Opublikowano
2008-08-07 15:16
Licencja
Wolna licencja

Obiad czwartkowy: IPN - Inwigilacja, Pomówienia, Nagonka?

Obrodziły dowcipy o IPN-ie. Jeden z nich rozszyfrowuje skrót jako Inwigilację, Pomówienia i Nagonkę. Czy jednak faktycznie działalność Instytutu zasługuje tylko i wyłącznie na potępienie?


IPN powstał w 1998 roku na mocy ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Do zadań Instytutu ustawodawca włączył prowadzenie śledztw w sprawach zbrodni na Narodzie Polskim w latach 1939-1989, archiwizację i udostępnianie dokumentów wytworzonych przez organa bezpieczeństwa pomiędzy 22 lipca 1944 a 31 grudnia 1989, prowadzenie działalności edukacyjnej i wydawniczej oraz nadzorowanie i prowadzenie spraw związanych z lustracją. W budżecie państwa zaplanowane na działalność IPN zostało około 235 mln zł.

Książka, której wydanie na nowo rozpętało burzę wokół Instytutu. W ostatnich tygodniach, głównie z powodu wydania przez Instytut książki dotyczącej kontaktów Lecha Wałęsy z SB, rozgorzała dyskusja nad sensem istnienia IPN i jego działalnością. W debacie publicznej bardzo często pojawiały się poglądy, które nawoływały do likwidacji Instytutu, lub znacznego ograniczenia możliwości jego działania. Od dłuższego czasu mówi się również o znacznym ograniczeniu w funduszy przekazywanych na jego działalność.

Instytut oskarża się głównie o uleganie politycznym wpływom i kreowanie określonej wizji historii. Niestety trudno oprzeć się wrażeniu, że również dyskusja wokół IPN-u nie jest wolna od polityki, a rzeczowe argumenty zastępuje pyskówka i niemerytoryczne utarczki.

W rezultacie do opinii publicznej przechodzi wizja wielkiej hydry, która powstała, aby na zamówienie niszczyć poszczególnych ludzi i realizować konkretne zlecenia polityczne. W dyskursie znika gdzieś codzienna działalność IPN-u na rzecz promocji historii czy poszerzania wiedzy historycznej wśród społeczeństwa. Nie jest to bowiem na tyle atrakcyjne aby zajmować cenny czas antenowy czy gazetowe szpalty. Trudno więc, aby wokół Instytutu odbyła się rzeczowa dyskusja, która odpowie nam na pytanie gdzie – jeśli w ogóle – tkwią jego wady i co należy zmienić.

Edukacja

Tymczasem Instytut Pamięci Narodowej to dziś jeden z najprężniejszych ośrodków edukacyjnych w Polsce, zajmujący się promocją wiedzy nie tylko z okresu PRL-u, ale także II wojny światowej, o czym często się zapomina. Biuro Edukacji Publicznej, które z ramienia IPN-u zajmuje się zadaniami związanymi z kształceniem i promocją historii, na co dzień organizuje szereg zajęć tematycznych dla szkół, szkoleń dla nauczycieli czy też wycieczek po miejscach pamięci. Przy systemie polskiej edukacji, w której historykom niejednokrotnie brakuje czasu na rzetelne omówienie historii PRL-u, a nawet wielu zagadnień z zakresu II wojny, jest to działalność zbawienna.

Nie należy również zapominać o szeregu wystaw tworzonych przez pracowników BEP-u, które w sposób atrakcyjny i ciekawy prezentują wybrane problemy historii w latach 1939-1989. Przytoczyć tu można przykłady wystaw: „Zagłada polskich elit. Akcja AB-Katyń”, „Zbrodnie Wehrmachtu w Polsce wrzesień-październik 1939”, „Wolności! Chleba! Poznański Czerwiec 1956 w fotografii”, „Jarocin w obiektywie bezpieki”, czy też najnowszą wystawę stworzoną przez łódzki ośrodek IPN pt.: „Młodzież z partią... się rozliczy! Niezależne Zrzeszenie Studentów 1980–1989”. Dodam, że jest to zaledwie fragment z bogatej oferty wystawienniczej Instytutu.

