Autor: Paweł Czechowski
Tagi: Ciekawostki i rocznice, Historia państwa i prawa, 1945-1989, Polska
Opublikowany: 2018-09-11 21:56
Licencja: wolna licencja
Tagi: Ciekawostki i rocznice, Historia państwa i prawa, 1945-1989, Polska
Opublikowany: 2018-09-11 21:56
Licencja: wolna licencja
Wampir, Skorpion, morderca. Kara śmierci w PRL [Galeria]
Oni sami budzili strach, ich czyny powodowały panikę, a ich procesy przyciągały ogromne zainteresowanie społeczeństwa. „Wampir”, „Skorpion” czy „Frankenstein” – oto mordercy, którzy w dobie PRL zasłużyli sobie na najwyższy wymiar kary – karę śmierci.

Szczeciński rzeźnik. Józef Cyppek był postacią dość charakterystyczną. Niski, przysadzisty mężczyzna posiadający protezę nogi – „pamiątkę” po I wojnie światowej. Po drugim światowym konflikcie, w 1952 r., zamieszkał w Szczecinie i dokonał brutalnego morderstwa. Pewnego wrześniowego dnia udało mu się zwabić do mieszkania 20-letnią Irenę Jarosz, sąsiadkę z kamienicy. Nieświadoma niczego Irena otrzymała cios w głowę młotkiem, nie jest jednak pewne, czy był śmiertelny – Cyppek zmasakrował później ciało kobiety. Morderca wpadł szybko: tego dnia jego ofiarę odwiedziła koleżanka, która zastała jedynie otwarte drzwi mieszkania i małe, płaczące dziecko Ireny. Po pewnym czasie do domu wrócił mąż kobiety, i od razu zaczął szukać małżonki u różnych sąsiadów. Do mieszkania Cyppka wrócił później z milicją – m.in. dlatego, że zauważył przez okno jego lokalu pierzynę, która zniknęła z jego własnego mieszkania. Podejrzenia okazały się słuszne... Cyppka stracono kilka tygodni później, w listopadzie 1952 r. Jako motyw podał swoje nieudane „zaloty” do sąsiadki. Na fotografii kamienica przy ul. Niemierzyńskiej 7 w Szczecinie w której mieszkał Cyppek (aut. Hoa binh, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe

Największy wróg milicjantów. Jerzy Paramonow swój zbrodniczy ciąg rozpoczął od zaatakowania łomem milicjanta i kradzieży jego broni. Następnie wraz ze wspólnikiem dokonał kilkunastu napadów. Po raz pierwszy wpadł siedząc... w taksówce, gdzie razem ze szwagrem i prostytutką pił alkohol. Po odwiezieniu na komendę udało mu się uciec – zastrzelił milicjanta, który go aresztował i ranił następnego. Po raz kolejny pochwycono go po kilkunastu dniach, a sprawą żyła cała Warszawa, gdzie Paramonow prowadził swój proceder. Stracono go 21 listopada 1955 r. (fot.: tarcze milicyjne używane w latach 80., aut. Wojciech Pędzich, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe

Elegancki morderca. Taki przydomek otrzymał Władysław Mazurkiewicz, któremu udowodniono zabicie 6 osób na przestrzeni 12 lat (w rzeczywistości mogło ich być jednak ok. 30). Nienagannie ubrany i przebywający wśród krakowskiej śmietanki towarzyskiej zabijał swoje ofiary strzałem z pistoletu lub trucizną, cyjankiem potasu. Stracony został pod koniec stycznia 1957 r. Więcej informacji o Mazurkiewiczu znajdziesz pod tym adresem Na zdjęciu śmiertelna dawka cyjanku potasu (fot. morenius, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0

Wampir z Krakowa. Karol Kot swoje zamiłowanie do krwi odkrył w czasie wakacji na wsi, gdzie z wielką przyjemnością asystował przy uboju zwierząt. Pierwszego ataku dokonał jako niespełna 18-letni chłopak, atakując bagnetem kobietę w krakowskim kościele sercanek. Na swoje ofiary wybierał starsze kobiety oraz dzieci, doprowadzając w końcu do śmierci 77-latki i 11-letniego chłopca. Udowodniono mu też 10 innych prób odebrania życia. Wpadł niedługo po swojej maturze, a stracono go w wieku niespełna 22 lat, w 1968 r. Kot szokował śledczych swoimi wypowiedziami. Jak możemy przeczytać w książce Jerzego Andrzejczaka „Spowiedź polskiego kata”, młodociany przestępca miał stwierdzić: „Odczuwałem potrzebę zabijania. Napadałem starsze kobiety i dzieci, bo nie wiązało się to z ryzykiem”. Tuż przed egzekucją skwitował tylko „Dziękuję! Nie mam nic do powiedzenia”. Po śmierci wyszło na jaw, że miał guza mózgu. Więcej o Karolu Kocie przeczytasz w naszym tekście (fot. kościół sercanek w Krakowie, aut. Cancre, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe

Zdradziły go muchy. Mieszkający w Katowicach Bogdan Arnold w latach 1966-1967 zamordował cztery kobiety. Być może zabijałby dalej, gdyby nie przypadek: sąsiedzi zauważyli w oknie jego mieszkania olbrzymią liczbę much i sądząc, że sąsiad zmarł, wezwali milicjantów. Ci w lokalu zamieszkiwanym przez Arnolda odkryli kobiece zwłoki, znajdujące się tam już od pewnego czasu. Mordercy nie było wówczas w domu, początkowo ukrywał się przez kilka dni, ale sam zgłosił się na posterunek. Stracono go w grudniu 1968 r. O przypadku Arnolda przeczytasz także w tym tekście (fot. JJ Harrison, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 1.0

Wampir z Gałkówka. Kolejny „wampir” na tej liście atakował głównie w okolicy wsi Gałkówek (obecne woj. łódzkie) w latach 50., wpadł jednak dopiero po kolejnym mordzie w Warszawie w latach 60. Stanisław Modzelewski za cel obrał sobie kobiety, a jego napaści miały podtekst seksualny. Schwytano go po zabiciu swojej sąsiadki, z którą często wdawał się w kłótnie. Udowodniono mu 7 ofiar, został stracony przez powieszenie w 1969 r. (fot. szubienica w dawnym brytyjskim więzieniu, zdjęcie poglądowe, aut. Eitan f, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Unported

Wampir z Zagłębia. Tą sprawą żyła cała Polska. Od 1964 do 1970 r. na terenie (głównie) Zagłębia Dąbrowskiego „wampir” zaatakował 21 kobiet, z czego przeżyło 5. Morderstwa wywołały panikę w wśród ludności zamieszkującej region, a sprawa nabrała jeszcze większego rozgłosu, gdy zginęła Jolanta Gierek, bratanica ówczesnego I sekretarza KW PZPR Edwarda Gierka. Ostatecznie za zbrodnie skazano Zdzisława Marchwickiego, który został stracony w 1977 r. Wokół skazania jego (a także jego braci za współudział w ostatnim morderstwie) narosło wiele niejasności. Na zdjęciu grób Jadwigi Kucianki uznawanej za ostatnią ofiarę Marchwickiego (fot. domena publiczna).

„Frankenstein”. Joachim Knychała nie miał łatwego dzieciństwa – pochodził z polsko-niemieckiej rodziny i w domu matka oraz babka wytykały mu polskie pochodzenie, w szkole zaś dręczono go za korzenie niemieckie. Pierwszy wyrok otrzymał za udział w gwałcie zbiorowym, jak utrzymywał niesłusznie, co być może przełożyło się na jego nienawiść do kobiet. Zabił ich dokładnie 5 (w tym 11-letnią dziewczynkę) nim wpadł po pozbawieniu życia własnej szwagierki. Zatrzymany na jej pogrzebie, wkrótce przyznał się do krwawego procederu i tego, że inspirację dla niego stanowił Zdzisław Marchwicki. Knychałę stracono w październiku 1985 r. (fot. Kane87, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe

„Skorpion” atakuje. Paweł Tuchlin także nie miał łatwego dzieciństwa. Cierpiał na moczenie nocne, z powodu którego był bity przez rodziców. Także wśród rówieśników był z tego powodu gnębiony, co spowodowało u niego zapewne trwały uraz psychiczny. „Skorpion”, bo taki przydomek otrzymał od milicji, już jako dorosły mężczyzna zamordował na terenie woj. pomorskiego 9 młodych kobiet, usiłował zabić też kolejne 11. Jego działania miały podłoże seksualne. Wpadł w 1983 r. – w bagażniku jego samochodu milicjanci znaleźli młotek ze śladami krwi, co pasowało do sposobu działania poszukiwanego zabójcy. Stracono go przez powieszenie w maju 1987 r. Więcej o „Skorpionie” znajdziesz tutaj (fot.: żądło skorpiona, domena publiczna).

Szatan z Piotrkowa. O Mariuszu Trynkiewiczu słyszała cała Polska. Był nauczycielem wychowania fizycznego, w przeszłości karanym za wykorzystywanie seksualne nieletnich. 4 lipca 1988 r. udusił 13-latka, kilka tygodni później zwabił do mieszkania trójkę chłopców w podobnym wieku i zabił ich przy użyciu noża. Zatrzymany i skazany we wrześniu 1989 r. na poczwórną karę śmierci nie doczekał się wykonania wyroku, który na mocy amnestii zamieniono mu na 25 lat pozbawienia wolności. Gdy kończył odsiadywanie kary w 2014 r., jego ew. wyjście na wolność wywołało falę społecznego oburzenia. Wkrótce jednak trafił do ośrodka odosobnienia w Gostyninie, a następnie został skazany za posiadanie pornografii dziecięcej. Kara śmierci zasądzona Trynkiewiczowi była ostatnim takim przykładem w okresie PRL. O to, czy zniesienie kary śmierci było słuszną decyzją trwają spory do dziś. Więcej o sprawie Mariusza Trynkiewicza i karze śmierci w PRL – przede wszystkim z punktu widzenia wykonawcy wyroków – możesz przeczytać w książce Jerzego Andrzejczaka pt. „Spowiedź polskiego kata” (fot.: sylwetka Temidy, greckiej bogini sprawiedliwości, aut. Vmenkov, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Unported
Śledź nas!
Komentarze
lub zaloguj się za pośrednictwem konta Google
O autorze
Paweł Czechowski
Ukończył studia dziennikarskie na Uniwersytecie Śląskim. W historii najbardziej pasjonuje go wiek XX, poza historią - piłka nożna.
Wszystkie teksty autora