Opublikowano
2015-08-01 10:04
Licencja
Wolna licencja

Powstańczy lekarz: Starałem się zrobić coś więcej, niż tylko dla siebie

Powstanie Warszawskie to nie tylko walki Armii Krajowej, ale również trud wielu ludzi, którzy nieśli pomoc lekarską rannym powstańcom. O to, jak wyglądało tajne nauczanie medycyny w Warszawie oraz powstanie z perspektywy służby medycznej, zapytaliśmy pana Mieczysława Buczkowskiego, ps. „Buk”.


Strony:
1 2

Zobacz też: Powstanie Warszawskie w Histmag.org

Kamil Kartasiński: Panie Doktorze, jak wyglądało życie w okupowanej Warszawie przed wybuchem powstania?

Mieczysław Buczkowski – ur. 1923, Dr n. med. oraz powstaniec warszawski. Uczęszczał do szkoły w Kaliszu, a następnie w Warszawie do Liceum im. Księcia Józefa Poniatowskiego. W czasie okupacji rozpoczął naukę na tajnych kompletach medycznych. W czasie powstania był medykiem powstańczego szpitala polowego w klasztorze ss. Zmartwychwstanek na warszawskim Żoliborzu. Po wojnie kontynuował studia na Wydziale Lekarskim UW. Przez wiele lat był ordynatorem Oddziału Chorób Wewnętrznych Szpitala Miejskiego w Gliwicach. Doktor Buczkowski był wychowawcą wielu młodych lekarzy. Jest autorem lub współautorem wielu prac naukowych. Mieczysław Buczkowski: Wbrew pozorom jest to pytanie trudne, ponieważ trudno w naszych czasach opowiedzieć o sytuacji, jaka była pod okupacją niemiecką. Były inne kryteria życia, zachowań, pracy, myślenia, relacji z władzą, która była okupantem. Wszystkie te aspekty powodują, że wszystko było absolutnie inne niż jest to teraz. Jadąc do pracy do szpitala, albo na tajny uniwersytet, zdawałem sobie sprawę, że mogę nie wrócić. Zresztą. Niemcy parę razy mnie złapali, ale różnymi cudami udało mi się wyrwać, najlepszy tego dowód, że jestem i żyję. Człowiek dniami, miesiącami, a następnie latami żył w strachu. Zabrzmi to może paradoksalnie, ale można było się do tego strachu przyzwyczaić. Jadąc kiedyś tramwajem na Nowy Świat, zobaczyłem rozstrzelanych ludzi, których Niemcy ładowali do ciężarówki …

K.K.: Jak Pan zareagował?

M.B.: To była codzienność. W jakimś sensie człowiek na to obojętniał. Owszem, gdy widziałem to pierwszy raz byłem wstrząśnięty, ale gdy obcowałem z tym na co dzień to później nie odczuwałem nic. Moje emocje tępiały, nie myślałem o tym. Czy żołnierz idąc do ataku myśli o tym, że może za chwilę zginąć? Nie, on idzie, kieruje nim jakiś imperatyw, adrenalina, przekonania. Instynkt życia, wbrew pozorom jest w każdym z nas bardzo silny... Nie myślimy o tym co może nas spotkać za chwilę.

K.K.: Gdzie Pan pracował w Warszawie? Jak wyglądało tajne nauczanie? W czasie okupacji był Pan studentem tajnych kompletów Uniwersytetu Warszawskiego...

M.B.: Pierwsze dwa lata uczyłem się w szkole Zaorskiego dla pomocniczego personelu medycznego, która była przykrywką studiów medycznych. Później jako pracownik wydziału zdrowia pracowałem w szpitalach równocześnie studiując i słuchając wykładów, ponieważ oddziały szpitalne były de facto klinikami z obsadą pracowników naukowych.

K.K.: Zdawał sobie Pan sprawę, że w każdej chwili mógł być Pan aresztowany?

M.B.: Oczywiście. Była raz sytuacja, że do budynku szkoły Zaorskiego wpadli Niemcy i zorientowali się, że są tam prowadzone studia medyczne. Natychmiast zamknęli wtedy tą szkołę, nas złapano i dostaliśmy bilety do III Rzeszy na przymusowe roboty. Ja miałem jechać do Wrocławia, ale udało mi się tego uniknąć.

Poświadczenie o wykonywaniu zawodu pielęgniarza.

Zaświadczenie Szkoły Pomocniczej Personelu Medycznego.

K.K.: Dlaczego?

M.B.: Poszły łapówki dla Niemców i zarówno mnie jak i moim kolegom udało się uniknąć wywózki. Wtedy też dostałem to ,,lewe zatrudnienie”, o którym rozmawialiśmy wcześniej. Takie było życie, sam Pan widzi. Tak żyli wszyscy, nienormalnie, okupacyjnie. Było prawo opresji, szalonej agresji niemieckiej, a z drugiej strony Polskie Państwo Podziemne, które dbało o to, aby zachować pewne zasady.

K.K.: Jak zapamiętał Pan godzinę „W” 1 sierpnia 1944 roku?

M.B.: 1 sierpnia byłem na Żoliborzu, miałem rozkaz zgłosić się w Szpitalu Ujazdowskim, ale mi się to nie udało, w tej dzielnicy walki rozpoczęły się wcześniej. Zostałem więc na Żoliborzu, gdzie w okolicach obecnego Placu Wilsona były organizowane punkty medyczne. Następnie rozpocząłem pracę w szpitalu polowym w klasztorze ss. Zmartwychwstanek przy ul. Krasińskiego 31.

K.K.: Pamięta Pan pierwsza ranną osobę, którą Pan leczył?

M.B.: Tak. To była tęga otyła kobieta, która miała rozerwany brzuch pociskiem. Zmarła.

K.K.: Miał Pan wyrzuty sumienia, że nie udało się jej uratować?

M.B.: Pierwsze wrażenia były bolesne, ale później już nie było czasu na takie rozważania. Gdy w dniach 21-22 sierpnia miał miejsce atak powstańczy na Dworzec Gdański, w pierwszym rzucie przyjechało do szpitala około 300 rannych. 48 godzin staliśmy przy stołach operacyjnych, a siostry zmartwychwstanki wstrzykiwały nam zastrzyki z kofeiną, abyśmy wytrwali. Wtedy się nie myślało kategoriami – czy pacjent przeżyje, ale trzeba było operować.

Okupacyjny ausweis Mieczysława Buczkowskiego.

K.K.: Czyli pana uczucia były obojętne?

M.B.: Nie. Skoncentrowany byłem na tym co robię. Nawet wtedy, gdy leczyłem osoby, które znałem osobiście. Był to podporucznik Bogdan Kunert ps. ,,Szajer” oraz Andrzej Janowski ps. ,,Eskulap”.

K.K.: Czy Pan miał pan w ogóle czas wolny?

M.B.: Tak, kładłem się na podłodze i spałem, albo starałem się zdobyć coś do jedzenia. Bardzo rzadko wychodziłem wieczorami na zewnątrz szpitala, aby chwilę odpocząć. Wrzesień ’44 roku był bardzo ciepły, takie jakby przedłużenie lata. Niestety, panował wszędzie obrzydliwy trupi smród. Ludzie ginęli pod gruzami budynków i tam zostawali, nie było czasu na odgruzowywanie. Było nas 8 młodszych lekarzy w zespole oraz czterech dyplomowanych chirurgów. Młodsi lekarze nie wykonywali aż tak poważnych operacji, asystowali i pomagali starszym chirurgom. Pamiętam, że pracowały non stop trzy ekipy operacyjne.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy e-book Pawła Rzewuskiego „Warszawa — miasto grzechu: Prostytucja w II RP”:

Autor: Paweł Rzewuski
Tytuł: „Warszawa — miasto grzechu: Prostytucja w II RP”

Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]

ISBN: 978-83-934630-6-0

Stron: 109

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

9,9 zł

(e-book)

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: nieicek |

Żyj człowieku jak najdłużej i opowiadaj chętnym słuchać. Niestety coraz mniej Was...



Odpowiedz
Kamil Kartasiński

https://kkartasinski.pl

Historyk Muzeum w Gliwicach
Doktorant Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org