Omawiając działalność edukacyjną IPN-u nie należy zapominać również o stronach internetowych, które wykorzystując najnowsze osiągnięcia techniki pozwalają nam się zapoznać z historią wydarzeń roku 1968 (marzec1968.pl) lub stanu wojennego (13grudnia1981.pl). Należy się również spodziewać, że nie będą to ostatnie tego typu serwisy, co niewątpliwe korzystnie wpływa na promocję wiedzy historycznej wśród młodego pokolenia.

Nauka

Nie bez znaczenia jest również działalność wydawnicza. To przecież nie tylko te najbardziej szumne książki, wywołujące ogólnonarodową debatę, ale i te mniej kontrowersyjne przybliżające historię polskiego podziemia w czasie II wojny i po jej zakończeniu, aparatu terroru hitlerowskiego czy stalinowskiego, historię Kościoła i wiele innych.

Jedna z siedzib Instytutu Pamięci Narodowej. Warszawa, ulica Marszałkowska (fot. Daniel Koć, licencja: CC ASA).

Można spokojnie zaryzykować tezę, iż IPN jest dziś jednym z największych, jeśli nie największym publikatorem prac historycznych. I nie są to jedynie prace o charakterze naukowym, ale także popularnym jak niezwykle atrakcyjny „Album polskiego podziemia niepodległościowego 1944-1956”. Oprócz tego IPN wydaje wiele periodyków takich jak: „Aparat represji…” czy też „Biuletyn Instytutu…”, zawierających większe lub mniejsze artykuły podejmujące szereg zagadnień z zakresu historii najnowszej. Do tego warto dołożyć pomoce dla nauczycieli, czy też materiały źródłowe. Szereg publikacji IPN dostępnych jest również za darmo na stronach Instytutu.

Nie wspomina się również, że to Instytut we współpracy ze Światowym Związkiem Żołnierzy Armii Krajowej jest współtwórcą Klubów Historycznych im. gen. Stefana Roweckiego „Grota” działających dziś w wielu miastach w Polsce, a zajmujących się na co dzień organizacją odczytów naukowych, minikonferencji, wystaw, spotkań ze świadkami historii na poziomie lokalnym. Z inicjatywy IPN-u odbywa się również szereg konferencji naukowych, które są szansą na prezentację wyników prac nie tylko przez uznanych naukowców, ale także młodych historyków, a czasem nawet studentów. Możliwości promocji naukowej młodego narybku dają też konkursy organizowane przez IPN na najlepszy debiut naukowy lub książkę roku. Instytut nagradza również specjalną nagrodą Kustosza Pamięci Narodowej organizacje społeczne i osobowości, które działają na rzecz promocji historii Polski w latach 1939-1989.

Archiwa i śledztwa

Jednak IPN to nie tylko działalność edukacyjna. Jednym z podstawowych celów istnienia Instytutu była bowiem archiwizacja dokumentów związanych z działalnością aparatu represji w latach 1944-1989, materiałów często szczątkowych i rozrzuconych po całym kraju. Cel ten realizowany jest do tej pory poprawnie. Udało się stworzyć ogromne archiwa i zabezpieczyć szereg ważnych i ciekawych dokumentów. Oczywiście innym problemem jest ich wykorzystanie, bądź też szczelność zasobów archiwalnych, które mają niestety tendencje do niekontrolowanych wycieków…

Warto także wspomnieć o pionie śledczym IPN-u. Większość uprawnień odziedziczył on po istniejącej już w PRL-u Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce, dodano mu jednak sprawy związane z działalnością komunistycznego aparatu represji. Od momentu, kiedy GKBZN przemianowano na Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, podejmuje ona szereg prac dążących do wskazania winnych i ich ukarania za zbrodnie przeciwko Polsce i Polakom, które zgodnie z prawem międzynarodowym, nie ulegają przedawnieniu.

