Autor: Przemysław Mrówka
Tagi: Artykuły, Historia polityczna, Historia społeczna, 1945-1989, Kaukaz
Opublikowany: 2019-02-28 20:34
Licencja: wolna licencja

Masakra w Tbilisi – punkt kulminacyjny drogi Gruzji do niepodległości

Rozpadający się Związek Sowiecki nie był skłonny poddać się zupełnie bez walki. Próby ratowania imperium czasami wiązały się z krwawymi wydarzeniami. Jednym z nich była masakra w Tbilisi z 9 kwietnia 1989 roku.
REKLAMA

Jedną z charakterystycznych cech Związku Sowieckiego było umiejętne rozgrywanie narodowościowych resentymentów między swoimi obywatelami. Przesiedlenia, faworyzowanie jednych grup kosztem innych lub wręcz tworzenie nowych etnosów od początku istnienia imperium były narzędziami skłócania mieszkańców celem łatwiejszego sprawowania nad nimi kontroli. Nic więc dziwnego, że gdy gigant zaczął chwiać się w swoich posadach, narody zamieszkujące od Bugu po Pacyfik nie tylko zaczęły żądać swej niepodległości, ale także nierzadko zwracać się przeciwko sobie. Moskwa ze swojej strony nie zamierzała patrzeć na to przychylnie i podejmowała kroki zaradcze zarówno bezpośrednio, jak i posiłkując się stłumionymi przez bezpiekę konfliktami narodowościowymi. Najmocniej widać było ten mechanizm na Kaukazie, zaś jednym z przykładów tego jest przypadek Gruzji i Abchazji.

Kaukaz w latach 1957-1991, podział administracyjny w ramach ZSRS (aut. Artaxiad/Helleric, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported).

„Gruzin i Abchaz w jednym stali domu…”

Konflikt tych dwóch etnosów wywodzi się jeszcze z połowy XIX wieku. Poróżnił je wtedy stosunek do prącej na południe Rosji oraz, w efekcie, reakcja na wygraną imperium carów w 1864 roku. Wspierający plemiona kaukaskie Abchazi zaczęli emigrować, zaś na ich miejsce przybywali nowi osadnicy, w dużej mierze Gruzini. W związku z tym pierwsi zaczęli odbierać drugich jako grupę faworyzowaną przez nowe władze.

Sytuacja uległa pogorszeniu, gdy carat został zastąpiony przez komunizm. Nowi władcy jeszcze lepiej znali się na polityce skłócania swych poddanych. Na początku Moskwa mamiła Abchazów obietnicą niepodległości, wyrażoną chociażby utworzeniem Abchaskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej. W 1931 roku Abchaska SRS została jednak włączona w skład Gruzińskiej SRS. Temperatura sporu rychło zaczęła się podnosić, Abchazowie uznawali bowiem Gruzinów za okupantów, ci zaś poddawali ich przymusowej asymilacji, nierzadko zresztą zgodnie z decyzjami z Moskwy.

Ostatnia dekada istnienia ZSRS naznaczona była wzrastającym poziomem świadomości wśród podporządkowanych narodów. Nie inaczej było w Gruzji, gdzie obydwie wspomniane narodowości dążyły do zaznaczania swojej odrębności kulturowej oraz uzyskania choć ograniczonej suwerenności. Choć do marzeń o niepodległości było jeszcze daleko, zaczęła zarysowywać się obawa, że w tym sporze nie uda się wiecznie stać po jednej stronie barykady.

Krajobraz Abchazji (fot. Olga Kozina, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 2.5).

Awantura w rodzinie

W pierwszym okresie walki Gruzja i Abchazja szły ramię w ramię, przynajmniej w pewnym stopniu. Oba narody miały dość podobne cele i metody walki, Rosja zaś pozostawała odwiecznym przeciwnikiem, któremu trzeba było wydrzeć swą niepodległość. Szybko jednak przypomniały o sobie dawne resentymenty – pod koniec lat 80. zaczęto już mówić o secesji Abchazji od Gruzji.

Abchazowie zdawali sobie sprawę z tego, że Gruzja ma nad nimi sporą przewagę, zarówno znaczenia, jak i ludności (szacuje się, że tylko 20% mieszkańców Abchazji należało do jej rodzimego etosu). Rychło też zaczęli kierować swoje nadzieje w stronę jedynego kraju, który mógł tą przewagę zniwelować: dawnego suwerena, a więc Związku Sowieckiego.

Ruch ten miał pewne racjonalne podstawy. Teren Abchazji zamieszkany był przez wielu Rosjan, Moskwa zaś potrzebowała przychylnych stronnictw na generalnie wrogim jej Kaukazie. Wciąż była również liczącą się siłą, jak zaś miało się wkrótce okazać, świat gotów był przymykać oko na wydarzenia mające miejsce w dawnych republikach sowieckich, traktując je jako wewnętrzne sprawy Rosji. Póki co jednak, Związek Sowiecki wciąż istniał i nikt nie zakładał jego rychłego upadku. Abchazja postanowiła więc zwrócić się do niego o pomoc, ten zaś nie odmówił.

