego budżetu, wydając pieniądze wedle aktualnych potrzeb i zachcianek. Wbrew mitom obecnym niekiedy w konserwatywnej publicystyce, Marks nie był leniem żyjącym jedynie z datków od rodziny i przyjaciół. Rzeczywiście hojne datki, pochodzące głównie od jego najlepszego przyjaciela, Fryderyka Engelsa, często ratowały mu skórę w trudnych momentach.

Jednak oprócz tego autor Kapitału przez większość życia wykonywał zawód dziennikarza i publicysty, za co otrzymywał liczne honoraria. Ze względu na krytykę władz, działalność opozycyjną i spory ze współpracownikami trudno było mu utrzymać stabilną posadę. Wydalany kilkukrotnie przez niemieckie władze za działalność rewolucyjną, po migracji do Belgii i Francji, od 1849 roku osiadł na stałe w Londynie. Od początku lat pięćdziesiątych jego podstawowym środkiem utrzymania była praca korespondenta w New York Daily Tribune oraz rozmaite zlecenia z radykalnych czasopism i wydawnictw. Napisał również (przy znaczącym udziale Engelsa jako ghostwritera) kilka haseł do amerykańskiej encyklopedii na tematy polityczne i biograficzne. Niemniej większość czasu żył w biedzie, w czym nie pomagał mu oczywiście lekceważący stosunek do pieniędzy.

Karol Marks w 1861 roku

Kryzys finansowy, nieoczekiwany spadek i spekulacja

W latach sześćdziesiątych amerykańska opinia publiczna pochłonięta wojną secesyjną przestała śledzić sprawy europejskie z takim zaangażowaniem. Marks stracił pracę i najważniejsze źródło dochodu. Nawet wsparcie od Engelsa nie uchroniło go przed zastawianiem wyposażenia domowego i rzeczy osobistych w lombardzie. W 1863 roku sytuacja Marksa i jego rodziny uległa chwilowej poprawie, kiedy to zmarła jego matka Henrietta (z którą łączyły go dość chłodne relacje) i przypadł mu udział w spadku po niej. Otrzymał niedługo później również małą fortunę (820 funtów – równowartość dzisiejszych 135 tys. funtów) po swoim przyjacielu z działalności komunistycznej – Wilhelmie Wolffie. Sytuacja Marksów znacząco się wówczas poprawiła – kupili nowy dom i wyposażenie godne szanujących się członków mieszczaństwa. Dzieci dostały zwierzęta – trzy psy, dwa koty i kilka ptaków, którym nadano imiona na cześć ulubionych drinków Marksa. Rodzina Marksa w końcu mogła wyjechać na wakacje i urządzać przyjęcia. Jednak najbardziej intrygującym aspektem tej nagłej odmiany losu było to, że komunistyczny rewolucjonista nie przepuścił od razu całego majątku, lecz zabrał się za spekulację na giełdzie, osiągając sukcesy.

reklama

W liście do Liona Philipsa z 25 czerwca 1864 roku napisał: „wziąłem się, co Cię pewnie niemało zdziwi, za spekulację, po części amerykańskimi funds [obligacjami państwowymi], zwłaszcza zaś angielskimi akcjami (wszelkich możliwych i niemożliwych spółek akcyjnych), które tutaj w tym roku wyrastają jak grzyby po deszczu, rozdymane są do określonych nierozsądnych rozmiarów i potem z trzaskiem na ogół się rozlatują. Zarobiłem w ten sposób ponad 400 funtów i teraz, gdy zawikłana sytuacja polityczna otwiera nowe pole gry, zacznę na nowo. Ten rodzaj operacji zabiera tylko niewiele czasu, a można przecież trochę zaryzykować, żeby odebrać pieniądze swym wrogom”.

Lion Philips

Marks prawdopodobnie w ciągu kilku miesięcy zarobił równowartość niemalże 66 tysięcy współczesnych funtów brytyjskich. To wynik godny wybitnego spekulanta, któremu mogłoby pozazdrościć większość dzisiejszych inwestorów detalicznych. Co więcej, komunistyczny inwestor chcący „ograbić wyzyskiwaczy” z przejętej przez nich „wartości dodatkowej” planował powtórzyć tę strategię i dalsze inwestycje, niestety nie wiemy, co wyszło z tych zapowiedzi. Być może, jak to często bywa wśród detalistów, po początkowych sukcesach musiał uznać wyższość rynku i sam został ograbiony przez kapitalistów, co tłumaczyłoby milczenie. Być może  jednak nonszalanckie podejście do pieniędzy dało o sobie znać pośród codziennych wydatków. Niezależnie od tego, dzięki zyskom giełdowym Marks mógł sobie wreszcie pozwolić na życie szanowanego, cieszącego się dostatkiem obywatela, poświęcając się pracy naukowej kosztem polityki. Świadectwem jego ówczesnego statusu była wręcz komiczna sytuacja, gdzie lokalna społeczność wybrała tego zaangażowanego komunistę na konstabla miejscowej parafii.