Spośród szeregu śledztw, jakie podjęła Komisja warto wymienić śledztwa w sprawie Jedwabnego, śmierci Grzegorza Przemyka, czy też aresztowania gen. Roweckiego „Grota”. Szczegółowy wykaz prowadzonych śledztw można znaleźć na stronie http://ipn.gov.pl/portal/pl/12/Sledztwa.html.

Ofiara mediów i polityków

Oczywiście można by zapytać: skoro w IPN-ie dzieje się tyle dobrego to dlaczego jest to instytucja tak źle oceniana? Oczywiście odpowiedzi jest wiele, trzy jednak wydają się najwłaściwsze – zainteresowanie mediów, wpływy polityczne, błędy własne Instytutu.

Janusz Kurtyka. Kontrowersyjny prezes IPN-u (fot. Jakub Bułas, licencja: CC ASA 2,5).

Tabloidyzacja mediów, która postępuje w Polsce w trybie zastraszającym nie pozwala niestety na pełne przedstawienie działalności Instytutu. W pogoni za sensacją dużo cenniejsze wydaje się poszukiwanie agentów (w większości płotek, które gdzieś coś podpisały), niż mało interesujące sprawy związane z działalnością podziemia niepodległościowego czy eksterminacji ludności żydowskiej (no chyba, że jakiś Gross się trafi). Niestety w grę mediów bardzo chętnie wplątują się historycy IPN-u, którzy wietrząc szansę na autopromocję, podgrzewają niewarte tego tematy. W rezultacie opinia publiczna patrzy na Instytut z perspektywy kolejnych afer lustracyjnych i gry teczkami, bo tylko o takiej działalności może usłyszeć.

Winę za taki stan rzecz ponosi, jak wspomniałem, sam Instytut, który chętnie taką grę podejmuje, a niejednokrotnie twórczo rozwija. Odpowiedzialność ponoszą jednak także politycy, dla których od stworzenia ciekawego programu politycznego o wiele ważniejsze jest poszukiwanie haków na przeciwników lub udowadnianie swojej wersji dziejów. Celem podstawowym staje się wskazanie, iż to ta konkretna partia czy środowisko ma moralne prawo do sprawowania władzy.

IPN stał się więc instytucją wydającą „świadectwa patriotyzmu”, a przez demagogię politykierów łatwą do sterowania instytucją pożytku politycznego. W intencji świata polityki jest więc zwrócenie uwagi nie na codzienność prac IPN, lecz na jej fragmentaryczne smaczki związane z procesami lustracyjnymi i poszukiwaniem agentów w środowiskach opozycyjnych.

Trudno więc zrozumieć opinii publicznej, że sprawy te stanowią jedynie skromny odłamek prac IPN-u i nie świadczą wcale o wartości tej instytucji. Ze słów polityków, ale niestety też dziennikarzy, często jednak wynika, że IPN to nic innego jak biuro teczek, w których poszukać można haka na kogo się chce.

Błędy IPN-u

Ułatwia to zresztą sam Instytut, który przez szereg swoich własnych błędów wzmacnia taki obraz. IPN ponosi bowiem porażkę na polu naukowo-badawczym. W pierwotnym planie IPN gromadzić miał najwybitniejszych badaczy okresu PRL i II wojny światowej, których nieposzlakowana opinia w środowisku historycznym wzmacniać miała autorytet młodej instytucji. I faktycznie w pierwszych latach istnienia w IPN-ie pracowało wielu uznanych historyków, a pojęcie „historyk IPN-u” nie miało znaczenia pejoratywnego. W ostatnich latach w Instytucie pojawiło się jednak kilku historyków (chociażby Panowie Cenckiewicz i Gontarczyk), którzy bardziej od rzetelnej pracy naukowej cenią działalność publicystyczną.

