Opublikowano
2015-08-06 16:09
Licencja
Prawa zastrzeżone

Prof. Maciej Bernhardt: O strachu w czasie wojny i Powstania Warszawskiego

Prezentujemy refleksje na temat strachu spisane przez uczestnika walk w czasie kampanii wrześniowej, członka AK i powstańca warszawskiego, prof. Macieja Bernhardta.


Strony:
1 2 3 4

Zobacz też: 1 września 1939 roku i kampania wrześniowa - jak Niemcy zaatakowały Polskę?

Maciej Bernhardt (zdjęcie aktualne; fot. z prywatnych zbiorów autora) – Emerytowany profesor Politechniki Warszawskiej i Instytutu Transportu Samochodowego. Ur. w 1923 roku, uczestnik powstania warszawskiego (podchorąży „Zdzich” 237 plut. II komp. Batalionu „Żubr” Obwodu Żoliborz). Autor cieszących się dużą popularnością wspomnień z powstania warszawskiego i końca wojny publikowanych na naszych łamach i wydanych w formie książkowej. Wielokrotnie podczas różnego rodzaju spotkań, gdy rozmowa dotyczyła kampanii wrześniowej, okresu okupacji, konspiracji, członkostwa w AK, czy udziału w Powstaniu Warszawskim, padało pod moim adresem pytanie: „czy bałeś się?”.

Oczywiście, że się bałem. Z moich obserwacji wynika, że ci, którzy twierdzą, iż nigdy się w takich sytuacjach nie bali, po prostu kłamią. Nie spotkałem dotąd nikogo, kto w żadnej krytycznej (lub tylko potencjalnie krytycznej) chwili nie okazywał w większym lub mniejszym stopniu strachu. Natomiast jego rodzaj natężenie bywały różne i zależały od okoliczności. Nie potrafię przy tym znaleźć żadnej prawidłowości.

Kampania wrześniowa

We wrześniu 1939 roku maszerowałem szosą lubelską, szukając składnicy meldunkowej obrony przeciwlotniczej, w której pełniłem służbę od 2 września, a którą ewakuowano 7 września. Gdy przyszedłem tego dnia na nocny dyżur, nie było już po niej żadnego śladu1. Po raz pierwszy naprawdę się bałem – byłem wręcz sparaliżowany strachem podczas nalotu na tę szosę, chyba gdzieś między Garwolinem i Rykami.

Bomby spadły tak blisko mnie, że podmuch jednej z nich zerwał mi czapkę z głowy. Dokoła leżały konie i ludzie porozrywani na strzępy. Niedobitków ostrzeliwano z karabinów maszynowych. Leżałem ukryty za grubym przydrożnym drzewem, przerażony masakrą i kompletnym brakiem jakiejkolwiek reakcji naszego lotnictwa i obrony przeciwlotniczej.

Około dwóch tygodni później byłem żołnierzem lubelskiego batalionu ochotniczego (do końca jego istnienia, to jest przez dwa i pół dnia). Przeszedłem tam swój chrzest bojowy. Brałem udział w potyczce z niespodziewającym się ataku oddziałem niemieckim. Ku memu późniejszemu zdziwieniu nie bałem się wówczas zupełnie. Nie zauważyłem też objawów strachu u moich najbliższych sąsiadów.

W wiele lat po wojnie, rozmawiając ze znajomym psychologiem o ludzkich zachowaniach podczas wojny, doszliśmy do wniosku, że przed tą potyczką wszyscy byliśmy tak przejęci możliwością odpłacenia wreszcie Niemcom, że uczucie to stłumiło naturalne odruchy strachu. Późniejsze pełne zaskoczenie, duże straty Niemców i ich ucieczka wprawiły nas wręcz w euforię. Chwilowy sukces przekroczył chyba nasze najśmielsze oczekiwania.