Chociaż nie znamy szczegółów portfolio Marksa, wydaje się, że naprawdę dobrze poradził sobie z inwestowaniem na giełdzie, co znacząco polepszyło jego kondycję finansową i umożliwiło pośrednio pracę naukową nad zeszytami, które potem weszły między innymi w skład Kapitału, jego największego dzieła.

Karta tytułowa pierwszego tomu Kapitału, wyd. I z 1867 roku

Engels i długoterminowe inwestycje jako narzędzie rewolucji

Istnieją poważne przesłanki, że także w tym przypadku za sukcesami Marksa stał jego wierny przyjaciel Engels, który był doświadczonym inwestorem o wieloletniej praktyce. Brytyjski historyk, Ross McKibben powątpiewał w geniusz spekulacyjny Marksa, wskazując właśnie na Engelsa, który jego zdaniem mógł doradzać Marksowi, w co najlepiej zainwestować.

Rzeczywiście, Engels posiadał kompetencje właściwe dla mentora inwestycyjnego. Dzięki doświadczeniu potrafił prowadzić księgowość, analizować przedsiębiorstwa, oceniać cykle gospodarcze i inwestować długoterminowo. Od końca lat czterdziestych, gdy Engels wrócił do Anglii jako weteran Wiosny Ludów, interesował się przepływem kapitału na globalnych rynkach. Jego wiedza o inwestowaniu w spółki akcyjne była więcej niż przeciętna. Po sprzedaży swoich udziałów w firmie Ermen&Engels w 1869 roku, nie przejadł uzyskanych środków, tylko strategicznie inwestował w portfel obejmujący obligacje, akcje spółek kolejowych i gazowych, kończąc na akcjach imperialnych spółek takich jak Foreign and Colonial Government Trust Company. W tym sensie w przeciwieństwie do wielu spekulantów był podręcznikowym przykładem konserwatywnego inwestora, któremu zależało przede wszystkim na stabilnym dochodzie, ochronie kapitału i regularnych dywidendach.

Polecamy e-book Kacpra Walczaka pt. „Cywilizacja śmierci. Rosyjski kolonializm na Wschodzie”:

Kacper Walczak
„Cywilizacja śmierci. Rosyjski kolonializm na Wschodzie”
cena:
11,90 zł
Wydawca:
PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron:
100
Format ebooków:
PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN:
978-83-65156-75-4

Książka dostępna również jako audiobook!

reklama

Mogłoby się wydawać, że sukcesy inwestycyjne klasyków marksizmu wydają się co najmniej hipokryzją. Sam Engels na przykład uważał jednak opory socjalistów przed inwestowaniem na giełdzie za drobnoburżuazyjne moralizatorstwo. Giełda jako ośrodek centralizacji „zagrabionej” wartości dodatkowej była dla niego wręcz rewolucyjnym (i rewelacyjnym) wynalazkiem. Jako że jest ona dla marksistów miejscem dystrybucji wartości „ukradzionej” już robotnikom, z tej racji granie na niej miało być doskonałym sposobem, by „odzyskać” jej część i przeznaczyć na cele rewolucyjne. Mówiąc współczesnym językiem – gra na giełdzie nie tylko nie jest niemoralna, ale to pożądany i właściwy sposób, aby odebrać nieco pieniędzy garstce najbogatszych. Jak się okazało, kapitał rzeczywiście przyczynił się do uzyskania wolności finansowej przez Marksa i Engelsa na ich stare lata.

Wolność finansowa jako podwalina komunizmu naukowego

Na początku lat siedemdziesiątych Engels osiągał taką stopę zwrotu, że mógł spokojnie cieszyć się emeryturą stając się rentierem. Tym samym symbolicznie dołączył do grupy najbardziej znienawidzonej przez radykalnych krytyków kapitalizmu. Pośrednio rentierem uczynił także Marksa, który dzięki jego zasobom otrzymywał roczne stypendium w wysokości 350 funtów (warte prawie 56 tys. współczesnych funtów szterlingów). Marks dzięki temu stał się faktycznie niezależnym badaczem, mogącym w pełni poświęcić się pracy naukowej i nie martwić się o to, czy uda mu się przetrwać kolejne dni. Dzięki przemyślanej polityce inwestycyjnej Engelsa, obydwaj twórcy socjalizmu naukowego uzyskali niezależność finansową na, można by rzec, koszt potężnych spółek kapitalistycznych i imperialnych. W chwili śmierci, akcyjne portfolio tego komunistycznego rewolucjonisty było warte w przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze ponad dwa miliony funtów. Tym samym działalność komunistyczna była pośrednio finansowana z dochodów kapitałowych.

reklama

Co jeszcze bardziej zaskakujące dla współczesnego czytelnika, prywatnie Engels występował również przeciwko podatkowi od zysków giełdowych, który funkcjonuje obecnie w wielu krajach, między innymi w Polsce znany jako tzw. podatek Belki (19%). Postulat wprowadzenia takiego podatku uważał za kolejną drobnoburżuazyjną aferę, po pierwsze dlatego, że traderzy i tak płacą prowizje i opłaty transakcyjne (tak jest do dzisiaj – D.W.), a po drugie sądził, że podatek uderza najbardziej w solidny kapitał związany z produkcją użytecznych dóbr, wypychając drobnych inwestorów w stronę bardziej ryzykownych i spekulacyjnych aktywów. Jego zdaniem nie da się stworzyć takich regulacji, których inwestorzy nie byliby w stanie obejść. Giełda, jak sądził, powinna operować maksymalnie swobodnie, aby każdy mógł się przekonać na własnej skórze, w jaki sposób realnie działa kapitalizm. W jego wyobrażeniu powinno być to miejsce centralizacji i koncentracji kapitału umożliwiające dalszy rozwój potężnej bazy przemysłowej (sił wytwórczych) będących w optyce marksistowskiej przesłanką socjalizmu. Według Engelsa giełda była równie ważna jak maszyna parowa. Innymi słowy podzielał zdanie kapitalistycznych ekonomistów co do swobody funkcjonowania rynków finansowych, ale z nieco innych powodów. Giełda jako centrum koncentracji i dystrybucji kapitału ukazywała prawdę kapitalizmu jako pole gry kilku najbogatszych, wbrew idyllicznym liberalnym mitom o drobnych przedsiębiorcach dorabiających się na wolnym rynku. Jej swobodny wzrost nie tylko dawał szansę na „odzyskanie” części kapitału mogącego finansować działalność komunistycznych rewolucjonistów, ale także akcelerować rozwój kapitalizmu w stronę gospodarki uspołecznionej.

Fryderyk Engels w 1877 roku

Choć wszystko to może brzmieć nader abstrakcyjnie, a wręcz humorystycznie, jest to faktem. Zarówno Marks, jak i Engels w późnym okresie ich życia byli rentierami żyjącymi z zainwestowanego na rynkach finansowych kapitału w akcje i obligacje potężnych korporacji przemysłowych i rządowych spółek korony brytyjskiej. Niemniej jednak dzięki giełdowej spekulacji Marks mógł pracować nad swoimi dziełami nie musząc funkcjonować na rynku pracy najemnej i nie mając do czynienia z biurokracją urzędowo-akademicką. Engels natomiast żył snem wszystkich spekulujących na dzisiejszych, niezwykle zmiennych rynkach finansowych. Zgromadził wystarczająco pieniędzy, żeby zrezygnować z pracy handlowca w rodzinnej firmie, czego osobiście nienawidził.

Jakkolwiek paradoksalnie to nie zabrzmi, gdyby nie trafione inwestycje, ojcowie materializmu historycznego być może nie stworzyliby kilku ze swoich najważniejszych prac, z samym Kapitałem włącznie. Na długo zanim Lenin rzekomo powiedział, że: „kapitalista sprzeda nam sznurek, na którym go powiesimy”, założyciele nowoczesnego ruchu komunistycznego w pełni korzystali z możliwości oferowanych przez kapitał spekulacyjny, aby finansować swą działalność. Państwa rządzone przez partie komunistyczne, takie jak Chiny i Wietnam po 1989 roku poszły w ich ślady, otwierając się na rynki kapitałowe. Jak się okazuje niektórzy marksiści, potrafili wykorzystać kapitał lepiej, niż wielu kapitalistów. Być może współcześni inwestorzy powinni spoglądać nie tylko w stronę choćby Warrena Buffetta, ale także Marksa i Engelsa.

POLECAMY

Zapisz się za darmo do naszego cotygodniowego newslettera!

Bibliografia:

CPI Inflation Calculator

Hunt, T. (2009), The Frock-Coated Communist. The Revolutionary Life of Friedrich Engels, London: Penguin.

Macdonald L., How Karl Marx Archieved Financial Independence, Investing Journey

McFarlane B., Frederick Engels: The First Marxist?, Monthly Review 2023, v. 75 (4).

Wheen F., Karol Marks. Biografia, przeł. D. Cieśla, Warszawa 2005.

Whitaker R., When Marx Played in a Capital VentureIndependent.

redakcja: Jakub Jagodziński

reklama
Komentarze
o autorze
Damian Winczewski
Doktor nauk humanistycznych ze specjalizacją w filozofii. Doktorat ukończył na Uniwersytecie Szczecińskim. Studiował także filozofię, ekonomię i historię na Uniwersytecie Gdańskim. Autor publikacji naukowych dotyczących historii marksizmu, historii myśli politycznej, historii wojskowości, ekonomii politycznej. Interesuje się głównie historią nowożytną i współczesną historią idei politycznych, społecznych, ekonomicznych i militarnych.

Zamów newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać przegląd najciekawszych tekstów prosto do skrzynki mailowej. Tylko wartościowe treści, zawsze za darmo.

Zamawiając newsletter, wyrażasz zgodę na użycie adresu e-mail w celu świadczenia usługi. Usługę możesz w każdej chwili anulować, instrukcję znajdziesz w newsletterze.
© 2001-2026 Promohistoria. Wszelkie prawa zastrzeżone