Dodatkowo prace promowane przez IPN coraz częściej powielają podstawowe błędy natury warsztatowej. Oparte są w wielu przypadkach o jednolity materiał źródłowy, pochodzący głównie z archiwów IPN. Oczywiście spłaszcza to obraz i wypacza rzetelność badań, do których niezbędne jest wykorzystanie jak najszerszej bazy źródłowej. W przypadku dziejów PRL-u będą to chociażby wywiady ze świadkami wydarzeń czy też dokumenty wytworzone przez inne instytucje, niż aparat represji.

Lech Wałęsa. Bohater, zdrajca, czy ofiara IPN-u? Niestety coraz większa część prac IPN-u - począwszy od książek aż po drobne artykuły - bardziej stanowi relację z przeczytanych w zaciszu czytelni dokumentów z półek archiwów Instytutu, niż rzetelne badania. Jest to zauważalne zwłaszcza w pracach młodej kadry naukowej, która pod skrzydłami IPN pisze swoje doktoraty.

Kuleje również coraz bardziej współpraca IPN-u z kadrą uniwersytecką, częściowo skłóconą z Instytutem od czasów sprawy lustracji nauczycieli akademickich. Nie bez znaczenia jest też niezdrowa konkurencja, jaka powstaje pomiędzy pracownikami naukowymi IPN, a osobami zajmującymi się problematyką podejmowaną przez Instytut, ale w ramach prac katedr w szkołach wyższych. Wzajemna wrogość i nieufność powoduje zaś coraz większą niechęć i brak współpracy.

Co zrobić??

Trudno mi się zgodzić z głosami nawołującymi do likwidacji IPN-u. Jako historyk uważam, ze każda instytucja, która zajmuje się promowaniem historii jest warta, aby środowisko wspierało jej działania. Dzięki pokaźnemu, jak na organ zajmujący się historią, budżetowi, IPN może podejmować szereg akcji edukacyjnych, które uzupełniają wiedzę na temat II wojny i okresu PRL-u lub w ogóle ją przekazują. Na tym polu trudno bowiem zarzucić IPN-owi cokolwiek.

Problem pojawia się, gdy zaczniemy obserwować IPN pod kątem prowadzonych badań czy pewnych kontrowersyjnych publikacji. Po pierwsze wydaje się, że hasłem przewodnim winno być: Politycy ręce precz od historii! Być może warto zastanowić się nad sposobem powoływania władz Instytutu (prezesa oraz Kolegium), tak aby ich skład nie zależał od bieżących układów sceny politycznej. Być może większe znaczenie przy doborze członków Kolegium winny mieć środowiska historyków czasów najnowszych, organizacji kombatanckich czy też społeczności uniwersyteckie.

Reformie ulec winien również pion badawczy. W moim przekonaniu Instytut odchodzić powinien od etatowych pracowników badawczy na rzecz zlecania poszczególnych zagadnień katedrom historii najnowszej na poszczególnych uczelniach. Związanie pionu badawczego z uczelniami wyższymi ograniczy w moim przekonaniu ilość publikacji obarczonych błędami warsztatowymi, gdyż pracownik naukowy odpowiedzialny będzie już nie tylko przed Instytutem, ale również przed swoim miejscem pracy.

Być może ograniczeniu ulec powinno również przyjmowanie młodych pracowników naukowych z możliwością pisania doktoratów. W moim przekonaniu IPN powinien być miejscem pracy już doświadczonych historyków, z dużym doświadczeniem w badaniach na trudnym materiale źródłowym, nie zaś „kuźnią uległych talentów”.

Instytut Zaufania Publicznego

IPN jest jedną z tych organizacji, która winna cieszyć się powszechnym zaufaniem społecznym, po pierwsze jako placówka edukacyjna, a po drugie jako instytucja zajmująca się bolesną historią najnowszą. Bolesną, bo dotyczącą często żyjących jeszcze ludzi.

Instytut powinien więc cieszyć się jak najszerszą sympatia społeczną. Tymczasem coraz częściej utożsamiany jest jedynie z konkretną opcją polityczną. Aby tak nie było, potrzebna jest uczciwa debata polityków i środowiska historyków na temat przyszłości IPN-u. Na początku trzeba sobie jednak zadać pytanie: czy Instytut ma odkrywać historię, czy może być pociskiem rozrywającym tors przeciwników politycznych? Jeśli to drugie to może faktycznie nie ma czego bronić?

Refleksja powinna pojawić się również wśród władz Instytutu. W debacie nad książką dotyczącą Lecha Wałęsy osoby związane z IPN-em, a broniące książki, wielokrotnie mówiły, że za jej treść odpowiadają autorzy. Oczywiście po części to prawda, ale pamiętać należy, iż swoje badania robili jako pracownicy IPN, a książka wydana została nakładem Instytutu. Jeśli więc IPN ma się stać instytucją zaufania publicznego, powinien brać odpowiedzialność za publikowane teksty i ich jakość, ocenianą zarówno pod kątem merytorycznym jak i warsztatowym.

Inaczej IPN nie zyska zaufania, które jest potrzebny każdej instytucji zajmującej się historią.

Historyczny obiad czwartkowy

Niniejszy felieton jest pierwszym odcinkiem naszej nowej stałej rubryki. Znajdziecie w niej comiesięczne refleksje Sebastiana Adamkiewicza na temat historii i jej miejsca w życiu społecznym, kulturalnym i polityce. Więcej informacji w odpowiednim dziale naszego serwisu.

Tekst zredagował: Kamil Janicki

Przypominamy, że felietony publikowane w naszym serwisie zawierają osobiste opinie naszych redaktorów i publicystów. Nie przedstawiają one oficjalnego stanowiska redakcji "Histmag.org".

Zobacz też:

Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: danny |

Twój tekst przeczytałem w całości. Nie wiem skąd podejrzenie, że tego nie zrobiłem. Sprawa funkcjonowania IPN, czy tego chcesz czy nie, budzi zainteresowanie polityków. Pod pozorem krytyki warsztatu i rzetelności badań, chce się tak naprawdę politycznie podporządkowac sobie zakres badań historycznych. Tak to widzę. I mam nadzieje, że przynajmniej tutaj się zgadzamy. Pozdrawiam.



Odpowiedz

Gość: Sebastian Adamkiewicz |

Nie wiem naprawdę czy jest sens po raz kolejny wpisywać się w brudną debatę polityczną, która wszelki pogląd chce upychać w odpowiednie partie, ugrupowania itd. Bo to co czytam choćby w poście Dannyego do takiego wpisywania się zmuszałoby mnie. Otóż mój pogląd jest jasny. Nie życzę sobie, jako historyk, upolityczniania historii i pisania pod tezę. To już naprawdę przerabialiśmy. Historycy mogą mieć różne poglądy, różne interpretacje, ale tego co mogę wymagać to rzetelności badań i wypełnienia zasad warsztatu. I na tym zbudowana jest moja krytyka. Gdybyś natomiast zechciał przeczytać cały tekst - czego pewnie nie zrobiłeś - to zauważyłbyś, że napisałem dokładnie to co Ty, że jest to Instytucja potrzebna, ze względu na wiele ciekawych inicjatyw i badań (które wymieniam zresztą ciurkiem). Nie oznacza to jednak, że nie można jej krytykować, czy starać się aby była lepsza, aby te jasne strony były bardziej widoczne. A na koniec. Chciałbym przypomnieć, że IPN, w dużej mierze w obecnym kształcie, powstał dzięki głosom Unii Wolności, która odsądzana jest czasem od czci i wiary.



