Opublikowano
2017-11-15 19:15
Licencja
Wolna licencja

Wielkie (o)burzenie Pałacu Kultury i Nauki

Jedni z czołowych polityków PiS szokują i wywołują burzę w mediach z historią w tle. Wicepremierzy Gliński i Morawiecki nie widzą przeszkód, by zburzyć symbol Warszawy – Pałac Kultury i Nauki. Nie jest to jednak pomysł nowy. Co i rusz słowa o burzeniu „Pekinu” pojawiają się w debacie publicznej niczym starożytne ceterum censeo PKiN delendam esse .


22 lipca 1944 roku w Chełmie ogłoszono komunistyczny Manifest Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, zaś w 1952 roku uchwalono Konstytucję PRL. 22 lipca był wielkim, corocznym świętem Polsku Ludowej. Tego właśnie symbolicznego dnia w roku 1955 do użytku oddano w Warszawie Pałac Kultury i Nauki. Zbudowany w ciągu trzech lat jako „dar narodu radzieckiego dla narodu polskiego”, już w 1953 roku, dwa dni po śmierci Józefa Stalina, otrzymał jego imię. Dla jednych to mimo upływu lat symbol komunizmu, który jak nic innego powinien zostać zburzony, dla innych z kolei to nieodłączny element panoramy Warszawy, jeden z jej ważnych symboli i atrakcji turystycznych.

Dekomunizacja po polsku

Czytaj dalej...

Dyskusja o tym, czy w przestrzeni nowoczesnej i demokratycznej stolicy jest miejsce na relikt radzieckiego nacisku powraca co i rusz od ponad 25 lat. Już po 1989 roku pojawiły się pierwsze propozycje zabudowy otoczenia pałacu, z pomysłem wyburzenia go włącznie. „PeKiN”, jak nazywali go warszawiacy, na 40-lecie miał nawet zostać rozebrany i zwrócony Rosjanom jako nieudany prezent. Na szczęście był to tylko primaaprilisowy żart.

Piszę „na szczęście”, bo jako urodzony w latach 80. warszawiak nie rozumiem postulatu zburzenia Pałacu Kultury. Nie rozumiem go także jako wykształcony historyk. Nie rozumiem go w końcu tak po prostu, na chłopski rozum – wyburzenie PKiN i postawienie na jego miejscu innej budowli pociągnęłoby za sobą gigantyczne koszty. A po co one nam, podatnikom? Minister Morawiecki mówi, że chciałby, żeby ten relikt komunizmu zniknął i żeby powstało w tym miejscu coś nowego. Idąc tym tropem to trzeba by wyburzyć pół Warszawy, której prawie każdy budynek jest przecież obiektem socrealistycznym lub powstał z komunistycznych pieniędzy.

Idźmy zatem za ciosem i przebudujmy Plac Konstytucji z jego masywnymi pomnikami przodowników pracy albo Stare Miasto. Zburzmy też wiele innych reliktów, będących przypomnieniem trudnej i bolesnej historii – ot np. Malbork jako symbol krzyżacko-niemieckiego nacisku na dawnych Polakach. A tak bardziej na poważnie, może usuniemy obóz w Auschwitz-Birkenau? W obu przypadkach nikt nie rzuciłby takiego pomysłu, bo w obu przypadkach wszyscy zgodnie mówimy o ważnych miejscach pamięci, o fragmentach naszej historii.

Pałac Kultury i Nauki w Warszawie Budowa Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie (1954, domena publiczna)

Dwa lata temu, na 60-lecie Pałacu Kultury i Nauki działacze Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie postulowali o zburzenie Pałacu powołując się na fakt, że wiele samorządów gminnych zdecydowało się na rozbiórkę pomników sławiących Armię Czerwoną i jej żołnierzy. Organizacja w odpowiedzi na huczne celebrowanie urodzin Pałacu wzywała władze Warszawy, aby uczciły 60. rocznicę oddania budynku do użytku decyzją o zburzeniu go. Tego architektonicznego monstrum, mającego przypominać Polakom, że są niewolnikami Sowietów.

Oczywiście nie zabrakło wycierania sobie twarzy polską historią. W eter poszedł zatem zapomniany przez wielu Polaków przykład soboru Świętego Aleksandra Newskiego na placu Saskim. Dla przypomnienia – świątynię wzniesiono na polecenie zaborczych władz rosyjskich, by stanowił widoczny symbol carskiego panowania na ziemiach polskich. Władze odrodzonej Rzeczypospolitej nie miały najmniejszych wątpliwości, aby tę budowlę szybko rozebrać, ponieważ jej istnienie uwłaczało powadze niepodległego państwa.

Pałac Kultury i Nauki - co myślą o nim Warszawiacy? [video]

Czytaj dalej...

Sobór podzielił los wielu świątyń prawosławnych w Warszawie wybudowanych w okresie zaborów i rozebranych po odzyskaniu niepodległości. Decyzja rozbiórki spowodowana była jednak silnymi nastrojami antyrosyjskimi i antyprawosławnymi w całym społeczeństwie II Rzeczypospolitej, a nie z powodu jednostkowych opinii. Warto dodać, że ważnym argumentem za rozbiórką soboru było to, że świątynia zajmowała jeden z najważniejszych placów Warszawy, a po opuszczeniu miasta przez urzędników i wojska rosyjskie, tak wielki budynek sakralny nie był już potrzebny wiernym prawosławnym w mieście. Ponadto budowla uległa uszkodzeniu podczas I wojny światowej, a źle przeprowadzone naprawy dodatkowo pogorszyły jej stan. W całej „aferze o burzenie” Pałacu brakuje mi jednak argumentów tego kalibru. Widzę tylko jednostkowe chciejstwo.

Rozumiem, że dla wielu starych warszawiaków może stanowić pamiątkę czasów, których nie chcieliby wspominać. Czasów bolesnych, kiedy komunistyczne władze rozdzieliły, rozerwały wiele rodzin i pognębiły ich przedwojenną harmonię oraz spokój. Górujący posępnie nad Warszawą lat 1955-1989 Pałac, niczym tolkienowska wieża Saurona, mógł przypominać o „Wielkim Bracie”, który może zgnieść Polskę w żelaznym uścisku. Nie bez przyczyny w „Małej apokalipsie” Tadeusza Konwickiego Pałac góruje nad miastem jako posępny symbol komunizmu i dominacji ZSRR nad schorowanym PRL i to właśnie na jego schodach główny bohater ma dokonać samospalenia. W sprawie opinii o Pałacu oliwy do ognia dolewają liczne legendy o rzekomych tajnych schronach przeciwatomowych, ukrytych przejściach i pałacowych salach.

Dziś jednak, dla młodego pokolenia, Pałac nie jest już symbolem zniewolenia. Możemy go lubić lub nie, ale dziś jest funkcjonalnym i dobrze zrobionym budynkiem architektury socrealistycznej, która przecież nie może zostać wymazana z kart historii. Jaka by ona nie była, musi być zapamiętana w każdym aspekcie.

Pałac Kultury i Nauki, w przeciwieństwie do soboru Świętego Aleksandra Newskiego, nie tylko w okresie komunizmu, ale także po jego upadku pełnił i nadal pełni wiele ważnych funkcji społecznych i kulturalnych. To właśnie tutaj mieści się dla wielu osób kultowa wręcz Sala Kongresowa. To właśnie tutaj organizowane są Międzynarodowe Targi Książki, a swoje siedziby ma wiele firm, muzeum Techniki, planetarium, Pałac Młodzieży z pływalnią; tutaj w końcu mieszczą się kina, teatry oraz instytucje naukowe. Zegar na szczycie Pałacu Kultury i Nauki jest drugim pod względem wielkości w Europie, jest także najwyżej umieszczonym zegarem wieżowym na świecie. „PeKiN” to niezaprzeczalny zabytek i symbol Warszawy, oraz obowiązkowe miejsce dla wycieczek, które odwiedzają stolicę.

Pałac Kultury i Nauki w Warszawie Pałac Kultury i Nauki w Warszawie (fot. Adrian Grycuk, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska)

Wpisanie Pałacu Kultury do rejestru zabytków w 2007 roku odnowiło stare spory wśród Polaków, czy PKiN winien być zburzony lub nie i stąd właśnie powracający niczym bumerang temat. Martwi mnie jednak, że pomysł rzucił minister kultury, który o miejsca pamięci powinien dbać i minister rozwoju, który nie powinien narażać kraju na finansowe perturbacje. Nie będę jednak wnikał w motywacje polityczne, które z reguły szukają tematów zastępczych, by przykryć to, co naprawdę mogło wzburzyć wyborców.

Ja osobiście uważam, że Pałac Kultury i Nauki jest nierozerwalnie związany z miejską tkanką Warszawy. To jej serce. Dla mnie Pałac Kultury i Nauki to oczywiście przede wszystkim miejsce spotkań, znak rozpoznawczy Warszawy, bez którego nie wyobrażam sobie mojego miasta. Rozumiem jednak tych, którzy widzą w nim tylko symbol stalinowskiego buta nad Polską. Ale po co od razu burzyć – wystarczy, że ten budynek pozostanie tym, czym jest, czyli symbolem pamięci o komunizmie.

Pałac Kultury i Nauki – czy należy zburzyć słynny PKiN?

Pałac Kultury i Nauki – dla jednych symbol Warszawy, bez którego nie sposób wyobrazić sobie stolicy. Dla innych symbol PRL-u, komunizmu i dominacji Związku Radzieckiego. Jaka jest historia Pałacu znajdującego się przy Placu Defilad? Co myślą o nim warszawiacy? Co zrobić z tą potężną budowlą – zostawić w spokoju, czy może zburzyć? Zapoznajcie się z naszymi artykułami dotyczącymi słynnego „Pekinu”!



Czytaj dalej...

Artykuły publicystyczne w naszym serwisie zawierają osobiste opinie naszych redaktorów i publicystów. Nie przedstawiają one oficjalnego stanowiska redakcji „Histmag.org”. Masz inne zdanie i chcesz się nim podzielić na łamach „Histmag.org”? Wyślij swój tekst na: redakcja@histmag.org. Na każdy pomysł odpowiemy.

Redakcja: Paweł Czechowski

Polecamy e-book Pawła Rzewuskiego „Warszawa — miasto grzechu: Prostytucja w II RP”:

Autor: Paweł Rzewuski
Tytuł: „Warszawa — miasto grzechu: Prostytucja w II RP”

Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]

ISBN: 978-83-934630-6-0

Stron: 109

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

9,9 zł

(e-book)
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Boryna |

Po wielu komentarzach widać, że homosovieticus jest nadal silnie zakorzeniony w umysłach. Zniewolony umysł nie potrafi wyzwolić się z kajdan. Narodzie Polski powstań z kolan! Czas najwyższy usunąć z naszej świadomości ten symbol zniewolenia narodowego.



Odpowiedz

Gość: Riczard |

Jest to temat bardzo trudny. Jedni by chcieli zostawić, inni zburzyć. Tutaj ciekawe przemyślenia: https://zkijemnavardo.blogspot.com/2017/11/wujaszek-przenios-pekin-do-polski.html



Odpowiedz

Gość: xs |

Zrównać z ziemią, wybudować nowoczesny budynek (Pałac Kultury)



Odpowiedz

Gość: AWU |

@Gość: xs
Jeszcze raz ... "zrównanie z ziemią" byłoby głupotą chociażby z finansowego punktu widzenia. Również jak piszą forumowicze poniżej budynek dobrze pełni funkcje kulturalne i użytkowe. Po prostu przebudować. Niewiele osób wie że w miejscu gdzie na wieży dziś są zegary zarezerwowano miejsce na godło "Polskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej" która w zamysle agentury zarządzającej ówcześnie ziemiami polskimi miała się zmaterializować. Mamy genialnych architektów: Liebeskind, Ingarden, Szczęsny, Zawadzki. Można uczynić z tego budynku coś spektakularnego. I nazwać "Wieżą Wolności" czy "Wieżą Solidarności" a najlepiej "Wieżą Reagana" gdyż to najbardziej wkurzyłoby pomysłodawców tego potwora którzy na szczęście już przebywają w piekle:) W obecnej formie po prostu za bardzo cuchnie Moskwą, przechodząc koło PKiN ze studzienek kanalizacyjnych czuć zapach siarki :)



Odpowiedz

Gość: |

Minister Morawiecki niech burzy swoją prywatną własność. To jest własność narodu polskiego. Poza tym ponosić duże koszty rozbiórki tylko po to, żeby zacierać ślady przeszłości to nonsens i zmarnowane pieniądze, chyba że ktoś na tym zarobi, gdy sprzeda atrakcyjne działki w centrum Warszawy. dla mnie historia to fakty i każdy powinien je znać niezależnie czy były dobre, bohaterskie,chlubne czy złe, tragiczne lub wręcz wstydliwe.



Odpowiedz

Przyznam się, że Warszawa nie kojarzy się mi z niczym innym jak tylko z tym Pałacem Kultury.
Gdyby go zabrakło, stolica byłaby dla mnie tylko zbiorowiskiem domów (no i ponurym wspomnieniem o GW i aferach). Bylem uczestnikiem "poświęcenia" tego obiektu podczas Światowego Festiwalu Młodzieży i Studentów. Mimo że byłem przez Dyrekcję LO i władze gminny publicznie ogłoszony jako "agent imperializmu anglo-amerykańskiego" i napiętnowany, delegowano mnie na to "świętowanie". Potem wielokrotnie w rozmaitych wycieczkach, także z okazji pielgrzymek religijnych, odwiedzało się to miejsce, wcale nie myśląc, że to dar Stalina (znaliśmy przecież inną prawdę!). I takim obiektem jest dco dziś! Po co się teraz mścić na nim? Jest po prostu "wieżą Eiffla" Warszawy - innego nie da się zadekretować!