Rozważając przemiany zachodzące na przełomie lat 80. i 90. należy brać też pod uwagę często pomijany czynnik – kierownictwo Związku Sowieckiego nie było monolitem, zaś w tekstach określa się nim każdorazowy czynnik decyzyjny, stojący za danymi wydarzeniami. Tak było też w przypadku Gruzji. Nie tylko między nią i Abchazją trwała walka. Podobna toczyła się na korytarzach Kremla między stronnictwami mającymi inne wizję na przyszłość Związku Sowieckiego. Z tego też powodu trudno jest śledzić dokładnie przebieg wydawania decyzji – znamy bardziej ich efekty, nie dysponujemy bowiem źródłami pozwalającymi zbadać dokładny ciąg przyczynowo-skutkowy. Tak samo w tym wypadku trudno jest ustalić, czy decyzja o wspieraniu Abchazów podjęta została przez skrzydło reformatorskie partii, czy też była, jak się czasem przyjmuje, elementem planu grupy twardogłowych komunistów z Jegorem Ligaczowem, Wiktorem Czebrikowem i Dmitrijem Jazowem na czele, mającym w dalszej perspektywie zaszkodzić Gorbaczowowi.

Jegor Ligaczow, sekretarz KC KZPS i członek najwyższych władz partyjno Związku Sowieckiego od 1985 roku, w czasie wizyty w Niemczech Wschodnich w 1989 roku (fot. Klaus Franke, ze zbiorów Bundesarchiv, Bild 183-1989-0913-045, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Germany).

Masakra w Tbilisi – geneza

Skutek podjętych w Moskwie decyzji jest jednak znany. Dysponujący wsparciem Moskwy Abchazi zaczęli coraz bardziej dystansować się od Gruzinów i domagać się suwerennego państwa. Końcówka 1988 roku naznaczona była coraz częstszymi demonstracjami żądań niepodległościowych. Ich apogeum nastąpiło jednak w marcu 1989 roku, gdy za aprobatą Moskwy Abchazi wysunęli postulat utworzenia osobnego państwa abchaskiego o statusie republiki związkowej na podobieństwo tej utraconej w 1931 roku.

Działania Abchazów były Gruzinom wybitnie nie na rękę. Wybijające się właśnie na niepodległość młode państwo niewielu rzeczy nie potrzebowało tak bardzo, jak potencjalnego rozsadnika swych granic. Postulowana Abchaska SRS wchodziła bowiem w całości w skład Gruzińskiej SRS, ta zaś miał być podstawą do utworzenia nowego, niepodległego kraju. Dążenia Abchazów traktowane więc były jako zamach na integralność państwową. Gruziny oskarżali też Abchazów o blokowanie im dostępu do stanowisko, na co oskarżani replikowali, że dają odpór „gruzinizacji” ich struktur administracyjnych.

Artykuł został opublikowany w ramach dodatku tematycznego do Histmag.org „Wielkie momenty oporu przeciw tyranii 1945-89”, zrealizowanego dzięki wsparciu Europejskiego Centrum Solidarności :

REKLAMA

Temperatura sporu rosła, choć utrzymywano go jednak na stopie pokojowej. 18 lutego 1988 roku miała miejsce wielka demonstracja w Tbilisi, której uczestnicy protestowali przeciw dążeniom Abchazów do usamodzielnienia się, co odczytywano jako próba osłabienia Gruzji w sporze z Moskwą. Doprowadziło to jednak do eskalacji żądań strony abchaskiej, która miast statusu republiki związkowej zaczęła żądać statusu w pełni niepodległego państwa. To z kolei wzmogło żądania samych Gruzinów i naciski na przywódców gruzińskich w dążeniach do uzyskania niepodległości.

Współczesny widok na Aleje Rustawelego, miejsce tragicznych wydarzeń z 9 kwietnia 1989 roku (fot. George Kvizhinadze, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 2.0 Generic).

4 kwietnia 1989 roku doszło do wielkiej manifestacji w Tbilisi. Liczba uczestników szacowana była początkowo na 20 tys. ludzi, rychło jednak zaczęła rosnąć. Równocześnie 158 Gruzinów podjęło strajk głodowy, żądając tego, czego zażądali Abchazi: suwerenności i własnego państwa. Po wystąpieniu ich północnego regionu nic innego nie wchodziło bowiem w grę. Liczba manifestantów rosła, demonstracja zaś nie odeszła z alei Rustawelego, lecz rozłożyła się tam na noc. I kolejną. I kolejną... Wiecujący domagali się powstania niepodległej Gruzji w nieuszczuplonych granicach, protestowali więc nie tylko przeciw Moskwie, lecz i separatystycznym dążeniom Abchazów. Do 8 kwietnia liczba uczestników dobiła do około 100 tys., w kraju rozpoczęto też liczne strajki.

Noc

Być może wydarzenia, które rozegrały się w nocy z 8 na 9 kwietnia, tak samo, jak i w wielu innych miejscach i latach, miały by inny przebieg, gdyby w Związku Sowieckim istniała opozycja. Niestety, zgodnie z oficjalną wykładnią Moskwy, w ojczyźnie światowego proletariatu opozycji nie było, nie można było więc powołać specjalnych oddziałów do zwalczania manifestacji. Gdy kierownictwo Komunistycznej Partii Gruzji zaczęło więc słać alarmistyczne wiadomości do Moskwy, obawiając się utraty kontroli nad krajem, decyzją wspomnianego już Ligaczowa do gruzińskiej stolicy skierowano oddziały wojskowe.

8 kwietnia jednostki Zakaukaskiego Okręgu Wojskowego, dowodzonego przez generała Igora Rodionowa, zaczęły zbierać się w Tbilisi. Dżumber Patiaszwili, pierwszy sekretarz Komunistycznej Partii Gruzji, zmienił wtedy zdanie i, przewidując zbliżającą się tragedię, próbował odwołać interwencję. Było już jednak za późno. W godzinach nocnych wojska ruszyły i w alei Rustawelego doszło do masakry.

Ofiary masakry z 9 kwietnia 1989 roku prezentowane współcześnie na billboardzie w Tbilisi (fot. George Barateli, domena publiczna).

Nieznana jest faktyczna liczba ofiar, chociaż w oficjalnych statystykach, prawdopodobnie zaniżonych, mowa jest o 19 zabitych (według innych źródeł 11) oraz kilkuset rannych. Nieznany jest również dokładny przebieg zdarzeń, bowiem na terenie przed gruzińskim parlamentem rychło rozpętało się pandemonium. Zeznania mówią jednak o transporterach opancerzonych wjeżdżających w tłum, biciu przy pomocy pałek i saperek, użyciu ostrej amunicji a także gazów paraliżujących. Mimo starań komisji Sobczaka, która badała zajście i potępiła działania oddziałów wojskowych, doprowadzając do zdjęcia ze stanowiska gen. Rodionowa, nie udało się ustalić dokładnego przebiegu masakry.

Wydarzenia te odbiły się szerokim echem zarówno w Gruzji, jak i całym Związku Sowieckim. W górskim kraju oznaczała ona początek końca panowania sowieckiego, wszyscy bowiem odebrali je jako akt wojny wobec ich narodu. Zapoczątkowana wtedy fala uczuć nacjonalistycznych doprowadziła do referendum niepodległościowego z 31 marca 1991 roku, w którym 98,91% głosujących opowiedziało się za niepodległością. Do dzisiaj 9 kwietnia obchodzony jest w Gruzji jako Dzień Odrodzenia.

Pomnik żołnierzy abchaskich poległych w walkach z Gruzinami w czasie wojny z lat 1992-1993 w Suchumi (fot. Alaexis, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 2.5 Generic).

Nie ma pewności, jakie motywacje kierowały Ligaczowem, gdy podpisywał rozkaz siłowego rozwiązania kwestii manifestacji. Przyjmuje się trzy wyjaśnienia. Być może była to po prostu niewspółmiernie do problemu zakrojona reakcja bądź próba oceny na ile niezależności w sporze z Gorbaczowem może sobie pozwolić sekretarz KC KPZR. Trzecia wreszcie przyjmuje, że było to rzucanie sekretarzowi generalnemu kłód pod nogi poprzez zaognienie i tak trudnej sytuacji na Kaukazie. Ostatnie wyjaśnienie stoi jednak w sprzeczności z ogólnymi zasadami polityki Moskwy względem państw kaukaskich, dążącej właśnie do zaogniania sytuacji i wspierania przychylnych sobie stronnictw. Tak było zresztą i w tym wypadku. Konflikt etniczny nie wygasł, uległ jedynie eskalacji, doprowadzając rok po uzyskaniu przez Gruzję niepodległości do wybuchu wojny abchaskiej. Która, dzięki zaangażowaniu Federacji Rosyjskiej, została przez Gruzję przegrana.

Bibliografia:

Redakcja: Tomasz Leszkowicz

Artykuł został opublikowany w ramach dodatku tematycznego do Histmag.org „Wielkie momenty oporu przeciw tyranii 1945-89”, zrealizowanego dzięki wsparciu Europejskiego Centrum Solidarności :

REKLAMA
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Przemysław Mrówka
Absolwent Instytut Historycznego UW, były członek zarządu Koła Naukowego Historyków Wojskowości. Zajmuje się głównie historią wojskowości i drugiej połowy XX wieku, publikował, m. in. w „Gońcu Wolności”, „Uważam Rze Historia” i „Teologii Politycznej”. Były redaktor naczelny portalu Histmag.org. Miłośnik niezdrowego trybu życia.

Wszystkie teksty autora
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy