Opublikowano
2011-08-01 16:10
Licencja
Wolna licencja

Klęska, krytyka i argumenty „ad comunismum”

Od kilku dni zastanawiałem się w jaki sposób w tym roku opowiadać w „Histmag.org” o kolejnej rocznicy wybuchu powstania warszawskiego unikając odwiecznego, prawdopodobnie nierozwiązalnego na gruncie nauk historycznych, pytania „czy powstanie powinno wybuchnąć?”. Jak się okazuje, nasza skomplikowana historia dosięgnie nawet tych, którzy chcą spojrzeć na nią w inny sposób.


Iskrą, od której zapalił się płomień kolejnego odcinka historyczno-ideowo-publicystycznego sporu, był wpis ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego w serwisie społecznościowym Twitter. Stwierdził on, że z Powstania Warszawskiego, jako narodowej katastrofy, także należy wyciągnąć lekcję. Do swoich słów dołączył też odnośnik do strony www.powstanie.pl – serwisu tytułującego się „stroną przeciwników kultu sprawców Powstania Warszawskiego”.

Wypowiedź polityka Platformy Obywatelskiej wywołała reakcję stołecznych radnych Prawa i Sprawiedliwości. W oświadczeniu podpisanym przez prezydium swojego klubu w Radzie Warszawy stwierdzili oni, że słowa ministra godzą w pamięć o powstaniu. „Podważanie sensu heroicznego zrywu Powstańców Warszawskich, atak na ich dowódców, przywołuje w pamięci praktyki władz komunistycznych, które nie powinny mieć miejsca w Wolnej i Niepodległej Rzeczypospolitej” – napisano. Przy okazji zażądano (niemalże w imieniu tysięcy Warszawiaków), by również prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz odniosła się do słów swojego partyjnego kolegi i określiła swój stosunek do heroicznego zrywu sprzed 67 lat.

Czy powstanie miało sens? To pytanie nie traci na aktualności (na ilustracji patrol porucznika Stanisława „Agatona” Jankowskiego z batalionu „Pięść” w drodze z Woli do Śródmieścia, 1 sierpnia 1944 roku; fot. Stefan Bałuk)

Czy powstanie warszawskie zakończyło się zwycięstwem? Niestety nie. Czy było „narodową katastrofą”? W pewnym sensie tak, podobnie jak klęska wrześniowa 1939 r., która skutkowała podziałem Polski i ponad pięcioletnią okupacją. Mając w pamięci moralny i symboliczny wymiar obydwu wydarzeń, pamiętamy o ich realnych konsekwencjach – zabitych żołnierzach i cywilach, zniszczonych miastach, straconych dobrach kultury narodowej. Mimo to, zarówno 1 sierpnia jak i 1 września, pochylamy się nad wydarzeniami sprzed prawie 70 lat, czcimy bohaterstwo ich uczestników, rozważamy sens walki, patriotyzmu i historii.

Radni PiS użyli swojskiego młota na wszelkie dyskusje – porównali opinie adwersarza do praktyk komunistów. Z takimi argumentami trudno dyskutować, bo nic nie przebije wizji wyrywanych paznokci i plakatu „AK – zapluty karzeł reakcji”. Jak to zwykle z polskim komunizmem bywa, jest to prawda, ale nie całkowita. Po 1956 r. nikt już nie wsadzał byłych powstańców do więzień, a władza zgodziła się na kompromisowe uczczenie tego wydarzenia w formie: bohaterstwo szeregowych żołnierzy, zbrodnicza, błędna i nieodpowiedzialna polityka dowództwa.

Mało kto jest świadom tego, że jeden z najbardziej znanych dowódców powstania, płk Jan Mazurkiewicz „Radosław”, pozostał w Polsce Ludowej, po wojnie zajmował się opieką nad swoimi żołnierzami i organizacją pochówków, a po wyjściu z więzienia w 1956 r. był wiceprezesem ZBoWiD-u i reprezentantem środowiska AK w oficjalnym upamiętnieniu wojny i Powstania. Nie mówiono wówczas oczywiście całej prawdy o zrywie z 1944 r. Tę powiedziano najpierw w czasie „karnawału Solidarności”, a w pełni po 1989 r.

Praktyka komunistyczna polegała na tym, że zezwalano na publiczny żywot tylko jednej wizji wydarzeń, zgodnej z założeniami aktualnej polityki. Te czasy na szczęście się skończyły. Dzisiaj już nikt nie zebrania mówienia całej prawdy o politycznej, wojskowej i moralnej genezie powstania. Każde z wydarzeń historycznych można oceniać w różny sposób. Spojrzenie krytyczne potrzebne jest nie tylko do dekonstrukcji dawnych mitów i kłamstw, ale także do poznania realnych twarzy dawnych przywódców, dziś zatopionych w brązie i nakrytych wieńcami. Kto wie – może mimo zaciętej krytyki pozostaną oni nadal bohaterami?