Odpowiedz

Gość: AWU |

@ Atimes
Z tą "wiezą Eiffla Warszawy" to pojechał Pan trochę po bandzie. Nie wiem czy czasem to nie jest obelga zwłaszcza w stosunku do Powstanców Warszawskich?



Odpowiedz

Gość: DW |

Jestem historykiem, a także sympatykiem PiS, ale tu się zdecydowanie nie zgadzam. To część historii. Faktycznie równie dobrze można by zburzyć to, co na ziemiach zachodnich zbudowali Niemcy. Nie mówiąc o Auschwitz. Przecież można zaproponować budowę w tym miejscu symbolicznego cmentarza... Oczywiście nikt rozsądny tego nie proponuje.
Historii nie da się zmienić. Rozumiem, że PRL budzi emocje. Ale jak kiedyś pisano o czasach saskich, a jak teraz? Kiedyś tylko opluwano - ciemnota, zacofanie, pijaństwo itp. Teraz się wyważa plusy i minusy; za Augusta III Sasa blisko 30 lat pokoju, a dzięki temu rozwój gospodarczy i kulturalny (Collegium Nobilium, Biblioteka Załuskich). Ale co mają czasy saskie do PRL? Całkiem dużo. Od 1717 r. obowiązywały gwarancje cesarza Wszechrosji Piotra I zwanego Wielkim dla ustroju Polski. W Polsce stacjonowały wojska rosyjskie. Ergo: Polska była krajem niesuwerennym, uzależnionym od Rosji (jak po II wojnie światowej). Tego uzależnienia nie udało się zrzucić do końca istnienia I Rzeczypospolitej (pomimo kilku prób, jak Konstytucja 3 Maja). Czemu więc ciągle mówimy, że Polska była w niewoli 123 lata (1795-1918), a nie 201 lat (1717-1918)? Z kolei o PRL mówimy, że zmieniła się okupacja niemiecka na sowiecką. A PRL to było jedyne państwo polskie w tym czasie, choć niesuwerenne jak za Sasów i kochanka Katarzyny II Stanisława Antoniego vel Stanisława Augusta Poniatowskiego. Bo przecież Polską nie był Rząd RP w Londynie, pozbawiony praktycznego znaczenia. Większe znaczenie dla Polaków miało Radio Wolna Europa i paryska "Kultura", bo ich niezależny przekaz, choć tępiony przez komunistów, jednak do narodu docierał.



Odpowiedz

Gość: J. |

Odnosząc się do wpisu DW – ja nie jestem zwolennikiem PIS, a szczególnie metod tej partii, którymi posługuje się wprowadzając swoją „dobra zmianę”, ale z ideą (która zapewne ideą niestety pozostanie) wyburzenia Pałacu Kultury imienia Józefa Stalina się zgadzam. Argument, że dla młodego pokolenia to monstrum architektoniczne jest tylko charakterystycznym budynkiem lub, jak to powiedziała mojej córce na lekcji w liceum nauczycielka historii – pewnie też z urodzona w latach 80. – symbolem (sic!) Warszawy, jest sprzeczny z trąbieniem o konieczności zachowywania pomników przeszłości.
Socrealizm był i jest znaczącym okresem w sztuce XX w. jako odmiana stylu totalitarnego. Ale jeśli się chce obejrzeć jego przykłady, to właśnie można się przejść na Plac Konstytucji, na Muranów, zerknąć na dawny Dom Partii czy gmach Ministerstwa Finansów, a socrealistyczne wydanie neobaroku odnaleźć w okolicach ul. Kubusia Puchatka. No i jest jeszcze cała Nowa Huta, etc., etc.
W przypadku Pałacu idzie o co innego – nie dość, że upamiętnia jednego z największych zbrodniarzy w historii ludzkości, jeśli nie największego, to jeszcze w dodatku jest symbolem dominacji państwa, które niewoliło nas przez 40 lat, a którego pogrobowcy ciągle jeszcze sprawują rządy za wschodnią granicą. Odwołam się do pytania Ann Appelbaum – czy gdyby był to pałac imienia Adolfa Hitlera, zbudowany przez nazistowskie Niemcy podczas okupacji, też byście Szanowni Państwo byli za pozostawieniem tego budynku? Mąż wyżej wymienionej, znaczy Radek Sikorski, odnośnie PKIN-u ma też jednoznaczne zdanie, mimo, że jak wiemy PiSu też nie kocha.
Jeśli jest to świadectwo historii, to zdejmijmy blachę, która przykrywa napis informujący o tym, komu jest poświęcony ten „monument”, a jeśli został skuty, to go przywróćmy. Zwracam także uwagę (choć tu nie mam pewności), że Bierut (kolejny bandyta) et consortes mieli do wyboru: pałac lub metro. Wybrali, co wybrali i wyburzyli często jeszcze w dobrym stanie kamienice. A mogliśmy przynajmniej mieć metro. I w ten sposób rzeczywiście mamy do czynienia z pomnikiem nie dość że zbrodniarza, to jeszcze głupoty i to chyba z tego ostatniego powodu jest on tak bliski dużej części naszego społeczeństwa (taką przypowieść Polak sobie kupi…).
Ja, urodzony w końcówce lat 60, odkąd pamiętam, przemykałem tylko przez okolice PKiN-u i tak jest do dziś, tam nic nie ma! Pustki, parking, parczek… i wielki ponury obelisk wbity w kiedyś tętniące życiem serce naszej stolicy. Że są tam instytucje kultury? Przywróćmy przedwojenną siatkę ulic, pozwólmy na wzniesienie budynków, a wierzcie mi, że wszystkie instytucje, które mieszczą się w dzisiejszym pkin-ie się pomieszczą, a kawiarniach, restauracjach i sklepach przy Chmielnej czy Złotej będzie się toczyć normalne życie. Mówiąc szczerze – wolałbym nawet w tym miejscu jakiś micro „central park” z bajorkiem niż to sowiecko/rosyjskie dziadostwo.



Odpowiedz

Gość: |

@ Gość: J. -
Kilka spraw do wyjaśnienia, wynikających z błędnych czy absurdalnych wypowiedzi przedmówcy.
Po pierwsze - metro. Nie wiem, skąd wzięła się alternatywa: albo metro - albo PKiN. Jest faktem, że na początku lat pięćdziesiątych prowadzono w Warszawie zarówno budowę Pałacu, jak i budowę metra. Po kilku latach budowę metra wstrzymano ze względu na trudności, które były nie do pokonania przy ówczesnych możliwościach technicznych. Wiem, bo dojeżdżając do szkoły codziennie widziałem z okien pociągu wylot tunelu metra po stronie praskiej. W tym tunelu metra funkcjonowały przez dziesięciolecia Centralne Piwnice Win Importowanych.
Po drugie - użyte przez J. sformułowanie: "styl totalitarny". Przypomina mi to przeciwstawianie "fizyki aryjskiej" i "fizyki żydowskiej" stosowane w hitlerowskich Niemczech. Ja oceniam budownictwo według tego, jak służy ludziom, a nie - w imię jakiej ideologii było wznoszone. Koleżanka ze studiów mieszkała na MDM-ie. Chwaliła sobie mieszkanie - chociaż metrażowo niewielkie, to funkcjonalnie rozwiązane. Zabudowa socrealistyczna stwarza mieszkańcom znacznie lepsze warunki, niż budownictwo, na miejscu którego stanął Pałac Kultury. To były kamienice czynszowe z podwórkami - studniami, z mieszkaniami, do których przez cały rok ani razu nie zaglądało słońce. To były rozsadniki gruźlicy i krzywicy. I taką zabudowę gość: J. proponuje odtworzyć na miejscu zburzonego Pałacu!
Po trzecie: co może powstać na miejscu PKiN?
Ja też oceniam Pałac według tego, jak służył ludziom, a nie - jaką pełnił funkcję ideologiczną. W Pałacu Kultury i Nauki były trzy teatry (nie wiem, ile jest teraz): Teatr Młodej Warszawy, gdzie oglądałem przedstawienia jako uczeń szkoły podstawowej, oraz Teatr Klasyczny i Teatr Dramatyczny, gdzie oglądałem sztuki z udziałem najlepszych polskich aktorów. Mieściły się tam również instytucje naukowe. Gdy potrzebowałem w indeksie wpis zaliczenia z ekonomii, to z kolegą poszedłem do PKiN, gdzie na którymś piętrze pracował nasz wykładowca. Jestem pewien, że na miejscu zburzonego PKiN powstaną biurowce, hotele, banki, supermarkety, ale nie powstanie w tym miejscu ani jeden teatr, ani cokolwiek z zaplecza polskiej nauki.



Odpowiedz

Gość: Komar |

@ Gość: Powyższą odpowiedź Gościowi: J. napisałem ja, tylko zapomniałem o podpisie. Przepraszam.



