Autor: Magdalena Mikrut-Majeranek
Tagi: Recenzje, Sylwetki i biografie, Film i telewizja, Historia współczesna
Opublikowany: 2021-09-21 06:58
Licencja: wolna licencja

„Najmro. Kocha, kradnie, szanuje”: komedia inspirowana życiem „króla ucieczek” [Recenzja]

„Najmro. Kocha, kradnie, szanuje” w reżyserii Mateusza Rakowicza to hybryda gatunkowa, której fabuła zainspirowana została historią sławnego „króla złodziei” doby PRL-u. Filmu absolutnie nie można traktować jako biograficzną opowieść o kryminalnych dziejach Zdzisława Najmrodzkiego, gdyż to audiowizualna realizacja mitu o dobrym przestępcy. „Pulp fiction” znad Wisły? A może polska wersja „Złap mnie, jeśli potrafisz”? Jedno jest pewne. „Najmro” to solidna dawka dobrej kinematografii.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2

Spotkanie z realizatorami filmu „Najmro. Kocha, kradnie, szanuje” po seansie w gliwickim kinie studyjnym Amok w dniu 18 września 2021 r. (fot. M. Mikrut-Majeranek)
Spotkanie z realizatorami filmu „Najmro. Kocha, kradnie, szanuje” po seansie w gliwickim kinie studyjnym Amok w dniu 18 września 2021 r. (fot. M. Mikrut-Majeranek)

Zobacz także:

Uprzedzając zarzuty czynione pod adresem zarówno filmu, jak i tekstów powstających na jego temat: Nie, to nie gloryfikowanie przestępców i promowanie przestępczego świata. Produkcje o podobnej tematyce znane są w kinematografii od dekad. Przypomnijmy chociażby kultowego „Ojca chrzestnego” (3 Oscary), „Dawno temu w Ameryce”, „Donnie Brasco” czy obsypane Oscarami „Pulp fiction”, „Bonnie i Clyde” czy – patrząc na polskie podwórko – „Psy”. Inny kaliber? Być może, ale temat podobny.

„Najmro. Kocha, kradnie, szanuje”: 35 dni zdjęciowych, 9 milionów złotych i 7 lat przygotowań

„Najmro” to fabularny debiut Mateusza Rakowicza, z kolei scenarzystą jest Łukasz M. Maciejewski, który ma na swoim koncie już scenariusz do trzech części dobrze przyjętego, ośmioodcinkowego serialu „Król” Jana P. Matuszyńskiego, stworzonego na bazie powieści Szczepana Twardocha. Premiera filmu „Najmro. Kocha, kradnie, szanuje” miała miejsce 17 września 2021, z kolei dzień później na Śląsku, w Gliwicach, które Najmrodzki szczególnie sobie upodobał, w kinie Amok zorganizowano pokaz specjalny. Komedię stworzoną na kanwie życiorysu „króla ucieczek” z PRL nominowano do Złotych Lwów, a w konkursie OFF CAMERA zdobył Nagrodę Publiczności dla Najlepszego filmu.

PRL wcale nie taki szary?

Rzecz dzieje się w latach 80. i początku lat 90. ubiegłego wieku. Bohaterem produkcji został Zdzisław Najmrodzki, zmora milicjantów, „król ucieczek”, przestępca, którego nazywano „polskim Arsenem Lupinem”. Plądrował „Pewexy”, kradł polonezy - marzenie milionów Polaków dobry PRL-u i nieustannie wymykał się organom ścigania. W czasach, w których wszystko było zakazane, on znalazł sposób na czerpanie z życia pełnymi garściami - choć nieetyczny i stojący w sprzeczności z prawem. Żył szybko, miał powodzenie u kobiet, a jego barwny życiorys to gotowy materiał na film. Fakt ten skwapliwie wykorzystał Mateusz Rakowicz.

Reżyser już w pierwszych minutach filmu pokazuje, że to produkcja wyjątkowa. Łamiąc schematy, przedstawia zupełnie inne oblicze PRL-u. W filmie oglądamy nie tylko sceny brawurowych napadów, pościgów, ale także życia codziennego. Wraz z bohaterami zaglądamy również do „podziemia”, przyglądając się nocnemu życiu rozgrywającemu się w dyskotekach i hotelowych barach. Szara rzeczywistość dnia codziennego została doprawiona kolorytem dancingów i atmosferą panującą na parkietach popularnych lokali Polski Ludowej. W scenie otwierającej filmową opowieść reżyser pokazując skrzącą się od bollywoodzkich efektów scenę w klubie, zaprasza widza do świata przedstawionego, w którym prowadzi nieustanną grę z widzem, żongle konwencją.

„Najmro. Kocha, kradnie, szanuje” to dobre kino akcji doprawione soczystym humorem i mocnymi dialogami. Inteligentnymi. Nie ma tu miejsca na podwórkowe słownictwo i łacinę typową dla przedstawionych w filmie kręgów społecznych. Widać, że Łukasz M. Maciejewski świetnie bawi się formą. W usta bohaterów wkłada krótkie, mocne zdania, pozbawione jednak wulgarności. Dopracowany scenariusz kryje wiele smaczków. Warto zatrzymać się przy tak mało znaczącej dla wielu kwestii zegarków. Niczym w „Mission imposible” bohaterowie zerują czasomierze przed wielkim skokiem. Najmro ma na ręce najdroższy eksponat. To Casio z kalkulatorem. „Młoda” i Antos otrzymali już Casio bez kalkulatora. Z kolei Teplic, jako najstarszy z ferajny, otrzymał ruski czasomierz z cyferblatem. Tu nie ma przypadku.

„Najmro” to nie typowa polska komedia, która komedią jest jedynie z nazwy. To naprawdę dobry film zrealizowany z rozmachem. Jego siłą jest także dobre aktorstwo, bo i obsada była doborowa. Najnowsza produkcja Rakowicza stanowi eklektyczne połączenie komedii, filmu akcji, a nawet filmu noir z bollywoodzkimi produkcjami. Jest szybka akcja, dobre dialogi i efekty specjalne. Aby przedstawić giełdę samochodów zastosowano prawdopodobnie największy greenscreen, jaki używano do tej pory w polskim kinie.

„Najmro. Kocha, kradnie, szanuje”: Aktorzy

W tytułową rolę Zdzisława Najmrodzkiego wcielił się Dawid Ogrodnik i zrobił to brawurowo. Czarny wąs, błysk w oku, cwaniacki uśmiech, nonszalancki chód i nienaganny strój – jego Najmrodzki to elegancki przestępca, który z czasem daje się usidlić. Wpadając w sidła miłości decyduje się zakończyć grę z wymiarem sprawiedliwości. Bezczelny cwaniak, szalenie błyskotliwy przestępca i szarmancki dżentelmen? Najmro ma niejedną twarz. I za to chyba można go najbardziej polubić. Z kolei jego rodzicielkę zagrała Dorota Kolak, która zresztą już trzykrotnie wcielała się w filmową matkę aktora, bo stało się tak w produkcji „Chce się żyć” Macieja Pieprzycy oraz w „Ciemno, prawie noc” Borysa Lankosza. Robert Więckiewicz zagrał Barskiego – milicjanta, który jako jedyny ratuje honor służb, działając bezkompromisowo i jakże skutecznie, a przy tym zachowując honor. Jest oschły, małomówny, pracowity. To przeciwieństwo Najmrodzkiego. Jakub Gierszał, mający ostatnio nie tylko dobrą passę, ale i prasę, wcielił się w postać Antosa, który przechodzi wewnętrzną metamorfozę. Jego przemiana została zaznaczona dodatkowo w warstwie wizualnej. Realizatorzy zdecydowali się na wprowadzenia pewnych efektów specjalnych, aby przy zastosowaniu elipsy czasowej, ta zmiana nie umknęła uwadze widzów. Masza Wągrocka kreowała postać Tereski, zmyślonej postaci, którą reżyserzy dopisali do filmowego życiorysy Najmrodzkiego, a Sandra Drzymalska zagrała „Młodą”. Podporę i przyjaciela Najmro - Teplica zagrał Andrzej Andrzejewski, a jako Gabi wystąpiła Olga Bolądź. Natomiast usobieniem ponoszącej klęskę za klęską milicji jest Ujma, grany przez Rafała Zawieruchę. To człowiek-katastrofa. Pocziwy nieudacznik, gapa. Zawierucha obdarzył swojego bohatera cechami typowymi dla bohaterów komedii slapstickowej.

Teatr Miejski w Gliwicach i afisz spektaklu „Najmrodzki, czyli dawno temu w Gliwicach” (fot. M. Mikrut-Majeranek)
Teatr Miejski w Gliwicach i afisz spektaklu „Najmrodzki, czyli dawno temu w Gliwicach” (fot. M. Mikrut-Majeranek)

Opowieść o barwnym ptaku przestępczego półświatka znamy nie tylko z archiwalnych doniesień medialnych czy programów 997 (które także wykorzystano). 30 listopada 2018 roku na deskach Teatru Miejskiego w Gliwicach miała miejsce premiera świetnego spektaklu „Najmrodzki, czyli dawno temu w Gliwicach” w reżyserii Michała Siegoczyńskiego. Tytułową rolę gra tam Mariusz Ostrowski. Kiedy po obejrzeniu przedstawienia dowiedziałam się, że powstaje także film o gliwickim „królu ucieczek”, byłam rozczarowana, że to właśnie nie on został obsadzony w roli filmowego „Saszłyka”. Jednakże po premierze mogę powiedzieć z całą stanowczością, że Dawid Ogrodnik świetnie odnalazł się życiorysie „śląskiego Janosika”. Stworzył wielowymiarową postać, która na długo pozostaje w pamięci. Jednakże i o Ostrowskim realizatorzy nie zapomnieli. Już pod sam koniec filmu reżyser puszcza oko do teatromanów. Nie zdradzę jednak w którym momencie to nastąpi, aby nie zepsuć niespodzianki. Na premierze teatralnej obecna była mama Najmrodzkiego - Sabina, jednakże nie dożyła już do premiery filmu. Zmarła w 2020 roku.

Postacie realne vs fikcyjne

Niewątpliwie faktem jest, że Najmrodzki to postać z krwi i kości, choć jego życiorys został poddany filmowej obróbce. Finalnie z jego dziejów wyekstrahowano zaledwie fragment, który zdecydowano się wyeksponować. Teresa jest postacią fikcyjną, podobnie jak skład jego gangu oraz ścigający go milicjanci. Warto jednak zatrzymać się przy postaci Antosa, granej przez Jakuba Gierszała. Pierwszy raz, kiedy został wyrzucony z ekipy, później pojawia się w momencie wewnętrznej metamorfozy bohatera i przejścia na tą złą stronę. To podkreślenie przemiany postaci. Zdzisław miał trzech braci, których jednak nie pokazano w filmie, a jego filmowa matka różni się od Sabiny Najmrodzkiej.

„Najmro. Kocha, kradnie, szanuje”
Ocena: 9
Premiera: 17 września 2021 r.
Gatunek: komedia, akcja
Reżyseria: Mateusz Rakowicz
Kraj produkcji: Polska
Dystrybucja: Mówi Serwis

Zdzisław Najmrodzki (domena publiczna)

Film to stylizacja lat 80. i początku 90. XX wieku. Świat przedstawiony został wykreowany od A do Z. Całość dzięki przyjętej stylistyce i zastosowanym środkom stanowi rodzaj komiksu filmowego. Jak wskazał reżyser, od początku zakładano, że konwencja będzie przerysowana. Produkcja miała mieć wiarygodnych psychologicznie bohaterów o jasnych motywacjach. I tak też się stało.

To nie czas, żeby rozmawiać…?

Zdecydowanie. Co więcej, to chyba ulubione powiedzenie filmowego Najmrodzkiego. Obraz mówi o wiele więcej niż słowa. Stroje, scenografia, ale przede wszystkim muzyka! To ona odpowiada w znacznej mierze za klimat filmu. Ścieżka dźwiękowa pozwala na przeniesienie się w czasie. Andrzej Smolik, który odpowiadał za dobór utworów wybrał najbardziej charakterystyczne piosenki tamtych lat, które wiele wnoszą do treści fabuły. Przemycono zarówno kultowe i znane do dziś hity, ale odkurzono też dawne i trochę zapomniane przeboje jak np. „Żyj sobie sam”. Gdy na początku słyszymy „Co zesłał los, trzeba będzie stracić/ Za miłość też kiedyś przyjdzie nam zapłacić” Anny Jantar, wiemy, że historia nie może skończyć się źle.

