Rewolucja goździków – upadek ostatniej dyktatury Europy

Rewolucja goździków, czyli wojskowy zamach stanu w Portugalii: 25 kwietnia 1974 roku upadło ostatnie państwo autorytarne XX-wiecznej Europy – stworzone przez António de Oliveire Salazara Estado Novo. Jak wyglądał ten proces i co do niego doprowadziło?
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2

Nieprzychylny był przełom XIX i XX wieku dla Portugalii. Kraj, który w Tordesillas wraz z Hiszpanią podzielił między siebie świat, stopniowo coraz bardziej tracił na znaczeniu. Utrata Brazylii w 1822 roku, wzrastające zadłużenie zagraniczne oraz coraz gorsze posunięcia Karola I doprowadziły w końcu kraj na skraj ruiny. Coraz śmielej poczynała sobie opozycja, doprowadzając w końcu do morderstwa króla, dwa lata później zaś obalenia jego następcy i wprowadzenia republiki.

António de Oliveire Salazar w 1940 roku (domena publiczna).

Rewolucja goździków: przyczyny

Myliłby się jednak ten, kto uznałby, że zmiana ustroju oznaczała poprawę sytuacji państwa. Zadłużenie zaczęło wzrastać lawinowo, ciągłe niepokoje i zawierucha polityczna pogarszały sytuację kraju, zaś w kwestii stabilności Portugalia ustanowiła niechlubny rekord: w ciągu szesnastu lat miały miejsce czterdzieści trzy zmiany rządu. Gdy więc w 1926 roku w wyniku zamachu stanu władzę przejął gen. Antonio Carmona, część ludności przyjęła tę zmianę całkiem pozytywnie. Ba, ekipa Carmony zaczęła nawet zdobywać pewną popularność dzięki działaniom Antónia de Oliveiry Salazara, ministra finansów, który zmniejszył zarówno bezrobocie, jak i inflację i doprowadził do pierwszego od dawna wzrostu gospodarczego w Portugalii. Jako polityka popularnego, jego desygnowanie na premiera w 1932 było oczywistym posunięciem.

Był to początek najdłuższej w dziejach Europy dyktatury. Salazar rządził krajem niemal aż do swej śmierci w 1970 roku, budując swoje Estado Novo, Nowe Państwo. Był to konstrukt państwowy dość specyficzny, bazujący na katolicyzmie integralnym oraz korporacjonizmie. Tendencja do nazywania jego reżimu faszystowskim uprawomocniona jest jednak tylko brakiem jednoznacznej definicji faszyzmu. Porównując Estado Novo z faszyzmem włoskim i niemieckim nazizmem (także nie będącymi tożsamymi ustrojami) widać bardzo wyraźne różnice: brak szowinizmu narodowego, brak ekspansjonizmu, przyzwolenie na posiadanie własności prywatnej, oparcie na katolickiej nauce społecznej i konserwatyzmie tudzież ograniczone stosowanie policji politycznej. Sam Salazar wielokrotnie potępiał obydwa wzmiankowane ideologie za ich poganizm, rasizm i totalitaryzm. Podczas II wojny światowej mimo, że oficjalnie neutralna, Portugalia zachowywała przychylność stronie alianckiej, po niej zaś było wśród państw założycielskich NATO.

Trudno też zgodzić się z tezą, jakoby dyktatura Salazara oznaczała regres kraju. Trzeba mieć w pamięci bardzo złą pozycję startową Portugalii u progu XX wieku, porównywalną niemal z pozycją startową Polski. Mimo to notowano ciągły postęp, choć nie tak duży, jak w reszcie Europy, ale jednak stały. Gdy w 1960 roku PKB Portugalii wynosiło 38% europejskiej średniej, to w 1968 było to już 48% procent, zaś w 1973 osiągnęło 56,4%. Spadał analfabetyzm, powoli podnosił się też standard życia. Jakkolwiek owiana złą sławą Polícia Internacional e de Defesa do Estado, w skrócie PIDE, działała sprawnie, aresztując wrogów państwa i nierzadko zsyłając ich do osławionego obozu Tarrafal na Cabo Verde (zwanego Campo da Morte Lenta, Obozem Powolnej Śmierci), to jednak opozycja działała legalnie, zaś w 1958 roku startujący w wyborach opozycyjny kandydat, generał Humberto da Silva Delgado, otwarcie głosił w kampanii zamiar obalenia Salazara. Choć uczciwie trzeba też zauważyć, że po przegranej w wyborach został za to hasło wygnany…

Salazar ogląda projekt mostu Santa Clara w Coimbrze (domena publiczna).