Odpowiedz

Gość: J. |

do @Komar

Nie wiele rzeczy mnie tak irytuje jak argumenty w stylu: ja tam chodziłem na zajęcia, ja tam chodziłem po wpis do indeksu, a ja na basen, a ja stamtąd patrzyłem na Warszawę jak miałem 7 lat… Ludzie, sentyment to nie argument dla utrzymania, po pierwsze pustego miejsca w środku stolicy, po drugie znacznika sowiecko/rosyjskiej dominanty (kura nie ptica, Polsza nie zagranica). Oczywiście nie proponuję odbudowy starych kamienic z oryginalnych zagrzybionych cegieł i dodatkowo zainfekowania ich gruźlicą. Nie jestem architektem, ale wyobrażam sobie, że można wprowadzić takie zapisy do planu zagospodarowania przestrzennego, które będą regulować wysokość, wygląd bryły zewnętrznej i przeznaczenie danego budynku. Ale, to jest miasto, niech tam będą ulice. Ktoś nam 50 lat temu zorganizował pustkę w centrum naszej stolicy i my w to nadal brniemy. o do historii o metrze, wklejam za Wikipedią: Włodzimierz T. Kowalski w książce Walka dyplomatyczna o miejsce Polski w Europie: (1939-1945) opisuje kulisy decyzji o wyborze „daru ZSRR dla narodu polskiego”. Stalin miał zaproponować Bierutowi do wyboru: budowę metra w Warszawie, budowę osiedla mieszkaniowego albo Pałacu Kultury i Nauki. Odpowiedź miała być następująca: metro niepotrzebne, a osiedle możemy wybudować sami i tak z wyboru Bolesława Bieruta, na początku lat 50. został wybudowany Pałac Kultury[2].
A co do stylu „totalitarnego w architekturze”, Twoje kpiny Komar są nie na miejscu – terminologia taka obowiązuje w naukach historycznych i nic z tym się nie zrobi. Ok. możemy omijać słowo „totalitarny” i używać w jego miejsce „modernistyczno-klasycyzujący-monumentalizm”, który, tak się złożyło był bardzo lubiany w hitlerowskich Niemczech, stalinowskiej Rosji, a i nam wykwitł (zupełnie niespodziewanie w latach 30., prawda?) w postaci gmachu Muzeum Narodowego w Warszawie proj. Tołwińskiego i Dygata. I zupełnie przez przypadek dziedziniec MNW zagrał w filmie „Europa, Europa” A. Holland… i trudno nawet powiedzieć, że ów dziedziniec tylko naśladował architekturę, którą produkował pan Speer.
O sancta simplicitas… No nie mogę, nie ruszajcie mojego pałacu im. Józefa Wisarionowicza Stalina, bo ja tam chodziłem po wpis do indeksu, albo do teatru, albo do kina… A ja, w latach 80., umawiałem się „pod czterech śpiących” ze swoją narzeczoną!!! I co ja teraz biedny zrobię Większą startą było wyburzenia kina Skarpa czy Uniwersamu, niż byłaby rozbiórka PKiN i przywrócenie Warszawie jej żywego centrum.



Odpowiedz

Gość: Komar |

@ Gość: J. -
Jeśli przywoływałem tu wydarzenia z przeszłości, to nie dlatego, aby wracać do sentymentalnych wspomnień, ale by podać przykłady na moją tezę: że przez te 60 lat PKiN funkcjonował z pożytkiem dla ludzi; że nie był pomnikiem czy piramidą, nie służył tylko - czy przede wszystkim do oglądania, ale służył mieszkańcom Warszawy i okolic. Zdaje się, że ten użytkowy charakter PKiN jest całkowicie pomijany przez zwolenników jego zburzenia. Ja nie sprzeciwiam się bezwarunkowo zburzeniu pałacu. Ja boję się, że Ja boję się, że funkcje użytkowe, które pełnił i dotąd pełni pałac - po jego zburzeniu nie będą realizowane. Bo - jak już pisałem - na jego miejscu powstaną banki i galerie handlowe, ale w miejsce zburzonych teatrów nie powstaną nowe teatry. Otóż zwolennicy zburzenia PKiN kierują się wyłącznie ideologicznymi fobiami i za nic mają użytkowe funkcje pałacu.
Co do metra: ja nie wątpię, że prof. Kowalski tak właśnie napisał w swojej książce. Ale czy on napisał prawdę? Ja napisałem to, co widziałem na własne oczy: na początku lat '50 metro było naprawdę budowane. Niemożliwe, żeby ta budowa metra trwała wbrew woli Bieruta. I powodem, że tej budowy nie ukończono, nie była decyzja Bieruta motywowana politycznie czy ideologicznie. Powodem były trudności techniczne nie do przezwyciężenia w ówczesnych warunkach.
Co do architektury: jeśli ze stylu Muzeum Narodowego w Warszawie ma wynikać, że II Rzeczpospolita była państwem totalitarnym...
Od pół wieku mieszkam w mieście, w którym jest kilka osiedli zbudowanych w czasie, gdy tymi terenami władały hitlerowskie Niemcy. Budynki na tych osiedlach mają swój charakterystyczny, łatwo rozpoznawalny styl. I podobne osiedla są w miastach na obszarze od Oświęcimia do Polic. Antykomunistów gryzą w oczy socrealistyczne osiedle warszawskiego MDM czy nieszczęsnej ulicy Kubusia Puchatka, osiedla Nowej Huty czy Nowych Tychów, ale zupełnie nie przeszkadzają im te pohitlerowskie osiedla.



Odpowiedz

Gość: |

@ Gość: Komar
Panie Komar przed Nową Hutą była "Dzielnica Rządowa" w stolicy GG Krakowie, z której założeń architektoniczno urbanistycznych czerpali zresztą budowniczowie Nowej Huty. W odróżnieniu podczas budowy "dzielnicy rządowej" wiele polskich firm budowlanych zarobiło mega pieniądze, jako iż Niemcy ze wzgledu na brak siły roboczej która służyła na froncie zlecali wykonawstwo wielkich projektów jak w.w. czy przebudowa Alei Trzech Wieszczy czy budowa pasa startowego na lotnisku Kraków - Rakowice firmom polskim. I za zlecenia uczciwie płacili? Na budowie Nowej Huty która była zbrodniczą ideą mającą na celu zgnojenie historyczną stolicę Polski i miasto którego duch zaprzeczał wszystkiemu co Rosjanie do Polski przynieśli raczej nikt nie zarobił?



Odpowiedz

Gość: J. |

Odniosę się jeszcze tylko do czterech ostatnich linijek p. Komara.
Po pierwsze, nie jestem historykiem, jestem sztuki historykiem. Jednak historią siłą rzeczy się interesuję, wszak sztuka nie powstaje w próżni. Architektura także. Czy Polska była przed wojną państwem totalitarnym i czy architektura Muzeum Nar. w Wawie jest na to dowodem? Otóż w moim przekonaniu gmach MNW jest dowodem nie tyle na jednoznaczną totalitarność systemu władzy w Polsce po zamachu majowym, a potem po śmierci Marszałka, ile dowodem na pewne fascynacje obozu sprawującego wtedy władzę, na które odpowiadali artyści – architekci.. Swoją drogą – czy Polska przed 1939 nie dryfowała w stronę jednak (o matko, zaraz to napisze i się zacznie…) jakby tego, no, faszyzmu…? (nie mylić u podstaw z nazizmem). Jeśli, jako historyk sztuki się mylę, proszę historyka par excellence o poprawienie

Po drugie, jeśli piszesz Komarze: antykomunistów gryzą w oczy…, pojawia się pytanie o to czy Ty nie jesteś antykomunistą. Bo ja jestem, podobnie jak jestem antynazistą. Czy człowiek żyjący w kraju, w którym zbrodni dokonywali przedstawiciele tych obu systemów (oczywiście, jedni bardziej intensywnie, drudzy mniej. Jednak zbrodnia jest zbrodnią.), choć trochę rozumiejący historię, może mieć inne poglądy? Niektórzy szacują liczbę ofiar komunizmu na całym świecie od. ok. 1917 do dziś (Korea płn.) na ok. 100.000.000 Czy to jest za mało, aby być antykomunistą? II wś pochłonęła ok. 60.000.000…..

Po trzecie, nigdzie nie napisałem, że „gryzie” mnie w oczy architektura MDM, Muranowa, czy osiedla przy ul. Puchatka wręcz odwrotnie – podaje te realizacje jako przykłady socu, które są zupełnie wystarczające jeśli chodzi o prezentację tego „stylu” w Wawie.

Osiedla pozostawione przez nazistowskich niemieckich okupantów – czy którekolwiek z nich nosi czy nosiło im. Adolfa Hitlera?

Kończąc, moim zdaniem nie ma żadnych rozsądnych argumentów, aby pozostawić PKiN w sercu Warszawy. Nawet ekonomicznych – wpuszczenie tam normalnego życia (tak p. Komar, z zastrzeżeniem, że będą tam teatry i inne instytucje kultury czy siedziby tow. Naukowych) przyniesie w perspektywie czasu znacznie większe korzyści niż utrzymywanie tego truchła i pustych przestrzeni wokół niego.
A symbolem Warszawy jest, do jasnej Anielki!, Syrenka, Kolumna Zygmunta, Starówka, czy chociażby BAZYLISZEK!

Kończę, jeśli nie przekonałem, trudno.



Odpowiedz

Gość: Komar |

@ Gość: J. -
zostałem wywołany do tablicy tekstem: " pojawia się pytanie o to czy Ty nie jesteś antykomunistą.".
Otóż muszę powiedzieć, że ja nie jestem antykomunistą. Nie jestem też (i nie byłem) komunistą. Ja wyróżniam w polskim społeczeństwie trzy grupy" pierwsza grupa - to komuniści. Druga grupa - to antykomuniści. I jeszcze trzecia, do której ja się zaliczam - to ci normalni, którym nie odbiło na tle ideologicznym.



Odpowiedz

Gość: Komar |

@ Gość: J. napisał:
"Osiedla pozostawione przez nazistowskich niemieckich okupantów – czy którekolwiek z nich nosi czy nosiło im. Adolfa Hitlera? "
Bardzo trafne pytanie. I w odpowiedzi kapitalny przykład.
W ostatnich latach przed wojną Niemcy budowali Kanał Gliwicki, łączący Górnośląski Okręg Przemysłowy z Odrą. Uroczystego oddania kanału do użytku dokonał doktor Józef Goebbels. Oficjalnie ten kanał nazywał się: Adolf-Hitler-Kanal. Oczywiście nazwa obowiązywała do roku 1945. Po wojnie nikomu z polskich komunistów rządzących Polską nie przyszło do głowy, aby ten kanał zasypać ze względu na jego trefną nazwę. W czasach Polski Ludowej ten kanał był zachowany (właśnie ze względu na jego walory użytkowe), konserwowany oraz intensywnie eksploatowany. Kanał zaczął umierać po roku 1989, po dojściu antykomunistów do władzy. Chociaż nie wiązałbym zarzynania kanału z jego niemieckim rodowodem czy jego hitlerowską nazwą. Po prostu: w nowych warunkach stracił swoją użyteczność.



Odpowiedz

Gość: AWU |

@ Gość: Komar
Panie Komar znów wpadka? Ogólnie znany jest stopień zainteresowania jaki komuniści przejawili w utrzymaniu infrastruktury żeglugi śródlądowej zwłaszcza tej doskonałej odziedziczonej po Niemcach. Rzeki których utrzymania regulacji nie poświęcono nawet złotówki przez 45 lat? Miło słyszeć iż obecny rząd głośno się wypowiada na temat przywrócenia tej branży transportu należytego znaczenia również w kontekście ograniczenia emisji CO2....



Odpowiedz

Gość: |

@ Gość: AWU - czyja wpadka? Na pewno nie moja, tylko tych, którzy zaprzeczają faktom, bo "ogólnie znana" oficjalna propaganda twierdzi inaczej. Podobnie jak z metrem, które w ogóle nie było budowane, a którego część praską sam widziałem. Tak samo na własne oczy widziałem pogłębiarki na Wiśle w rejonie Warszawy, a także prace konserwacyjne i remontowe na Kanale Gliwickim, niedaleko którego mieszkam od kilkudziesięciu lat. "obecny rząd głośno się wypowiada na temat przywrócenia tej branży transportu należytego znaczenia" - od wypowiedzi jeszcze niczego nie przybyło, najwyżej głosów w wyborach. W ostatnim ćwierćwieczu transport zamarł nie dlatego, że drogi wodne były zapuszczone. Po roku 1989 transport wodny (podobnie jak kolejowy) stał się nieopłacalny ze względów ekonomicznych i dlatego remonty dróg wodnych stały się bezcelowe. Nie było dla kogo ich przeprowadzać. Kilka tygodni temu widziałem port w Gliwicach. W ostatnich latach nabrzeża portowe zostały zabudowane obiektami nie mającymi nic wspólnego z gospodarką wodną. Przywrócenie roli portu gliwickiego wymagałoby wyburzenia tych nowo wzniesionych obiektów. No ale "ogólnie wiadomo" i "rząd się wypowiada".



Odpowiedz
Marcin Sałański

Historyk, dziennikarz prasowy i telewizyjny, wieloletni współpracownik Histmag.org, autor popularnych e-booków. Współpracował m.in. z portalem Historia i Media, Wydawnictwem Bellona i Muzeum Niepodległości w Warszawie. Był również członkiem redakcji kwartalnika „Teka Historyka”. Interesuje się historią średniowiecza, dziejami gospodarczymi, popularyzacją historii i rekonstrukcją historyczną.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org