Zniszczona Warszawa (autor: M. Swierczynski, domena publiczna)

Można być krytykiem dowódców, przy jednoczesnym ogromnym szacunku dla bohaterstwa, patriotyzmu i poświęcenia się młodych ludzi, którzy w sierpniu 1944 r. ruszyli do walki za niepodległą Polskę. Zbieżność tych poglądów z wizją, jaką prezentowali rządzący Polską Ludową, nie oznacza jednak przestępstwa i hańby. A używanie młota w postaci argumentu „ad comunismum” jest grubą przesadą.

Na szczęście pojawił się już głos rozsądku. Prezes Związku Powstańców Warszawskich gen. Zbigniew Ścibor-Rylski powiedział wczoraj po mszy św. w intencji poległych uczestników powstania:

Na rocznicowe uroczystości nie przychodzimy w glorii zwycięzców. Z pokorą pochylamy głowy nad narodowym dramatem [...] Powstanie Warszawskie było jednym z najdramatyczniejszych wydarzeń w tysiącletniej historii Polski. Nic więc dziwnego, że jego ocena, zwłaszcza polityczna i moralna, jest ciągle jeszcze przedmiotem rozważań, a niekiedy skrajnych, przeciwstawnych poglądów [...] Wierzymy, że w wolnym kraju różnice zdań wynikają z troski o wyciągnięcie ważnych dla narodu wniosków, inspirowane są intencją utrwalenia w pamięci narodowej obrazu najbliższego obiektywnej prawdzie. Ale chcielibyśmy, by w tym obrazie, obok udokumentowanych faktów i zasadnych hipotez, pozostał także ślad naszych ówczesnych wzruszeń.

Słowa generała pokazują rozwagę, dojrzałość i patriotyzm uczestników walk sprzed 67 lat. Na ich tle widać, jak bardzo nadgorliwi bywają epigoni bohaterów, ich synowie czy wnukowie.

Źródło: gazeta.pl, dzieje.pl.

Zobacz też:

Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Artur |

Normalny: coś ci się kompletnie pomyliło z tą Armią Czerwoną.



Odpowiedz

Gość: pamiętliwy |

Tow. Stylisto: celowo, na śmierć bez broni, przez zdrajcę Berlinga wysłani, to byli Polacy pod Lenino.



Odpowiedz

Gość: Jan Muszyński |

Jeśli już wracamy pamięcią do lat Polski Ludowej: To był chyba rok 1959, 1 sierpnia, 15 rocznica Powstania. Akurat tego dnia wracałem z moją mamą z wakacji, przejeżdżaliśmy przez Warszawę. Miasto było uroczyście przystrojone, flagi narodowe, przy tablicach upamiętniających miejsca straceń z czasów okupacji i miejsca walk powstańczych - świeże kwiaty i warty złożone z żołnierzy i harcerzy. W przeciwieństwie do obecnych obchodów - nie było triumfalizmu, nie było zachwytów: \"Ach, jak oni pięknie ginęli!\". Była atmosfera zadumy, żalu, bólu po stracie najbliższych. Wtedy jeszcze śmierć poległych i pomordowanych nie była abstrakcją: dla wielu mieszkańców Warszawy wtedy pamięć o Powstaniu oznaczała pamięć o poległym bracie, o rozstrzelanych rodzicach, o siostrze, która zginęła pod bombami. Dopiero po roku 1989 zaczęło się budowanie na tej śmierci politycznego kapitału.



Odpowiedz

Gość: Patryk |

@stylista - ciekawa merytoryczna wypowiedź, oby takich więcej..



Odpowiedz

Gość |

Zaraz padnę ze śmiechu. Uwielbiam, gdy ktoś uważa, że moja miłość do ojczyzny jest mniejsza albo fałszywa tylko dlatego, że nie zgadzam się z czyimiś poglądami.



Odpowiedz
Tomasz Leszkowicz

Redaktor działu naukowego, członek redakcji merytorycznej portalu od października 2006 roku, redaktor naczelny Histmag.org od grudnia 2014 roku do lipca 2017 roku. Doktorant w Instytucie Historii im. Tadeusza Manteuffla Polskiej Akademii Nauk. Absolwent Instytutu Historycznego i Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Były członek Zarządu Studenckiego Koła Naukowego Historyków UW. Specjalizuje się w historii dwudziestego wieku (ze szczególnym uwzględnieniem PRL), interesuje się także społeczno-polityczną historią wojska. Z uwagą śledzi zagadnienia związane z pamięcią i tzw. polityką historyczną (dawniej i dziś). Publikował m.in. w „Mówią Wieki”, „Uważam Rze Historia”, „Pamięci.pl”, „Polityce” oraz „Dziejach Najnowszych”. Oprócz historii pasjonuje go rock i poezja śpiewana, jest miłośnikiem kabaretów, książek Ryszarda Kapuścińskiego i Hansa Helmuta Kirsta oraz gier z serii Europa Universalis.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org