Wanda z Modrzewiowej Alei

opublikowano: 2026-01-25, 14:51
wszelkie prawa zastrzeżone
Okupacja niemiecka była dla Polaków bardzo dotkliwa. Żywności dramatycznie brakowało, więc każdy próbował zdobyć i ukryć choćby najmniejszy zapas, nawet jeśli groziły za to surowe kary. Reglamentacja była tak bezwzględna, że nad mieszkańcami Łazisk zawisło widmo śmierci głodowej...
reklama

Ten tekst jest fragmentem książki Aleksandry Brody „Modrzewiowa Aleja”.

Wkraczające do Warszawy oddziały Wehrmachtu na ulicy Marszałkowskiej, 1 października 1939 roku

Polska przegrała walkę z wrogiem. Wkrótce na ziemiach dotychczas polskich nie było już wojska polskiego, a Niemcy rozprzestrzenili się po kraju.

Mieszkańcy wsi musieli mierzyć się z obowiązkowym oddawaniem okupantowi kontyngentów. Brakowało żywności, a każdy starał się coś uszczknąć i ukryć, nawet pod groźbą surowych kar. Reglamentacja żywności była tak surowa, że mieszkańcom Łazisk zajrzało w oczy widmo śmierci głodowej. W tej sytuacji kara za ukrywanie zapasów miała mniejsze znaczenie.

W czasie zimy, która rozszalała się na dobre, było to tym trudniejsze, że na polach i w lesie brakowało roślin, dzięki którym można by przeżyć. Wielu zastanawiało się, jak prze trwać do przednówka i wiosny. Równie wielu zastanawiało się, jak w ogóle przetrwać wojenny czas.

Głód i bieda dotknęły także zamożne dotąd gospodarstwo Tarkowiaków. Wanda zastanawiała się, jak by przetrwali, gdyby nie pomoc pewnego Niemca, której skądinąd pomimo trudnej sytuacji miała po dziurki w nosie.

Nie tylko nad tym Wanda zastanawiała się każdego dnia. Sen z powiek spędzał jej także problem, jak ukryć, że mimo mizernego wyżywienia jej brzuch stawał się coraz większy. Na razie udawało jej się go zakrywać kapotami, kiedy była na zewnątrz, a wewnątrz chaty swetrami i grubymi chustami zarzucanymi na ramiona. Nikt się temu nie dziwił wobec panującego wszem wobec mrozu i zbyt małych ilości opału, żeby zagrzać chałupę. Wobec braku pożywienia zimno doskwierało tym dotkliwiej. Wanda korzystała więc z tego, zakładając na siebie tyle warstw ubrań, ile tylko zdołała. Wiedziała jednak, że niedługo nawet zgrzebne stroje nie będą w stanie ukryć jej powiększającego się brzucha.

Dość szybko domyśliła się, że pod jej sercem rośnie dziecko. Kiedy dwa razy z rzędu nie dostała miesiączki, początkowo zrzucała to na karb wojennych przeżyć i braku pożywienia, którego ubywało zbyt szybko. Gdy jednak zdarzyło się to po raz trzeci, z przerażeniem skojarzyła fakty. Nie mogła już dłużej się okłamywać. Była w ciąży.

reklama

Kiedy sobie to uświadomiła, miała ochotę puknąć się w głowę. Na to jednak było za późno. Ich pożegnanie z Michałem miało mieć także inne konsekwencje niż tylko piękne wspomnienia. Wanda struchlała ze strachu, gdy pomyślała, że na co dzień trudno było być panną w ciąży, a co dopiero panną w ciąży w czasie wojny, gdy brakowało wszystkiego, a najbardziej jedzenia. Bez końca zastanawiała się, czy uda jej się w tej sytuacji donosić dziecko.

Oczywiście zdawała sobie sprawę, że obiektywnie lepiej by było, gdyby poroniła. Nie potrafiła jednak myśleć w ten sposób. Kochała to dziecko. Było cząstką jej i Michała, po którym ślad zaginął. Od miesięcy nie miała od niego żadnych wiadomości. Tym samym nie miała również możliwości poinformowania go, że była w odmiennym stanie. O ile w ogóle nadal żył. Ta myśl mroziła jej krew w żyłach. Wolała o tym nie myśleć. Musiała wierzyć, że Michał żyje. Tylko to i dziecko trzymało ją samą przy życiu.

Pewnego styczniowego dnia brak wiadomości od Michała doskwierał jej tak bardzo, że była gotowa na wszystko, byle dowiedzieć się czegokolwiek o losach ukochanego. Założyła więc trzewiki, kapotę i grubą chustę na głowę i udała się w stronę drzwi od chaty. Maryna, widząc to, jak oparzona zerwała się z zydelka, na którym siedziała, skubiąc pierze.

Rabunek mienia wysiedlonych Polaków. Obwieszczenie niemieckiego nadburmistrza Gdyni na sklepie wysiedlonych polskich właścicieli o „zabezpieczeniu dla żołnierza na froncie”. Gdynia, 10 lutego 1940 roku (Bundesarchiv, Bild 183-L22092 / CC-BY-SA 3.0)

– A ciebie gdzie niesie? W taką pogodę? – Wskazała na padający za oknem śnieg, jakby rzeczywiście interesował ją los Wandy. Przy mężu starała się jednak od czasu do czasu zachowywać pozory. Teraz również zerknęła kątem oka na Stanisława. Ten jednak niewzruszenie siedział przy kuchennym stole i pykał fajkę z resztkami tytoniu, które mu pozostały.

– Muszę iść do dworu – wyznała Wanda z rozbrajającą szczerością, patrząc macosze w oczy.

Maryna prychnęła.

– Patrzta no! Jeszcze w dworze jej nie widzieli. A tobie na co tam iść, hę?

– Muszę dowiedzieć się, co z Michałem. Może państwo Bogdanowiczowie mieli od niego jakieś wiadomości.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Aleksandry Brody „Modrzewiowa Aleja” bezpośrednio pod tym linkiem!

Aleksandra Broda
„Modrzewiowa aleja”
cena:
44,99 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Novae Res
Rok wydania:
2026
Okładka:
miękka ze skrzydełkami
Liczba stron:
354
Format:
130x210 [mm]
ISBN:
978-83-8423-205-7
EAN:
9788384232057
reklama

– Stachu – zwróciła się do Stanisława Maryna, łapiąc się pod boki. – Nic nie powiesz?

Stanisław spojrzał na obie kobiety, jakby dopiero teraz dostrzegł, że czegoś od niego oczekiwano. W rzeczywistości jednak słyszał wszystko i wiedział, o co się spierały.

– Idź – powiedział tylko do Wandy i wrócił do pykania fajką.

Wanda nie oglądając się więcej na Marynę, szybko wy mknęła się z chałupy. Gdy zamknęła drzwi i oddaliła się kilkanaście kroków od domu, nadal słyszała podniesiony głos Maryny czyniącej wymówki Stanisławowi.

– Jak śmiesz się tak zachowywać?! Moje polecenia nic nie znaczą, a smarkula robi, co chce. Już sobie całkiem ciebie wokół palca owinęła.

Wanda słyszała to wszystko i nie mogła oprzeć się wrażeniu, że to Maryna chciałaby owinąć sobie ojca wokół palca.

Nie zastanawiając się nad tym dłużej, zaczęła brnąć przez zaspy śniegu. Choć ich chatę od dworu dzieliło zaledwie kilkaset metrów, tego dnia dystans ten wydawał się Wandzie nie do pokonania. Nie tylko przez zaspy i sypiący ciągle drobny śnieg utrudniający widoczność, ale także dlatego, że zdała sobie sprawę, że może nie tylko usłyszeć pomyślne wieści albo nie usłyszeć nic, ale że może także otrzymać tragiczne informacje. Choć broniła się przed tym, wiedziała, że musi się z tym zmierzyć. Musi w końcu chociaż spróbować dowiedzieć się, co z Michałem. Odpowiedź mogła być kilkaset metrów od niej.

Po drodze, przedzierając się przez zaspy, myślała, jak bardzo brakuje jej babci Janinki. Ona wiedziałaby, co zrobić. Wiedziałaby, jakich słów użyć, aby przyznać się ojcu do ciąży. Jak najlepiej zadbać o dziecko, nawet mimo trudnych wojennych warunków. Maryny nie mogła zapytać. Nie tylko dlatego, że w domu nadal nie przyznała się do ciąży i dlatego, że Maryna nie przepadała za nią, ale także dla tego, że Maryna miała w tym względzie jeszcze mniejsze doświadczenie niż Wanda.

Wkrótce dotarła do modrzewiowej alei. Drzewa były ogołocone, a na pustych gałęziach zalegał śnieg. Wanda na moment, tak jak w dzieciństwie, zapomniała o trapiących ją problemach i uległa czarowi otoczenia. Przez chwilę stała nieruchomo, wpatrując się w błyszczące drobinki śniegu na gałęziach, lśniące w zimowym słońcu niczym tysiące diamentów. Mimo woli pomyślała, że aleja jest zachwycająca o każdej porze roku.

reklama

Powoli ruszyła modrzewiową aleją w stronę dworu Bogdanowiczów. Z każdym krokiem czuła, jak serce co raz bardziej podchodzi jej do gardła. Nie było odwrotu. Zabrnęła tak daleko, że już nie mogła się wycofać. Musiała się dowiedzieć, czy Leopold i Róża Bogdanowiczowie mieli jakiekolwiek wieści o Michale.

Żołnierze niemieccy włamujący się do domu w Poznańskiem, wrzesień 1939 roku

W końcu dotarła do dworu i ośnieżonego klombu przed frontowym wejściem. Obeszła budynek i stanęła przed kuchennymi drzwiami, którymi zawsze wchodziła ze Stanisławem. Pomimo że była teraz narzeczoną syna hrabiostwa, nigdy nie ośmieliłaby się zapukać do frontowych drzwi, wiedząc, że związek nie ma błogosławieństwa jego rodziców. Wiedziała też, że kamerdyner Eustachy w obecnej sytuacji nawet nie wpuściłby jej za próg. Nie, tę sprawę na leżało załatwić kuchennymi drzwiami z Irenką Smolnikową, choćby i ona miała nigdy więcej nie wpuścić Wandy za próg swojej kuchni.

Chwilę potem Wanda pukała już do kuchennych drzwi. Nie musiała długo czekać, aż otworzyła jej Stefanka, pokojówka, która od lat służyła u Bogdanowiczów. Wanda przywitała się skinieniem głowy, ignorując nieprzychylne spojrzenie dziewczyny.

– Ja do pani Smolnikowej – wykrztusiła pobielałymi od mrozu wargami, ciaśniej owijając się kapotą i jednocześnie starając się rękami jak najbardziej zasłonić brzuch.

– Niech wejdzie – mruknęła Stefanka i niechętnie wpuściła Wandę do środka.

Wanda ściągnęła kapotę i odruchowo się zgarbiła. Miała nadzieję, że tym gestem jak najbardziej ukryje brzuch.

– Pani Smolnikowa – zwróciła się do pulchnej kucharki, której też ostatnio ubyło na wadze. – Muszę się zobaczyć z Agnieszką.

– Oj, dziecko. – Irenka złożyła ręce jak do modlitwy. – Jak ja ci teraz załatwię widzenie z panienką Agnieszką, jak jaśnie państwo to tacy źli na ciebie są, jak nie wiem co? A o ten pierścień po świętej pamięci pani Józefinie, co ci go panicz Michał podarował, to jeszcze bardziej. Chyba całe Łaziska o tym huczą, że ci się panicz Michał oświadczył. Już on o to zadbał, zanim wyjechał na tę przeklętą wojnę.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Aleksandry Brody „Modrzewiowa Aleja” bezpośrednio pod tym linkiem!

Aleksandra Broda
„Modrzewiowa aleja”
cena:
44,99 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Novae Res
Rok wydania:
2026
Okładka:
miękka ze skrzydełkami
Liczba stron:
354
Format:
130x210 [mm]
ISBN:
978-83-8423-205-7
EAN:
9788384232057
reklama

– Muszę się zobaczyć z Agnieszką – powtórzyła Wanda.

Irenka Smolnikowa westchnęła ciężko.

– Chodź. Trudno. – Rozejrzała się czujnie dookoła, a widząc, że nikogo nie ma w pobliżu, ostrożnie poprowadziła Wandę do drzwi dzielących pomieszczenia dla służby od tych należących do państwa. – Dalej już musisz poradzić sobie sama – oznajmiła. – I niech cię ręka boska broni, żeby powiedzieć, że to ja cię wpuściłam!

– Może być pani spokojna, pani Smolnikowa – obiecała Wanda.

Wymknęła się przejściem dla służby i znalazła się w korytarzu w reprezentacyjnej części dworu. Po chwili sunęła po czerwonym dywanie, który ciągnął się przez całą długość korytarza.

Wbrew temu, co powiedziała Irence Smolnikowej, tym razem nie miała zamiaru odwiedzić Agnieszki. Wanda przemknęła korytarzami, by znaleźć się przed drzwiami saloniku zimowego. Zapukała i słysząc „Proszę”, weszła. Tak jak się spodziewała, zastała tam Leopolda i Różę Bogdanowiczów, pijących herbatę z maleńkich porcelanowych filiżanek. Wpatrywali się w nią w kompletnym osłupieniu.

Wanda ze strachu przełknęła ślinę, po czym dygnęła i powiedziała ciche „Dzień dobry”.

– Co tutaj robisz? – Pierwszy rezon odzyskał hrabia Leopold.

– Czy nie nauczono cię, że nie wchodzi się na salony? – spytała złośliwie hrabina. Zniesmaczona nie patrzyła na Wandę.

– Proszę o wybaczenie – wykrztusiła Wanda. I podjęła szybko, zanim zdążyli ją wyprosić: – Chciałam tylko zapytać jaśnie państwa o jedną sprawę. Czy mieli jaśnie państwo jakieś wiadomości od Michała? Muszę to wiedzieć.

– Co to znaczy, że musisz? – zapytała Róża. – Chyba nie…? – Urwała i utkwiła uważne spojrzenie w brzuchu Wandy.

reklama

Rumieniec, który wypłynął na policzki dziewczyny, stanowił odpowiedź na niewypowiedziane pytanie hrabiny.

– A jednak – żachnęła się Róża, po czym zwróciła się do Wandy pozornie miłym tonem: – Posłuchaj, takie rzeczy czasami się zdarzają. Dostaniesz pieniądze, ale nikt ma się nie dowiedzieć, czyje to dziecko. Rozumiemy się? Powiesz, że czyjeś inne. A najlepiej weź z kimś ślub, żeby uciszyć plotki. Ułatwimy ci to.

– Ale… – Wanda chciała zaprotestować, lecz zabrakło jej słów.

– Co jeszcze? Czego jeszcze chcesz? – przerwała jej Róża. – Przecież nie myślałaś, że Michał naprawdę się z tobą ożeni – prychnęła hrabina.

– Michał mnie kocha – zaprotestowała Wanda.

Niemiecki znak ostrzegawczy w okupowanej Polsce w 1939 roku „Polakom wstęp wzbroniony!”

– To tylko zauroczenie. – Hrabina machnęła ręką.

– Moje dziecko – zwrócił się do Wandy hrabia Bogdanowicz. – Czy możemy ci w czymś jeszcze pomóc? Dostaniesz pieniądze, pomożemy ci znaleźć męża, chociaż teraz, kiedy tylu mężczyzn wyjechało na wojnę, nie będzie to proste. Ale moja umowa z twoim ojcem ulega rozwiązaniu. Sama rozumiesz, że w tej sytuacji nie mógłbym dalej łożyć na twoją edukację, nie mówiąc o tym, że nie będziesz miała jak jej kontynuować.

Wanda poczuła, jak łzy szczypią ją w oczy. Zagryzła wargi, aby nie rozpłakać się przy Bogdanowiczach.

– Na co jeszcze czekasz? – zapytała hrabina.

– Chciałam tylko zapytać, czy jaśnie państwo mają jakieś wiadomości od Michała. – Wanda zebrała się na odwagę. – Czy… żyje? Tylko po to przyszłam, nie chcę żadnych pieniędzy.

– A więc jesteś głupsza, niż myślałam. Ale to tym lepiej, nie przychodź tu więcej – powiedziała Róża.

Wanda utkwiła błagalne spojrzenie w hrabim Leopoldzie, instynktownie czując, że od niego prędzej uzyska odpowiedź niż od hrabiny. Nie myliła się.

Hrabia westchnął ciężko.

– Niestety, nie mamy o Michale żadnych wieści. A teraz, skoro nie chcesz pieniędzy, proszę, byś opuściła nasz dom.

Wandę ponownie zapiekły łzy w oczach. Nie dowiedziała się nic o losie Michała. Dygnęła, po czym opuściła salon, a następnie dwór. Wracając do domu modrzewiową aleją, łykała słone łzy.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Aleksandry Brody „Modrzewiowa Aleja” bezpośrednio pod tym linkiem!

Aleksandra Broda
„Modrzewiowa aleja”
cena:
44,99 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Novae Res
Rok wydania:
2026
Okładka:
miękka ze skrzydełkami
Liczba stron:
354
Format:
130x210 [mm]
ISBN:
978-83-8423-205-7
EAN:
9788384232057
reklama
Komentarze
o autorze
Aleksandra Broda
Autorka książki ,,Modrzewiowa aleja”, prawniczka, ukończyła prawo na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego oraz aplikację adwokacką.

Zamów newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać przegląd najciekawszych tekstów prosto do skrzynki mailowej. Tylko wartościowe treści, zawsze za darmo.

Zamawiając newsletter, wyrażasz zgodę na użycie adresu e-mail w celu świadczenia usługi. Usługę możesz w każdej chwili anulować, instrukcję znajdziesz w newsletterze.
© 2001-2026 Promohistoria. Wszelkie prawa zastrzeżone