Po pogorszeniu się zdrowia Salazara (w 1968 roku doznał on udaru) fotel premiera objął Marcello José das Neves Alves Caetano. Jak zwykle w takich sytuacjach, oznaczało to pewną liberalizację ustroju, ograniczenie mandatu PIDE, reformy społeczne i tak dalej. Na jego nieszczęście jednak Portugalia prowadziła od 1961 roku Guerra do Ultramar, swą wojnę kolonialną. Kraj Henryka Żeglarza był ostatnim, który jeszcze zachował resztki swego imperium kolonialnego, teraz zaś nadchodziła jego kolej na upadek. Wspierane przez Związek Sowiecki i inne państwa oraz organizacje komunistyczne Angola, Mozambik oraz Gwinea Bissau (wtedy Gwinea Portugalska) przystąpiły do walki o swą niepodległość.

Portugalska wojna kolonialna bardzo zbliżona była do wojny wietnamskiej. W obu przypadkach państwo walczyło z krajem, za którym stał Związek Sowiecki, w obu przypadkach naród stojący na pierwszej linii frontu miał do ugrania swój cel (nie ukrywajmy, wielkiej dla niego wagi), w obu przypadkach Moskwa dążyła do osłabienia kraju NATO i w obu przypadkach jej się to udało. Są też jednak różnice. Po pierwsze, przyjmuje się, że ruchy niepodległościowe były inspirowane nie tylko przez Moskwę, lecz także Waszyngton, dążący do poszerzenia swej strefy wpływów w Afryce. Po drugie zaś, o ile USA podniosły się po wietnamskiej porażce, o tyle Portugalia otrzymała śmiertelny cios.

Portugalia została odizolowana na scenie międzynarodowej, przychylnym okiem patrzącej na dekolonizację. Przeciągający się konflikt drenował coraz mocniej budżet, sama wojna stała się zaś społeczna zmorą. Choć nie pociągała za sobą zbyt wielkich strat w ludziach, była jednak ciągnącą się ponad dekadę wojną na zamorskim terytorium, na którą ciągle wysyłano kolejnych ludzi. Z roku na rok społeczeństwo było coraz bardziej zmęczone wojną, która nie tylko się przeciągała, ale też nie miała jakiegoś rozsądnego i mieszczącego się w planach, a tym bardziej w społecznej percepcji, zakończenia. Wszystko wskazywało na to, że konflikt trwać będzie wiecznie.

Żołnierze portugalscy w Angoli (fot. Joaquim Coelho, domena publiczna).

Na początku lat 70. zaczął formować się ruch Kapitanów, młodych oficerów armii portugalskiej, który z czasem sformalizuje się w Ruch Sił Zbrojnych ([Movimento das Forças Armadas] – MFA). Stawią sobie oni za cel zakończenie konfliktu kolonialnego, niektórzy historycy wskazują jednak także inną motywację – 13 lipca 1973 roku została mianowicie przyjęta nowelizacja ustawy o Portugalskich Siłach Zbrojnych, na mocy której oficerowie milicji kolonialnych mieli mieć możność pełnienia tych samych funkcji z takim samym uposażeniem, co absolwenci Academia Militar. Zgodnie z tą interpretacją oficerowie chcieli powstrzymać niekorzystne dla nich zmiany, że zaś wojsko było już od dawna niechętne swemu rządowi i zmuszone od ponad dekady walczyć na pozbawionej dla nich sensu wojnie, tym powszechniejsze były nastroje niezadowolenia.

Artykuł został opublikowany w ramach dodatku tematycznego do Histmag.org „Wielkie momenty oporu przeciw tyranii 1945-89”, zrealizowanego dzięki wsparciu Europejskiego Centrum Solidarności:

Mural upamiętniający rewolucję goździków z hasłem „Musimy chronić Kwiecień” (fot. Henrique José Teixeira Matos, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 1.0 Generic).
24 kwietnia 1974 roku o 22:50 radio nadało piosenkę Paulo de Carvalho E Depois Do Adeus, co było sygnałem przygotowawczym. 25 kwietnia, 20 minut po północy, nadano kolejną piosenkę, śpiewaną przez José Manuel Cerqueira Afonso dos Santosa Grândola Vila Morena, co było sygnałem do rozpoczęcia działań. O trzeciej nad ranem siły puczystów uderzyły na budynki rządowe i szybko je zajęły. W tej fazie zadbano o odcięcie komunikacji, wojsko przejmowało więc anteny, lotniska i posterunki drogowe. W drugiej fazie uderzono na ministerstwa, siedzibę Banku Portugalii i obiekty administracyjne. Do godziny 6:00 i one były zajęte, doszło jednak do pierwszych kontaktów z oddziałami lojalnymi wobec rządu. Nie oznaczało to jednak starć. Lojaliści nie mieli po swojej stronie żadnych lojalnych oddziałów, o czym właśnie się boleśnie przekonywali. W najlepszym wypadku formacje rządowe zachowywały neutralność, częściej jednak przechodziły na stronę rebeliantów. Mimo rozkazów, dowództwo bowiem w pewnym momencie zażądało otwarcia ognia, nic nie zatrzymywało pochodu żołnierzy MFA.

Jedynym spowolnieniem były tłumy Portugalczyków, którzy mimo apeli puczystów, by pochowali się w bezpiecznych miejscach, wyszli na ulicę. Mieszali się z żołnierzami, gratulowali im i starali się pomóc. Wojskowy pucz przerodził się wtedy w rewolucję, kiedy zmęczeni ostatnią dekadą dyktatury lizbończycy jednoznacznie poparli. Wtedy też przyjął się przyszły symbol rewolucji: goździk. Zgodnie z symboliką kwiatów oznacza on śmiałość, nie to jednak było przyczyną, lecz wszechwładny przypadek. Różne są wersje opisujące początek symbolu. Zgodnie z dwoma najpopularniejszymi goździk miała dać kelnerka jednemu z żołnierzy, gdy ten poprosił ją o papierosa, według drugiej zaś fetujący mieszkańcy wraz żołnierzami przeszli przez znajdujący się w Lizbonie targ florystyczny, przystrajając się kwiatami, na które akurat był sezon, a więc właśnie goździkami. W każdym przypadku jednak „kwiat Zeusa” stał się symbolem tej bezkrwawej rewolucji.

W tym czasie MFA zajęło już kluczowe pozycje i sparaliżowało lojalistów. W rękach tych drugich pozostał już tylko jeden budynek: siedziba PIDE, gdzie schronili się także premier Caetano i prezydent Américo de Deus Rodrigues Tomás. Tam też doszło do jedynego krwawego incydentu z całej rewolucji. Nieznane są dokładne okoliczności, które doprowadziły do otwarcia ognia, nie wiadomo, czy było to obliczone na sterroryzowanie ludzi działanie, czy też bezpieczniacy spanikowali przed domagającym się ich śmierci tłumem. Z sutereny sztabu PIDE otwarto wtedy ogień do tłumu i choć szybko go przerwano, padło czworo zabitych.

Mural upamiętniający rewolucję goździków (fot. IsmailKupeli, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution 2.0 Generic).
Był to punkt zwrotny w oblężeniu dawnego klasztoru karmelitów, gdzie schronili się bezpieczniacy i oficjele reżimu. Po godzinie 18:00 premier Marcelo José das Neves Alves Caetano złożył na ręce generała Antónia Sebastião Ribeiro de Spínoli swą kapitulację i rezygnację z funkcji, a następnie transporterem Bravia Chaimite został przewieziony najpierw do koszar Pontinha, a w ciągu kolejnych dni poza kraj. Nim wybiła północ, rewolucja zakończyła się sukcesem.

Obalenie Estado Novo nie oznaczało jednak początku prosperity Portugalii. Rychło zaczęły się podziały w łonie MFA. Coraz mocniej wybijały się ruchy komunistyczne i skrajnie lewicowe (według jednej z teorii komuniści od początku stali za rewolucją goździków, za czym ma przemawiać, między innymi, fakt głębokiej infiltracji MFA przez nich). 25 listopada tego samego roku organizacje komunistyczne dokonały kolejnego puczu, na który zresztą ruchy prodemokratyczne odpowiedziały natychmiastowym kontr-puczem, na czele którego stał António dos Santos Ramalho Eanes. Dopiero w 1976 roku po raz pierwszy udało się sformować demokratyczny i konstytucyjny rząd, który podjął się odbudowy Portugalii.

Bibliografia:

Artykuł został opublikowany w ramach dodatku tematycznego do Histmag.org „Wielkie momenty oporu przeciw tyranii 1945-89”, zrealizowanego dzięki wsparciu Europejskiego Centrum Solidarności:

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Przemysław Mrówka
Absolwent Instytut Historycznego UW, były członek zarządu Koła Naukowego Historyków Wojskowości. Zajmuje się głównie historią wojskowości i drugiej połowy XX wieku, publikował, m. in. w „Gońcu Wolności”, „Uważam Rze Historia” i „Teologii Politycznej”. Były redaktor naczelny portalu Histmag.org. Miłośnik niezdrowego trybu życia.

Wszystkie teksty autora

Polecane artykuły
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Magdalena Mikrut-Majeranek
redaktor naczelna
redakcja@histmag.org
telefon: 796 418 763
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy