Autor: Stanisław Żuławski
Tagi: Artykuły, Historia polityczna, Historia religii, Starożytny Rzym
Pierwsza publikacja: 2017-01-08 16:00, aktualizacja: 2020-05-20 09:05
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone

Konstantyn Wielki i chrześcijańska rewolucja w Rzymie

Konstantyn Wielki nazywany był Wielkim. Dla jednych był świętym, dla innych trzynastym apostołem. Wa jaki sposób rzymski cesarz Konstantyn zmienił bieg historii?
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3

Konstantyn Wielki: sylwetka

Pierwszy cesarz chrześcijański, nazwany przez katolickich apologetów Wielkim a przez Kościół prawosławny do dziś uznawany za świętego i trzynastego apostoła, miał fundamentalny wpływ na kształt przechodzącego kryzys, zmierzchającego cesarstwa, a także na religijne oblicze przyszłej Europy i samo chrześcijaństwo.

Konstantyn (fot. Markus Bernet, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 2.5).
Uważa się go powszechnie, choć nie do końca słusznie, za inicjatora sojuszu tronu i ołtarza pod znakiem Krzyża. Co jest pewne, wyniósł on na wyżyny prześladowane dotąd chrześcijaństwo, by zmienić charakter pogańskiego Imperium. Proces ten okazał się jednak obustronny, bowiem nie tylko Rzym został „zrewolucjonizowany” przez nowo awansowaną religię, ale i ona sama pod wpływem jego dziedzictwa zmieniła się nie do poznania. Wystarczyło niecałe stulecie po czasach prześladowań, by radykalna religia męczenników przeobraziła, się przyoblekając imperialne szaty w konfesję autorytetu, hierarchii i tradycji.

Dlatego też większość nowożytnych ruchów reformatorskich, nawiązujących do pierwotnych ideałów ewangelicznych, będzie bardzo krytycznie oceniać sojusz Kościoła i Imperium. Konstantyn w ich przekonaniu będzie uosabiać całe zło rzekomo zgubnego kompromisu między sferą sacrum i regnum.

Konstantyn to postać trudna do oceny, zagadkowa i niejednoznaczna, podobnie jak motywacje, które nim kierowały. Przyjęło się dawniej uważać jego konwersję jako powodowaną cyniczną kalkulacją polityczną, jednakże wiele wskazuje raczej na autentyczną, szczerą decyzję. Nie jest natomiast absolutnie prawdą twierdzenie, jakoby Konstantyn ochrzcił Imperium czyniąc chrześcijaństwo religią państwową. Z pewnością zainicjował ten proces kładąc fundamenty pod materialną potęgę Kościoła, wyposażył go też w niezbędne instrumenty władzy i niejako wymusił kodyfikacje doktryny. Jednakże, będąc raczej realistą politycznym, nie podniósł ręki na pogaństwo, konsekwentnie, aż do końca swych dni prowadząc politykę tolerancji religijnej.

Większość źródeł dotyczących samego Konstantyna jest stronnicza. Brakuje obiektywnych ocen, gdyż jest on zazwyczaj tematem panegiryków bądź nagan uzasadnionych jednakowo, bo ideologicznie. Ojcowie Kościoła, z małymi wyjątkami, wychwalali go na wszelki możliwy sposób, natomiast pisarze pogańscy eksponowali jego okrucieństwo czy despotyzm. Wyjątkiem jest tu poganin Praksagoras z Aten, który potrafił się wznieść ponad ideowe uprzedzenia i docenić niewątpliwe talenty Konstantyna. Zarówno Historia kościelna jak i Żywot Konstantyna związanego z biskupim dworem Euzebiusza z Cezarei to panegiryki na cześć cesarza, podobnie zresztą jak O śmierci prześladowców Laktancjusza, gdzie „cnotliwi” Konstantyn i Licyniusz przeciwstawieni zostali krwiożerczemu Dioklecjanowi. Inne źródło ‒ Panegyrici Latini ‒ adaptuje materiał historyczny pod kątem idealizacji wizerunku cesarza. Z kolei Nowa Historia Zosimosa popada w przesadę, zniekształcając obraz w drugą stronę. W istocie i biografia samego Konstantyna pełna była, jak się okaże, takich retuszy, mających na celu ukrycie tych jego poczynań, które świadczyły o ambiwalencji religijnej, z biegiem czasu coraz bardziej niewygodnej z racji przyjętej przezeń postawy względem chrześcijaństwa.

Ojciec Konstantyna, Konstancjusz Chlorus, był poganinem, wyznawcą Sol Invictus jako Trak z pochodzenia. Mimo iż nie był fanatykiem, to jednak za czasów swoich współrządów z Dioklecjanem nie cofał się przed wykonywaniem edyktów antychrześcijańskich. Później dla celów propagandowych Konstantyn uczynił z niego chrześcijanina, w czym wtórował mu nadworny teolog Euzebiusz z Cezarei: „bardzo życzliwy dla słowa Bożego”, „żadnym sposobem nie uczestniczył w wojnie przeciwko nam”1 ‒ takimi słowami opisywał jego ojca.

Dla samego Konstantyna jednak nie było miejsca w planach politycznych tetrarchów. Przebywał jako honorowy zakładnik na dworze Galeriusza i ręczył za lojalność swojego ojca, cezara Konstancjusza Chlorusa. Konstancjusz później, na łożu śmierci, rzekomo wyznaczy Konstantyna na swego następcę. Nie ma na to jednak żadnych dowodów, prócz słów samego zainteresowanego.2 W następstwie śmierci Konstancjusza starszym augustem został Galeriusz, młodszym Sewer a cezarem Maksymin Daja; oni to, wedle reguły tetrarchicznej, mieli wyznaczyć nowego cezara. Tymczasem wierni mu żołnierze okrzyknęli Konstantyna wręcz augustem. Ten postanowił wykorzystać sytuację. Wysłał zatem do Galeriusza posłów rzekomo potwierdzając jego zwierzchność, a w istocie stawiając go przed faktem dokonanym. Poselstwo żołnierzy Konstantyna złożyło czerwoną szatę augusta Konstancjusza Chlorusa z sugestią, jakoby to Konstantyn jako jego syn miał zostać prawnie augustem. W ten sposób, podbijając stawkę, Konstantyn wymusił uznanie jego roszczeń do tronu. Galeriusz, opanowawszy wściekłość, w obliczu niechybnej wojny, którą groziło odprawienie poselstwa z niczym, postanowił pójść na kompromis. Uznał wprawdzie prawo Konstantyna do tronu, lecz tylko jako Cezara, nie zaś augusta, czyli dopiero na czwartym miejscu w tetrarchii. Szantaż zadziałał, co jednak prawnie nie zmieniło faktu, iż Konstantyn był uzurpatorem.

Nawrócenie Konstantyna według Rubensa.

Maksymian, odsunięty od tronu w 305 roku, usiłując zjednać Konstantyna, ofiarował mu tytuł augusta i rękę swojej córki Fausty. Konstantyn przyjął tę ofertę, która tym bardziej czyniła prawomocnymi jego polityczne roszczenia i przebiegle za dzień ślubu wybrał datę swojego mianowania na Cezara, co miało miejsce w 307 roku. Poza układem znalazł się syn Maksymiana Maksencjusz, który rezydując w Rzymie przyjął purpurę cesarską i godność augusta od gwardii pretoriańskiej. Oficjalnie nie zostało to zaakceptowane przez Galeriusza, nieufającego Maksencjuszowi. W praktyce jednak tetrarchia została zaburzona, przeistaczając się w pentarchię. Sewer jako august ruszył na Rzym, co zakończyło się dla niego katastrofą. Maksymian poszedł w jego ślady, ale kampania okazała się fiaskiem, gdyż żołnierze przeszli na stronę jego syna. Pozostało mu jedynie uciec pod skrzydła Konstantyna.

Te nadmiernie już splątane wzajemne stosunki między tetrarchami oraz kwestie sukcesji po śmieci augusta Sewera ukonstytuować miał w 308 roku zjazd w Karnuntum. Nad Dunajem spotykają się Dioklecjan, Galeriusz i Maksymin Daja. Dioklecjan stanowczo odmawia powrotu na tron, wybierając emeryturę polityczną. Do stanowiska augusta, w miejsce zmarłego Sewera, zostaje wyniesiony zamiast Konstantyna zaufany człowiek Galeriusza, Licyniusz. Wierzono, że w przyszłości uderzy na Italię Maksencjusza, którego oficjalnie uznano za uzurpatora. Na zjazd nie tylko nie zaproszono Konstantyna, ale w ogóle nie poruszano nawet jego kwestii. Nie był więc wtedy władcą, z którym należało się liczyć. Bardzo charakterystyczna jest tablica pamiątkowa ze zjazdu o treści: „Bogu Słońcu Niezwyciężonemu Mitrze, opiekunowi ich władzy, odnowili święty przybytek Augustowie i Cezarowie, pełni kornej czci, Jowijscy i Herkulijscy”. Daje ona świadectwo żywotnych w II i III wieku tendencji do powoływania się cesarzy na jednoczące bóstwo solarne.

Tekst jest fragmentem książki Stanisława Żuławskiego „Pax Christiana. Od apokaliptycznych nadziei do sojuszu z Rzymem. Polityczna ewolucja chrześcijaństwa”:

Stanisław Żuławski
„Pax Christiana. Od apokaliptycznych nadziei do sojuszu z Rzymem. Polityczna ewolucja chrześcijaństwa”
25 zł
Wydawca: Agharta

W 310 roku Maksymian zawiadomił Galeriusza, że armia obwołała go augustem. Galeriusz ustąpił i jeszcze w tym samym roku mianował augustami zarówno Maksymina Daję, jak i Konstantyna. Maksymian dotarł do Arelate i tam, dokonując zamachu stanu, proklamował się augustem po raz trzeci. Zawładnął cesarskim skarbcem i wysłał pisma do jednostek wojskowych zawiadamiające o tym fakcie oraz o rzekomej śmierci Konstantyna. Po tym nieudanym zamachu uknuł nową intrygę: namówił swoją córkę, a żonę Konstantyna do spisku na jego życie. Miała ona zostawić otwarte drzwi do sypialni, resztę pozostawiając strażom. Fausta niby

Piero della Francesca, Sen Konstantyna.
zgodziła się, ale potajemnie powiadomiła o wszystkim męża. Ten przygotował kontrzasadzkę ‒ ukrył w łożu eunucha. Maksymian wstał w nocy i zasztyletował śpiącego. Wtedy do sypialni wkroczył Konstantyn na czele straży i pozwolił osłupiałemu zabójcy wybrać rodzaj śmierci. Został on powieszony. Tyle mówi przekaz Laktancjusza, hagiografizującego czyny ojca państwa chrześcijańskiego. Całość jest mało wiarygodna z dwóch względów. Raz, że milczą o niej inne źródła, dwa ‒ do złudzenia przypomina historię z trzeciej księgi Machabejskiej. W rzeczywistości Konstantyn najprawdopodobniej wykorzystał nadarzającą się okazję i zgładził swego teścia tuż po ujęciu go w Marsylii. Przytoczona historia miała zapewne usprawiedliwić poczynania młodego władcy, jest jednak ważna sama w sobie, pokazując propagandowy wydźwięk tym podobnych podań.

W 311 roku umiera w wyniku choroby wielki prześladowca chrześcijan Galeriusz ‒ co, nie bez satysfakcji, odnotowali pisarze chrześcijańscy i późniejsi hagiografowie Konstantyna, Laktancjusz i Euzebiusz. W ten sposób, krok po kroku, powstawała sugestywna opowieść o walce sił dobra i zła, personifikowanych w konkretnych postaciach, z których to właśnie zwycięskiemu później Konstantynowi przypadała rola męża opatrznościowego. Galeriusz zdążył jeszcze wydać w Nikomedii edykt tolerancyjny. Było to niewątpliwe świadectwo fiaska jego polityki twardej ręki wobec chrześcijan.

Inaczej postanowił działać Maksymin Daja. Podjął on się dzieła, do którego odwoła się ostatni „starowierca” antyku, cesarz Julian. Postanowił mianowicie stworzyć pogański odpowiednik kościelnej struktury i hierarchii. Będąc świadomy jej skuteczności, skopiował również wspaniałe szaty, odwołując się jednakże w większym stopniu do Egiptu. Nie zaniechał też propagandy: sfabrykowano protokół procesu Chrystusa przed Piłatem, gdzie oskarżony przyznaje się do wszelkich postawionych mu zarzutów. Jego kopie rozesłano po wsiach i miastach, a dzieci w szkołach musiały się go uczyć na pamięć. Sięgnął także po mniej wybredne chwyty, takie jak zaznania prostytutek, rzekomo będących chrześcijankami, w których to skarżyły się na zbrodnie i bezeceństwa „współbraci”. Ich odpisy również rozsyłano po wszystkich miejscowościach. Niewiele było natomiast ofiar prześladowań tej nowej polityki religijnej, choć znalazły się wśród nich osoby ważne: biskup Aleksandrii Piotr oraz uczony z Antiochii Lucjan. Maksymin Daja był wówczas symbolem jedności cesarstwa, jako jedyny dotrzymał wierności politycznemu testamentowi Dioklecjana. Był wreszcie najstarszy pod względem powołania na tron. Nie dziwi więc, iż jako legalnemu władcy ufała mu Waleria, córka Dioklecjana, i jej matka Priska, a także syn Galeriusza Kandydian. Wszyscy poszukiwali u niego schronienia w obawie przed uzurpatorem.

W propagandzie Daja dawał wyraz swoim tradycjonalistycznym przekonaniom, obwiniając chrześcijaństwo o odwrócenie przychylności bogów od Rzymu. Miasta, które podjęły konkretne kroki dyskryminacyjne względem nowej religii, mogły liczyć na jego przychylność, o czym przekonał się między innymi Tyr. Za antychrześcijańskie ustawy miasto zostało zaszczycone listem pochwalnym od samego cesarza. Mieszkańcy z dumą wyryli jego treść na spiżowej tablicy, którą wystawili w centrum. W 312 roku krainy Dai dotknęła susza, czego przerażający obraz jako katastrofy przekazał Euzebiusz. Jest to o tyle interesujące, iż Daja prowadził wtedy wojnę z Armenią, co przeczyłoby aż tak czarnym wizjom państwowej zapaści. Euzebiusz wykorzystał to oczywiście do udowodnienia tezy o karze zesłanej przez opatrzność za pochwalny list do Tyryjczyków.

W Adrianopolu drogę Maksminowi zagrodził Licyniusz. Bitwę tę wygrał, co wedle Laktancjusza zawdzięczał upomnieniu anioła, by modlił się do Boga za wojsko. W rzeczywistości Licyniusz opowiedział się w końcu jako zwolennik chrześcijaństwa, co przysporzyło mu wielu wyznawców nowej religii zrażonych do Dai. Od cesarza wschodu odstąpiła nawet gwardia przyboczna. Wszystko to przyczyniło się do zwycięstwa Licyniusza.

Jacopo Vignali, Apparizione della croce a Costantino.
Klęska zbiegłego z pola bitwy Dai uświadomiła mu potrzebę zmiany polityki wyznaniowej. Poszedł on niemal natychmiast w ślady Licyniusza. W czerwcu albo lipcu 313 roku ukazał się jego edykt nadający chrześcijanom wszelkie swobody. Nie dane mu było jednak doczekać ewentualnych skutków tej polityki, gdyż jeszcze w sierpniu, najpóźniej wrześniu, jego ziemię najechała armia Licyniusza. „Tyran” miał umrzeć z szaleństwa, jak to z satysfakcją relacjonują Euzebiusz i Laktancjusz, najprawdopodobniej jednak wybrał śmierć honorową w beznadziejnej sytuacji – samobójstwo. Zwycięzca krwawo rozprawił się z dworem Dai i, co oczywiste, jego rodziną.

Maksencjusz z kolei, stacjonując w samym Rzymie kreował się na kontynuatora najświetniejszych tradycji Wiecznego Miasta. Rozbudował je i restaurował pogańskie świątynie, co istotniejsze jednak, naprawiając drogi usprawnił komunikację na terenie półwyspu. Duży kredyt zaufania społecznego utracił w wyniku czynników niezależnych ‒ nieurodzaju jaki w tym czasie dotknął jego prowincję. Masy zdesperowane drożyzną i wynikłym z niej głodem obwiniały o wszystko władcę. Wykorzystała to niedługo później propaganda Konstantyna, czyniąc z Maksencjusza krwawego tyrana.

Konstantyn w 310 roku nawiązał porozumienie z Licyniuszem, zaręczył z nim swoją siostrę przyrodnią Konstancję, a jej brat Dalmacjusz objął wysokie stanowisko w armii Licyniusza. Podjęto plany przyszłego podziału Imperium: Konstantynowi przypadłby Zachód, zaś Licyniuszowi Wschód.

Potencjalnym rywalem Konstantyna na Zachodzie był Maksencjusz, który już wtedy szukał zbliżenia z Maksymianem Dają. Obu łączyły antychrześcijańskie postawy. Możliwe więc, iż Licyniusz z Konstantynem już wtedy liczyli się z potencjalnym poparciem chrześcijaństwa. Gdy w 311 roku Maksencjusz odebrał Konstantynowi prowincje hiszpańskie, ten przystąpił do kontrofensywy. Zaatakował Italię i choć dysponował słabszymi siłami zadał nawet przeciwnikowi kilka znaczących klęsk.

Tekst jest fragmentem książki Stanisława Żuławskiego „Pax Christiana. Od apokaliptycznych nadziei do sojuszu z Rzymem. Polityczna ewolucja chrześcijaństwa”:

Stanisław Żuławski
„Pax Christiana. Od apokaliptycznych nadziei do sojuszu z Rzymem. Polityczna ewolucja chrześcijaństwa”
25 zł
Wydawca: Agharta

Bitwa na moście mulwijskim - przełom i narodziny legendy

28 października 312 roku dochodzi do rozstrzygającej bitwy przy Moście Mulwijskim ([Pons Mulvius]). Łączy on brzegi Tybru kilka kilometrów na północ od Rzymu, w miejscu, gdzie rzekę tę przekracza Via Flaminia. Prowadząca w kierunku północno-wschodnim, za mostem łączy się ona z Via Cassia prowadzącą do Florencji. Nią maszerowała zapewne armia Konstantyna. Maksencjusz zastąpił mu drogę na równinie przed mostem. Przewaga była po stronie Maksencjusza, zarówno w ilości, jak i w doborze jednostek wojskowych (elitarna gwardia pretorian). Jednakże, na skutek błędu taktycznego, jakim było wyjście z murów Aureliana na otwartą przestrzeń, oraz fatalnej próby przekroczenia mostu, poniósł on spektakularną klęskę. Jego wojska zostały zepchnięte w nurt rzeki, gdyż przygotowany uprzednio jako pułapka most najprawdopodobniej na skutek sabotażu runął. Maksencjusz zginął na miejscu, tonąc w rzece. Jego odciętą głowę nabito na pikę i obnoszono po mieście dla uciechy gawiedzi.

Bitwa przy Moście Mulwijskim (aut. Pieter Lastman, domena publiczna).

Jak to często bywa w takich okolicznościach, dla celów propagandowych przedstawiano poprzedniego władcę jako bezwzględnego tyrana. Szafowano obietnicami ulg podatkowych w stosunku do rzekomego poprzedniego wyzysku. Wzięto też oczywiście pod uwagę kontekst ideowy. Nastąpiło to jednak, jak wskazują wszelkie dostępne świadectwa, z dużym opóźnieniem.

Konstantyn miał mianowicie ujrzeć przed bitwą we śnie lub za dnia (w zależności od źródeł) anioła, który polecił, by jego żołnierze wymalowali na tarczach znak XP, który chrześcijańscy kapłani zinterpretowali jako monogram Chrystusa. Istota miała obiecać: „In hoc signo vinces!” („Pod tym znakiem zwyciężysz”). W innej wersji na niebie pojawił się rozbłysk w kształcie tego symbolu.

Historia ta wydaje się dość banalna i typowa dla ówczesnej propagandy jako swego rodzaju literacki motyw. Wystarczy choćby przypomnieć prawie identyczne „widzenia” Aureliusza, Aureliana czy również Konstantyna dwa lata wcześniej Galii.

Wielu badaczy zajmuje się problemem historyczności wizji Konstantyna Wielkiego, chociaż właściwie nie ma ku temu żadnych podstaw. Po pierwsze pierwsza o niej pojawia się 10 lat później. Po drugie nie ma właściwie żadnych innych przesłanek, by traktować ją poważnie, na przykład jako fenomen astronomiczny. Nikt o tym wydarzeniu wówczas nie wspomina.4 W historiografii chrześcijańskiej zwycięstwo na Moście Mulwijskim, poprzedzone znakiem danym od Boga, ma być punktem przełomowym w konwersji cesarza. Jednak Historia Kościelna Euzebiusza z roku 314 o dziwo nawet słowem nie wspomina o wizji. Zadowala się jedynie przyrównaniem wojsk Maksencjusza do tonącego w Tybrze do armii faraona podczas przejścia Izraelitów przez Morze Czerwone, zaś Konstantynowi przypada w niej rola Mojżesza.

Tak więc dopiero w późniejszym czasie spreparowano legendę o śnie Konstantyna. Nadworny propagandysta, autor podania, Laktancjusz pisze o nim tak: „Zbliżał się dzień, w którym Maksencjusz niegdyś objął władzę, to jest 28 października; kończyły się obchody pięciolecia rządów. Konstantyn otrzymał napomnienie w czasie spoczynku, że winien opatrzyć tarcze niebiańskim znakiem Boga i tak stoczyć bitwę. Uczynił, jak mu nakazano. Wypisał na tarczach Chrystusa: litera I przechodziła przez literę X, wierzchołek zaś miała zagięty. Wojsko, uzbrojone tym znakiem, chwyciło za oręż”.

Sen Konstantyna i bitwa na Moście Mulwijskim. Miniatury w średniowiecznych Homélies de saint Grégoire de Nazianze.

Wiele lat później Euzebiusz przystępując do pracy nad Żywotem Konstantyna przekazuje historię z wizją znaku, lecz odmienną od tej, którą pozostawił Laktancjusz. Konstantyn miał bowiem ujrzeć znak na kilka tygodni przed bitwą, a nie poprzedzającej ją nocy. Euzebiusz czyni z wizji kolejny etap przemiany duchowej cesarza, który przed bitwą prosił o pomoc Boga wyznawanego przez ojca – Konstancjusza.

Tak więc jedna wersja wydarzeń pochodzi, jak już było wspomniane, z O śmierciach prześladowców Laktancjusza, druga zaś z Żywota Konstantyna Euzebiusza, powstających w latach 337‒340. Trzecia wersja, pogańska, inaczej to mitologizuje. Panegiryk Nazariusza z 321 roku, najstarszy znany opis tej bitwy, daje pogańską egzegezę tryumfalnego cudu nad przeważającym przeciwnikiem. Otóż Konstantyn miał jakoby zawdzięczać zwycięstwo posiłkom niebiańskim wysłanym przez ojca, Konstancjusza Chlorusa.7

O umieszczaniu przez cesarza na swym hełmie chrześcijańskiej chryzmy po bitwie na Moście Mulwijskim dowodzą monety wyemitowane w 315 roku z okazji decenaliów. Nie konweniuje to jednak z pojawianiem się na monetach aż do 321 roku wizerunku Konstantyna i Sol Invictusa jako bóstwa opiekuńczego. Czyżby więc nawrócenie Konstantyna przebiegało w ukryciu bądź też stosował on ostrożną politykę szukania względów zarówno wśród henoteistycznych pogan, jak i chrześcijan? A może znak ten nie kłócił się ze Słońcem, gdyż był jego własnym, a nie chrześcijańskim symbolem?8 Być może, zakładając iż legenda ta została celowo spreparowana dla celów propagandowych, można tu dostrzec geniusz polityczny Konstantyna, który nie będąc pewien orientacji, którą powinien wybrać, poza tym, iż popierał monoteizm, zdecydował się na symbol odwołujący się zarówno do pogan, jak i przypadkowo, przez zbieżność, do anagramu z imieniem Chrystusa, do chrześcijan. Z kolei H. Gregoire uważał, iż genezy wizji Konstantyna należy się doszukiwać w panegiryku z 310 roku. Tradycja z 312 roku miała zaś być jedynie jej chrześcijańskim przetworzeniem, o czym świadczy fakt wspominania o niej przez pisarzy chrześcijańskich dopiero na wiele lat po wydarzeniu. Konstantyn, dążąc do rozprawy z Germanami, zwrócił się o pomoc do bóstwa, które jego ojciec dążył szczególnymi względami – Apollona. Bóstwo to utożsamiane było ze Słońcem Niezwyciężonym. Zbaczając nieco z drogi, w dzisiejszej miejscowości Grand doznał podobno niezwykłego przeżycia. Na własne oczy miał ujrzeć Apollona. Wedle słów panegirysty opiewającego to wydarzenie Konstantyn „ujrzał boga i w jego postaci rozpoznał samego siebie”, a dalej: „któremu przeznaczone jest królowanie nad całym światem, jak mówią natchnione pieśni wieszczów”.

Bitwa przy moście Mulwijskim (aut. Giulio Romano, 1520-1524, domena publiczna).

Opowieść o objawieniu Apollona ma być odbiciem porzucenia przez Konstantyna kultu Herkulesa, skompromitowanego rewoltą Maksymiana z dynastii herkulijskiej i poszukiwaniu ideowego protektora w Słońcu – Apollonie. Konstantyn wtedy jednak jeszcze formalnie akceptował zasadę tetrarchii. Jednak, właśnie w 310 roku Apollo, tożsamy z Sol Invictus, jest tym bogiem „w którym Konstantyn rozpoznaje samego siebie”. Jest więc on wcieleniem Apolla którego moc numen, jako „najwyższy obecny bóg” nosi sam w sobie.10

Nowa narracja i legenda znaku, jakakolwiek nie byłaby jej geneza, markowała przejście do nowego etapu polityki religijnej cesarza, która podążała w ślad za polityką jako taką. Celem jej była jedność cesarstwa.

Tekst jest fragmentem książki Stanisława Żuławskiego „Pax Christiana. Od apokaliptycznych nadziei do sojuszu z Rzymem. Polityczna ewolucja chrześcijaństwa”:

Stanisław Żuławski
„Pax Christiana. Od apokaliptycznych nadziei do sojuszu z Rzymem. Polityczna ewolucja chrześcijaństwa”
25 zł
Wydawca: Agharta

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Stanisław Żuławski
Właściciel wydawnictwa Agharta, autor książki „Pax Christiana. Od apokaliptycznych nadziei do sojuszu z Rzymem. Polityczna ewolucja chrześcijaństwa”.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy