Opublikowano
2014-08-11 20:58
Licencja
Prawa zastrzeżone

Warszawa 1944: „Najgorsze walki uliczne od czasów Stalingradu”

O tym, jak Niemcy próbowali stłumić powstanie, codzienności na oblężonym Starym Mieście i wojnie z perspektywy szesnastolatka.


Strony:
1 2 3 4 5 6

Zobacz też: Powstanie Warszawskie w Histmag.org

Żołnierze Batalionu Kiliński pod PAST-ą (fot. Eugeniusz Lokajski, domena publiczna). Tego dnia, kiedy Wanda Lurie urodziła swoje jedyne już dziecko, które wyrosło później na chemika, ja obserwowałem kolumnę stu piętnastu obszarpanych niemieckich jeńców, którzy dopiero co skapitulowali. Wyszli właśnie z budynku PAST-y. Po dwudziestodniowym oblężeniu załoga obsadzająca jedenastopiętrowy budynek wreszcie poddała się żołnierzom batalionu „Kiliński”, który posługiwał się między innymi produkowanymi przez nas miotaczami ognia.

Oblężenie zakończyło się, kiedy ktoś poinformował nas o rzadko wykorzystywanym małym podziemnym wejściu do piwnicy. Zastanawiał się, czy wróg jest równie nieświadomy jego istnienia. Okazało się, że tak.

Batalion „Kiliński” wkroczył w nocy i natychmiast wziął górę, otwierając ogień i atakując z bliska zaskoczonych strażników na parterze. Ocalali uciekli na wyższe piętra i w dół klatki schodowej potoczyli granaty. Żołnierze „Kilińskiego” odpowiedzieli, rozpalając pod nimi ogromny ogień. Najpierw użyli pompy strażackiej, by zalać to miejsce benzyną, później zaś podpalili ją miotaczami ognia. Kiedy żywioł zajął budynek, powstańcy go opuścili, obstawili wyjścia i czekali na dalszy rozwój wydarzeń. O godzinie trzynastej Niemcy zaczęli wychodzić z zadymionych ruin z rękami uniesionymi do góry.

Podczas ostatnich walk niemiecka załoga PAST-y straciła trzydziestu ludzi, zatem całkowita liczba ich ofiar wynosiła pięćdziesiąt sześć. W tym samym czasie zginęło lub zostało rannych pięćdziesięciu ośmiu żołnierzy batalionu „Kiliński”, przy czym ośmiu poniosło śmierć podczas ostatniego szturmu na centralę telefoniczną.

Dołączyłem do tłumu obserwującego odprowadzanie niemieckich jeńców do jakiegoś budynku szkolnego. Nie było gwizdów ani wymachiwania pięściami. Ludzie po prostu przypatrywali się z zaciekawieniem. Więc tak wyglądają pokonani niemieccy żołnierze? Pozbawiono ich skórzanych pasów, na których zaczepione było ich wyposażenie. Bez broni, hełmów, w rozpiętych ubraniach wyglądali niemal jak cywile. Nie mieli już rąk uniesionych do góry i szli normalnie. Zauważyłem, że niektórzy z nich czuli się na tyle zrelaksowani, by uśmiechać się do młodszych kobiet z tłumu gapiów, a niektóre z nich odwzajemniały uśmiechy.

Wiadomości radiowe, które przechwycono krótko przed ich kapitulacją, ujawniły, że położenie Niemców stawało się coraz bardziej rozpaczliwe. Kończyła im się żywność, woda i amunicja. Aby uzupełnić ich zapasy, próbowano wykorzystać pojazdy pancerne. Kiedy nie udało im się przedostać przez nasze barykady, podjęto próby zrzucania amunicji na budynek PAST-y z samolotu zwiadowczego Fieseler Storch. Jednak zwinny, mały górnopłat Luftwaffe był za wolny, by ryzykować zbyt wiele podejść. Tak czy inaczej, nigdy nie udałoby się zrzucić tyle, by miało to jakieś znaczenie.

Niemcy na Placu Teatralnym (fot. Seidel, ze zbiorów Bundesarchiv, Bild 146-2005-0034, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Niemcy).

Pod koniec oblężenia morale tej niewielkiej załogi gwałtownie spadło; później pojawiły się doniesienia o co najmniej jednym samobójstwie. Żołnierze niemieccy pewnie poddaliby się wcześniej, gdyby mieli pewność, że przyjmiemy ich kapitulację. Ale skąd mógł mieć taką pewność którykolwiek Niemiec, świadom zbrodni, jakie serwowano nam od 1939 roku? W istocie jednak wciąż byliśmy gotowi pokazać im, że jesteśmy od nich lepsi. Na dowód tego zdjęcia z kapitulacji załogi PAST-y ukazały się w „Biuletynie Informacyjnym”, który w jakiś sposób zawsze wpadał w ręce Niemców. Każdy mógł się przekonać, że jego żołnierzy uznano za jeńców wojennych i tak też zarejestrowano. Generał Bór nie przychylił się też do sugestii pewnej starszej kobiety, której list otwarty do niego – nakłaniający, by w ramach zapobiegania nalotom wrogich jeńców trzymać na płaskich dachach budynków – również ukazał się w „Biuletynie”. Sfotografowani mężczyźni nie wyglądali też jak ludzie obawiający się, że ktoś strzeli im w głowę na jakimś fabrycznym placu.

Powstanie Warszawskie – przyczyny wybuchu, przebieg i niemieckie zbrodnie

Powstanie Warszawskie to jedno z najtragiczniejszych wydarzeń w historii Polski XX wieku. Jego geneza, powstańcze bitwy, zbrodnie niemieckie oraz pamięć o nim do dziś są tematem dyskusji i zainteresowania wielu pokoleń. Tu znajdziesz informacje i opinie o Powstaniu Warszawskim.



Czytaj dalej...

Powyższy tekst jest fragmentem książki:

autor: Andrzej Borowiec
tytuł: „Chłopak z Warszawy”
seria: Historia
wydawca: Dom Wydawniczy Rebis
przekład: Jacek Środa, Klaudia Stefaniak
oprawa: całopapierowa z obwolutą
ISBN: 978-83-7818-551-2
wydanie: 1 (2014)
stron: 432
format: 150×225
cena: 49,90 zł
Kup ze zniżką na stronach Wydawcy!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3 4 5 6
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Andrzej Borowiec

Uczestnik Powstania Warszawskiego (jako niespełna szesnastolatek), ps. „Zych”, łącznik kanałowy ze Śródmieścia na Starówkę, żołnierz zgrupowania „Radosław” m.in. na Czerniakowie. Po ewakuacji na Mokotów dwukrotnie ranny, dostał się do niemieckiej niewoli

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org