Opublikowano
2006-08-30 22:00
Licencja
Wolna licencja

Obrońca Tobruku: Miałem życie inne niż normalne

Walczył w Kampanii Wrześniowej i w obronie Tobruku, ranny pod Gazalą, przez gen. Sikorskiego odznaczony Krzyżem Walecznych – specjalnie dla „Histmaga” opowiada o swych przeżyciach z czasów II wojny światowej.


Strony:
1 2 3

„Byliśmy bardzo szanowani”

Tadeusz Maj (ur. 16.IV.1916) - podoficer armii polskiej w okresie drugiej wojny światowej. Weteran kampanii wrześniowej i walk o Tobruk, od 1943 roku żołnierz Polskich Sił Powietrznych. Po wojnie osiadł w Chicago, gdzie działał w organizacjach polonijnych, m.in. jako przewodniczący Stowarzyszenia Lotników Polskich w USA i Kanadzie. Uhonorowany 19. orderami i odznaczeniami wojennymi. Autor książki „Wspomnienia wojenne z lat 1939-1945”. [od 1934 do końca 1938 r. Tadeusz Maj służył w Korpusie Ochrony Pogranicza, od grudnia 1936 r. był dowódcą strażnicy (w stopniu kaprala) w miejscowości Stajki, na trójstyku granic Polski, Łotwy i Rosji. Miał pod sobą 17 żołnierzy oraz kucharza.] Granica z Łotwą na Dźwinie była spokojna i bezpieczna, natomiast do Rosji szedł przemyt. Naszym zadaniem była jednak nie tylko ochrona granicy, ale i współpraca z ludnością cywilną północno-wschodniej Polski, która była zresztą bardzo wobec nas uczciwa. Podoficerowie z kawalerii uczyli zatem jak podkuwać konie i jak je pielęgnować, my, podoficerowie z piechoty, prowadziliśmy ćwiczenia w hufcach strzeleckich i lekcje przysposobienia wojskowego. Współpracowaliśmy z nauczycielami przy organizacji różnego rodzaju widowisk, jasełek. Byliśmy bardzo szanowani. Nie było chrzcin czy ślubów, gdzie nie byłoby zaproszonych trzech najważniejszych ludzi: dowódcy strażnicy, komendanta policji i sołtysa. Do tego stopnia żyliśmy z nimi w zgodzie, że gdy przejadło nam się w strażnicy mięso np. wołowe, oddawaliśmy je chłopom, a oni w zamian hodowali nam wieprza.

W węgierskiej niewoli

[W sierpniu 1939 r. T. Maj otrzymał skierowanie do 16. Pułku Piechoty w Tarnowie, który wchodził w skład armii „Karpaty”. 19 września jego batalion przekroczył granicę węgierską i został internowany.]

Granicę przeszliśmy dlatego, że powiedziano nam, że Węgrzy dają nam pas 25. kilometrów przy granicy żeby się przegrupować i wrócić do Polski walczyć przeciwko Niemcom. Tymczasem oni nas rozbroili i wsadzili do obozu w Komaron nad Dunajem, blisko granicy czechosłowackiej. Było nas tam 6 tys., ale liczba ta szybko malała. Naśmiewaliśmy się z Madziarów, że nie mogą nas upilnować. Żołnierze byli nam przychylni, oficerowie nie. Ja uciekłem w ten sposób: pracowaliśmy w obozie z dwoma kolegami, mierząc sznurkiem odległość od baraków przez bramę, którą otworzył nam wartownik, do znajdującego się nieopodal parku. Ja udawałem, że zapisuję, a oni mierzyli. Doszliśmy tak do środka parku, gdzie żołnierz nas nie widział i w nogi.

Trzeba było jednak mieć pieniądze i cywilne ubranie, po które musiałem wrócić. Pomogła mi pani Cieślik, Polka pracująca w kuchni obozu. Dwa dni przesiedziałem w piecu i gdy miałem już ubranie, przez dziurę w płocie wydostałem się na zewnątrz. Madziarzy wiedzieli o tych dziurach, ale nie przywiązywali do nich większej wagi.

Wiedzieliśmy, żeby ubierać się w strój typowo węgierski: czarną, zapinaną na klapy kurtkę i ciemnozielony kapelusz z piórkiem. Bilet kupiły mi prostytutki, opłacone przez konsulat do pomocy uciekającym. Zaprowadziły mnie na stację, powiedziały żebym usiadł w kącie przedziału, zdjął kurtkę i przykrył się nią, a w kieszeń wsadził węgierską gazetę i udawał, że śpię. W pociągach była kontrola, ale sprawdzano tylko podejrzanych, a ja wyglądałem jak Węgier. Tak dostałem się do Budapesztu, gdzie tramwajem pojechałem do konsulatu. Na warcie przed bramą stał żołnierz, ale zrobiłem szybko dwa skoki i wpadłem do środka, a on się tylko śmiał.

Zgłosiłem się do tzw. „oddziału kulturalnego”, czyli kurierskiego. Sześć razy przechodziłem na nartach do Polski. Tam spotkałem słynnych kurierów tatrzańskich: Marusarzów i Bronka Czecha. Oni przechodzili przez Tatry w rejonie Brzeska, Bochni do Krakowa a czasem nawet do Tarnowa. Tam np. Helena Marusarzówna została aresztowana przez Niemców i rozstrzelana. Ja byłem ten „mniej ważny”, bo przenosiłem tylko walutę dla polskiego podziemia, w rejonie Rafajłowej, Zielonej, Nadwórnej na tereny okupowane przez Sowietów. Kiedy szósty raz wracałem na Węgry, postrzelił mnie rosyjski patrol. Trzy tygodnie leżałem w szpitalu, potem dostałem paszport i miałem jechać do Francji ale zachorowałem na żółtaczkę. Sześć tygodni opiekowali się mną Polacy, w obozie przejściowym. Tymczasem Włochy włączyły się do wojny i nie przepuszczały już Polaków do Francji, dlatego pojechałem przez Jugosławię, Grecję i Turcję do Syrii, gdzie tworzyła się Brygada Karpacka.

„Żydzi też nas lubili”

To był czerwiec 1940. Obóz mieliśmy w Homs, takim małym miasteczku na pustyni. Francja poddała się Niemcom i chcieli nas internować, ale na miejscu był tylko jeden batalion francuski, więc płk. Kopański wydał rozkaz zajęcia dwóch pociągów. Kilku Polaków z batalionu francuskiego przyłączyło się do nas i dojechaliśmy do brytyjskiej Palestyny. Obóz rozbiliśmy niedaleko Emaus i rozpoczęliśmy przeszkolenie i przemundurowanie na ubiór brytyjski.

Nastroje w brygadzie były bardzo dobre. Zresztą Żydzi też nas lubili. My, czyli II. batalion, poszliśmy w Tel Avivie na strzelnicę. Amunicji mieliśmy dużo, a wyniki były dobre, dlatego oświadczono nam, że będziemy maszerować przez miasto. Nie znaliśmy go, a że nie dostawaliśmy wtedy przepustek, był to dla nas wielki zaszczyt. Prowadził nas zastępca dowódcy baonu, kapitan Koziar, weteran pierwszej wojny światowej, z Virtuti Militari. Za nim adiutant, a następnie dowódca naszej czwartej kompani, porucznik Chrapkiewicz. W pewnym momencie zaczęliśmy śpiewać jakąś piosenkę, bodajże „Wojenko, wojenko...”, a ludność cywilna wybiegła ze wszystkich restauracji i hoteli i zmieszała się z nami tak, że gdy dowódca obejrzał się, zobaczył za sobą tłum ludzi. Cywile, w większości Żydzi z Polski, zaprosili nas do restauracji, chcąc nas ugościć, więc dowódca dał nam dwie godziny wolnego na zapoznanie się z nimi. Mój kolega podoficer z Nowego Targu spotkał pochodzącą stamtąd Żydówkę, która opowiadała jak mimo konfliktu z endekami dobrze jej się w Polsce żyło.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy książkę „Z Miodowej na Bracką”:

Autor: Maciej Bernhardt
Tytuł: „Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego”

Wydawca: i-Press [Histmag.org]

ISBN: 978-83-925052-9-7

Oprawa: miękka

Liczba stron: 334

Format: 140×195 mm

24 zł

(papierowa)

8,9 zł

(e-book)

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Mark152 |

Jestem pełen podziwu dla ludzi z tamtych czasów,niech nasza młodzież czyta takie wspomnienia i pamięta o tamtych żołnierzach i sytuacjach jaki panowały w tamtych latach jeszcze raz ogromny szacunek i pozdrawiam.



Odpowiedz

Gość: Przyjaciel Tadeusza |

Jestem bardzo blisko Tadeusza bo jesteśmy z jednej parafii Strzelce Wielkie k/ Brzeska Okocim, Gmina Szczurow - obecnie w Chicago. Tadeusz obecnie ma ponad 96 lat i czuje się Ok!. Gdyby ktoś chciał dostać więcej informacji prosze pisac na e-mail: chwalas@jollyinn.com moje imie Stanisław. Serdecznie pozdrawiam wszystkich ktorzy znają Tadeusza i dziękują mu za kawał pięknej patriotycznej Historii Jego życia. Stanley



Odpowiedz

Gość: zap |

Pamietajmy o takich ludziach i ich heroicznych czynach...tylko na nich mozemy siw wzorowac



Odpowiedz

Gość: Si |

Dziadek Roman Witkowski - w powietrzu od 21 lipca 44; a w 45\' w No10 Radio Shool Carew Cheriton 18 APR 1945 (Flying Log Book). Może ten sam kurs? Pozdrawiam



Odpowiedz

Gość: FURCZAN |

piekna historia krwia pisana bohaterów nie ma juz tak wielu prawdziwych patriotow.dzisiaj nie ucza tego w szkole poszanowania do flagi i polskosci tradycje zanikaja.polska staje sie amerykanska nie mozna na to pozwolic.



Odpowiedz
Tomasz Leszkowicz

Redaktor działu naukowego, członek redakcji merytorycznej portalu od października 2006 roku, redaktor naczelny Histmag.org od grudnia 2014 roku do lipca 2017 roku. Doktorant w Instytucie Historii im. Tadeusza Manteuffla Polskiej Akademii Nauk. Absolwent Instytutu Historycznego i Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Były członek Zarządu Studenckiego Koła Naukowego Historyków UW. Specjalizuje się w historii dwudziestego wieku (ze szczególnym uwzględnieniem PRL), interesuje się także społeczno-polityczną historią wojska. Z uwagą śledzi zagadnienia związane z pamięcią i tzw. polityką historyczną (dawniej i dziś). Publikował m.in. w „Mówią Wieki”, „Uważam Rze Historia”, „Pamięci.pl”, „Polityce” oraz „Dziejach Najnowszych”. Oprócz historii pasjonuje go rock i poezja śpiewana, jest miłośnikiem kabaretów, książek Ryszarda Kapuścińskiego i Hansa Helmuta Kirsta oraz gier z serii Europa Universalis.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org