Odpowiedz

Gość: danny |

Tekst doskonale się wpisuje w klimat rozprawy z IPN, który serwuje nam od jakiegos czasu Donald Tusk z ekipą. IPN ma byc \"apolityczny\", tj. jego władze mają trzymać Instytut z daleka od niebezpiecznych dla okragłostołowych architektów tematów. IPN ma byc grzeczny, zostawic w spokoju tzw. autorytety i ikony. Aż strach pomyśleć, co byśmy mieli gdyby nie powstał IPN. Można pomstowac na poziom niektórych publikacji, ale bez ogromnej pracy naukowej, edukacyjnej w zakresie właśnie \"pamięci narodowej\" wykonanej przez te wszystkie lata przez Instytut, trudno byłoby sobie wyobrazić stan polskiej świadomości z jednej strony, i wiedzy o historii najnowszej z drugiej strony.



Odpowiedz

Gość: Paweł |

Hm... święta to ta instytucja nie jest, ale wybaczcie niedyskretne pytanie: ilu spośród komentujących korzysta z zasobu IPN? Zapewne publikacje wydawane przez IPN są dalekie od ideału, ale prawdą jest też, że ilość gniotów naukowych jakie ukazują się poza IPN też jest niemała. A ich autorzy zebrali pochwalne recenzje, a niejednokrotnie nawet i tytuł naukowy za swoje wypociny. Sądzę, że jednak IPN ma kilka wielkich plusów. - co by nie powiedzieć, to pewna ilość literatury historycznej pojawiła się na rynku. Na pewno gdyby nie było IPN ilość ta była by znacznie mniejsza, - zasób ich jest jednak udostępniany, co by nie powiedzieć. może nie za szczodrze, ale jednak. - wielokrotnie udział w publikacjach wydawanych przez IPN biorą udział ludzie spoza IPN, nie jest to jakaś instytucja zamknięta bardzo hermetycznie, - współpraca IPN - ośrodki akademickie? Nie przesadzajmy. Istnieje. Rzecz jasna nie są nią zainteresowani ani mediewiści, ani nowożytnicy, ani też profesorowie umoczeni w poprzednim systemie... etc. co nie oznacza, że rozpływam się w zachwytach nad działaniem IPN. Mam sporo zastrzeżeń, ale starajmy się też pamiętać, że mamy obecnie modę na wieszanie psów na tę instytucję. A można by się przyczepić i do innych. I ręczę, że wcale nie z mniejszym powodzeniem...



Odpowiedz

Gość: Franek |

Napiszę tylko tyle: książka bardzo ciekawie przedstawiająca postać TW Bolek... zgadzam się z autorami książki w 100%. Mam nadzieję, że IPN będzie wydawał coraz więcej książek o podobnej tematyce... Boli mnie, że w dzisiejszych czasach młodzi Polacy, którzy nie zaznali choroby jakim był komunizm, popierają SLD, PO i wiele lewicowych ugrupowań, która mają swój rodowód w komuniźmie...



Odpowiedz
Sebastian Adamkiewicz

Członek redakcji portalu „Histmag.org”, doktor nauk humanistycznych, asystent w dziale historycznym Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, współpracownik Dziecięcego Uniwersytetu Ciekawej Historii, współzałożyciel i członek zarządu Fundacji Nauk Humanistycznych. Zajmuje się badaniem dziejów staropolskiego parlamentaryzmu oraz kultury i życia elit politycznych w XVI wieku. Interesuje się również zagadnieniami związanymi z dydaktyką historii, miejscem „przeszłości” w życiu społecznym, kulturze i polityce oraz dziejami propagandy. Miłośnik literatury faktu, podróży i dobrego dominikańskiego kaznodziejstwa. Współpracuje - lub współpracował - z portalem onet.pl, czasdzieci.pl, novinka.pl, miesięcznikiem "Uważam Rze Historia".

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org