Upiór w wychodku na Lubartowskiej i inne lubelskie sensacje z lat trzydziestych

Reformy gospodarcze i nowe prawodawstwo to nie jedyne wyzwania, z którymi musiały się zmierzyć władze Polski w międzywojniu. Ferwor zmian okazał się doskonałym czasem dla morderców, gwałcicieli oraz tych, którzy na własną rękę postanowili wymierzać sprawiedliwość.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2

Lublin, ulica Szeroka, fot. POLONA, sygn. F.61744/II, domena publiczna.

Życie przestępcze kwitło w całej międzywojennej Polsce. Szacuje się, że w latach 30., ujawniano rocznie ponad 1,5 mln wykroczeń, przy ponad 30 mln ludności. W tej sytuacji rękawy musiała zakasać Policja Państwowa, oraz… dziennikarze. To właśnie z prasy przeciętny Polak mógł poznać sensacyjne doniesienia z kraju i regionu. Artykuły o dziejących się niemal „po sąsiedzku” zbrodniach okazały się pożądaną porcją grozy i rozrywki, co chętnie wykorzystywały wydawane w tym czasie brukowce. W poczytności tego typu treści niektórzy obserwatorzy doszukiwali się przyczyn wzmożonej przestępczości. Poruszanie tematów związanych z przestępczością niejednokrotnie budziło kontrowersje. Zbrodnia to przecież czyjaś osobista tragedia, a także naruszenie pewnego tabu i przyjętych norm społecznych.

Wydawany od 1931 roku „Tajny Detektyw” często był krytykowany za „żerowanie na zbrodni i cudzym nieszczęściu”. Pismu wypominano wulgarny język i publikowanie zdjęć trupów, narzędzi zbrodni, czy fotografii o charakterze erotycznym. Wydawca odrzucał te zarzuty, tłumacząc, że działa w charakterze „ramienia wymiaru sprawiedliwości”. Odbiorca, czytając zamieszczone w „Tajnym Detektywie” treści, miał zdawać sobie sprawę, że każda zbrodnia zostanie ukarana. W założeniu publikowane na łamach tytułu listy gończe, czy zdjęcia niezidentyfikowanych zwłok miały być pomocą dla śledczych. Pismo upadło jednak po trzech latach istnienia. Uważa się, że najważniejszą przyczyną była narastająca krytyka (m.in. ze strony Kościoła katolickiego), oraz wypowiedź jednego z morderców, który przyznał się do czerpania inspiracji z tygodnika.

Z podobnymi wątpliwościami natury moralnej zmagali się również wydawcy dzienników, którzy informacje o morderstwach zamieszczali między cenami mięsa a repertuarem pobliskiego kina. Pomimo tego, treści sensacyjne miały silną pozycję w międzywojennej prasie. Jak wyglądało to w Lublinie?

Krew leje się gęsto ulicami miasta

Lublin w dwudziestoleciu międzywojennym przechodził ogromne transformacje. Rozwijała się infrastruktura, powstawały nowe gmachy użyteczności publicznej i fabryki, np. pierwsza polska wytwórnia lotnicza konstruująca samoloty na własnej licencji. Był to również szczególny czas dla rozwoju kultury i edukacji. Powstanie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w 1918 uwarunkowało trwający do dziś akademicki charakter miasta. Wśród mieszkańców istotną grupę stanowili Żydzi, którzy liczyli ponad 30% ogółu ludności. Wyznawcy judaizmu posiadali tutaj największą uczelnię talmudyczną na świecie, cmentarze oraz szpitale.

Dziś bardzo często tworzy się wyidealizowany obraz ówczesnej kultury, moralności czy zwyczajów. Rzeczywistość aż tak sielankowa jednak nie była. Jednym z potwierdzających to źródeł jest lokalna prasa, np. „Express Lubelski i Wołyński”. Gazeta przedstawiała codzienność, w której powszechne były rozboje, kradzieże, brutalne morderstwa, a nawet strzelaniny na głównych ulicach. Społeczeństwo niechętnie dostosowywało się do narzuconych norm, ale za to bez oporów wymierzało sprawiedliwość na własną rękę.

Tajny Detektyw - Ilustrowany Tygodnik Kryminalno-Sądowy, Nr 14. z 3 kwietnia 1932 roku, fot. Silar, na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe

Bieda, nędza i szybki zysk

Ówcześni badacze zastanawiali się nad powodami przestępczości i sposobami jej zwalczania. Wśród przyczyn tego zjawiska na pierwszym miejscu stawiano biedę. Bezrobocie i głód to integralne elementy międzywojennej rzeczywistości, szczególnie w miastach. Nędza niejednokrotnie kierowała ludzi na przestępczą drogę. Oprócz spektakularnych, czy humorystycznych doniesień (np. o hałasujących kurach, które spłoszyły złodzieja), najczęściej lubelska prasa skrupulatnie odnotowywała drobne kradzieże. Tym sposobem został upamiętniony chociażby „amator cudzych cukierków”, który dostał dwa lata więzienia. Opisywano również „plagę kradzieży na podlubelskich wsiach”. Łupem wielokrotnie padały zwierzęta gospodarskie, wyposażenie domowe (np. kołdry, świece, budziki), czy płody rolne. W Lublinie dochodziło również do włamań i napaści na sklepy, szkoły, kościoły oraz domy prywatne:

Od pewnego czasu na terenie Lublina, jak już niejednokrotnie donosiliśmy szerzy się plaga kradzieży. Bywają wypadki, że najrozmaitsze męty społeczne posuwają się w swej bezczelności do tego stopnia, że dopuszczają się nawet napadów bandyckich. (…) Do mieszkania Ciepielowej Anny (Bazylianówka 5) w Lublinie w czasie jej nieobecności wszedł jakiś osobnik, który rzucił się na obecną w domu matkę Ciepielowej i zadawszy jej cios żelaznym saganem w głowę, ogłuszył ją. Następnie przeszukiwał mieszkanie. Penetracja mieszkania dała rezultaty, gdyż łupem opryszka padło 180 złotych w gotówce, garnitur oraz inna garderoba. Zanim staruszka odzyskała przytomność, złodziej już się ulotnił. Zuchwałego opryszka poszukuje energicznie policja. ( „Express Lubelski i Wołyński” 1933, nr 327, s. 4)

Chęć łatwego zysku przyczyniała się do licznych fałszerstw. W latach 30., mieszkańcy Lublina żyli aferami: mączną, drożdżową, czy maślaną. W przypadku tej ostatniej miejscowy Urząd Śledczy wykrył w 1934 roku nielegalną fabrykę, która produkowała masło w brudnym, sypialnym pokoju. Wielki rozgłos w mieście zyskała też szajka zajmująca się kradzieżą i paserstwem… drożdży.

Polecamy książkę Marka Telera – „Zapomniani artyści II Rzeczypospolitej”

Marek Teler
„Zapomniani artyści II Rzeczypospolitej”
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org] i Wydawnictwo CM
Okładka: miękka
Liczba stron: 264
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-65156-30-3 e-book / 978-83-66371-35-4 papier

Książkę można też kupić jako e-book, w cenie 14,90 zł. Przejdź do możliwości zakupu e-booka!

Lublin, Brama Krakowska, fot. POLONA, sygn. F.50038/AFF.II-50, domena publiczna

Piekło domowego ogniska

W dwudziestoleciu międzywojennym dużo mówiło się o rozpadzie rodziny. Jak wskazywał Aleksander Mogilnicki, autor komentarza do Kodeksu Karnego z 1932 roku: „rodzina, ta pierwsza i pozornie idealna komórka życia społecznego, jest często komórką zepsutą, zgniłą, rozsadnikiem krzywdy fizycznej i moralnej”. Bezrobocie, alkoholizm i złe warunki mieszkaniowe bardzo często przyczyniały się do zezwierzęcenia. Przeglądając lokalną prasę od razu widać, że w słowach Mogilnickiego jest dużo prawdy. Krwawe porachunki na tle osobistym najczęściej dotyczyły majątku albo niezgodności charakterów. Ofiarami padały dzieci, rodzice, albo jeden z małżonków. Przyczyny zbrodni niejednokrotnie potrafiły zaskoczyć opinię publiczną:

Idzi Osik chciał się pozbyć swojej żony. Nie cofał się nawet przed zbrodnią i kilka razy chciał ją otruć, próbując jej wsypać do jedzenia truciznę. Nieszczęśliwa kobieta zdawała sobie sprawę ze swej sytuacji i wystrzegała się męża-zbrodniarza. Nigdy pierwsza nie tknęła jedzenia – kazała zawsze najpierw próbować mężowi. Nie przestawał on jednak myśleć o zbrodni i pewnego dnia zaprosił żonę na przechadzkę łódką po Bugu. Na rzece rozegrała się scena dramatyczna, gdyż w pewnej chwili, w pobliżu tamy, łódka przewróciła się, kobieta zaczęła tonąć, a mąż nie śpieszył się z ratunkiem. Dopiero ktoś z brzegu usłyszał rozpaczliwe wołanie tonącej. Marianna Osik znalazła śmierć w nurtach Bugu, a mąż usprawiedliwiał swój czyn wstrętem do żony. (zob.: „Express Lubelski i Wołyński” 1933, nr 7, s.4)

Miłość albo śmierć

Samobójstwa i zabójstwa na tle uczuciowym to kolejna zmora tamtych czasów. Brak odwzajemnienia czy zdrada podsuwały myśli o morderstwie. Przeszkodę na drodze do szczęścia często stanowili także rodzice zakochanych.

Młodzi doświadczający zawodu miłosnego dosyć często targali się na własne życie. Najpowszechniejsze było zażycie trucizny, rzucenie się pod pociąg, czy postrzał z broni palnej. W niektórych przypadkach nieszczęśliwa osoba postanawiała zabrać do grobu również swoją drugą połówkę. Tak było w przypadku fornala, który postanowił zabić rzekomego konkurenta. W decydującym dniu – jak donosi „Express Lubelski i Wołyński” – oddał strzał z rewolweru przez okno, ciężko raniąc rywala. Na tym jednak się nie zakończyło, ponieważ zrozpaczony młodzieniec zastrzelił również swoją ukochaną, a następnie popełnił samobójstwo. („Express Lubelski i Wołyński” 1934, nr 99, s.6)

Wypadek wstrząsnął okolicą, ale podobnych zbrodni było znacznie więcej. Emocjonujące nagłówki wielokrotnie informowały o tragicznych wydarzeniach: „Nie mogąc zdobyć serca ukochanej postanowił umrzeć”, „Nieporozumienie z narzeczoną spowodowało szaleńczą ucieczkę od życia”, czy „Krwawa tragedja miłosna w Lublinie”. Przestępstwa w tej materii popełniali najczęściej młodzi ludzie, choć zdarzało się, że zabijał jeden z małżonków. Zabójstw w afekcie dokonywano na niewiernych żonach, niewygodnych kochankach, czy mężach tyranach.

Lublin, katedra, widok na transept i prezbiterium, fot. POLONA, sygn. F.50029/AFF.II-50, domena publiczna

Zbrodnia rodzi się na dnie kieliszka

Przyczyn przestępczości doszukiwano się również w alkoholu. Był on codziennym elementem życia tak elit jak i pospólstwa II RP. Przed nadmiernym spożyciem trunków przestrzegali lekarze i nauczyciele, jednak kampanie społeczne nie przynosiły wymiernych rezultatów. Alkohol pito w dużych ilościach, a w jeszcze większych go produkowano. Najwięcej bimbrowni znajdowało się na kresach wschodnich. Fabryczki lokalizowano na bagnistych, trudno dostępnych terenach. Dzienniki często informowały o wykryciu kolejnych nielegalnych wytwórni samogonu. W walkę z potajemnym gorzelnictwem zaangażowana była również kontrola graniczna i skarbowa, ponieważ wielokrotnie dochodziło do prób przemytu. W „Expressie Lubelskim i Wołyńskim” często pisano o ekscesach związanych z alkoholem: „Awanturniczy rabin. Upija się i maltretuje”, „W oparach alkoholu rodzą się zbrodnicze instynkty”, czy „Walka o wódkę. Awanturnicy zdemolowali sklep i ciężko pobili jego właściciela” – to kilka przykładowych nagłówków.

Gorzki humor i nawiedzona toaleta

Prasa sensacyjna i masowa przyciągały potencjalnego odbiorcę krzykliwymi tytułami, oraz niewybrednymi tematami. Podobnie jak dzisiaj, liczył się szybki news, zatrzymujący uwagę na dłużej. W walce o klienta skuteczne okazywały się nietuzinkowe doniesienia. Niektóre z nich przedstawiały podkoloryzowaną wersję rzeczywistości, inne zaś zwracały uwagę na prawdziwe problemy społeczne. Dla mieszkańców ulicy Lubartowskiej w Lublinie takim spędzającym sen z powiek zmartwieniem była… nawiedzona toaleta. Lokatorzy domu nr 14 od pewnego czasu korzystali z ubikacji sąsiadów. Wszystko przez legendę, że w ich toalecie straszy. Jak to jednak często bywa, w opowieści znalazło się ziarno prawdy. Pewnego wieczoru jedna z mieszkanek kamienicy była zmuszona skorzystać z upiornego wychodka. Przebywając w osławionym miejscu, poczuła nagle wyłaniającą się z otworu rękę, która uszczypnęła ją w pośladek. Krzyk mieszkanki postawił na nogi całą okolicę. Kilku odważnych postanowiło jednak zbadać sprawę, udało się nawet złapać „upiora wyłaniającego się z toalety”. Był to znany w Lublinie osobnik, który błagał, aby nie zaprowadzić go na komisariat. Prosząc o przebaczenie, zasłaniał się swoimi chorobliwymi skłonnościami. Następnego dnia miejsce występku było licznie odwiedzane przez różnych gości. Sprawa najprawdopodobniej zakończyła się szczęśliwie, bo więcej do niej nie wracano. I choć cała sytuacja może wydawać się nam komiczna, dla użytkowników toalety na pewno taką nie była. („Express Lubelski i Wołyński” 1934, nr 127, s.6)

Ludźmi wszystkich czasów targają instynkty, żądze, czy niepohamowane emocje. Przestępstwa opisywane na łamach prasy wciąż otwierają ciekawe pola do dyskusji. Złamanie określonych norm i schematów ma swoje przyczyny, ale też wywołuje określone reakcje, które mogą wiele powiedzieć o ówczesnym społeczeństwie. Przestępstwo samo w sobie jest nurtującym zjawiskiem, ale jeszcze ciekawsza może okazać się jego otoczka.

Bibliografia:

Źródła:

  • A. Matykiewicz, „Tajny Detektyw” (1931-1934): brukowy tygodnik koncernu „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”, „Rocznik Historii Prasy Polskiej” 2004, 7/1(13).
  • A. Pachocka, Kalejdoskop kryminalny Lubelszczyzny. Rok 1932, [w:] Sensacja w dwudziestoleciu międzywojennym (prasa, literatura, radio, film), pod red. Krzysztofa Stępnika i Moniki Gabryś, WSPA, Lublin 2011.
  • G. Kędzierska, Polska kryminalistyka w okresie dwudziestolecia międzywojennego, [w:] „Rocznik SNPL” 2018, T. 18, [dostęp: 20 stycznia 2021 r.] http://www.snpl.lt/Rocznik/18/R.18.243-263.pdf
  • M. Rodak, Międzywojenna polska debata kryminologiczna – poszukiwanie społecznych przyczyn przestępczości i sposobów jej zwalczania, [w:] „Archiwum Kryminologii” 2009.

Cytowane artykuły prasowe:

  • Ogłuszył staruszkę żelaznym garnkiem a następnie obrabował mieszkanie. Napad bandycki w Lublinie, „Express Lubelski i Wołyński” 1933, nr 327.
  • Wstręt do żony podsunął mu myśl potwornej zbrodni, „Express Lubelski i Wołyński” 1933, nr 7.
  • W krwawem kole miłości i śmierci. Trzy osoby padły ofiarami wstrząsającego dramatu, „Express Lubelski i Wołyński” 1934, nr 99.
  • Upiór w ubikacji. Drastyczna sensacja na ulicy Lubartowskiej, „Express Lubelski i Wołyński” 1934, nr 127.

Redakcja: Mateusz Balcerkiewicz

Polecamy e-book Mariusza Gadomskiego – „Jak zabijać, to tylko we Lwowie”

Mariusz Gadomski
Jak zabijać, to tylko we Lwowie
14,90 zł
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron: 224
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-65156-40-2

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Śledź nas!
Komentarze
lub zaloguj się za pośrednictwem konta Google

O autorze
Katarzyna Nakonieczna
Studentka historii na Uniwersytecie Marii Curie - Skłodowskiej w Lublinie. Interesuje się literaturą, społeczeństwem i eksplorowaniem przeszłości.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy