Masz dość zatłoczonych kurortów? Oto 5 historycznych perełek w Polsce na letni wyjazd
Polska historyczna nie kończy się na najbardziej rozpoznawalnych zabytkach i trasach turystycznych. Czasem wystarczy zjechać kilkanaście kilometrów z głównej drogi, by trafić do miejsca, które opowiada o dawnych migracjach, religiach, lokalnych wspólnotach i światach, które w dużej mierze już zniknęły.
W tym zestawieniu znalazło się pięć miejsc bardzo różnych – od cmentarzyska kultury wielbarskiej po wieś staroobrzędowców – które łączy jedno: każde z nich pozwala zobaczyć historię nie jako zamknięty rozdział, ale krajobraz wciąż obecny wokół nas.
1. Cmentarzysko w Odrach, województwo pomorskie, okolice Czerska
Zaczynamy od miejsca, którego historia sięga starożytności. Cmentarzysko, o którym mowa to stanowisko archeologiczne kultury wielbarskiej, rozwijającej się między I a V wiekiem n.e. Badacze wiążą je z osiedleniem m.in. Gotów podczas ich wędrówki ze Skandynawii aż nad Morze Czarne.
Jak sama nazwa wskazuje, w tym miejscu dokonywano obrzędów pogrzebowych. Świadczą o tym kręgi kamienne, ale też kurhany, groby płaskie oraz ze stelami, a także pochówki wcześniejszych kultur. Badacze zwracają jednak uwagę, że cmentarzysko było również miejscem zwoływania zgromadzeń.
Wydawać by się mogło, że te dwie funkcje stoją ze sobą w sprzeczności. Badacze pochylili się również nad tą kwestią. Jeden z nich, Ryszard Wołągiewicz, uznał, że obecność kamiennych kręgów świadczy raczej o funkcji wiecowej, czyli zbieraniu się ludzi na narady, a znalezione tam groby były wtórne względem kręgów. Wspomniane zaś wiece miały raczej na celu zmianę funkcji tego miejsca z cmentarzyska na miejsce do spotkań.
Co dokładnie znajdziemy na cmentarzysku? 10 kamiennych kręgów rozmieszczonych wokół siebie. Jest tam również około 30 kurhanów oraz około 620 pochówków, szkieletowych oraz całopalnych. W pochówkach kobiecych znaleźć można bogatą biżuterię, także ze srebra, brązu, czy importowaną z cesarstwa Rzymskiego.
Idealne miejsce na miłośników archeologii i dawnych, zapomnianych dziś kultur.
2. Archikolegiata w Tumie, województwo łódzkie, okolice Łęczycy
Niewiele ostało się w Polsce architektury romańskiej. Większość takich budynków została przebudowana w stylu gotyckim, potem w barokowym. Często dopiero badania i wykopaliska pozwalają odkryć romański, czyli najstarszy etap takich budowli, szczególnie kościołów. Archikolegiata w Tumie jednak przetrwała i to w wielkim stylu.
Jej początki można datować prawdopodobnie na drugą połowę XI wieku i łączyć z akcją misyjną zapoczątkowaną przez Kazimierza Odnowiciela, mającą na celu odnowę monarchii piastowskiej. Konsekracja nastąpiła w 1161 roku, a kościół zyskał wezwanie Najświętszej Maryi Panny i św. Aleksego.
Na przestrzeni wieków kościół ulegał zniszczeniom będącym następstwem licznych najazdów. Uszkodzili go m.in. Krzyżacy, którzy najechali te tereny w 1331 roku i pozostawili kościół w ruinie. I jak to zazwyczaj w takich sytuacjach bywa, skoro już świątynia wymagała kompleksowej odbudowy, postanowiono wprowadzić elementy gotyckie – m.in. sklepienia naw bocznych zastąpiono krzyżowo-żebrowymi. Kolejne katastrofy, najazdy i pożary, oznaczały kolejne przebudowy i zmiany. W drugiej połowie XV wieku pojawiły się m.in. ostrołukowe arkady, zaś w drugiej połowie XVI wieku dobudowano renesansową kruchtę.
Największe zniszczenia archikolegiata przeszła jednak w czasie II wojny światowej. Szkody były tak wielkie, że pod znakiem zapytania stała odbudowa świątyni. Na szczęście badacze stwierdzili, że to świetna okazja, aby przywrócić temu miejscu jego pierwotny, romański charakter.
Dziś archikolegiata wyłania się wśród pól i zachwyca swoją ciężką, kamienną bryłą. Widok ten jest absolutnie niesamowity, warto więc przyjechać w te okolice, choćby po to, by wyobrazić sobie, jakie wrażenie mogła robić niespełna 900 lat temu.
3. Tykocin, województwo podlaskie, okolice Białegostoku
To przepiękne, niewielkie miasteczko, idealne na przerwę w trakcie podróży w okolice Białegostoku, ale też na jednodniową wycieczkę. Historia zagląda tam do nas niemal z każdego zakątka.
