Opublikowano
2017-09-10 21:00
Licencja
Wolna licencja

John Lynn – „Bagnety Republiki. Motywacja i taktyka armii rewolucyjnej Francji 1791-1794” – recenzja

Rewolucja Francuska zadała śmiertelny cios Staremu Porządkowy we wszystkich gałęziach życia. Nie ominęło to również tradycyjnego bastionu konserwatyzmu – armii.


„Bagnety Republiki. Motywacja i taktyka armii rewolucyjnej Francji 1791-1794” - okładka Autor: John Lynn
Tytuł: „Bagnety Republiki. Motywacja i taktyka armii rewolucyjnej Francji 1791-1794”
Wydawnictwo: Napoleon V
ISBN: 978-83-65652-35-5
Rok wydania: 2016
Format: B5,
Oprawa: twarda
Liczba stron: 336
Cena: 65,00 zł

Ocena naszego recenzenta: 9/10
(jak oceniamy?)
Inne recenzje książek historycznych

John Lynn dokonał żmudnej, mrówczej pracy – wykaz źródeł, jakie analizował budzi podziw. Są to nie tylko oficjalne dokumenty wojskowe (regulaminy, indywidualne instrukcje, polecenia), a także liczne rozporządzenia, ordonanse, rozkazy. Aby zobaczyć jak wygląda zastosowanie teorii w praktyce, przeanalizował liczne wspomnienia prostych żołnierzy. Dzięki temu zapoznał się nie tylko z rzeczywistym (na ile można ufać wspomnieniom) stanem i wyglądem wojska, lecz także z motywacją jaką kierowali się żołnierze.

Bagnety Republiki. Motywacja i taktyka armii rewolucyjnej Francji 1791-1794” – nowe wojsko

Napoleon mawiał, że 75 procent wartości wojska to motywacja. W dzisiejszej dobie może to nieco śmieszyć, ale przed Rewolucją Przemysłową sprawa nie była taka prosta. Wiek Oświecenia w pewien sposób ominął wojsko, gdzie wciąż walczono w zwartych szykach. Ale na horyzoncie pojawił się postęp technologiczny i zmiany polityczne. Jeszcze Fryderyk Wielki mawiał, że żołnierz powinien bardziej bać się kija kaprala niż kul nieprzyjaciela. Ale rewolucyjne wojska należało już motywować w inny sposób, inaczej też należało je szkolić.

Lynn stanął zatem przed niezwykle trudnym zadaniem – jak ukazać zmiany dotykające francuskie wojska. Jako próbę wybrał największe zgrupowanie rewolucyjne – Armię Północy, która z racji liczebności i rosnącego skomplikowania teatru operacyjnego z czasem podzieliła się na kilka innych związków operacyjnych m.in. Armię Sambry i Mozy czy osławioną Armię Renu.

Wybór próby można uznać za trafiony – co prawda dalej Polacy są pod czarem Napoleona i walczących u jego boku Legionów Dąbrowskiego, ale nie zapominajmy, że front włoski był drugorzędnym teatrem operacyjnym. Kluczowe walki toczyły się na froncie północnym i północno-wschodnim. Przesadą byłoby uznanie Armii Północy za probierz całości sił zbrojnych rewolucyjnej Francji – na co z pokorą wskazuje sam Lynn – jednak jest ona (jako oczko w głowie rządu) najbliżej ideału, jaki Rewolucja zamierzała zaszczepić w wojsku.

Komisarze

Autor podzielił pracę na dwie w miarę równie części. Pierwsza skupia się na morale i motywowaniu armii. Wraz z nieodwracalnym odejściem od starych metod, opartych na przemocy i urodzeniu zwierzchników, trzeba było znaleźć inny sposób na zachowanie porządku w szeregach. Problem polegał na tym, że z jednej strony głoszono wszem i wobec, że „wszyscy ludzie są równi i wolni”, ale wojsko nie mogło być chodzącym sejmikiem.

Krok po kroku śledzimy w jaki sposób starano się zachować tradycyjną dyscyplinę nowymi metodami. Po pierwsze, postawiono na podmiotowość żołnierza jako obywatela broniącego kraju. Po drugie, na każdym kroku starano się go celebrować, a po trzecie – pozwolono na dyskusję polityczną, oczywiście w granicach rozsądku (które szybko przekroczono). Szczególne interesujący jest fakt roli czasopism politycznych masowo kolportowanych w wojsku, które były zamawiane przez… armię. Można powiedzieć, że liczni wydawcy żyli dzięki temu, ale zamówienia zależały raczej do politycznej afiliacji ministra wojny niż od rzeczywistych potrzeb.

Jak się okazuje komisarz armijny to nie wymysł bolszewików, ale rewolucyjnej Francji. Wyższym oficerom, często pochodzącym ze starej armii, po prostu nie ufano. Stąd zgoda na masowe denuncjacje, podkopujące autorytet dowódców i codzienną służbę. Charakterystyczne jednak, że osławieni komisarze rozpanoszyli się po zaskakującej dla wielu zdradzie Charlesa Dumourieza – zbawcy Francji spod Valmy w 1792 r. Zapłaciło za nią wielu innych oficerów, którzy wychodzili z założenia, że wojsko to nie klub dyskusyjny. Ciekawe natomiast, że na gilotynę potrafiono wysyłać także i niekompetentnych generałów, których zapału nie sposób było zanegować.

Szkolenie

Motywacja była ważna, tym bardziej, że gdy kończył się dopływ ochotników, pojawiał się problem uzupełnień, a także przyspieszonego i intensywnego szkolenia. W drugiej części opracowania Lynn analizował jak należało walczyć z problemem braku wyszkolenia. Osiemnastowieczna taktyka przypominała balet dobrze naoliwionych maszyn, ale było to zdecydowanie zbyt skomplikowane dla nowozaciężnych ochotników. Stąd liczne próby połączenia solidnych rzemieślników (stara armia liniowa) z pełnymi zapału rewolucjonistami (Gwardia Narodowa, ochotnicy, poborowi).

Choć mówi się, że Rewolucja zrewolucjonizowała również taktykę, to Autor jest raczej wstrzemięźliwy wobec takich wniosków. Przekonywująco dowodzi, że pomysły na rewolucyjne rozwiązania taktyczne istniały w francuskim piśmiennictwie wojskowym znacznie wcześniej, lecz nikt ich nie wdrażał. W końcu wojsko regulaminem stoi, a żołnierze zazwyczaj szykują się do poprzedniej wojny. Innymi słowy, późniejsza taktyka napoleońska jest nie tyle spadkiem po Rewolucji, co raczej po wcześniejszych teoriach. Choć faktem jest że gdyby nie Rewolucja, nie byłoby zapewne realnej szansy ich wdrożyć.

*

Autor kończy swoją pracę na upadku jakobinów, co ma przynajmniej trzy znaczenia. Po pierwsze kończy się wówczas „rewolucyjny zapał” w reformowaniu wojska, po drugie – pierwszy i największy etap tych reform. W 1789 r. Francuzi dysponowali typową armią Starego Porządku, w 1794 r. zupełnie nową, nie mającą już wiele wspólnego ze swoją poprzedniczką. Po trzecie wreszcie: wielka Armia Północy została przeformowana w kilka innych, które samodzielnie zapisywały chlubny szlak bojowy. To zaś nie byłoby możliwe gdyby nie trend jaki Armia Północy nadała francuskim siłom zbrojnym.


Rafał A. Ziemkiewicz – „Złowrogi cień Marszałka” – recenzja

Jak skutecznie odrzeć czytelnika z dobrego wrażenia, jakie wynosi z lektury przedniej publicystyki? Wystarczy nie zadbać dostatecznie o podstawowy – wydawałoby się – element książki. O faktografię.



Czytaj dalej...
Regulamin komentarzy

Cytat: "osławioną Armię Renu". Czy szło o sławną, czy też o pozbawioną tej sławy armię? Proszę uważać z tym słowem. Później są "osławieni komisarze". Czyli jacy?



Odpowiedz
Michał Staniszewski

Absolwent Wydział Historycznego UW, autor książki „Fort Pillow 1864”. Badacz zagadnień związanych z historią wojskowości, a w szczególności wpływu wojny na przemiany społecznych, gospodarczych i kulturowych - ze szczególnym uwzględnieniem konfliktów XIX wieku.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org