Tom Holland – „PAX. Wojna i pokój w złotej epoce Rzymu” – recenzja i ocena

opublikowano: 2026-04-16, 06:16
wolna licencja
Renesans i Oświecenie wykreowały obraz antycznego Rzymu jako „raju utraconego” – krainy powszechnego pokoju pod rządami mędrców. Czy jednak imperium oparte na niewolnictwie i podboju rzeczywiście było „złotym wiekiem” ludzkości, czy jedynie genialnie zaprojektowaną iluzją?
reklama

Tom Holland – „PAX. Wojna i pokój w złotej epoce Rzymu” – recenzja i ocena

Tom Holland
„PAX. Wojna i pokój w złotej epoce Rzymu”
nasza ocena:
9/10
cena:
75,00 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Rok wydania:
2026
Okładka:
twarda
Liczba stron:
376
Premiera:
25.03.2026
ISBN:
978-83-8442-005-8
EAN:
9788384420058

Tom Holland to brytyjski historyk i pisarz, absolwent Uniwersytetu Cambridge. W jego dorobku znajdziemy m.in. takie publikacje jak „Perski ogień: Pierwsze starcie Wschodu z Zachodem” czy „Boże władztwo. Jak chrześcijański przewrót zmienił oblicze świata”. Warto wspomnieć, że badacz ten jest autorem również innych prac, które dotychczas nie doczekały się przekładu na język polski.

Książka „PAX. Wojna i pokój w złotej epoce Rzymu” jest – jak autor pisze we wstępie – trzecią częścią trylogii poświęconej starożytnemu Rzymowi okresu później Republiki i Cesarstwa. Pierwsza to „Rubicon. The Triumph and Tragedy of the Roman Republic” (które w polskiej wersji otrzymała tytuł „Juliusz Cezar kontra Rzym, Triumf i tragedia Republiki”. Druga natomiast to „Dynasty. The Rise and Fall of the House of Caesar” ukazująca życie Oktawiana Augusta oraz dzieje jego następców, aż do panowania znanego wszystkim Nerona, ostatniego przedstawiciela dynastii, władającego w latach 54–68 po Chrystusie.

Najnowsza książka, „Pax. Wojna i pokój w złotej epoce Rzymu”, podejmuje opowieść w punkcie zwrotnym – w roku 68, w cieniu samobójstwa Nerona. Holland prowadzi nas przez burzliwe stulecie, aż po kres rządów Hadriana w 138 roku. Choć to opowieść o „złotym wieku”, autor nie poprzestaje na powielaniu oświeceniowych mitów. Na ponad trzystu stronach, opierając się na solidnym fundamencie źródeł antycznych i współczesnej literaturze przedmiotu, Holland rzuca wyzwanie naszej wizji rzymskiego spokoju, pokazując, że cena za Pax Romana bywała krwawa.

Lektura tej publikacji była dla mnie bardzo odświeżającym przeżyciem – Holland pisze ze swadą, której często brakuje w sterylnych opracowaniach akademickich. Autor otwarcie gra z dziedzictwem Edwarda Gibbona, XVIII-wiecznego klasyka, który w monumentalnym „Zmierzchu i upadku cesarstwa rzymskiego” ogłosił erę Hadriana czasem „największej szczęśliwości i dobrobytu w historii świata”.

Przyznam szczerze: nie przepadam za tą Gibbonowską, wyidealizowaną wizją „złotego wieku”. Choć Rzym pozostaje – obok greckiej myśli i chrześcijaństwa – jednym z trzech głównych filarów naszej cywilizacji, to Holland słusznie zauważa, że bilans pax romana to coś więcej niż tylko katalog cywilizacyjnych sukcesów. Medycyna, edukacja, wino, drogi czy akwedukty – to wszystko, jak pisze autor, stanowi zaledwie pochlebne podsumowanie znacznie bardziej złożonej rzeczywistości.

reklama

Do tego inwentarza dodałbym coś, co wciąż organizuje nasze życie społeczne: prawo. To właśnie rzymska myśl prawnicza stanowi kręgosłup europejskich systemów, co widać choćby w samej terminologii. Kiedy dziś mówimy o „prokuratorze” czy „adwokacie”, nie używamy martwej łaciny, lecz pojęć, które narodziły się w samym sercu imperium i do dziś definiują nasz porządek publiczny.

