Opublikowano
2015-08-01 14:47
Licencja
Wolna licencja

Jest taka szkoła w Warszawie

(strona 2)

Jest taka szkoła w Warszawie, która mogłaby być symbolem powstania. Jej historia nieodłącznie związana jest z dziejami sierpniowego zrywu i łączy w sobie heroizm z tragizmem tamtych dni. Jest taka szkoła, która dzisiaj tętni życiem, będąc najlepszym świadectwem miasta, które wstało z morza ruin.


Strony:
1 2

Masakra

Było tak aż do godziny 14:00, 27 września. Tego dnia do szpitala wtargnęli żołnierze Dirlewangera. Personel wyprowadzono na pobliskie boisko szkolne i postawiono twarzą do mur. W tym samym czasie w budynku rozpoczęto egzekucję. Do głowy każdego z rannych dostawiano pistolet i pojedynczym strzałem pozbawiano życia. Następnie ciała polewano benzyną i podpalano. Na podwórku szkolnym zamordowano jeszcze dwie pielęgniarki. Pozostałych przed śmiercią uratował ponoć niemiecki oficer, który przerwał masakrę. Przerażający obraz jaki można było ujrzeć w podziemiach szkoły na Drewnianej tuż po powstaniu przekazał w swojej relacji Jerzy Lisiecki, którego brat i matka zamordowani zostali w tutejszym szpitalu. Żołnierz batalionów „Ruczaj” i „Harnaś” pisał:

Zjechaliśmy na dół Tamką. Ojciec miał zapisane na kartce, że szpital był w szkole na Drewnianej. Dotarliśmy furmanką na miejsce. Wokół nie było żywej duszy. Begleiter z woźnicą gdzieś sobie poszli a my weszliśmy do szkoły. Był to duży budynek, prawie nie zniszczony. Na górze w środku wszystko było sprzątnięte. Zobaczyłem, że jest porządek, jakby wszystko było ewakuowane, nie ma bezładu, bałaganu, nie ma nic. Zeszliśmy do sutereny. Były tam duże okna wychodzące na sąsiednią ulicę. Ojciec powiedział: „Idź tu, a ja pójdę do następnej sutereny”. Zszedłem do sutereny rozejrzeć się, gdzie tu mógł być szpital. Schodzę. Zobaczyłem dużą sala, która wydawała mi się zupełnie pusta. Zobaczyłem tylko na jej początku pojedyncze, metalowe łóżko, z siatką. Na nim leżała jakaś postać. Podszedłem bliżej i zobaczyłem spalone ciało w kolorze jasnej czekolady. Nachyliłem się i zobaczyłem maleńką buzię, to musiała być śliczna młoda dziewczyna. Ciało leżało wyprostowane na siatce, z rękami wzdłuż ciała, widać siennik spalił się całkowicie. Na jednej ze spalonych nóg był założony gips. Zawołałem do ojca: „Tato, chodź zobacz, tu nikogo nie ma”. Uznałem, że szpital został ewakuowany, a to miejsce jest kostnicą, gdzie leży jakaś młoda kobieta. Nie przyjrzałem się dokładnie leżącej postaci, nie stwierdziłem czy jest to kobieta, czy mężczyzna. Ojciec podszedł bliżej, ale nic nie powiedział. Podejrzewam, że poznał już wtedy prawdę, ale się z nią ze mną nie podzielił.

Lisiecki do budynku szkoły wrócił pod koniec stycznia 1945 roku, tuż po wyzwoleniu. Placówka była już posprzątana i przygotowana do rozpoczęcia normalnego funkcjonowania. W sekretariacie dowiedział się, że na temat ewentualnych ofiar masakry dowiedzieć może się od woźnych, którzy byli w tym czasie w budynku. Tak opisywał ten dzień w swoich wspomnieniach:

Poszliśmy do pomieszczenia, które zajmowali woźni. Weszliśmy tam. Pamiętam jak dziś pokój, w którym leżała w łóżku jakaś kobieta, jak się później okazało – żona woźnego. Przedstawiliśmy się i spytali, czy była tu w szpitalu Nadzieja Lisiecka z synem. Kobieta odpowiedziała, że ona nic nie wie, że za kilka godzin będzie mąż, wtedy proszę przyjść. Zgodnie z umową wróciliśmy po paru godzinach do szkoły. Woźny był już na miejscu. Powiedział, że bardzo dobrze pamięta panią Nadzię i syna. I zaczął płakać. Opowiedział, że 27 września 1944 r. do szpitala, który od ponad 2 tygodni egzystował na ziemi niczyjej wpadli esesmani z grupy Dirlewangera. Wypędzili personel medyczny na zewnątrz, a wszystkich rannych leżących w podziemi rozstrzelali, celując każdemu w głowę. Moja mama nie chciała opuścić Konrada, więc ją też zastrzelili. Potem ciała zabitych polali benzyną i podpalili. Razem zginęło tam dwadzieścia kilka osób. Woźny powiedział, że ciało, które wziąłem za młodą dziewczynę, to był mój brat, a mama leżała u jego stóp. Wszystkich zabitych pochowano później w dużym dole wykopanym na ulicy przed szkołą.

Symbol

Dziś szkoła na Drewnianej 8 jest podobna do setek innych szkół na terenie Warszawy. Wyróżniają ją oddziały integracyjne, w których dzieci niepełnosprawne uczą się z w pełni zdrowymi oraz budynek, którego część elewacji nosi jeszcze charakterystyczne ślady walk z 1944 roku. W podziemiach szkoły są szatnie, w których w czasie przerw panuje charakterystyczny gwar. Na parterze uczą się gimnazjaliści, których szkoła nosi imię Zgrupowania „Krybar”. Wyższe piętra zajmuje Szkoła Podstawowa im. Stanisława Staszica. Tablica wisząca od strony ulicy Dobrej przypomina o tragedii z 27 września. Na boisku szkolnym, na który zgoniono personel, wiosną słychać wesołe krzyki dzieci. Życie wróciło do normy.

Szkoła widziana od strony boiska (fot. Paweł Piekarski, domena publiczna).

Jest więc w szkole na Drewnianej coś z symbolu powstańczej Warszawy. Jest i heroizm żołnierzy walczących o Powiśle i czekających na desant z drugiej strony Wisły, pragnących wykonać rozkaz, za którym stał w pełni wytłumaczalny cel strategiczny. Jest i tragiczna historia, która spotkała wiele placówek szpitalnych i tysiące bestialsko zamordowanych cywilów. Jest też wreszcie normalność, która pomimo tragedii wróciła do tego miejsca zostawiając historię w tle. Historia tej szkoły to historia całego powstania, która przy pominięciu jednego choćby z wyżej wymienionych elementów traci sens. Nie ma opowieści o powstaniu warszawskim bez odwagi żołnierzy, którzy niezależnie od poglądów stanęli do walki o wolność, choć często zadanie jakie przed nimi postawiono było awykonalne. Nie ma historii powstania bez wielkiej tragedii ludności cywilnej, bez mordów, masakr i ogromu zbrodni jaka spotkała w tych dniach Warszawę. Nie ma wreszcie powstania bez Warszawy stojącej na nowo i może czasem nazbyt lekko przechodzącą nad swoją przeszłością. Może właśnie dlatego dziś o 17:00 warto aby stawała w zadumie nad każdym elementem wydarzeń z 1944 roku. Nie tylko w podziwie nad bohaterstwem, nie w empatycznej wściekłości, która pyta czy to miało sens, ale w refleksji, że stoi na morzu ruin i krwi tych, którzy zginęli bądź to o walcząc o wolność, bądź to z całkowitego przypadku.

Artykuły publicystyczne w naszym serwisie zawierają osobiste opinie naszych redaktorów i publicystów. Nie przedstawiają one oficjalnego stanowiska redakcji „Histmag.org”. Masz inne zdanie i chcesz się nim podzielić na łamach „Histmag.org”? Wyślij swój tekst na: t.leszkowicz@histmag.org. Na każdy pomysł odpowiemy.

Redakcja: Tomasz Leszkowicz

Dziękujemy, że z nami jesteś! Chcesz, aby Histmag rozwijał się, wyglądał lepiej i dostarczał więcej ciekawych treści? Możesz nam w tym pomóc! Kliknij tu i dowiedz się, jak to zrobić!


Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.
Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Sebastian Adamkiewicz

Członek redakcji portalu „Histmag.org”, doktor nauk humanistycznych, asystent w dziale historycznym Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, współpracownik Dziecięcego Uniwersytetu Ciekawej Historii, współzałożyciel i członek zarządu Fundacji Nauk Humanistycznych. Zajmuje się badaniem dziejów staropolskiego parlamentaryzmu oraz kultury i życia elit politycznych w XVI wieku. Interesuje się również zagadnieniami związanymi z dydaktyką historii, miejscem „przeszłości” w życiu społecznym, kulturze i polityce oraz dziejami propagandy. Miłośnik literatury faktu, podróży i dobrego dominikańskiego kaznodziejstwa. Współpracuje - lub współpracował - z portalem onet.pl, czasdzieci.pl, novinka.pl, miesięcznikiem "Uważam Rze Historia".

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org