Autor: Piotr Abryszeński
Tagi: Recenzje, Film i telewizja, XIX wiek, Polska
Opublikowany: 13 lutego 2020
Licencja:wolna licencja

„Syzyfowe prace” – reż. Paweł Komorowski – recenzja i ocena filmu

„Syzyfowe prace” to powieść Stefana Żeromskiego opisująca rusyfikację polskiej szkoły w drugiej połowie XIX wieku. Jak oceniamy ekranizację tej lektury? A czy Wy podzielacie naszą opinię?

„Syzyfowe prace” – reż. Paweł Komorowski – recenzja i ocena filmu

Proza Stefana Żeromskiego była wielokrotnie i z różnym skutkiem przenoszona na ekran, także w okresie międzywojennym. Ekranizacja „Syzyfowych prac” z 2000 roku wpisała się w nurt ekranizacji popularnych (ba, obowiązkowych!) lektur szkolnych.

Przepis na wielkie kino w III Rzeczpospolitej był dość prosty, a jednocześnie skuteczny: ekranizować lektury! W warunkach trudnego zmagania kinematografii na wolnym rynku polscy producenci dostrzegli możliwość zarobku dzięki szkolnym wycieczkom tłumnie nawiedzającym kina, a uczniowie zaczęli poszukiwać drogi na skróty w przyswojeniu literatury. Podstawa scenariusza wydawała się sprawdzona, a sam tytuł nie potrzebował szerokiej reklamy. Układ ten sprawił, że twórcy postawili na podejście zachowawcze, nie chcąc nadmiernie ingerować w wizję autora. W praktyce otrzymujemy produkcje „bezpieczne” i wierne językowi powieści – co nie jest może wadą (nie bez powodu dzieła te trafiły do kanonu lektur szkolnych). Czasami jednak oczekiwalibyśmy podjęcia subtelnego dialogu z dziełem, lecz takiego, który nie przeciwstawia się duchowi literackiego pierwowzoru. Którą drogę wybrali twórcy „Syzyfowych prac”?

Pierwsza strona pierwszego książkowego wydania „Syzyfowych prac” Stefana Żeromskiego (domena publiczna)

„Syzyfowe prace” w drodze na ekran

„Syzyfowe prace” przełożone na język filmowy chyba dość niesłusznie zginęły w gąszczu ekranizacji z przełomu wieków. Podstawą ekranizacji była oczywiście powieść Stefana Żeromskiego, która ukazywała się w częściach na łamach krakowskiego dziennika „Nowa Reforma” latem 1897 roku. W formie książkowej opublikowana została po raz pierwszy we Lwowie w 1898 roku. Na terenie zaboru rosyjskiego wydrukowano ją dopiero w 1909 roku pod tytułem „Andrzej Radek czyli Syzyfowe prace”. Autor nieprzypadkowo zwrócił uwagę czytelników właśnie na postać Radka: każdy z bohaterów na swój sposób uparcie i cierpliwie, niczym mitologiczny Syzyf, toczył swój kamień na szczyt góry.

Przypomnę tylko, że powstały dwie wersje „Syzyfowych prac” – serialowa i kinowa, zmontowana na podstawie serialu. Wolę jednak przyjrzeć się tej pierwszej. Jest od filmu dłuższa i porusza szereg dodatkowych, pominiętych w pełnym metrażu wątków (film pomija między innymi całe dzieciństwo głównego bohatera). Produkcja, która trafiła do kin trwała bowiem zaledwie 99 minut, zaś serial pomyślany został jako sześć odcinków trwających około 50 minut każdy. Jeżeli więc ktoś zamierza obejrzeć „Syzyfowe prace”, niech od razu sięgnie po serial. Widać, że to właśnie serial był wersją pierwotną i w mojej opinii bezsprzecznie góruje nad wersją wyświetlaną na srebrnym ekranie. Ma też rozszerzone zakończenie, do czego jeszcze za moment wrócę.

Produkcję wyreżyserował według własnego scenariusza Paweł Komorowski i było to ostatnie dzieło filmowe w jego karierze. Sam najbardziej cenię jego „Przygody Pana Michała” – zdecydowanie najlepszą spośród wszystkich ekranizacji sienkiewiczowskiej „Trylogii”. I w moim odczuciu znakomity serial Komorowskiego bije na głowę produkcje w reżyserii Jerzego Hoffmana. Ale o tym być może innym razem.

Wróćmy do „Syzyfowych prac”. Nakręcono je w starym stylu, bez użycia modnych już wówczas efektów komputerowych. Prowadzenie kamery i sposób oświetlenia poszczególnych scen są również dość klasyczne: przykładowo sceny na wsi przywodzą na myśl malarstwo Chełmońskiego i innych twórców realizmu. To olbrzymia zaleta, która przydaje ekranizacji klimatu, ale zarazem podkreśla subtelność filmowego dzieła. Z obrazem dobrze koresponduje piękna muzyka Jerzego Matuszewskiego, jednego z najwybitniejszych współczesnych kompozytorów filmowych.

W przeciwieństwie do wielu współczesnych polskich produkcji, „Syzyfowe prace” należy pochwalić za udźwiękowienie. Odpowiedniemu odbiorowi sprzyja dobra dykcja aktorów (polscy filmowcy wciąż zbyt rzadko korzystają z usług aktorów teatralnych!), ale też sprawnie rozpisane dialogi.

Stefan Żeromski na obrazie Kazimierza Mordasewicza z 1909 roku

Mocne i słabe strony „Syzyfowych prac” Pawła Komorowskiego

Kilka słów należy poświęcić obsadzie, która jest niewątpliwym walorem filmu, zaś uwagę przykuwa zwłaszcza drugi plan. Największe słowa pochwały kieruję w stronę Andrzeja Wichrowskiego, filmowego ojca Marcina Borowicza. Chciałoby się rzec: wielka szkoda, że tak rzadko podziwiamy go na ekranie. Wyróżnić należy także młodsze pokolenie aktorów, którzy odgrywali role kolegów głównego bohatera. Niestety dla większości z nich „Syzyfowe prace” nie stały się wrotami do wielkiej kariery. Do odegrania ról rosyjskich nauczycieli i inspektorów zatrudniono nieopatrzonych aktorów rosyjskich (uwagę zwracają role dyrektora Gimnazjum i profesora Kostriulewa). Rola głównego bohatera, Marcina Borowicza, jest odegrana poprawnie. Biorąc jednak pod uwagę świetny drugi plan, Borowicz niknie na ekranie. Właśnie na drugim planie dzieje się najwięcej.

Do najsłabszych punktów produkcji należy zaliczyć poprowadzenie postaci Biruty. Alicja Bachleda-Curuś jest w tej roli po prostu nijaka. Oczywiście jej bohaterka nie wymawia bodaj ni słowa, ale niekiedy można odnieść wrażenie, że to jej milczenie jest zbyt długie, przez co zamiast napięcia u widza, wywołuje raczej zniecierpliwienie. W wersji serialowej reżyser niepotrzebnie starał się też rozwiązać „tajemnicę” związaną z tą postacią, co odbiera uroku opowiadanej historii. Żeromski nie mógł wiedzieć, że uczniom z jego powieści, już jako dojrzałym mężczyznom, dane będzie doczekać wolnej Polski. Być może właśnie autorski epilog Komorowskiego to właśnie ten rodzaj mrugnięcia okiem do widza, którego domagałem się na początku?

Ocena społeczności popularnych serwisów filmowych wydaje się zaniżona, na co wpłynęła zapewne niechęć sporego grona uczniów do prozy Żeromskiego. Przyznam, że sam nie zaliczam się, mówiąc oględnie, do wielbicieli jego twórczości, choć nie wątpię, że lekturze potrzebny jest odpowiedni dystans. I jestem przekonany, że przeczytane po latach „Syzyfowe prace” sprawiają znacznie więcej przyjemności, niż w czasach, gdy czytaliśmy je w szkole. Może po prostu za wcześnie?

Twórcy podjęli słuszną decyzję o tym, aby w filmie wybrzmiały obok siebie języki polski i rosyjski. X muza pozwala na wykorzystanie środków, jakimi nie dysponuje literatura – brzmienie obcego języka dla współczesnego widza nie znającego języka rosyjskiego wywołuje uczucie obcości, podobnie jak wyobcowani „u siebie” czuli się bohaterowie. To dobra ilustracja uciążliwości narzuconego przez Rosjan porządku, a zarazem znakomite tło dla problemów, z którymi mierzyła się polska ludność w XIX wieku. W miarę rozwoju akcji polszczyzna wypiera język zaborców. Powolny powrót do języka polskiego oznacza wszakże odkrywanie polskości z jej tradycją, historią i doświadczeniem przodków. Nieco starsze pokolenie współczesnych widzów dostrzeże w tym obrazie dobrze sobie znany inny rodzaj walki o rząd dusz, który położył się cieniem na młodości wielu roczników wychowanych w PRL.

Nie Radek, nie Borowicz są kluczowymi figurami „Syzyfowych prac” w interpretacji Komorowskiego. Jest nim bohater zbiorowy: polska kultura i reprezentujący ją wszyscy ci, którzy próbują przeciwstawić się intensywnej rusyfikacji. Tej prowadzonej przez rosyjskich urzędników, jak i koniunkturalistów, którzy dla kariery wyrzekli się polskości.

Wierność literackiemu pierwowzorowi to w wypadku recenzowanego filmu duża zaleta. Warto powracać do dzieła Żeromskiego, warto też po lekturze obejrzeć jej ekranizację w reżyserii Pawła Komorowskiego.

Polecamy e-book Agnieszki Woch – „Geniusze, nowatorzy i skandaliści polskiej literatury. Od Przybyszewskiego do Gombrowicza”

Agnieszka Woch
„Geniusze, nowatorzy i skandaliści polskiej literatury. Od Przybyszewskiego do Gombrowicza”
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron: 113
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-65156-24-2

Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Piotr Abryszeński
Absolwent historii i politologii, doktorant na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Gdańskiego. Pracownik Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku. Przygotowuje pracę doktorską poświęconą postawom społeczno-politycznym środowiska akademickiego Politechniki Gdańskiej w latach 1969-1980.

Wszystkie teksty autora

Polecane artykuły
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Magdalena Mikrut-Majeranek
redaktor naczelna
redakcja@histmag.org
telefon: 796 418 763
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy