Nie wiesz, co obejrzeć? 25 filmów historycznych poleca redakcja Histmaga
Piotr Abryszeński
1. Waterloo (1970)
Film Sergieja Bondarczuka nie spotkał się początkowo z zachwytem ze strony krytyków. Tym bardziej, że to przedziwna mieszanka zachodniego kapitału i sowieckiego rozmachu produkcyjnego (jako statystów zatrudniono 15 tys. żołnierzy Armii Czerwonej). Po latach trzeba powiedzieć jedno: krytycy nie mieli racji, a film jest świetny. Jedna scena ukazująca Napoleona (wspaniały Rod Steiger) przy korespondencji pokazuje więcej, niż tuziny innych filmów. Cesarz potrafi jednocześnie kontrolować logistykę, wydawać dekrety i dyktować list miłosny. Ale to film o jego upadku. Spektakularne sceny batalistyczne dziś praktycznie niemożliwe do powtórzenia. Z lotu ptaka widzimy perspektywę dowódców: poruszające się kolorowe linie, ale z perspektywy żołnierza widać błoto, krew i bezsensowną śmierć. „Bitwa wygrana jest także sprawą przerażającą” – mówi Wellington nad pobojowiskiem.
2. Wyrok w Norymberdze (1961)
Jeden z najważniejszych dramatów sądowych w dziejach kina. Opowieść o procesie, który nigdy się nie odbył: niemieccy prawnicy nie zasiedli przecież na ławie oskarżonych. Stanley Kramer stawia pytanie o granice między lojalnością a zbrodnią. Gdy w ostatniej scenie skazany na dożywocie Ernst Janning (w tej roli świetny Burt Lancaster) mówi, że wydawał wyroki, ale nigdy nie przypuszczał, że dojdzie do ludobójstwa, sędzia Haywood (Spencer Tracy) odpowiada: „Doszło do tego wtedy, kiedy po raz pierwszy skazał pan na śmierć niewinnego człowieka”.
3. Ben Hur (1959)
Epickie kino o destrukcyjnej sile nienawiści i wyzwalającej mocy przebaczenia. Ta pierwsza przemienia człowieka w niewolnika, a druga – przynosi wolność i odkupienie. Jeden z tych przypadków, gdzie film jest lepszy niż książka (usunięcie jednej z ważnych postaci wyszło produkcji Williama Wylera na plus). Znakomite decyzje artystyczne, wielkie kontrasty, wspaniała muzyka Miklósa Rózsy. Scena wyścigu rydwanów do dziś wywołuje ciarki. To tylko ekranizacja popularnej powieści, choć przesłanie jest tu uniwersalne.
4. Barry Lyndon (1975)
Nieśpieszny, statyczny, malarski. Dla wielu współczesnych widzów taki film może wydać się nieznośny. Ale kipi tu od emocji. I jak to jest sfilmowane! Naturalne oświetlenie, znakomite kostiumy, a przede wszystkim historia młodego Irlandczyka, który na skutek intryg wspina się po szczeblach kariery i doświadcza bolesnego upadku. Stanley Kubrick w adaptacji powieści Thackeraya nie portretuje prawdziwej postaci, a jedynie wzorowaną na losach pewnego hulaki i łowcy posagów. Warto nadmienić, że wydarzenia prezentowane w filmie są autentyczne. Los bohatera jest z góry przesądzony, wolna wola to iluzja, świat wypełniają pozory i hipokryzja. Ostatecznie czas i śmierć zrównają wszystkich.
5. Misja (1986)
Przepiękne kadry i legendarna (tak, ten przymiotnik jest na miejscu) muzyka Ennio Morricone skrywają jeden z największych dylematów moralnych w historii kina. Idealizm zderza się tu z instytucjonalnym cynizmem, ale jest coś, co może połączyć świat kolonizatorów i kolonizowanych: czysta wiara. Europejczycy przynieśli Indianom Guarani nową religię, a potem ci sami Europejczycy przyszli ich wybić w imię swoich monarchów. W efekcie dochodzi do zmiany ról: Indianie muszą bronić wiary katolickiej przed światem, który ich z tą wiarą zapoznał. Finałowa scena procesji z monstrancją zostaje z widzami na długo.
Mateusz Balcerkiewicz:
6. Alexander (2004)
Na ten film naprowadziła mnie kiedyś gra na licencji o tym samym tytule, którą swoją drogą również polecam (RTS na silniku „Kozaków”). Opowiadająca o życiu i osiągnięciach Aleksandra Wielkiego produkcja Olivera Stone’a nie jest oczywistą polecajką, bo ma swoje wady i niekoniecznie cieszyła się uznaniem krytyków. Ja jednak zapamiętałem piękne panoramy, scenografię i kostiumy, budzące uznanie sceny bitew, a przede wszystkim fantastyczną ścieżkę dźwiękową, skomponowaną przez Vangelisa. W obsadzie jest też parę znaczących nazwisk - Colin Farrell w tytułowej roli, Angelina Jolie jako Olimpia czy Anthony Hopkins jako Ptolemeusz.
7. Zdrajca (2019)
Produkcja, której polska premiera w 2020 roku przeszła bez echa ze względu na pandemię COVID-19, a zdecydowanie niesłusznie! „Zdrajca” w reżyserii Marco Bellocchio to prawdziwa perełka i pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników „Ojca Chrzestnego”. Film opowiada opartą na faktach historię Tomaso Buscetty, który złamał zmowę milczenia i de facto samodzielnie wydał wojnę sycylijskiej mafii. Jest to też opowieść o tzw. „maksiprocesie”, czyli największej rozprawie w historii włoskiego prawa, w której sądzono członków mafii sycylijskiej. Obraz poruszający tym bardziej, że opowiada o wydarzeniach, które naprawdę się rozegrały.
8. Szeregowiec Ryan (1998)
Jeden z tych filmów, których nikomu przedstawiać nie trzeba. Wielokrotnie nagradzany dramat wojenny Stevena Spielberga jest nie tylko wciągającym kinem, ale i pewnym fenomenem kulturowym, który wpłynął na powszechne postrzeganie tak samej alianckiej kampanii w północnej Francji, jak i na liczne przedstawiające wojnę dzieła kultury masowej, które przyszły po nim. Opowieść o misji ratunkowej oddziału sierżanta Johna H. Millera (w tej roli niezapomniany Tom Hanks) skutecznie przykuwa do ekranu, a sceny lądowania na plaży Omaha stały się już niemal kultowe. Choć z biegiem lat różne naiwne elementy filmu wydają się kłuć w oczy coraz mocniej, wciąż jest to produkcja, którą po prostu wypada znać.
9. Ogniem i mieczem (1999)
Właściwie wszystkie wielkie filmowe adaptacje Trylogii Henryka Sienkiewicza zasługują na uwagę widza. Czemu zatem zdecydowałem się wyróżnić właśnie „Ogniem i Mieczem” w reżyserii Jerzego Hoffmana? Po pierwsze dlatego, że to produkcja najmłodsza, a więc i najprzyjemniejsza dla ucha i oka współczesnego odbiorcy pod kątem technicznym. Po drugie z perspektywy fabuły będzie najlepszym wprowadzeniem do Trylogii, jako że akcja „Ogniem i mieczem” toczy się przed wydarzeniami z „Potopu” i „Pana Wołodyjowskiego”. Wreszcie to po prostu udany film ze świetnie zrealizowanymi scenami, zapadającą w pamięć ścieżką dźwiękową i kultowymi kreacjami bohaterów. Pozycja, którą niejeden zapewne wskazałby jako najlepszy polski film zrealizowany po 1989 roku.
Jesteśmy darmowym portalem, którego utrzymanie dużo kosztuje. Jako medium niezależne pozyskujemy środki na nasze utrzymanie od reklamodawców lub Czytelników. Nie prosimy o wiele - gdyby każda czytająca nas Osoba podarowała nam 10 zł, to starczyłoby to nam na rok bardzo wytężonej działalności i nowych inicjatyw. Okazuje się jednak, że do tej pory wsparło nas zaledwie 0,0002% naszych Czytelników. Dowiedz się, jak możesz nam pomóc!
10. Pasja (2004)
„Pasja” Mela Gibsona to film, który przedstawia językiem współczesnego kina kluczowe wydarzenia spisane na kartach Pisma Świętego i wobec którego nie da się przejść obojętnie. Z jednej strony ukazuje nam Jezusa jako człowieka z krwi i kości, który nie tylko robi wielkie rzeczy, ale i jest uczestnikiem codzienności jak każdy z nas. Z drugiej bardzo dosadnie i bezkompromisowo pokazuje dzisiejszemu człowiekowi, czym naprawdę była i jak wyglądała straszliwa kara śmierci przez ukrzyżowanie oraz towarzyszące jej rozmaite tortury. To też produkcja posiadająca o wiele więcej warstw interpretacji, momentami bardzo symboliczna, głęboko przemyślana i spójna, niezmiennie warta obejrzenia.
Jakub Jagodziński:
11. Ojciec Chrzestny (1972)
Kino gangsterskie istniało na dekady przed „Ojcem Chrzestnym”, po nim też powstały filmowe arcydzieła tego nurtu. Uważam jednak, że już nic nigdy nie dorównało pierwszej części ekranizacji powieści Mario Puzo. To świetnie opowiedziana historia, którą czyta się jednym tchem. Francis Ford Coppola postanowił jednak podnieść poprzeczkę jeszcze wyżej i na bazie wybitnej powieści stworzył jeden z najważniejszych filmów wszechczasów. Działa tam po prostu wszystko: gra aktorska, montaż, zdjęcia, muzyka – walc Nino Roty, to kompozycja, którą z pewnością zna każdy. Aktorsko to majstersztyk: doświadczony Marlon Brando zachwyca, ale prawdziwym objawieniem była tam Al Pacino, dla którego był to dopiero drugi duży film po Narkomanach.
12. Bękart (2023)
Bękart w reżyserii Nikolaja Arcela to dramat historyczny osadzony w XVIII-wiecznej Danii. Ludvig Kahlen (Mads Mikkelsen), emerytowany kapitan armii duńskiej próbuje dokonać niemożliwego: rozpocząć uprawy na jutlandzkich wrzosowiskach – terenach niedających się ujarzmić od wieków. Jego pomysł wydaje się niedorzeczny, wątpią w niego wszyscy, ale nic nie jest w stanie go złamać. Co ciekawe, główny bohater to prawdziwa postać, a wydarzenia są inspirowane rzeczywistością. Ten film to dowód na to, że można stworzyć nieanglojęzyczny film kostiumowy, który niczym nie ustępuje najdroższym produkcjom z Hollywood.
13. Życie jest piękne (1997)
Filmów na temat zagłady powstało mnóstwo. Każdy jest poruszający, ale żaden nie uderza tak jak „Życie jest piękne”. Film ukazuje tragiczne realia Holokaustu poprzez historię ojca, który za wszelką cenę stara się ochronić swojego syna przed okrucieństwem wojny i obozu koncentracyjnego, przekonując go, że otaczająca ich rzeczywistość jest jedynie grą. Połączenie wątków komediowych z tak poważną tematyką pozornie wydaje się niestosowne lub ryzykowne, ale nie ma tu absolutnie żadnego zgrzytu. Uśmiech ma ukoić ból, wygłupy mają przykryć cierpienie, a wszystko po to, by uchronić Giosué, syna głównego bohatera przed psychiczną traumą związaną z koszmarem wojny.
14. Strefa Interesów (2024)
„Strefa Interesów”, podobnie jak „Życie jest piękne”, porusza problematykę Holokaustu, ale filmy diametralnie się różnią. Amerykańsko-brytyjsko-polska koprodukcja przedstawia życie rodzinne komendanta Auschwitz – Rudolfa Hössa. Reżyser umiejętnie posługuje się aluzjami i niedopowiedzeniami. Nie ma potrzeby pokazywania całego koszmaru, który dział się zaraz za murem domu niemieckiego zbrodniarza. Widz i tak ma pełną świadomość. Tym mocniej uderza idylliczne życie Hössów: spacery nad rzekę, prace w ogrodzie, domowa sielanka i problemy, które w żaden sposób nie przystają do piekła, które rozgrywa się tuż obok. Długie, często przeciągnięte sceny, klimat niepokoju i grozy, i pozorny spokój. Ten film został ze mną na długo.
15. Kanał (1956)
Jeden z pierwszych, a zarazem najgłośniejszych filmów w reżyserii Andrzeja Wajdy. Obraz ukazuje schyłek powstania warszawskiego, a znaczna część akcji dzieje się w tytułowych kanałach, którymi przemieszczali się powstańcy. To obraz ważny wielowymiarowo: to pierwszy film o powstaniu warszawskim, który powstał, gdy wciąż niezwykle żywa i świeża była pamięć o powstaniu warszawskim. Pamiętajmy, że był to czas już po śmierci Stalina, co doprowadziło do pewnej odwilży w zakresie cenzury i kultury, dzięki czemu takie przedsięwzięcie można było w ogóle podjąć.
„Kanał” to film klaustrofobiczny, przytłaczający, przybijający. W Polsce nie spotkał się ze szczególnym entuzjazmem (choć warto odnotować Złotą Kaczkę). Natomiast doceniony przez krytyków na Zachodzie (nominacja BAFTA za najbardziej obiecujący debiut filmowy dla Teresy Iżewskiej; Nagroda Specjalna Jury w Cannes dla Andrzeja Wajdy oraz nominacja do Złotej Palmy w konkursie głównym w Cannes). Dziś dzieło to ma podwójny wymiar historyczny, przedstawia bowiem historię Polski, ale jest też świadectwem historii polskiego kina.
Rafał Gumiński:
16. Apocalypto (2006)
Mel Gibson wyreżyserował bardzo sugestywny i brutalny obraz chylącego się ku upadkowi imperium Majów, którego władcy zaczynają składać w ofierze ludzi, by zdobyć łaskę bogów. To, co uderzyło mnie w „Apocalyto” to wysiłek włożony, by oddać realia świata przedstawionego. Na ekranie nie zobaczymy znanych twarzy mówiących z amerykańskim czy brytyjskim akcentem. W filmie występują głównie rdzenni mieszkańcy Półwyspu Jukatan, którzy posługują się współczesną odmianą języka maya.
17. Siedmiu samurajów (1954)
Tego dzieła nie trzeba przedstawiać. Siedmiu samurajów w reżyserii Akiry Kurosawy to klasyka klasyków. Japońska wioska nękana przez bandytów wynajmuje do ochrony siedmiu roninów, czyli samurajów bez pana. Motyw ten był później wielokrotnie powtarzany w innych filmach np. w westernie „Siedmiu wspaniałych” z 1960 r. Film zachwyca zdjęciami, aktorstwem (zwłaszcza Toshirō Mifune) i świetnie wykreowanymi postaciami. Oprócz stworzenia dzieła kinematografii największą zasługą Akiry Kurosawy jest spopularyzowanie japońskiej kultury i historii na całym świecie.
Jesteśmy darmowym portalem, którego utrzymanie dużo kosztuje. Jako medium niezależne pozyskujemy środki na nasze utrzymanie od reklamodawców lub Czytelników. Nie prosimy o wiele - gdyby każda czytająca nas Osoba podarowała nam 10 zł, to starczyłoby to nam na rok bardzo wytężonej działalności i nowych inicjatyw. Okazuje się jednak, że do tej pory wsparło nas zaledwie 0,0002% naszych Czytelników. Dowiedz się, jak możesz nam pomóc!
18. Ran (1985)
Równie wybitny, ale zdecydowanie mniej w Polsce znany film Akiry Kurosawy. Opowiada historię pana feudalnego w okresie Sengoku, który postanawia podzielić swoje włości pomiędzy trzech synów, co prowadzi do rodowych sporów i dworskich intryg. Fabuła luźno oparta jest na „Królu Learze” Williama Szekspira, ale inspiracją dla filmu była historia daimyō Mōri Motonari. Film zachwyca nie tylko fabułą i grą aktorską, ale przede wszystkim niesamowitymi zdjęciami i kostiumami. Dla mnie to wizualnie najpiękniejszy film Kurosawy, który obudził we mnie fascynację Japonią okresu Sengoku.
19. Tańczący z wilkami (1990)
Filmowa adaptacja powieści Michaela Blake’a w reżyserii Kevina Costnera, i z nim w roli głównej, to jedna z tych westernowych epopei, która sprawiła, że zatraciłem się w filmowym klimacie amerykańskiego pogranicza. Porucznik armii Unii wyrusza do odległego i opuszczonego posterunku, gdzie nawiązuje kontakt ze Siuksami. Początkowy brak zrozumienia powoli przeradza się w głęboką relację i przyjaźń między ludźmi, których dzieli praktycznie wszystko. Chociaż obarczony licznymi błędami i przekłamaniami historycznymi film wywarł ogromny wpływ na budowę pozytywnego wizerunku rdzennych Amerykanów. To również po prostu kawał dobrego i klimatycznego kina!
Natalia Pochroń
20. Najpierw zabili mojego ojca (2017)
To film, którego przedstawiona w nim historia potrzebowała. Opowiada o realiach w Kambodży w latach 70. XX wieku – a więc o rządach Czerwonych Khmerów i ludobójstwie, jakiego dopuścili się na własnych rodakach. Przedstawia je oczami kilkuletniego dziecka, które jest zagubione i nie rozumie, co się dzieje. Tylko bezradnie patrzy na rozpad rodziny, biedę, niewolniczą pracę, przemoc, śmierć – i nie może zrobić nic. Za wszelką cenę próbuje przetrwać. Film skupia się na obrazach, mało w nim dialogów - te, które się pojawiają, prowadzone są w języku khmerskim, sporadycznie francuskim, oficjalnym języku Indochin Francuskich, w których skład wchodziła Kambodża. Mało tego, choć film wyreżyserowała Angelina Jolie, nie znajdziemy w nim hollywoodzkiej obsady - w większość ról wcielili się mieszkańcy Kambodży.
Sama odtwórczyni głównej roli nie jest aktorką. To wszystko jeszcze wierniej oddaje realia. Filmu nie da się oglądnąć na spokojnie, wzbudza ogromne emocje – niepokój, niezrozumienie, złość, momentami wręcz przerażenie - naturą zła, które przedstawia. I tym, że to wszystko zdarzyło się naprawdę. Nie jest to produkcja łatwa, ale zdecydowanie warta obejrzenia. Z pewnością szybko o niej nie zapomnicie.
21. Mandarynki (2013)
Jeśli ktoś chce przekonać się, co z ludźmi robi wojna i do jakich absurdów prowadzi, powinien oglądnąć ten film. Jego akcja toczy się w 1992 roku - opowiada o wojnie w Abchazji, która pragnie oderwać się od Gruzji, ta z kolei za wszelką cenę chce utrzymać ją przy sobie. Do konfliktu włączają się też – a jakże by inaczej – Rosjanie wspierający separatystów. Do tego dochodzą Estończycy, którzy od lat osiedlali się na tym terenie. W filmie na pozór niewiele się dzieje – to raczej gra drobnych gestów, które nabierają szczególnie symbolicznego znaczenia. Zaza Urushadze w refleksyjny, momentami wręcz poetycki sposób opowiada o absurdach wojny, nie popadając w tym samym w zbędne moralizatorstwo. To wszystko składa się na gorzką, smutną refleksję. Całość dopełnia świetna muzyka i przepiękne, nostalgiczne gruzińskie krajobrazy. To film, który również zostaje w pamięci na długo.
22. Nędznicy (2012)
Nie wszystkim spodoba się ten film – ale miłośnikom musicali na pewno. A nawet jeśli się za nimi nie przepada, warto dać mu szanse. To adaptacja musicalu stworzonego na podstawie słynnej powieści Victora Hugo, opowiadająca o byłym więźniu Jeanie Valjeanie, który dzięki pomocy biskupa zdobywa pozycję i zaczyna pomagać biednym. Wciąż doganiają go jednak demony przeszłości, w tym przypadku w postaci inspektora Javerta. Imponująca oprawa wizualna, doskonała warstwa muzyczna, a przy tym świetna obsada. Zdecydowanie warto oglądnąć, choćby dla samej muzyki!
Jan Wróbel
23. Syn Szawła (2015)
Kiedy opuszczałem salę kinową po projekcji tego filmu, milczałem, zresztą jak większość wychodzącej widowni. „Syn Szawła” to historia dogłębnie poruszająca. Od początku filmu towarzyszymy tytułowemu Szawłowi, więźniowi KL Auschwitz II-Birkenau. Postać pracuje w Sonderkommando, zajmuje się więc prowadzeniem ofiar do komór gazowych i paleniem ich zwłok. Wspomniane już towarzyszenie bohaterowi jest też o tyle specyficzne ze względu na zabieg operatorski, jaki przyjęli twórcy filmu – kamera chodzi za Szawłem, więc przez większość ujęć będziemy obserwować jego plecy, co sprawia wrażenie, jakbyśmy mieli bohatera na wyciągnięcie ręki.
24. Das Boot (1981)
Czy można poczuć zapach z ekranu? Po dwóch godzinach z podwodniakami z U-96 jest to możliwe. Das Boot wiernie oddaje klaustrofobiczność i smród panujący na okrętach podwodnych. Film epatuje grozą i trzyma widza w niemal ciągłym napięciu, co jest bardzo zasadne – 70% marynarzy służących na U-Bootach nigdy nie wróciło do portów. Obraz z 1981 ma też jedną z najpiękniejszych muzyk filmowych jakie kiedykolwiek powstały.
25. Róża (2011)
Wojtek Smarzowski w formie. Jest brutalnie i przygnębiająco. Do tego filmowa kolorystyka utrzymana w szarościach i zgniłych zieleniach. Ale to chyba najlepszy sposób żeby opisać „Ziemie Odzyskane” tuż po wojnie. Chociaż jesteśmy zasypywani z płynącą z ekranu przemocą – ciągle widzimy gwałty, morderstwa, kradzieże – to udaje się „Róży” poruszać też inne tematy. Czym jest tożsamość, jaka ona jest? Po seansie zostaniemy z raczej niewesołymi wnioskami, jak historia obchodzi się z małymi i słabymi, ale czy każdy film ma nam poprawić humor?
A jakie filmy polecają nasi czytelnicy? Podzielcie się swoimi opiniami w komentarzu!
Jesteśmy darmowym portalem, którego utrzymanie dużo kosztuje. Jako medium niezależne pozyskujemy środki na nasze utrzymanie od reklamodawców lub Czytelników. Nie prosimy o wiele - gdyby każda czytająca nas Osoba podarowała nam 10 zł, to starczyłoby to nam na rok bardzo wytężonej działalności i nowych inicjatyw. Okazuje się jednak, że do tej pory wsparło nas zaledwie 0,0002% naszych Czytelników. Dowiedz się, jak możesz nam pomóc!