Zakończenie filmu pozostawia spore pole do popisu dla wyobraźni. Realizatorzy zdecydowali się na zastosowanie pewnej furtki. Fortel z odciętą dłonią z sygnetem, będący namacalnym świadectwem śmierci Najmro, to nic innego jak oddanie głosu spiskowej teorii dziejów. Reżyser Mateusz Rakowicz przyznał nawet, że koncept ten zrodził się, kiedy natrafił na relację policjanta, który miał napisać, że po wypadku jako ostatni trzymał odciętą rękę Najmrodzkiego. W finale filmu Zdzisiek ucieka przed żądnym zemsty Antosem i „ginie” w płomieniach, które trawią jego samochód po wypadku. Choć ciało ofiary zostało zwęglone, ocalała dłoń z sygnetem, której odciski pasują do tych w kartotece Najmro. Jednakże, jako, że to komedia z happy endem, bohater nie może tak po prostu odejść. Tymczasem w rzeczywistości zginął tragicznie 31 sierpnia 1995 koło Pepłówka, niedaleko Mławy. Do wypadku doszło, kiedy jechał kradzionym bmw wraz z synami jego bliskiego przyjaciela - 12-letni Marcinem S. i 14-letnim Tomaszem S. w pewnym momencie wpadł w poślizg i uderzył w jadący z naprzeciwka samochód ciężarowy LIAZ. Zginęli wszyscy.

Mocny debiut za 9 mln zł

Podczas premierowego pokazu realizatorzy zdradzili, że koszt filmu to 9 milionów złotych. Producentem jest TFP, a koproducentami Grupa Cyfrowy Polsat oraz Mazowiecki i Warszawski Fundusz Filmowy. Produkcję wsparła dotacja z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, ale – jak podkreślił reżyser - głównym inwestorem był Polsat. Lwią cześć z tego pochłonęły opłaty za prawa autorskie do muzyki wykorzystanej w filmie. Warto było zainwestować, bowiem finalnie otrzymaliśmy angażującą historię, mądrze opowiedziany i dobry jakościowo film, który otrzymał efektowne opakowania.

Szkoda tylko, że na plan filmowy wybrano Warszawę i jej okolice. Na Śląsku, w Gliwicach nie zrealizowano żadnej sceny. Reżyser podkreślił, że stało się tak z uwagi na finanse, jakimi dysponowano. Decyzję tę uzasadnił podkreślając, że wyjazdowe zdjęcia są zdecydowanie droższe niż te realizowane w stolicy kraju. Aczkolwiek nadmienił, że dwa dni zdjęciowe poświęcono na kręcenie w zabrzańskim więzieniu. Zdecydowano się na to, ponieważ to więzienie jest już nieczynne, co zdecydowanie ułatwia kręcenie i minimalizuje związane z tym formalności.

Podsumowując, film Rakowicza& Maciejewskiego to solidnie przemyślana, dobrze zrobiona komedia, którą da się oglądać z przyjemnością. To nowa jakość w polskim kinie. „Najmro” to angażująca historia, która została świetnie opowiedziana. Bogata jest w zaskakujące, oryginalne i efektowne, ale nie efekciarskie czy tandetne rozwiązania (dzielenie ekranu, split screeny, slow motion - w scenie tańca wprowadzającego w świat filmu, szał uniesień, czyli scena zbliżenia Tereski i Zdzisława, upadek Antosa, pościg na giełdzie-, zwielokrotnienie kadrów).

Ostatni akord, czyli zakończenie jest najmniej dopracowane. Misternie konstruowany świat nieco się tu rozpada. O ile cała opowieść trzyma rytm, o tyle pod koniec zwalnia, traci spójność. Co prawda realizatorzy zapowiadali, że pokażą jedynie niewielki wycinek z barwnego życia Najmrodzkiego. „Saszłyk” uciekał aż 29 razy! Pokazano brawurową ucieczkę z warszawskiego pałacu Mostowskich (w mundurze milicjanta!). Zabrakło mi jednak scen spektakularnych ucieczek np. z pociągu po upiciu strażników czy filmowej interpretacji procesów, podczas których też wiele się działo, jeśli wierzyć prasowym relacjom. Produkcję „Najmro. Kocha, kradnie, szanuje” należy traktować z przymróżeniem oka. Nie zapominajmy, że życiorys przestępcy stał się jednynie pretekstem do stworzenia jakże udanej filmowej opowieści, którą warto zobaczyć.

Polonez (fot. Goldrs, CC BY-SA 4.0)

Premiera w Gliwicach z udziałem realizatorów

Przekraczając ramy recenzji filmowej, dodam kilka zdań dotyczących premierowego pokazu na Śląsku. Śląską premierę zaplanowano Gliwicach. Odbyła się w sobotę, 18 września, w wzięli w niej udział reżyser i scenarzysta. Gościem specjalnym była też Ewa Bojarska, która znała Najmrodzkiego. Była nawet jego pełnomocnikiem. Jak zdradzili realizatorzy, pracę nad filmem rozpoczęto już siedem lat temu.

Nasz film nie jest filmem biograficznym. Odbiliśmy się od 10 proc. faktów, a reszta to totalna fikcja i nasza wyobraźnia – zaznaczył Mateusz Rakowicz podczas premierowego pokazu.

Dodał też, że z tego też powodu w tytule nie wykorzystano ani imienia Najmrodzkiego, ani pseudonimu pod którym funkcjonował w przestępczym świecie.

Znałam pana Najmrodzkiego nie z okresu, który jest najszerzej omówiony w filmie, ale z czasu, kiedy się nawrócił. Poznałam go, kiedy został ułaskawiony i zamierzał być obywatelem nieposzlakowanym – powiedziała Ewa Bojarska.

Kino Amok w Gliwicach (fot. M. Mikrut-Majeranek)
Kino Amok w Gliwicach (fot. M. Mikrut-Majeranek)

Trafił do jej kancelarii na przełomie lat 1994/1995.

Pamiętam go jako bez wątpienia nietypową postać na polskiej scenie społecznej. Po pierwsze był na pewno wizjonerem. Chciał utworzyć w Polsce - zaczynając od Gliwic, do których miał sentyment - sieć gastronomiczną serwującą potrawy z ryb. Miał wizję eleganckiego lokalu, w którym klienci będą mogli wybrać rybę z olbrzymiego akwarium – dodała Bojarska.

Mówiła też, że zamierzał oprzeć tę działalność na współpracy z ludźmi z Mazur, którzy mieli pozyskiwać dla niego ryby. I zginął w drodze na Mazury. Niby miał zacząć wszystko od nowa, ale jednak w ostatnią podróż wybrał się kradzionym samochodem...

Był człowiekiem z wielkimi ambicjami. W porównaniu z osobami z pierwszych stron gazet, bo i tacy bywali w mojej kancelarii, był człowiekiem przestrzegającym norm zachowania w stosunku do kobiet. Był niesłychanie uprzejmy, elegancki. Nie używał żadnych wulgaryzmów. Wstawał kiedy kobieta wchodziła do kancelarii. Był ciekawą postacią – wspominała Bojarska.

Z pewnością tak było, a jego życiorys to gotowy scenariusz zarówno na spektakl teatralny, jak i na film, co też zostało już z powodzeniem zrealizowane.

„Najmro. Kocha, kradnie, szanuje”
Ocena: 9
Premiera: 17 września 2021 r.
Gatunek: komedia, akcja
Reżyseria: Mateusz Rakowicz
Kraj produkcji: Polska
Dystrybucja: Mówi Serwis

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Śledź nas!
Komentarze
lub zaloguj się za pośrednictwem konta Google

O autorze
Magdalena Mikrut-Majeranek
Doktor nauk humanistycznych, kulturoznawca, historyk i dziennikarz. Autorka monografii "Historia Rozbarku i parafii św. Jacka w Bytomiu" oraz współautorka książek "Miasto jako wielowymiarowy przedmiot badań" oraz "Polityka senioralna w jednostkach samorządu terytorialnego", a także licznych artykułów naukowych. Miłośniczka teatru tańca współczesnego i dobrej literatury. Zastępca redaktora naczelnego portalu Histmag.org.

Wszystkie teksty autora

Sonda!
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy