Opublikowano
2013-06-11 08:30
Licencja
Wolna licencja

Książkowi idole młodzieńczych lat

W czasach gdy siedzenie przed komputerem zastępowała gra w klasy (w wersji żeńskiej) lub „w wojnę” (w wersji męskiej) fascynowaliśmy się ich przygodami, marząc by nam – choć raz – przytrafiły się takie same. Egzotyczne wyprawy Tomka Wilmowskiego czy bardziej „swojskie” przygody Paragona i Mandżaro bawiły, mroziły krew w żyłach, a niekiedy wzruszały…


Dziś część szanownych czytelników Histmaga, która ma nieco starsze pociechy być może sama „podrzuca” im książki z opisami przygód ich idoli z młodych lat. Nie tak dawno obchodziliśmy Dzień Dziecka. Warto zatem powrócić na chwilę do przeszłości i przypomnieć sobie ongiś bardzo popularne książki dla dzieci i młodzieży autorstwa naszych rodzimych autorów – nim na półkach zaczął królować Harry Potter.

Protoplasta Tony’ego Halika

Tablica pamiątkowa, przedstawiająca Alfreda Szklarskiego, odsłonięta 9 września 2011 na placu Grunwaldzkim w Katowicach, w Galerii Artystycznej.(fot. Michał Bulsa/wikipedia; Creative Commons Uznanie autorstwa–na tych samych warunkach 3.0 niezlokalizowana) Globtrotter, erudyta, mąż pięknej Sally, a przy tym wielki patriota. Proszę Państwa – oto Tomasz Wilmowski, bohater serii książek Alfreda Szklarskiego. Nim na ekranach telewizorów zagościła Pieprz i wanilia młodzi czytelnicy mogli wyobrażać sobie życie na odległych kontynentach, zaczytując się w przygodach czternastoletniego Tomka, który w poszukiwaniu ojca ruszył do dalekiej Australii. Pierwszy tom z dziewięcioczęściowego cyklu Tomek w krainie kangurów został bowiem wydany w 1957 r. i z miejsca podbił serca czytelników. W kolejnych tomach (ostatni został dokończony przez Adama Zelgę gdyż Alfred Szklarski zmarł podczas jego pisania) Tomek odwiedza kolejno: Kenię i Ugandę, pogranicze USA i Meksyku, następnie udaje się na wyprawę na Daleki Wschód (gości m.in. w Chinach i Indiach), wędruje przez Rosję, Papuę Nową – Gwineę, Indonezję, potem dociera do Ameryki Południowej, aby w ostatnim tomie ponownie zagościć w Afryce. Cały cykl osadzony w początkach XX wieku opisuje łowieckie wyprawy młodego, a następnie już dojrzałego mężczyzny Tomasza Wilmowskiego. Podczas eskapad towarzyszy mu grupa polskich emigrantów, z pośród których zdecydowanie wyróżnia się swoim rubasznym humorem bosman Nowicki. Po dzień dzisiejszy podczas lektury urzeka erudycja autora. Barwne, niezwykle realistyczne opisy przygód Tomka stanowią nie tylko rozrywkę ale są jednocześnie solidnym łykiem wiadomości z geografii. Może zatem warto – pomimo konkurencji National Geographic – wrócić na chwilkę do czasów dzieciństwa i odświeżyć sobie przygody poczciwego Tomka?

Szalona szkolna rzeczywistość…

Edmund Niziurski (fot. Mariusz Kubik; domena publiczna) Jak sobie poradzić kiedy Jutro klasówka? Trzeba znaleźć Sposób na Alcybiadesa i posiąść Siódme wtajemniczenie. Dopiero wówczas będzie można oddać się wybrykom tak wielkim, że wybuchnie Awantura w Niekłaju, a wszystko zostanie spisane w Księdze urwisów… Chyba nikt tak jak Edmund Niziurski nie był w stanie opisać z ogromną dawką humoru „opresyjnej” szkolnej rzeczywistości oraz szalonych młodzieńczych pomysłów. Absurdalny humor, charakterystyczny prześmiewczy język, a przede wszystkim niesamowity wręcz klimat towarzyszący zwyczajnemu, banalnemu życiu – oto znaki rozpoznawcze powieści Niziurskiego. Jakże inne od dzisiejszych wydają się opisane przezeń obyczaje szkolne – charakterystycznym motywem są bowiem spisywane pomiędzy bohaterami umowy czy kodeksy. Jednym razem regulujące sposób funkcjonowania drużyny hokejowej, kiedy indziej – „zwyczajnej” przyjaźni. Nawet zwaśnione gangi Matusków i Blokerów z Siódmego wtajemniczenia choć regularnie uprawiają regularną Wielką Kołomyję Elementarną (zaciekawionych odsyłam do lektury) swoje stosunki opierają na honorowym regulaminie. A i pomysły dzisiejszych uczniów wypadają niezwykle blado ( i prymitywnie) w porównaniu do konceptów bohaterów książek Niziurskiego. Pozostaje tylko pytanie czy taka młodzież faktycznie istniała czy jest tylko idealistyczną projekcją z czasów dzieciństwa?

…i wakacyjne przygody…

Kiedy zabrzmiał upragniony „ostatni dzwonek” nastawała pora na poszukiwanie wielkiej, wakacyjnej przygody. Można zatem było np. wyruszyć w Polskę autostopem, tropić duchy na średniowiecznym zamku czy rozwiązywać tajemnicze zagadki razem z Panem Samochodzikiem. Książki Adama Bahdaja to po dzień dzisiejszy żelazny kanon dziecięcej literatury. Podróż za jeden uśmiech – prześmieszna powieść o perypetiach fajtłapowatego Dudusia i jego kuzyna Poldka, którzy w skutek niefrasobliwości sprawującej nad nimi opiekę ciotki Anki wędrowali przez całą Polsce autostopem wywoływała wśród młodych czytelników zazdrość i ochotę na podobną, samowolną eskapadę. No bo czy jazda w trumnie może nie być ekscytująca?

- Franek!!! - wołał ktoś spod drzwi wozu. - Dawaj te gęsi. Wpakujemy je do wozu.
"Jesteśmy zgubieni - pomyślałem. - Zaraz otworzą pakę i zobaczą ładne gęsi". Od czego jest jednak wyobraźnia? W tej samej chwili wpadł mi znakomity pomysł. Odsunąłem wieko pierwszej trumienki i szepnąłem do Dudusia:
- Pakuj się
- Czyś ty zwariował? – jęknął mój cioteczny.
- Nie, tylko mam świetny pomysł. No, gazem, bo zaraz tu przyjdą.
Duduś już za życia miał minę nieboszczyka, więc było mu „do twarzy” w jasnej trumience. Wyglądał zupełnie tak, jak święty Franciszek, którego widziałem kiedyś w książeczce do nabożeństwa u babci Fąferskiej.

Drugim bestsellerem autorstwa Adama Bahdaja okazały się Wakacje z duchami – opowiadające o przygodach trzech przyjaciół Mandżara, Perełki i Paragona, spędzających wakacje w leśniczówce na wsi, którzy na wieść o duchach straszących w pobliskich ruinach zamku zakładają „klub detektywów” i próbują rozwikłać zagadkę. Książka pełna jest inteligentnego humoru i pomimo, że w warstwie technologiczno-gadżetowej trąci myszką to nadal aktualny jest ukazany w niej –bez zbędnego moralizatorstwa – etos przyjaźni i pomagania sobie w największych tarapatach. Podobnie jest zresztą w serii cyklu o Panu Samochodziku, której głównym bohaterem jest Tomasz N.N. – historyk sztuki, pracownik Departamentu Ochrony Zabytków Ministerstwa Kultury i Sztuki. Pasjonat archeologii, historii, żeglarstwa i ekologii z pomocą zaprzyjaźnionej grupy harcerzy tropi spraw związanych z kradzieżą, przemytem czy fałszerstwem dzieł sztuki. Postać Pana Samochodzika wykreowana przez Zbigniewa Nienackiego (podobnie jak autor) była orędownikiem PRL-owskiego systemu ( Pan Samochodzik był członkiem ORMO, pozostawał w bardzo dobrych relacjach z MO, mieszkańców RFN traktował jako wrogów Polski). Wydaje się, że tytułową postać bardzo dobrze określił w jednym z wywiadów Andrzej Pilipiuk, który po śmierci autora stał się jednym z kontynuatorów serii:

Owszem, Nienacki był komunistą i nasiał w swoich książkach ideologii do bólu. Ale sam Pan Samochodzik jakąś szczególną świnią przy okazji nie został. Nie konfiskuje ludziom ich pamiątek rodzinnych, tylko szuka zaginionych dzieł, walczy ze złodziejami i przemytnikami. Co znajdzie, oddaje do muzeum - bo tak wynika z jego umowy o pracę, wykonuje obowiązki służbowe.

Istotnie, pomimo ideologicznych wtrętów Pana Samochodzik nie został zapamiętany przez potomnych jako gorliwy komunista, ale jako wielki pasjonat historii i obrońca zabytków. Zaś cała seria po dzień dzisiejszy cieszy się wielką sympatią czytelników (i to nie tylko przeżywających swą młodość w latach Polski Ludowej).

Pomimo upływu lat książki można mówić o pewnym fenomenie książek dla dzieci i młodzieży, pisanych w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych, a nawet osiemdziesiątych. Ich lektura przenosi czytelnika w inną, bardziej „normalną” rzeczywistość – bez jazgotu komórek, ryku kładów, bez ślęczenia przed komputerem i konsolą. Zabawa organizowała się sama, a prawdziwa przygoda (nie ta na szklanym ekranie) czekała na wyciągnięcie ręki. W szkole nawet najbardziej zaciekli wrogowie posługiwali się kodeksem honorowym, zaś wakacje nie musiały być spędzone na Teneryfie, ale u cioci – w leśniczówce; a i tak było klawo. Nibylandia? A jednak mam wrażenie, że przynajmniej u części szanownych czytelników wspomnienia z dzieciństwa wyglądają podobnie. Można je wskrzesić? To już zależy tylko od nas samych…

Felietony publikowane w naszym serwisie zawierają osobiste opinie naszych redaktorów i publicystów. Nie przedstawiają one oficjalnego stanowiska redakcji „Histmag.org”.

Redakcja: Michał Przeperski

Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Halina Hukiewicz |

To prawda dzisiaj młodzież zafascynowana jest internetem ,i naprawdę nie wie ile traci nie czytając cudownej polskiej literatury .Dla naszego pokolenia książka była oknem na świat .I tak mi zostało ,staram wpoić czytanie moim wnukom ,podpowiadam tytuły ,ale dla nich to czarna magia .



Odpowiedz
Gabriela Nastałek-Żygadło

Magister historii, absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego i doktorantka w Instytucie Historycznym UWr. Interesuje się historią Polski po 1945 r. ze szczególnym uwzględnieniem historii filmu oraz kabaretu polskiego.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org