Początki Tykocina sięgają już XI wieku, jednak prawa miejskie otrzymał w 1425 roku. Po wielu wiekach rządów rodziny Gasztołdów i bezpotomnej śmierci ostatniego przedstawiciela rodu, Stanisława, trafił w ręce króla Zygmunta Augusta. U schyłku jego życia Tykocin stał się zresztą siedzibą dóbr królewskich na Podlasiu. Tam umieszczony został arsenał Rzeczpospolitej, a także skarbiec, w którym znalazły swoje miejsce słynne arrasy krakowskie oraz biblioteka królewska.
Kiedy dynastia wygasła, miasto stało się królewszczyzną i pozostało nią do 1661 roku, kiedy za zasługi dla Rzeczpospolitej, otrzymał je Stefan Czarnecki. Dziś jego pomnik można podziwiać w centralnym punkcie miasta. Warto dodać, że jest to prawdopodobnie drugi najstarszy pomnik osoby świeckiej w Polsce.
Tykocin jest bardzo dobrym przykładem miasteczka pogranicza. Mieszały się tu wpływy polskie, żydowskie, litewskie, ruskie, swój udział mieli także Niemcy, dla których było to ważne miejsce na szlaku handlowym. Stąd też można było w jednym czasie zobaczyć tu cerkiew prawosławną, cerkiew unicką, kościół katolicki, a także synagogę.
Historia tego miejsca jest nierozerwalnie związana ze społecznością żydowską. Jej początki sięgają pierwszej połowy XVI wieku, gdy osadnicy żydowscy z Grodna przybyli tu, by ożywić lokalny handel. Królowie sprzyjali osadnictwu żydowskiemu – przywileje nadawał m.in. Stefan Batory, a potwierdzał je później Władysław IV. Wiek XVII i XVIII były okresem szczególnego rozwoju i wzrostu znaczenia gminy na Podlasiu, północnym Mazowszu, a nawet w całej Rzeczpospolitej. Dzięki tej przychylności i rozwojowi na początku XVIII wieku ludność żydowska stanowiła około 70% mieszkańców Tykocina. Tuż przed II wojną światową było to około 50% w liczącym około 5 tysięcy mieszkańców mieście. Po tej licznej społeczności do dziś zachowała się w mieście synagoga „duża”, synagoga „mała” oraz cmentarz żydowski.
Kup e-booka „Z historią na szlaku. Zabytki w Polsce, które warto zobaczyć”:
Dostępna jest także druga część e-booka!
A jeśli odwiedzający poczują się zmęczeni ciężarem historii, mogą odpocząć wśród natury, odwiedzając okoliczną miejscowość Pentowo, gdzie znajduje się Europejska Wioska Bocianów.
4. Molenna w Wodziłkach, województwo podlaskie, okolice Suwałk
Zostańmy na administracyjnym Podlasiu, ale ze świadomością, że nazywanie północno-wschodniej części naszego kraju Podlasiem to historycznie duże nieporozumienie. Właściwie należałoby tutaj mówić o Suwalszczyźnie, a tak naprawdę… o Litwie. W tym przypadku to najlepszy przykład krainy pogranicza, gdzie przenikają się państwa, kultury, wyznania. Najlepiej pokazuje to obecność katolickich kościołów, prawosławnych cerkwi, ale także molenn staroobrzędowców.
Kim byli staroobrzędowcy? To wyznawcy prawosławia, którzy w XVII wieku odrzucili reformy patriarchy Nikona w Rosji i pozostali przy dawnych księgach oraz obrzędach. Po rozłamie w Cerkwi byli w Imperium Rosyjskim prześladowani, dlatego część z nich uciekła na tereny dzisiejszej północno-wschodniej Polski. Na Suwalszczyźnie zaczęli osiedlać się pod koniec XVIII wieku, zakładając wsie takie jak Wodziłki, Głęboki Rów czy Łopuchowo. Zachowali własną religię, język i obyczaje, a centrum ich życia duchowego stanowiły molenny, czyli domy modlitwy. W Wodziłkach znajduje się jedno z najstarszych i najlepiej zachowanych miejsc tego typu w Polsce.
Molenna w Wodziłkach to miejsce spotkań odłamu staroobrzędowców nazywanego „bezpopowcami”. Była to grupa, która uznała, że prawdziwa hierarchia kapłańska w rosyjskim prawosławiu została utracona, więc zrezygnowano w ogóle z funkcjonowania duchownych. W praktyce oznaczało to, że życie religijne skupiało się wokół wspólnoty i molenny, a nabożeństwa prowadzili świeccy nastawnicy, co z kolei zaowocowało skromniejszym wystrojem świątyń.