Niemniej jednak starożytny Rzym miał swoją „ciemną stronę”, o której Gibbon i jego kontynuatorzy woleli nie pamiętać. Holland bezlitośnie punktuje ten idealizm, przypominając, że tam, gdzie jest światło, musi być i cień. Najdobitniejszym symbolem tej dwoistości jest Koloseum – dziś ikona turystyki i popkultury, a dawniej scena systematycznego przelewania krwi.

Autor zwraca uwagę na fascynujący paradoks: choć archeolodzy dawno usunęli z areny krzyż, nasza moralna ocena rzymskich igrzysk pozostaje niezmienna. Holland zauważa trafnie: „Nikt, kto ogląda film Gladiator, nie utożsamia się z cesarzem. Instynktownie sympatyzujemy z ofiarami krwawych sportów”.

To kluczowa obserwacja. Okazuje się bowiem, że mimo fascynacji rzymskim prawem czy architekturą, w warstwie etycznej jesteśmy znacznie bliżsi wrażliwości wczesnego Kościoła niż samych cezarów. Nasza współczesna humanitas, choć wyrasta z pnia antycznego, została przefiltrowana przez chrześcijański sprzeciw wobec brutalności, co czyni naszą relację z Rzymem wiecznym i nierozstrzygalnym sporem wartości.

Jednak obok krwawych widowisk na arenie Koloseum, na starożytnym Rzymie kładzie się jeszcze mroczniejszy cień, o którym często zapominamy w blasku marmurowych świątyń. To tragiczny los niewolników. W świetle rzymskiego prawa nie byli oni ludźmi, lecz „rzeczami mówiącymi” (instrumentum vocale). Pozbawieni prawa do własności, a nawet do uznania ich związków za małżeństwa, stanowili jedynie żywy inwentarz, z którym właściciel mógł zrobić dosłownie wszystko: od tortur, przez okaleczenie, aż po morderstwo – bez żadnych konsekwencji prawnych.

reklama

Holland w swojej książce obnaża tę przerażającą codzienność, zwracając uwagę na aspekt często pomijany: absolutną kontrolę nad ciałem niewolnika. Jak pisze autor, najwyżej cenioną cechą była uroda, a freski przedstawiające sceny gwałtu, zdobiące rzymskie wnętrza, nie były jedynie dekoracją. Służyły jako nieustanne przypomnienie dla niewolników w każdym wieku, że ich ciała nie należą do nich, a właściciel może ich użyć zgodnie z każdą, nawet najbardziej mroczną zachcianką.

To właśnie systemowe, usankcjonowane prawnie niewolnictwo jest największym „grzechem” starożytnego Rzymu. Bez zrozumienia tej brutalnej podstawy, na której ufundowano rzymski dobrobyt, nasza wiedza o Antyku pozostanie jedynie powierzchowną i niebezpieczną fantazją.

Wielbiciele Rzymu, którzy z uporem przeciwstawiają imperium „ciemnemu i barbarzyńskiemu średniowieczu”, popadają w rażącą niekonsekwencję. To nie chrześcijaństwo wprowadziło ścisłe powiązanie religii z polityką – starożytny Rzym był pod tym względem prekursorem. Każdy cesarz, aż do chrześcijańskiego przełomu w IV wieku, piastował urząd pontifexa maximusa – najwyższego kapłana oficjalnego kultu.

W rzymskim systemie władca nie był jedynie urzędnikiem; był istotą balansującą na granicy światów. Cesarze dzielili się przecież na tych, których Senat po śmierci oficjalnie ogłaszał bogami, oraz tych, których uznano za tego miana niegodnych. W takim układzie lojalność wobec państwa była tożsama z lojalnością wobec bogów.

Rzym potrafił być bezwzględny wobec dysydentów religijnych. Prześladowania chrześcijan nie wynikały z nienawiści do ich dogmatów, lecz z rzymskiej racji stanu. Odmowa złożenia ofiary bogom państwowym oraz odmowa oddania czci boskiemu cesarzowi była traktowana przez władze jako... ateizm. Ten paradoksalny zarzut stał się podstawą surowych represji. To, co my dziś nazwalibyśmy wolnością sumienia, dla Rzymianina było zbrodnią polityczną, karaną śmiercią.

reklama

To nie „ciemne średniowiecze” wprowadziło tortury do procedury sądowej. Ta brutalna praktyka była fundamentem rzymskiego wymiaru sprawiedliwości, który w pełni sankcjonował użycie siły wobec niewolników oraz mieszkańców prowincji pozbawionych obywatelstwa.

Wstrząsającym, a zarazem najbardziej znanym przykładem działania tej machiny jest los Chrystusa. W świetle rzymskich przepisów był On człowiekiem wolnym, ale brak statusu obywatela czynił Go bezbronnym wobec systemowej przemocy. Został poddany torturom i skazany na najbardziej hańbiącą z kar – ukrzyżowanie – właśnie dlatego, że nie chronił Go pancerz rzymskiego obywatelstwa. To bolesny dowód na to, że rzymska Iustitia miała bardzo selektywny wzrok, a jej „złoty wiek” dla milionów ludzi spoza elity oznaczał jedynie doskonale zorganizowane, usankcjonowane paragrafami cierpienie.

Jeśli spojrzymy na mapę polityczną Imperium, dostrzeżemy istotną zmianę. W odróżnieniu od czasów Republiki czy ekspansywnego Oktawiana Augusta, Rzym w I i II wieku n.e. przestał gwałtownie rosnąć. Większość władców, zamiast podbojów, wybierała stabilizację granic – jedynym wyjątkiem był tu Trajan (98–117 n.e.). To pod jego wodzą rzymskie legiony odniosły ostatnie wielkie zwycięstwo, trwale anektując Dację – obszar dzisiejszej Rumunii. Był to jednak łabędzi śpiew rzymskiej ekspansji; dla następców Trajana priorytetem stało się już nie powiększanie, lecz utrzymanie tego kolosalnego organizmu.

Zachęcam gorąco do lektury książki Toma Hollanda. Autorowi udało się w sposób znakomity i przystępny ukazać zarówno „blaski”, jak i „cienie” Cesarstwa Rzymskiego. Holland przypomina nam, że historia nie jest czarno-biała – to splot cywilizacyjnego geniuszu i niewyobrażalnego okrucieństwa. Mam nadzieję, że ta publikacja nie jest ostatnim słowem autora w temacie Rzymu i w najbliższych latach doczekamy się kontynuacji, która przeprowadzi nas przez kolejne, jeszcze mroczniejsze stulecia imperium.

Zainteresowała Cię nasza recenzja? Zamów książkę Toma Hollanda „PAX. Wojna i pokój w złotej epoce Rzymu” bezpośrednio pod tym linkiem, dzięki czemu w największym stopniu wesprzesz działalność wydawcy!

reklama
Komentarze
o autorze
Konrad Ruzik
Urodzony w 1988 roku, absolwent historii na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim oraz historii i politologii na Uniwersytecie Warszawskim. Interesuje się historią Polski oraz historią powszechną wieków XX, XIX i XVI-XVIII. Miłośnik twórczości Williama Szekspira, poezji śpiewanej oraz filmów historycznych.

Zamów newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać przegląd najciekawszych tekstów prosto do skrzynki mailowej. Tylko wartościowe treści, zawsze za darmo.

Zamawiając newsletter, wyrażasz zgodę na użycie adresu e-mail w celu świadczenia usługi. Usługę możesz w każdej chwili anulować, instrukcję znajdziesz w newsletterze.
© 2001-2026 Promohistoria. Wszelkie prawa zastrzeżone