Opublikowano
2014-02-23 11:55
Licencja
Wolna licencja

Euromajdan, który nikogo nie obchodzi

O tym, dlaczego nikt tak naprawdę nie dba o Ukrainę, naszym niezrozumieniu świata, niedostrzeganych wojnach oraz historii, która się nie wydarzyła. I „Falloucie”.


Strony:
1 2

Patrol „Błękitnych Hełmów” na granicy etiopsko-erytrejskiej w ramach misji UNMEE (fot. Dawit Rezene, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 1.0 Generic). Żyjemy w ciekawych czasach. Z jednej strony usypiamy się myślą, że od 1945 roku mamy pokój. Poklepujemy się po plecach, przyznajemy sobie nagrody za utrzymywanie tego pokoju i utwierdzamy w przekonaniu, że nikt nie odważy się rozjechać czołgami naszego podwórka. Z drugiej strony wciąż czytamy o kolejnych buntach, powstaniach, wojnach, wysyłamy wojska w coraz kolejne punkty zapalne świata, mydląc sobie oczy nazwami „pokojowe” i „stabilizacyjne”.

Gry z serii „Fallout” nauczyły nas dwóch ważnych rzeczy: po pierwsze, że nigdy nie mamy amunicji do posiadanej broni, po drugie zaś, że „wojna nigdy się nie zmienia”. A co ważniejsze, nigdy nie zmienia się nasz stosunek do wojny. Wyewoluowaliśmy jako gatunek bazujący na konflikcie i rywalizacji. Takie są motory naszego postępu. Dzięki nim wysłaliśmy człowieka w kosmos, badamy dna oceanów, coraz skuteczniej leczymy raka i podgrzewamy jedzenie w mikrofalówkach. Zdajemy sobie sprawę z okropieństw wojny, wciąż jednak podświadomie czujemy, że stanowi ona nasz żywioł i fascynujemy się nią, kręcąc o niej filmy, robiąc gry, pisząc książki i żądając od mediów ciągłego dostępu do informacji z miejsc, gdzie toczą się walki. Na przykład z Ukrainy.

Wszyscy śledzą wydarzenia mające miejsce w Kijowie, Lwowie i innych miastach naszego wschodniego sąsiada. Nie jestem wyjątkiem: również je śledzę. Tak samo uważnie, jak śledziłem wydarzenia w Syrii, Libii, Egipcie, Libanie, Mali i Kosowie. I nie wiem, czy ciekawsze i bardziej pouczające nie jest śledzenie tych, którzy śledzą same wydarzenia. Dzięki temu można bowiem dojść do ciekawych wniosków.

Zacznijmy od Libii. Od 1 września 1969 roku była rządzona przez Muammara Kadafiego, który obalił wówczas króla Idrisa. Daje to imponujący wynik ponad 40 lat. Nikt nie miał najmniejszych wątpliwości co do niedemokratyczności tych rządów. Na początku 2011 roku pod wpływem udanych rewolt w Tunezji i Egipcie zbuntowali się także Libijczycy. Rozpoczęła się wojna domowa, która może i by nikogo nie przejęła, gdyby nie dwie rzeczy. Po pierwsze, działo się to wszystko nieprzyjemnie blisko granic Europy, po drugie zaś, miała miejsce w kraju zaopatrującym sporą część Starego Kontynentu w ropę. Sojusz Północnoatlantycki musiał przypomnieć sobie o tym, że istnieje i zaczął interweniować.

Powstańcy libijscy (fot.ليبي صح, domena publiczna).

Wszyscy śledzili wtedy doniesienia z Libii. Wszyscy przypomnieli sobie, że Kadafi sprawował rządy dyktatorskie i wszystkim zaczęło to naraz przeszkadzać. Sam Kadafi mógł być lekko zaskoczony tym, że czterdzieści lat z okładem zajęło europejskiemu społeczeństwu zrozumienie na czym polegają jego rządy, ale w końcu tak się stało. Oburzaliśmy się na strzelanie do Libijczyków, na łamanie praw człowieka, domagaliśmy się obalenia tyranii i ukarania despoty. No to despotę obalono, my zaś straciliśmy zainteresowanie.

A tymczasem Libia wciąż się nie może podnieść na nogi. Krajem rządzą autonomiczne milicje, plemiona co chwila szantażują Trypolis odcięciem dostaw ropy, przez co libijski rząd tańczy, jak kacykowie zagrają. Instytucje centralne i administracyjne albo nie istnieją, albo nie mają żadnego realnego znaczenia, Libia zaś od trzech lat jest równie stabilna, co niewprawny linoskoczek na batucie podczas huraganowego wiatru. Eksport ropy spadł z 1,25 mln baryłek przed wybuchem wojny do 390 tysięcy baryłek, jak 16 lutego 2014 roku podała National Oil Corporation (państwowa firma trzymająca 70% libijskiego rynku naftowego). Poskutkowało to między innymi wzrostem cen ropy jak i dodatkowym osłabieniem rządu w Trypolisie. Ale nikt na to nie baczył. Wszyscy od dawna byli skupieni na Syrii.

Zniszczone przez siły rządowe miasto Homs (fot. Bo yaser, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0). A w Syrii straszliwy prezydent Baszar al-Asad był obalany przez lud. Długo i nieskutecznie, bowiem al-Asad wcale nie miał zamiaru dać się obalić. Żyliśmy tą wojną, każdego dnia czytaliśmy informacje o walkach w miejscowościach, których nie znaliśmy, o odbijaniu ulic, których nazwy nic nam nie mówiły i śmierci ludzi, których nazwisk nie rozumieliśmy. Pomstowaliśmy na człowieka, który wykorzystywał przeciw rebeliantom broń chemiczną i wysyłał na nich czołgi. Na portalach społecznościowych wrzucano mrożące krew w żyłach artykuły o bestialstwie wojsk rządowych. Z rzadka tylko jakieś głosy bąkały o tym, że rebelianci w sumie też święci nie są, ale to ignorowaliśmy. No i tak konflikt trwał i trwał… i trwa dalej, ale pojawił się nowy smakowity kąsek: Euromajdan. Niestety Syryjczycy nie zrozumieli tego, że rychło utracą zainteresowanie świata. Dalej płynie tam krew, wybuchają bomby, trwają ciężkie walki i nic nie zwiastuje ich końca. Zupełnie nie zauważyli, że ludzie przestali ustawiać na Facebooku statusy nawołujące do obalenia al-Asada, wspierające rebeliantów lub składające się po prostu ze zniczy, ułożonych z dwóch nawiasów i apostrofu. A może to myśmy nie zauważyli, że w tej wojnie mało kto zwraca uwagę na nasze zainteresowanie lub poparcie…

21 listopada 2013 roku prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz odmówił podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, motywując to złą sytuacją finansową i gospodarczą Ukrainy. Nie ad saecula saeculorum, lecz do momentu otrzymania pakietu pomocowego, który wyciągnąłby kraj z zapaści. Można dodać, że do tejże zapaści Janukowycz doprowadził Ukrainę swoją konsekwentną polityką rozkradania wszystkiego, co nie było przyśrubowane do podłogi, tym niemniej taki był oficjalny powód jego decyzji. Jak się okazało, był to również powód do wyjścia opozycji na ulice i wybuchu masowych protestów. Już w nocy z 21 na 22 listopada miały miejsce pierwsze demonstracje, zrazu skierowane tylko przeciw niepodpisaniu umowy i rządowi Janukowycza, kiedy jednak strona rządowa przystąpiła do pacyfikowania demonstrantów, zaczęła się nakręcać spirala przemocy. Zaczęły padać coraz ostrzejsze hasła, padły pierwsze strzały, to co zaczęło się jako demonstracje, zaczęło się przemieniać w walki uliczne.

No i co?

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: mona |

Pointa wenden może zdawać się nieczytelna, ale w wolnym przekładzie (moim) brzmi ona tak: Ukraińcy staną się "niewolnikami UE" zupełnie jak my, Polacy! Pamiętacie może, co działo sie z całą ludnością cywilną krain podbijanych przez Cesarstwo Rzymskie? - cała ludność cywilna stawała się niewolnikami cesarstwa. Potęga cesarstwa opierała się na podbojach i niewolniczej pracy podbijanych ludów. Zwykli rzemieślnicy z Rzymu popadali w nędzę, nie było nikogo, kto by chciał płacić za ich usługi, skoro każdy niemal Rzymianin miał niewolników. Analogicznie, jednak UE chroni swoje rynki pracy, by do podobnych zjawisk nie doszło. Określono minimum, poniżej którego nie wolno zatrudnić przybysza z biedniejszych krajów UE, ale już nie spoza UE. Wyłączone są prace sezonowe - tych nikt w bogatych krajach UE nie chce wykonywać, a zbiór warzyw, owoców, kwiatów musi funkcjonować bez strat. Teraz UE likwiduje nam całe gałęzie przemysłu i wciska nam nację bardzo problematyczną, która się nie asymiluje - i przedstawicieli której nikt nie zatrudni(wiadomo, o jaką nację chodzi), a dają nam dla nich dość duże pieniądze, by im wypłacać na zasiłki...aby tylko zostali, osiedlili się w Polsce, Czechach, gdziekolwiek, byle tylko nie w Niemczech, Francji, GB. Dostają przeciętnie po 2tys. zł - a nierzadko wiele więcej, na rodzine, bo dzieci mają każda rodzina przeciętnie po 6, a produkcja, przepraszam...prokreacja zapewnia im kolejne, większe zasiłki.



Odpowiedz

Gość: mona |

Niestety, UE ma swoje interesy na Ukrainie...ponieważ cała infrastruktura do przesyłu gazu z Rosji biegnie(no właśnie, którędy? :) ), tak więc, zanim Zachód zbuduje "obwodnicę gazociągu", jeśli ma to w planach, oczywiście, to muszą mydlić oczy i grać na zwłokę, dać Ukrainie potrzebne jakieś tam kredyty z banków niemieckich, a więc teoretycznie rzecz biorąc wspomóc ekonomię i uratować od bankructwa Ukrainę. Tylko, że, prawdopodobnie na tych kredytach skorzystają najpewniej... udzielające ich banki niemieckie, ponieważ nowy rząd nie będzie miał innego wyjścia, jak tylko zaakceptować warunki przyznania tych kredytów... jak w przypadku Grecji, większość tych pieniędzy będzie musiała być wydana na... zakup uzbrojenia wyprodukowanego przez przemysł zbrojeniowy UE, głównie z Francji i Niemiec. Reszta kosztów pójdzie na obsługę długu... który będzie rósł w zastraszającym tempie, bo gospodarka nie będzie wspomagana wystarczająco, a destabilizacja spowoduje załamanie gospodarki- eksport spadnie, waluta stanie się b. niestabilna, itp. Na stabilizację waluty Ukraina wyda setki milionów euro/USD. Do tego mamy wiadomość o wizycie b. ciekawej persony na Ukrainie, zaraz po tym, gdy wyłonił się nowy rząd, przyleciał z USA senator Mc Cain, z Departamentu Obrony USA. Tenże senator, słynny jest obecnie z tego, że tam gdzie się pojawia, wybuchają regularne konflikty wojenne. W ciągu ostatnich 5 lat senator odwiedził: LIBIĘ, SYRIĘ, a niedawno...Ukrainę(Kijów). Senator Mc Cain zresztą, to postać arcyciekawa... pilot, syn admirała Marynarki Wojennej, absolwent Akademii Wojskowej, którą, jak wiadomo, ukończył na...4-ej lokacie od końca, na ok. 900 studentów roku! :))) Niemniej, zaraz po tym był Wietnam, pilota MC Caina wysłano na front, gdzie...(wpisać w Google: "1967, Mc Cain")- zestrzelił bohatersko...własny lotniskowiec, dodajmy: W TRAKCIE TRWANIA WOJNY! Zginęło ok. 34 marines, ok. 180 rannych, a Mc Caina...wyłowili z wody Wietnamczycy i trzymali w niewoli parę lat. Potem, gdy dotarła do nich wieść, że tatuńcio MC Caina został admirałem Floty Wojennej USA, postanowili go wymienić na coś wartościowszego :) - ale Mc Cain junior odmówił, żądając, by wypuścili wszystkich kolegów. Wtedy już był zapewne na tyle trzeźwy, że wynegocjował zapewne lepszą opcję zwolnienia... w każdym razie, znane są niepokojące fakty, że po uwolnieniu korespondował z Wietnamczykami po powrocie do USA. Zeznania Wietnamczyków, którzy go wyłowili z oceanu, tajemniczo "zniknęły", a Mc Caina po uwolnieniu i powrocie do USA...odznaczono jako bohatera wojny w Wietnamie! Sprawę ofiar "nieszczęśliwego wypadku" lotniskowca wartego setki mionów dolców wyciszono,o prawach ofiar(34 poniosło śmierć + ok. 180 rannych, niekt.b. ciężko); do rent i odszkodowań nikt nie chce słyszeć). Dlatego dla wielu Amerykanów Mc Cain jest zdrajcą.



Odpowiedz

Gość: Śmiech |

Żeby coś tłumaczyć, najpierw musiałbym coś zrozumieć. Nie udaje się. Jakoś umysł mój ograniczony nijak nie łączy stoczni z "zasranymi tyłkami esesmanów". Które ktoś musi podcierać 60 godzin tygodniowo. A esesmani ci doprowadzają do rozpadu Jugosławii, bo ta żąda od nich odszkodowań. I zrzucają tam broń chemiczną i biologiczną, choć rzecz jasna nie więcej niż w Wietnamie. A wszystko to dla pożytku, bo przecież nie dla moralności, nacji handlowej. Jasne? Jasne. Jednak brak mi uprawnień do diagnozy.



Odpowiedz

Gość: wenden |

Na zakończenie; Chichot historii polega między innymi na tym, że my Polacy musimy pracować, żeby jako tako przetrwać, podmywając wstrętne zasrane tyłki esesmanom.



Odpowiedz

Gość: wenden |

Nacji handlowej trzeba przyznać jedno, że zysk to jest tylko zysk, obojętnie z kim, nawet lepszy od oprawcy swojego niedawnego, ale chyba szybko się zapomina o tym, bo jak tłumaczyć postępowanie niedawnych ofiar, które zamieniają się w oprawców? Czyli nie ma żadnych norm moralnych. Morale tylko są dla plebs. Ja Słowianin, za...lam średnio 60 godzin tygodniowo, i lubię pracować, chociaż wypłacina cieniutka. Mój ojciec, dziad - jeden i drugi, brat i inni dalsi krewni także nigdy nie narzekali na ciężkość pracy, więc twoja teoria trochę się nie zgadza. Teoria spiskowa nie musi być tylko li teorią. Jeżeli mi wytłumaczysz mały przykład ze stoczniami, i wytłumaczysz sielankę tu a tamtą sielanką, to może zmienię poglądy o dajmy na to 5 stopni.



Odpowiedz
Przemysław Mrówka

Absolwent Instytut Historycznego UW, były członek zarządu Koła Naukowego Historyków Wojskowości. Zajmuje się głównie historią wojskowości i drugiej połowy XX wieku, publikował, m. in. w „Gońcu Wolności”, „Uważam Rze Historia” i „Teologii Politycznej”. Były redaktor naczelny portalu Histmag.org. Miłośnik niezdrowego trybu życia.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org