A skąd się wzięli bezpopowcy na tym terenie? Osiedlili się w Wodziłkach pod koniec XVIII wieku, uciekając z terenów Imperium Rosyjskiego przed prześladowaniami religijnymi po rozłamie w Cerkwi. Przez XIX wiek i początek XX wieku ta społeczność na Suwalszczyźnie była stosunkowo liczna i dobrze zorganizowana, jednak po wojnach, migracjach i postępującej asymilacji stopniowo malała. Dziś w Wodziłkach pozostało już tylko kilka związanych z molenną rodzin.
Wodziłki do dziś zachowały trochę „świata starowierców”: drewnianą zabudowę, tradycję bani (łaźni parowej), dawny układ wsi i oczywiście molennę. I ta właśnie społeczność żyje w tym miejscu już od ponad 200 lat.
5. Kożuchów, województwo lubuskie, między Głogowem a Zieloną Górą
Chyba każdy historyk lub miłośnik tej dziedziny zastanawiał się, jak wyglądało średniowieczne miasto otoczone murem, jak spacerowało się po wąskich uliczkach wśród kamienic. Jest w Polsce miejsce, gdzie można tego doświadczyć. To Kożuchów, niewielka miejscowość licząca ponad 9 tysięcy mieszkańców, w której czas się zatrzymał.
Kożuchów nazywany jest „polskim Carcassonne” i choć w pierwszej chwili można uznać to porównanie za niedorzeczne, wystarczy przejść się uliczkami Kożuchowa, aby zrozumieć, w czym rzecz. Kożuchów bowiem zyskał swój przydomek przede wszystkim dzięki zachowaniu bardzo dużej części średniowiecznej zabudowy oraz murów obronnych z basztami, a nawet fragmentami fosy.
Poza murami obronnymi, największym symbolem miasta pozostaje dawny zamek książąt głogowskich, którego początki sięgają XIII wieku. Choć przez stulecia był przebudowywany, nadal zachował swój surowy, piastowski charakter i doskonale wpisuje się w atmosferę średniowiecznego miasta-twierdzy. Spacerując po Kożuchowie trudno zresztą oddzielić poszczególne zabytki od samego układu miasta – tutaj historia tworzy jedną, spójną całość.
Oprócz zamku, w centrum uwagę przyciąga również gotycki kościół Matki Bożej Gromnicznej z charakterystyczną wieżą dominującą nad dachami kamienic. W pobliżu można zobaczyć także wspomniane wcześniej elementy murów miejskich: dawną basztę, fragmenty miejskich bram czy zabudowę pamiętającą jeszcze czasy, gdy Kożuchów był ważnym i bogatym ośrodkiem handlowym.
Największe wrażenie robi jednak nie pojedynczy zabytek, a atmosfera miejsca. W Kożuchowie niemal wszystko podporządkowane jest dawnemu rytmowi miasta zamkniętego w murach – ciasne uliczki, nieregularna zabudowa, ceglane fortyfikacje i niewielkie place sprawiają, że łatwo wyobrazić sobie kupców, rzemieślników i strażników przemierzających te same zaułki setki lat temu. To jedno z tych miejsc, gdzie średniowiecze nie wydaje się muzealną rekonstrukcją, lecz czymś wciąż obecnym w krajobrazie miasta.
Historia nie zawsze mieszka w najbardziej rozpoznawalnych miejscach i nie zawsze potrzebuje monumentalnych zabytków. Czasem ukrywa się w układzie ulic, czasem w kamiennym kręgu pośród lasu, a czasem w świątyni pośrodku pól. Te miejsca przypominają, że Polska powstawała na styku kultur, religii i różnych doświadczeń, a wiele z tych śladów wciąż można zobaczyć podczas zwykłej jednodniowej wycieczki.
Zapisz się za darmo do naszego cotygodniowego newslettera!
Bibliografia:
Grabarczyk T., „Wyniki prac wykopaliskowych na cmentarzysku w Odrach, gm. Czersk, woj. pomorskie w latach 1995–2003”, „Acta Universitatis Lodziensis. Folia Archaeologica”, nr 25.
Iwaniec E., „Z dziejów staroobrzędowców na ziemiach polskich XVII–XX w.”, Warszawa.
Maroszek J., „Dzieje Tykocina”, Tykocin.
Olszewski P., Kaczmarek A., „Archikolegiata w Tumie. 850. rocznica konsekracji świątyni”, Tum–Łęczyca 2011.
Pilch J., „Leksykon zabytków architektury Dolnego Śląska”, Warszawa.
Sielicki F., „Staroobrzędowcy. Historia, kultura, tradycja”, Olsztyn.
Świechowski Z., „Relikty pierwotnego wystroju archikolegiaty w Tumie”, „Biuletyn Historii Sztuki”, t. 76, nr 1, 2014..
Walenta K., „Kręgi kamienne na cmentarzyskach kultury wielbarskiej na Pomorzu i ich związek z obrzędami i praktykami kultowymi”, „Acta Universitatis Lodziensis. Folia Archaeologica”, nr 25.
redakcja: Jakub Jagodziński