Okupacja

W okresie okupacji budziłem się wielokrotnie mokry ze strachu, że do drzwi dobija się policja niemiecka i zaraz mnie aresztuje. Działo się tak nawet jeszcze przed podjęciem przeze mnie działalności konspiracyjnej, gdy w domu nie było żadnych zakazanych materiałów ani broni, a także później, gdy dom często nie był już czysty i pozytywny wynik rewizji oznaczał aresztowanie wszystkich domowników, a po męczarniach śledztwa w najlepszym wypadku obóz koncentracyjny.

Bałem się na ulicy na widok niemieckiego patrolu, gdyż nigdy nie było wiadomo, co przyjdzie do głowy jego członkom – kogo zaczną legitymować i rewidować, co znajdą, kogo zatrzymają, dlaczego i do kogo zaczną strzelać.

Radzieckie naloty

Bałem się podczas radzieckich nalotów. Bomby dużego kalibru, zrzucane w nocy z bardzo dużej wysokości na dokładnie zaciemnione miasto, spadały w najbardziej niespodziewanych miejscach (często na budynki mieszkalne, z dala od jednostek i urządzeń wojskowych) i trudno było się nawet domyślić, co było celem ataku.

Pamiętam skutki bombardowania (chyba jesienią 1943 roku), które zniszczyło całkowicie kilka domów mieszkalnych w śródmieściu. Mam przed oczyma widziany rankiem po nalocie kompletnie zniszczony dom na rogu ulicy Śniadeckich i Marszałkowskiej. Zginęło tam wówczas bardzo wiele osób.

Polecamy książkę „Z Miodowej na Bracką”:

Autor: Maciej Bernhardt
Tytuł: „Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego”

Wydawca: i-Press [Histmag.org]

ISBN: 978-83-925052-9-7

Oprawa: miękka

Liczba stron: 334

Format: 140×195 mm

24 zł

(papierowa)

8,9 zł

(e-book)

Przypisy:

1 Więcej zob. w: M. Bernhardt, Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego, Kraków 2009 [przyp. red.].

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3 4
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: anonimowy czepiak |

A ja sobie myślę, że jak Hitler i Stalin za bardzo dokazują w swoim kotle, to im diabli włączają za karę bezpośrednią transmisję z Polski. Wspomnienia Pana Macieja Bernhardta przeczytałem jednym tchem - są bezcenne. Polecam wszystkim.



Odpowiedz

Gość: ...zaciekawiony... |

Ci, co za Polskę walczyli nawałą stali zgnieceni, choć braćmi naszymi byli w obcej na wieki śpią ziemi. Tych, co się czynem trudzili - w ojczyźnie z czcią pochowano; słowik wieczorem im kwili, skowronek śpiewa co rano. Zaś ci, co tutaj dziś rządzą, żyjąc bogato, w dostatku, gnębią nas z siłą ogromną… „światli” nie lubią prostaczków! Do szczętu obcym oddani o tanie żebrzą zaszczyty, znów Prus i Rosji wasale blaskiem nam świecą odbitym. Marne gromadząc zasługi, na nas nie baczą już wcale; po czasach trudnych i długich czas, by powiedzieć im, Vale!



Odpowiedz

Gość: Ravenhurst |

Szacunek dla tego człowieka,któremu dane było tyle doświadczyć i przetrwać mimo to.I bezlitosne słowa pogardy dla tych,którzy władali tym krajem przed II wojną i władają teraz.Nadal jesteśmy nieuzbrojonym obywatelsko,nieprzeszkolonym (choćby jak Szwajcarzy), narodem baranów gotowych na rzeź. Bądźmy gotowi,bracia i siostry ,z dala od państwa;)



Odpowiedz
Maciej Bernhardt

Profesor dr inż., emerytowany wykładowca Politechniki Warszawskiej i pracownik naukowy Instytutu Transportu Samochodowego. Ur. w 1923 roku, uczestnik powstania warszawskiego w 1944 (podchorąży "Zdzich" 237 plut. II komp. Batalionu "Żubr", Obwodu Żoliborz). Autor wydanej przez nasz portal w formie książkowej wspomnień: „Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego”.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org