Opublikowano
2015-04-28 16:20
Licencja
Prawa zastrzeżone

Jak wygrać wojnę dzięki prognozie pogody?

Wielką robotę w II wojnie światowej wykonały służby meteorologiczne, często uciekając się do działań niekonwencjonalnych. Jak wygrać wojnę dzięki prognozie pogody?


1 2 3 4

Waga meldunków meteorologicznych. Nie raz w dziejach zjawiska atmosferyczne zadecydowały o powodzeniu operacji lub jej klęsce. Nieoczekiwana burza uratowała Marka Aureliusza przed porażką podczas wojen markomańskich (173 r.), tajfuny zniszczyły obie inwazyjne floty Kubiłaj-chana najeżdżającego Japonię (1274 r. i 1281 r.), letnia susza 1939 r. znakomicie ułatwiła Wehrmachtowi inwazję na Polskę, a rosyjska rasputica w połączeniu z mroźną zimą znacznie utrudniły temuż Wehrmachtowi podbój ZSRR. Nie bez powodu we wrześniu 1941 r., w trakcie rozmów Harrimana i Beaverbrooka ze Stalinem na temat pomocy dla ZSRR, podniesiono kwestię udostępnienia sowieckich danych meteorologicznych. I nie bez powodu w brytyjskim centrum kryptologicznym Bletchley Park istniała sekcja zajmująca się wyłącznie odczytywaniem niemieckich meldunków meteorologicznych.

Zakopany w śniegu czołg niemiecki (źródło: Bundesarchiv, Bild 101I-215-0354-14, opublikowano na licencji CC ASA 3.0).

W chwili wybuchu II wojny światowej większość krajów miała dobrze rozwinięte służby meteorologiczne, które – cywilne i wojskowe – służyły siłom zbrojnym. Najważniejszą dla nich sprawą było pozyskiwanie danych, co – szczególnie dla Niemców – bywało trudne i wymagało niekonwencjonalnych działań.

Niemcy w Arktyce

Utrata kuchni pogody. Dla stron wojujących kluczową sprawą były morskie linie zaopatrzenia wiodące z Ameryki przez Atlantyk (głównie do Wielkiej Brytanii i ZSRR) oraz przez Pacyfik (do Australii, Chin i ZSRR). Dla państw Osi, szczególnie dla III Rzeszy, przerwanie tej rzeki zaopatrzenia było kwestią być albo nie być. Choć chwilami efektowne, działania rajderów (okrętów używanych w czasie wojny jako korsarskie) i lotnictwa nie mogły przynieść zakładanego rezultatu. Niemcom pozostała praktycznie jedna metoda zakłócenia dostaw – użycie na masową skalę okrętów podwodnych. Operacje te wymagały dobrego rozpoznania meteorologicznego, a to można było osiągnąć zbierając dane w Arktyce, bo tam właśnie jest kuchnia pogody dla Europy i północnego Atlantyku.

Przed wojną w regionie istniała już dobrze rozwinięta sieć posterunków meteorologicznych – od Grenlandii po Morze Wschodniosyberyjskie. W miarę wchodzenia do wojny kolejnych krajów Rzesza traciła dostęp do danych meteorologicznych – z Irlandii już we wrześniu 1939 r., a po zajęciu Danii także z Grenlandii i Islandii. Po napaści na ZSRR wyschło i to źródło. Na dodatek na początku września 1941 r. Royal Navy przeprowadziła rajd na Spitsbergen i – niszcząc przy okazji wszystko, co miało wartość dla okupanta – zlikwidowała ostatnie przekazujące informacje na kontynent norweskie stacje w Barentsburgu na Spitsbergenie i na Wyspie Niedźwiedziej.

Patrole rozpoznania pogody. W tej sytuacji Niemcy podjęli działania dla zabezpieczenia dopływu niezbędnych danych. W pierwszym roku wojny dominowały statki meteorologiczne, tworzące sieć od Cieśnin Duńskich do Islandii. W ciągu całej wojny użyto ich ok. 40 – zwykle przebudowanych trawlerów rybackich obsadzonych przez zmobilizowanych meteorologów. Jednak pozostając cały czas na stałej pozycji i nadając kilka razy dziennie komunikaty, statki te były łatwe do namierzenia przez aliantów, którzy wkrótce rozpoczęli na nie polowanie. Po utracie kilku z nich praktycznie więc zniknęły z dalekich mórz. Od 1943 r. ich funkcje przejęły U-Booty, które do końca wojny łącznie wykonały 31 patroli rozpoznania pogody. Aż pięć z nich alianci posłali na dno.

Pancernik „Tirpitz”

Do rozpoznania meteorologicznego używano też samolotów latających dość regularnie po ustalonych trasach, od lipca 1941 r. także nad sowiecką Arktyką. W tym regionie operowały one z lotnisk norweskich w Banak, Tromsø i Stavanger. Jednak latać mogły tylko podczas polarnego dnia, a ich pomiary miały ograniczoną wartość. Konieczne były stacjonarne źródła informacji.

Ekspedycje na Spitsbergen. Jako pierwsza we wrześniu 1941 r. do działania przystąpiła Luftwaffe, przewożąc samolotem ekspedycję Bansö do Adventdalen na Spitsbergenie (działała do maja 1942 r.). Nieco później, 15 października, na dwóch statkach Kriegsmarine dostarczyła do fiordu Lilliehöök kompletną bazę Knospe (ewakuowana 23 sierpnia 1942 r.). Do końca wojny w archipelagu Svalbard działało osiem takich stacji (trzy Luftwaffe, cztery Kriegsmarine oraz jedna Abwehry – obsadzona przez Norwegów). Abwehra zorganizowała też posterunek na Wyspie Niedźwiedziej.

Cztery wyprawy na Grenlandię. Pierwsza wojenna niemiecka wyprawa dotarła tam na statku Sachsen, który 26 sierpnia 1942 r. wysadził na wyspie Sabine u północno-wschodnich wybrzeży Grenlandii 16-osobową ekspedycję Holzaugen. Bez przeszkód działała ona do 11 marca 1943 r., kiedy została odkryta przez duński patrol. Doszło do utarczki zbrojnej, w wyniku której zginął jeden z Duńczyków, a do niewoli zostało wziętych dwóch wraz z psim zaprzęgiem. Ostatniemu udało się ujść. Niemcy ruszyli w pościg – wprawdzie uciekiniera schwytać się nie udało, ale dotarli do odległego o 100 km Eskimonæs i zniszczyli posterunek policji. Na rozkaz dowództwa Kriegsmarine wyprawili się również na wyspę Ella, by zniszczyć tamtejszy posterunek. Czterdziestodniowa wyprawa na odległość ponad 500 km wprawdzie się udała, ale nie zapobiegła przeciwdziałaniu aliantów. 25 maja amerykański Liberator z Islandii zbombardował stację, całkowicie niszcząc jej wyposażenie naukowe. Załoga wprawdzie ocalała i po samozatopieniu Sachsen 17 czerwca została ewakuowana – wraz ze zdobycznymi psami – łodzią latającą do Niemiec, ale potok danych został przerwany.

Amerykański samolot bombowy Consolidated B-24 Liberator (na zdjęciu maszyna w służbie brytyjskiej).

Dość burzliwe były również losy drugiej wyprawy. Statek Coburg, wiozący 17-osobową ekspedycję Baßgeiger, 11 września 1943 r. utknął w krze, z której nieoczekiwanie uwolnił się dopiero na początku października i dobił do wyspy Shannon, skąd prowadzono obserwacje meteorologiczne. W połowie listopada dryf kry lodowej przybrał na sile i załoga musiała opuścić ciężko uszkodzonego Coburga, tracąc przy tym część wyposażenia naukowego. Prowizoryczna stacja urządzona w sztolniach wydrążonych w lodowcu wciąż działała, zaopatrywana czterokrotnie z powietrza. 22 kwietnia 1944 r. doszło do starcia z patrolem grenlandzkim, który usiłował zaskoczyć załogę. Zginął wówczas komendant wojskowy stacji. Przez następnych kilka tygodni patrole obu stron wzajemnie się podchodziły, ale do rozstrzygnięcia zbrojnego nie doszło – odległości od własnych baz były zbyt duże. 3 czerwca ekspedycja została ewakuowana na pokładzie Junkersa 290, który wylądował na wyspie.

Niepowodzeniem zakończyły się dwie ostatnie wyprawy na Grenlandię. Edelweiss I na statku Kehdingen została we wrześniu 1944 r. przechwycona przez kuter amerykańskiej Coastal Guard Northland. Wprawdzie eskortujący okręt podwodny U 703 wystrzelił kilka torped, ale niecelnie. Załoga po zatopieniu Kehdingen dostała się do niewoli. 12-osobowa Edeleweiss II wprawdzie na początku października wylądowała na stałym lądzie dostarczona na pokładzie trawlera „Externsteine”, ale wkrótce została wykryta przez lotnictwo i wzięta do niewoli. Sam „Externsteine” w drodze powrotnej został przechwycony przez okręty amerykańskie i odprowadzony do Bostonu.

Powyższy tekst pochodzi z Pomocnika Historycznego POLITYKI - „Tajniki II wojny”:

Tytuł: Pomocnik Historyczny POLITYKI - „Tajniki II wojny”
Oprawa: klejona
Liczba stron: 164
Format: A4
Rok wydania: 2015
Wydawca: Polityka
Cena: 24,99 zł
Do kupienia w dobrych punktach sprzedaży prasy i w sklepie internetowym www.sklep.polityka.pl

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

1 2 3 4
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Tadeusz Zawadzki

Współpracownik tygodnika "Polityka"

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org