Opublikowano
2018-08-01 21:32
Licencja
Wolna licencja

Tyson i Powstanie Warszawskie – ile reklamy w historii, ile historii w reklamie?

Udział Mike'a Tysona w kampanii dot. Powstania Warszawskiego wywołał liczne dyskusje. Czy tego typu sposób promowania historii jest odpowiedni? Czy prywatne firmy angażując się w opowieść o dziejach bardziej pomagają, czy szkodzą? Gdzie przebiega granica między historią i reklamą? Zapytaliśmy o to naszych publicystów!


Strony:
1 2

Sebastian Adamkiewicz, publicysta: Myślę, że w tej sytuacji rozstrzygnąć należy dwa zasadnicze problemy: prawo do korzystania z wydarzeń historycznych jako pretekstu do reklamowania samego siebie i prawo do rozpowszechniania wiedzy przez konkretną firmę. W obydwu przypadkach trzeba się chyba zgodzić, że zarówno prywatny, jak i publiczny podmiot ma prawo do sięgania do historii zarówno w przypadku chęci autopromocji, jak i mecenatu edukacji historycznej. Wynika to z tego, że historia jest przede wszystkim wartością kulturotwórczą, tworzy skojarzenia, kody kulturowe itp. Oczywistym jest więc to, że z historii w przypadku przekazów – a reklama jest przekazem – będzie się korzystać.

Ale... no właśnie, od zasady generalnie zawsze są jakieś „ale”, które powodują, że nie ma ona znaczenia absolutnego. W przypadku reklamy własnej trzeba zastanowić się, czy dane wydarzenie historyczne i jego ciężar gatunkowy odpowiada treściom, jakie chce się przekazać. W przypadku Powstania Warszawskiego trzeba mieć świadomość, że upamiętniamy przede wszystkim ogromną tragedię miasta i setki tysięcy ofiar walk. Używanie tego wydarzenia do kampanii promocyjnych wydaje mi się dość niesmaczne.

Mike Tyson w kampanii dot. Powstania Warszawskiego

Czytaj dalej...

Czym innym jest mecenat, czyli wspieranie inicjatyw historycznych groszem lub zapleczem technicznym. Tu nienachalna reklama byłaby do przełknięcia, bo szłaby za nią konkretna praca na rzecz upowszechniania wiedzy. Oczywiście, negatywnym zjawiskiem byłoby całkowite przejęcie „promowania” historii przez prywatne inicjatywy, bo koniec końców skończyłoby się pewnie na bezrefleksyjnych lokowaniach produktów.

Jak to się ma do omawianej reklamy? Po pierwsze trzeba zadać sobie pytanie: jaki charakter ma ta kampania? Czy jest to mecenat, czy może reklama z wykorzystaniem wydarzenia. Jeśli to mecenat, to raczej kiepski, bo oprócz wykupienia strony w „The New York Times” i reklamówki z Tysonem niewiele z tego zostanie. To pójście na łatwiznę, zatem domniemywać można, że była to po prostu reklama przeprowadzona najtańszym kosztem.

Nie wolno zapominać o kontekście tego materiału. Rok temu wpadkę z Powstaniem zaliczyła firma produkująca konkurencyjny napój energetyczny. Można się więc na tym tle, zwłaszcza wobec konkretnego odbiorcy takich napojów, pokazać jako szczery patriota.

Polska Walcząca Znak Polski Walczącej (fot. Przemysław Czopor,opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Unported)

O dość tanim koszcie reklamy, może też świadczyć skala profesjonalizmu w nagraniu. Tyson wyraźnie czyta z kartki, tekst widzi pierwszy raz, a i pewnie nie bardzo zdaje sobie sprawę z tego, co czyta. Zapewnienia prezesa firmy, że były bokser interesuje się historią naszego kraju, są mało wiarygodne.

Dodatkowo kiepsko wygląda epatowanie w centralnym punkcie logiem napoju, oraz niedbałe przywdzianie przez „Bestię” opaski. Już w zeszłym roku dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego zwracał uwagę, że zakładanie opasek przez ludzi, którzy nie walczyli na ulicach stolicy, jest mocno niestosowne. Jak widać firma produkująca napój ten apel zignorowała. Oczywiście dochodzi do tego kwestia doboru „aktora”, jego mało chlubnej przeszłości i de facto ogromnych kontrowersji, jakie budzi w Stanach.

Martwi mnie przy tym, że zapominamy zupełnie o jakości nagrań promujących dzieje. To samo dotyczyło niedawnej kampanii pewnej fundacji, która zaangażowała w nią Jacka Gmocha. Niektórym wydaje się, że wystarczy tanim kosztem wynająć gwiazdę, ubrać ją w historyczny strój, spisać kiepski scenariusz, polać to sosem nadęcia i już. Chyba tak to nie działa.

I wreszcie ostatnia uwaga. Myślę, że tekst „etniczni Polacy i polscy Żydzi” – jaki pojawia się w filmiku – świadczy o głębokim niezrozumieniu polskiej historii i stosowaniu określeń niewiele mających wspólnego z rzeczywistością.

Powstanie Warszawskie – przyczyny wybuchu, przebieg i niemieckie zbrodnie

Powstanie Warszawskie to jedno z najtragiczniejszych wydarzeń w historii Polski XX wieku. Jego geneza, powstańcze bitwy, zbrodnie niemieckie oraz pamięć o nim do dziś są tematem dyskusji i zainteresowania wielu pokoleń. Tu znajdziesz informacje i opinie o Powstaniu Warszawskim.



Czytaj dalej...


***

Marcin Sałański, publicysta: Problem z kampanią FoodCare nie polega na tym, czy można mieszać historię do reklamy, czy nie. Zasadniczą kwestią jest jak to się robi. Bo po co – to każdy zdrowo myślący człowiek wie. Nie ma tu miejsca na altruizm. Chodzi o zysk, choć przy okazji można zrobić coś dobrego i to coś, co w Polsce instytucjom odpowiedzialnym za promocję polskiej historii od lat wychodzi nieudolnie. To nie MSZ, Kancelaria Prezydenta czy Muzeum Powstania Warszawskiego dotarły ze swoją kampanią na łamy „The New York Times”, tylko prywatny przedsiębiorca.

Kierunek z wykorzystaniem znanej twarzy też wypadł nieźle, ale tylko na papierze. Mike Tyson nie jest osobą, która w moim odczuciu nadaje się do głoszenia peanów na cześć Powstańców. Rozumiem, że jest twarzą „Blacka”, ale generalnie kontrowersje które przez lata narosły wokół jego postaci nie licują z powagą i charakterem wydarzenia, które kampania ma promować. Zresztą, abstrahując już od przeszłości Tysona, sam sposób w jaki były bokser mówi w filmiku jest żenujący. Brzmi to tak, jakby czytał z kartki albo promptera. Kierunek w miarę dobry, ale wykonanie słabe. Bez serducha, jakby to powiedział klasyk.

Artykuły publicystyczne w naszym serwisie zawierają osobiste opinie naszych redaktorów i publicystów. Nie przedstawiają one oficjalnego stanowiska redakcji „Histmag.org”. Masz inne zdanie i chcesz się nim podzielić na łamach „Histmag.org”? Wyślij swój tekst na: redakcja@histmag.org. Na każdy pomysł odpowiemy.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy książkę „Z Miodowej na Bracką”:

Autor: Maciej Bernhardt
Tytuł: „Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego”

Wydawca: i-Press [Histmag.org]

ISBN: 978-83-925052-9-7

Oprawa: miękka

Liczba stron: 334

Format: 140×195 mm

24 zł

(papierowa)

8,9 zł

(e-book)

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Redakcja

Redakcja Histmag.org

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org