Autor: Sebastian Adamkiewicz
Tagi: Historia społeczna, Opinie, Zabytki, II wojna światowa, Warszawa, Polska, Mazowsze
Opublikowany: 2015-08-01 13:47
Licencja: wolna licencja

Jest taka szkoła w Warszawie

Jest taka szkoła w Warszawie, która mogłaby być symbolem powstania. Jej historia nieodłącznie związana jest z dziejami sierpniowego zrywu i łączy w sobie heroizm z tragizmem tamtych dni. Jest taka szkoła, która dzisiaj tętni życiem, będąc najlepszym świadectwem miasta, które wstało z morza ruin.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2

Zobacz też: Powstanie Warszawskie w Histmag.org

U zbiegu ulicy Drewnianej i Dobrej na Powiślu w Warszawie, w pobliżu Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego i nieopodal Mostu Świętokrzyskiego, stoi secesyjny budynek z wyraźnie zarysowanymi wieżyczkami. Na jego dziedzińcu stoi rzeźba sowy – nieodłącznego symbolu placówki nazywanej kiedyś szkołą „pod mądrą sową”. Dziś mieści się tu Zespół Szkół nr 69 składający się ze Szkoły Podstawowej nr 41 i Gimnazjum nr 40. Sama budowla powstała na początku XX wieku. Inicjatorem jej powstania był dr Józef Polak – higienista i lekarz, założyciel Warszawskiego Towarzystwa Higienicznego. Miała mieścić szkoły elementarne dla powiślańskich dzieci i młodzieży. Sama dzielnica uważana była wtedy za rejon biedy. Stała tu rzadka zabudowa drewniana, nad którą szkoła wyraźnie górowała. Imponowała też wyposażeniem. Składała się nie tylko z rozlicznych sal lekcyjnych, dużej hali gimnastycznej, mieszkań dla nauczycieli, ale także szatni i natrysków, z których podopieczni mieli korzystać. Była więc swoistym wykwitem pracy organicznej, nadzieją, że edukacja wyrwie dzieci z obszarów nędzy. Być może dlatego cieszyła się w Warszawie dużą sławą i popularnością. II wojna światowa dopisać miała do dziejów szkoły zupełnie nowy rozdział.

"
":/grafika/articles2015/szkola-drewniana2.jpg Budynek Zespołu Szkół nr 69 na warszawskim Powiślu (fot. Paweł Piekarski, domena publiczna).

Cel: Powiśle

Już 1 sierpnia 1944 toku oddziały ze Zgrupowania „Krybar” zdobyły teren elektrowni położony naprzeciwko budynku szkolnego. Była to cenna zdobycz. Aż do 5 września dostarczała ona prąd do drukarni, fabryk amunicji, urządzeń wodociągowych i powstańczych szpitali. Dzięki temu powstańcza Warszawa mogła żyć. Doskonale zdawali sobie z tego sprawę Niemcy, którzy prowadzili nieustanny ostrzał. Pociski spadały z kanonierek pływających po Wiśle, skarpy przy Krakowskim Przedmieściu i stanowisk położonych w pobliżu nadwiślańskich mostów. Szkoła „pod mądrą sową” była naturalnym zapleczem dla dowództwa obrony Elektrowni. Założono tu powstańczy szpital, w którym trzymano zarówno uczestników walk, jak i cywilnych mieszkańców stolicy ranionych w czasie działań wojennych.

4 września rozpoczął się generalny szturm oddziałów niemieckich na pozycje powstańców na Powiślu. Utrzymanie dzielnicy było niezwykle istotne. Słusznie sądzono, że jeśli Sowieci zdobędą warszawską Pragę, będzie to naturalne miejsce ewentualnego desantu. Z tego samego powodu na zdobyciu tego terenu bardzo zależało Niemcom. Do walki wysłane zostały m.in. znane ze swojego okrucieństwa oddziały z Grupy Bojowej „Reinefarth” i grupy szturmowej Oskara Dirlewangera. Polacy rozpoczęli heroiczną obronę dzielnicy. Erich von dem Bach-Zelewski przyznawał w swoich dziennikach, że atak na Powiśle okazał się sprawą niełatwą, a ciężkie walki całkowicie zaskoczyły oddziały niemieckie. Powstańcy – dysponujący zaledwie około 1500 żołnierzy – wykazywali się szczególnym heroizmem. 5 września Niemcy zbliżyli się jednak do ulicy Drewnianej. Tego dnia padła też Elektrownia.

"
":/grafika/articles2015/szkola-drewniana1.jpg Żołnierze Zgrupowania Krybar na Powiślu (domena publiczna).

Los Powiśla był przesądzony. W nocy z 5 na 6 rozpoczęła się ewakuacja dzielnicy. Tuż przed upadkiem Elektrowni opustoszał również szpital w szkole na Drewnianej 8. Nie wszyscy jednak opuścili budynek. Najciężej ranni, wraz z całym personelem, pozostali na terenie szkoły. W obawie przed represjami ze strony wojsk niemieckich zniszczono wszelkie dowody świadczące, że w budynku znajdowali się ranni powstańcy. Dokumenty, emblematy i mundury spalono. Ratunkiem dla chorych miał być wyłącznie cywilny charakter lecznicy. Obecnych na terenie szpitala powstańców przebrano, aby nie wzbudzać podejrzeń. Wśród nich był m.in. major Wacław Janaszek „Bolek”, szef sztabu elitarnego Zgrupowania „Radosław”. Rannych trzymano w podziemiach szkoły. W dniu kapitulacji szpitala było w nim 22 pacjentów i część dawnego personelu. Niemcy początkowy przyjęli tłumaczenia i placówkę pozostawiono w spokoju. Ponoć szczególną ochronę zapewniał im mówiący po polsku żołnierz niemiecki – prawdopodobnie Ślązak – który dostarczał żywność i inne niezbędne do życia produkty. Wydawało się, że dla budynku na Drewnianej 8 historia powstania szczęśliwie się zakończyła.

Polecamy książkę „Z Miodowej na Bracką”:

Maciej Bernhardt
„Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego”
Wydawca: Histmag.org
Okładka: miękka
Liczba stron: 334
Format: 140x195 mm
ISBN: 978-83-925052-9-7

Książkę można również zakupić jako e-book. Przejdź do strony zakupu e-booka!

Masakra

Było tak aż do godziny 14:00, 27 września. Tego dnia do szpitala wtargnęli żołnierze Dirlewangera. Personel wyprowadzono na pobliskie boisko szkolne i postawiono twarzą do mur. W tym samym czasie w budynku rozpoczęto egzekucję. Do głowy każdego z rannych dostawiano pistolet i pojedynczym strzałem pozbawiano życia. Następnie ciała polewano benzyną i podpalano. Na podwórku szkolnym zamordowano jeszcze dwie pielęgniarki. Pozostałych przed śmiercią uratował ponoć niemiecki oficer, który przerwał masakrę. Przerażający obraz jaki można było ujrzeć w podziemiach szkoły na Drewnianej tuż po powstaniu przekazał w swojej relacji Jerzy Lisiecki, którego brat i matka zamordowani zostali w tutejszym szpitalu. Żołnierz batalionów „Ruczaj” i „Harnaś” pisał:

Zjechaliśmy na dół Tamką. Ojciec miał zapisane na kartce, że szpital był w szkole na Drewnianej. Dotarliśmy furmanką na miejsce. Wokół nie było żywej duszy. Begleiter z woźnicą gdzieś sobie poszli a my weszliśmy do szkoły. Był to duży budynek, prawie nie zniszczony. Na górze w środku wszystko było sprzątnięte. Zobaczyłem, że jest porządek, jakby wszystko było ewakuowane, nie ma bezładu, bałaganu, nie ma nic. Zeszliśmy do sutereny. Były tam duże okna wychodzące na sąsiednią ulicę. Ojciec powiedział: „Idź tu, a ja pójdę do następnej sutereny”. Zszedłem do sutereny rozejrzeć się, gdzie tu mógł być szpital. Schodzę. Zobaczyłem dużą sala, która wydawała mi się zupełnie pusta. Zobaczyłem tylko na jej początku pojedyncze, metalowe łóżko, z siatką. Na nim leżała jakaś postać. Podszedłem bliżej i zobaczyłem spalone ciało w kolorze jasnej czekolady. Nachyliłem się i zobaczyłem maleńką buzię, to musiała być śliczna młoda dziewczyna. Ciało leżało wyprostowane na siatce, z rękami wzdłuż ciała, widać siennik spalił się całkowicie. Na jednej ze spalonych nóg był założony gips. Zawołałem do ojca: „Tato, chodź zobacz, tu nikogo nie ma”. Uznałem, że szpital został ewakuowany, a to miejsce jest kostnicą, gdzie leży jakaś młoda kobieta. Nie przyjrzałem się dokładnie leżącej postaci, nie stwierdziłem czy jest to kobieta, czy mężczyzna. Ojciec podszedł bliżej, ale nic nie powiedział. Podejrzewam, że poznał już wtedy prawdę, ale się z nią ze mną nie podzielił.

Lisiecki do budynku szkoły wrócił pod koniec stycznia 1945 roku, tuż po wyzwoleniu. Placówka była już posprzątana i przygotowana do rozpoczęcia normalnego funkcjonowania. W sekretariacie dowiedział się, że na temat ewentualnych ofiar masakry dowiedzieć może się od woźnych, którzy byli w tym czasie w budynku. Tak opisywał ten dzień w swoich wspomnieniach:

Poszliśmy do pomieszczenia, które zajmowali woźni. Weszliśmy tam. Pamiętam jak dziś pokój, w którym leżała w łóżku jakaś kobieta, jak się później okazało – żona woźnego. Przedstawiliśmy się i spytali, czy była tu w szpitalu Nadzieja Lisiecka z synem. Kobieta odpowiedziała, że ona nic nie wie, że za kilka godzin będzie mąż, wtedy proszę przyjść. Zgodnie z umową wróciliśmy po paru godzinach do szkoły. Woźny był już na miejscu. Powiedział, że bardzo dobrze pamięta panią Nadzię i syna. I zaczął płakać. Opowiedział, że 27 września 1944 r. do szpitala, który od ponad 2 tygodni egzystował na ziemi niczyjej wpadli esesmani z grupy Dirlewangera. Wypędzili personel medyczny na zewnątrz, a wszystkich rannych leżących w podziemi rozstrzelali, celując każdemu w głowę. Moja mama nie chciała opuścić Konrada, więc ją też zastrzelili. Potem ciała zabitych polali benzyną i podpalili. Razem zginęło tam dwadzieścia kilka osób. Woźny powiedział, że ciało, które wziąłem za młodą dziewczynę, to był mój brat, a mama leżała u jego stóp. Wszystkich zabitych pochowano później w dużym dole wykopanym na ulicy przed szkołą.

Symbol

Dziś szkoła na Drewnianej 8 jest podobna do setek innych szkół na terenie Warszawy. Wyróżniają ją oddziały integracyjne, w których dzieci niepełnosprawne uczą się z w pełni zdrowymi oraz budynek, którego część elewacji nosi jeszcze charakterystyczne ślady walk z 1944 roku. W podziemiach szkoły są szatnie, w których w czasie przerw panuje charakterystyczny gwar. Na parterze uczą się gimnazjaliści, których szkoła nosi imię Zgrupowania „Krybar”. Wyższe piętra zajmuje Szkoła Podstawowa im. Stanisława Staszica. Tablica wisząca od strony ulicy Dobrej przypomina o tragedii z 27 września. Na boisku szkolnym, na który zgoniono personel, wiosną słychać wesołe krzyki dzieci. Życie wróciło do normy.

"
":/grafika/articles2015/szkola-drewniana3.jpg Szkoła widziana od strony boiska (fot. Paweł Piekarski, domena publiczna).

Jest więc w szkole na Drewnianej coś z symbolu powstańczej Warszawy. Jest i heroizm żołnierzy walczących o Powiśle i czekających na desant z drugiej strony Wisły, pragnących wykonać rozkaz, za którym stał w pełni wytłumaczalny cel strategiczny. Jest i tragiczna historia, która spotkała wiele placówek szpitalnych i tysiące bestialsko zamordowanych cywilów. Jest też wreszcie normalność, która pomimo tragedii wróciła do tego miejsca zostawiając historię w tle. Historia tej szkoły to historia całego powstania, która przy pominięciu jednego choćby z wyżej wymienionych elementów traci sens. Nie ma opowieści o powstaniu warszawskim bez odwagi żołnierzy, którzy niezależnie od poglądów stanęli do walki o wolność, choć często zadanie jakie przed nimi postawiono było awykonalne. Nie ma historii powstania bez wielkiej tragedii ludności cywilnej, bez mordów, masakr i ogromu zbrodni jaka spotkała w tych dniach Warszawę. Nie ma wreszcie powstania bez Warszawy stojącej na nowo i może czasem nazbyt lekko przechodzącą nad swoją przeszłością. Może właśnie dlatego dziś o 17:00 warto aby stawała w zadumie nad każdym elementem wydarzeń z 1944 roku. Nie tylko w podziwie nad bohaterstwem, nie w empatycznej wściekłości, która pyta czy to miało sens, ale w refleksji, że stoi na morzu ruin i krwi tych, którzy zginęli bądź to o walcząc o wolność, bądź to z całkowitego przypadku.

Artykuły publicystyczne w naszym serwisie zawierają osobiste opinie naszych redaktorów i publicystów. Nie przedstawiają one oficjalnego stanowiska redakcji „Histmag.org”. Masz inne zdanie i chcesz się nim podzielić na łamach „Histmag.org”? Wyślij swój tekst na: "t.leszkowicz@histmag.org":mailto:t.leszkowicz@histmag.org. Na każdy pomysł odpowiemy.

Redakcja: Tomasz Leszkowicz

Dziękujemy, że z nami jesteś! Chcesz, aby Histmag rozwijał się, wyglądał lepiej i dostarczał więcej ciekawych treści? Możesz nam w tym pomóc! Kliknij tu i dowiedz się, jak to zrobić!

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Sebastian Adamkiewicz
Członek redakcji portalu „Histmag.org”, doktor nauk humanistycznych, asystent w dziale historycznym Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, współpracownik Dziecięcego Uniwersytetu Ciekawej Historii współzałożyciel i członek zarządu Fundacji Nauk Humanistycznych. Zajmuje się badaniem dziejów staropolskiego parlamentaryzmu oraz kultury i życia elit politycznych w XVI wieku. Interesuje się również zagadnieniami związanymi z dydaktyką historii, miejscem „przeszłości” w życiu społecznym, kulturze i polityce oraz dziejami propagandy. Miłośnik literatury faktu, podróży i dobrego dominikańskiego kaznodziejstwa. Współpracuje - lub współpracował - z portalem onet.pl, czasdzieci.pl, novinka.pl, miesięcznikiem "Uważam Rze Historia".

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy