Opublikowano
2014-03-19 18:03
Licencja
Prawa zastrzeżone

Więźniarki z Ravensbrück - piekło żeńskiego obozu koncentracyjnego

Jak wyglądały warunki w żeńskich obozach koncentracyjnych? Były lżejsze, czy też kobiece odpowiedniki strażników Auschwitz i Buchenwaldu wyróżniały się jeszcze większym okrucieństwem?


Strony:
1 2 3 4 5 6 7 8

Czerwiec 1944

Zapowiada się upalny dzień. Wczorajsze słońce oczyściło czarny piach obozowej ulicy z wielkich kałuż po długotrwałych deszczach. Stoimy w długich szeregach ustawione na apel, a lekki powiew wiatru przynosi od sosnowych lasów czysty zapach żywicy. W krematorium rozpalają dopiero po południu. Sam lagerführer1 dba o sprawne spalanie, bo chodzi o to, by w ciągu nocy rozwiał się słodkawy odór z komina. Pofałdowane okolice między Hawelą a Wkrą2 są podobno niezwykle urokliwe, ciche i rozległe. My ich nie widzimy. Błotniaki i rybołowy krążą nad pobliskim jeziorem Schwedt. Jeziora też nie widzimy, ale dobiegają nas krzyki drapieżnych ptaków. Dla nas widok kończy się na zwieńczonym drutami pod wysokim napięciem murze, który otacza potężny obóz kobiecy. Ponad 100 tysięcy uwięzionych kobiet. A codziennie dochodzą nowe transporty.

Rzeka Wkra (fot. Krzysztof Dudzik, udostępniono na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa–na tych samych warunkach 3.0 niezlokalizowana)

Stoimy niedbale, naznaczone zmęczeniem, które wykracza daleko poza stan fizyczny. Stare, młode, wiele chorych, kilka w powolnym umieraniu. Im jest szczególnie ciężko. Dopóki tli się w nich jeszcze iskierka życia, muszą się ustawiać i stać wraz z innymi na baczność; jeśli upadną, spuszczą na nie psy. Stoją więc wyprostowane, aż syrena ogłosi koniec apelu. Tłum pozostałych ustawia się już w szeregu po przydział pracy, one zaś cicho osuwają się nieżywe na ziemię i zostaną uprzątnięte przed nocą.

Wzdłuż obozowej ulicy stoi zwężający się w perspektywie ogromny szereg kobiecych sylwetek w szaro-niebieskie pasy, niczym stado bydła, które czeka na przeliczenie. Poranna mgła otacza ogolone głowy niebieskawą woalką. Stoimy tak od czterech godzin. Już prawie piąta. Światło zwiastującej słońce zorzy porannej uwypukla uszkodzone miejsca w pokrytych papą dachach baraków. Myślę, iż moje zmęczenie bierze się pewnie z tego, że znowu nie mogłam spać. A może jednak spałam? Tak dokładnie nie wiadomo; poczucie tego, co rzeczywiste lub nierzeczywiste, o niczym tu nie świadczy.

Nachmann, nasza blokowa, z narastającym podenerwowaniem krąży wokół nas jak czujny pies pasterski; wpycha do szeregu stojące nieco z boku, znowu złości się na brak dyscypliny wśród podległych jej więźniarek. Liliowy trójkąt3 na rękawie identyfikuje ją jako
„badaczkę Biblii”. Dosłowna interpretacja Pisma Świętego oraz nakaz służenia i bezwzględnego posłuszeństwa władzy zwierzchniej ściąga na nią pogardę niejednej działaczki ruchu oporu.

-Precz z łapami – mówi Petzold, tramwajarka, aresztowana za przyjazne uczucia wobec poszukiwanego komunisty – albo zaraz oberwiesz, kanalio.
Obok mnie odzywa się Lisa:
-Znowu nie załapałam się na kawę. Ten ścisk w przejściach co rano. Ledwo się dopchasz, zaraz trzeba się ustawiać na apel i odchodzisz z pustymi rękami.
-Możesz się obyć bez tych pomyj.
-Ale przynajmniej masz coś w żołądku. Nawet jeśli to tylko pomyje.

Dzieci z Hitlerjugend na ćwiczeniach (autor nieznany, udostępniono na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Germany) Lisa pochodzi z północy Niemiec, jest nauczycielką szkoły podstawowej. Na lekcji z historii najnowszej zabrakło jej – a w każdym razie tak uważały dzieci z Hitlerjugend z jej klasy – koniecznego entuzjazmu wobec błyskawicznych zwycięstw Wehrmachtu. Dzieci doniosły rodzicom, rodzice donieśli gauleiterowi. Gestapo zabrało Lisę prosto z klasy, w czasie lekcji. Na rękawie ma czarny winkiel; uznali ją za „element asocjalny”.

Ze strapienia z powodu utraconej porannej kawy wyrywa ją Stéphane, w za długiej sukni przewiązanej sznurkiem na biodrach, która chce się dowiedzieć, czy nie ma nowych wieści o sytuacji na froncie, bo Lisa przyjaźni się z tą Nowaczek ze szrajbsztuby, która co rano czyta dziennik „Völkischer Beobachter”, zanim przekaże go szefom. Stéphane, dawniej właścicielka sklepu kolonialnego w Rouen, jest zaprzysięgłą antyfaszystką. Oznajmiła to też tamtemu uprzejmemu panu, który pewnego przedpołudnia chciał kupić ćwiartkę salami, a ona fatalnie pomyliła się co do jego prawdziwej tożsamości, myśląc, że ma przed sobą patriotycznie nastawionego rodaka. Nie należy wyciągać wniosków z powierzchownych wrażeń czy nawet czyjegoś sposobu mówienia; ów uprzejmy pan, obdarzony fizjonomią swej matki pochodzącej z południowej Francji, okazał się Niemcem i świadomym obowiązków obywatelem swej ojczyzny. To wystarczyło.

Lisa odpowiada, że nie słyszała żadnych nowości od momentu, kiedy to przed tygodniem alianci wylądowali w Normandii.
–Równać szereg, równać szereg – wrzeszczy tymczasem Nachmann – głuche jesteście, czy co?
–Czego się spodziewacie? Ledwo zajęli francuskie wybrzeże i już mieliby stać przed bramą obozu. Przyjdą tu, przyjdą, tylko poczekajcie.
To Emma, żona rzeźnika z Aschaffenburga. Polityka jej nie interesuje. Swego czasu rozniosło się, że na czarny winkiel zarobiła sobie nielegalnym świniobiciem, co zresztą wywołało falę niepohamowanej wesołości. To był dobry dowcip, znakomity dowcip, wszystkim się spodobał i wszystkie go powtarzały. Śmiech pomaga przeżyć.
Odwraca się do nas Suzi, ledwie piętnastoletnia uczennica z Utrechtu, aresztowana jako córka i siostra działaczy holenderskiego podziemia.
–Jeśli doczekamy – mówi ze spokojem. W jej głosie pobrzmiewa jeszcze dziecięcy tembr.
–A dlaczego miałybyśmy nie doczekać?
–Mówi się, że Niemcy zbombardują obóz, żeby zatrzeć ślady.
–Tego by można się po nich spodziewać – przytakuje Stéphane.
Inne milczą. Nie ma co komentować. To prosta i nieodparta logika. Rozglądam się za Nierozłączkami. Stoją całkiem z przodu. Znowu musiały zamarudzić przy wychodzeniu z baraku, a teraz stoją w środku pierwszego rzędu, by tak rzec, jak na patelni. Niedobrze. Z przodu narażonym się jest na bezlitosne spojrzenia aufzejerek. Claire, podstarzała artystka kabaretowa, i jej ukochana, cherlawa Cilly, obie z Berlina, już czysto zewnętrznie dostarczają personelowi wartowniczemu niejednego pretekstu do agresji. Mają pecha, jeśli dzisiaj apel będzie odbierać Bergmann4 . Bergmann nie znosi lesbijek i wyczuwa je na kilometr. W drodze do obozu los związał mnie z Lisą, Stéphane, Emmą, Suzi i Nierozłączkami. Spotkałyśmy się w jednym z etapowych więzień. Siedem nocy bombardowań za zmieniającymi się kratami dało każdej z nas okazję do szczegółowej opowieści o swym dotychczasowym życiu i okolicznościach aresztowania. Od tego czasu tworzymy paczkę. Bez osobistych kontaktów giniesz w tłumie. Jesteśmy teraz w obozie prawie sześć miesięcy. Czy to krótko? Czy to długo? Któż byłby to w stanie ocenić w miejscu, gdzie nawet najmniejsze jednostki czasu zastygają w wieczność. Pewne jest tylko to, że przybyłyśmy o całe lata za późno, dowodzą tego nasze pięciocyfrowe numery na rękawach. Już dawno rozdzielone zostały wszystkie w miarę dobre stanowiska, a uprzywilejowane miejsca mocno trzymają w rękach „stare” więźniarki. Zgodnie z obozowym porządkiem kobiety przybyłe po 1943 roku podczas przydzielania prac każdego poranka traktowane są jako verfügbare, „dyspozycyjne”. Jesteśmy pariasami, jesteśmy ostatnie z ostatnich w obozowej hierarchii.

Powyższy tekst pochodzi z książki Anji Lundholm pt.: „Wrota piekieł. Ravensbrück”

Autor: Anja Lundholm
Tytuł: „Wrota piekieł. Ravensbrück”
Seria: „Świadectwa. Niemcy XX wiek”
Tytuł oryginału: Das Höllentor
Tłumaczenie z języka niemieckiego: Ewa Czerwiakowska
Koordynacja i redakcja: Hanna Antos
Warszawa 2014, wydanie I
miękka oprawa – 315 stron
Wydawca: Ośrodek KARTA
Premiera 19 lutego 2014
Cena: 39 zł
Kup na stronie Wydawcy!

Przypisy:

1 Fritz Suhren (1908–1950) – komendant obozu koncentracyjnego dla kobiet w Ravensbrück; po wojnie ukrywał się w Niemczech, został aresztowany przez alianckie władze okupacyjne i skazany przez francuski sąd wojskowy na karę śmierci.

2 (Niem.) Uecker, Ucker: rzeka w północno-wschodnich Niemczech.

3 Trójkąty (winkle) odpowiadały wprowadzonym przez nazistów kategoriom więźniów obozów koncentracyjnych: czerwone oznaczały więźniów politycznych, zielone – pospolitych przestępców, czarne – „asocjalnych”, Sinti i Romów, różowe – homoseksualistów, liliowe – świadków Jehowy; żydowscy więźniowie otrzymywali kombinację dwóch trójkątów (co najmniej jeden był żółty), tworzących „gwiazdę Dawida”.

4 Erika Bergmann (1915–1996) – nadzorczyni w obozie koncentracyjnym Ravensbrück; w 1955 roku skazana w NRD na dożywotnie więzienie, zwolniona w 1991 roku.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3 4 5 6 7 8
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Magdalena |

Moja ciocia na krótko przed wojną wyszła za mąż za Zyda, potem zostali aresztowani, męża zabito, a ciocia trafiła do Rawvensbruk. Nazywała się Janina Krajter (z domu Kozioł). Obóz przeżyła, ale pamiętam jak opowiadała mi, ze połykała obrączkę by ją zachować, albo jak na apelu co dziesiątą kobietę rozstrzeliwano, a ona raz była 9-ta i bardzo się bała. Mimo tego była bardzo wesoła i rodzinna, ale sporo piła alkoholu i w latach 60-tych zmarła.



Odpowiedz

Gość: turysta |

Witam. Co roku jestem w Bośni. Odnajduję tam dokumenty legitymacje obozowe. Aktualnie szukam Franziski Guse nr obozowy Ravensbrűck 425. Moze ktos coś wie?



Odpowiedz

Gość: aleks |

wartym macie 1oo procentowa racje, nie wolno zapominac ze hitlerowskie niemcy zbudowal miedzynarodowy kapitalizm z usa na czele taka jest prawda!



Odpowiedz

Gość: Ryszard |

Moj dziadek nazwisko Poraj-Koźminski byl w Oświecimiu (sondercomando),udalo mu sie przezyc oboz i po wyzwoleniu spacerowal uliczkami Czestochowy gdy na schodach gmachu sądu rozpoznal twarz jednego z oprawcow.Swiadkiem tego byla moja babcia ktorej dziadek nakazal natychmiastowy powrot do domu.On natomiast poszedl za tym bandziorem w nieznanym kierunku.Po tygodniu w gazecie "Życie Częstochowy" opublikowano artykuł w ktorym bylo opisane ze znaleziono zwloki postrzelonego czlowieka w jego posiadlosci,owy czlowiek okazal sie byc zbrodniarzem w Oświecimskim obozie zaglady.Strzal zostal oddany ze sporej odleglosci co swiadczylo o profesjonalizmie.Po kilku latach moj dziedek (przyp.Poraj-Koźminski) zostal osobistym ochroniarzem Jana Pawla II,dzieki czemu zdobyl paszport ktory dawal mu mozliwosci przemieszczania sie po wiekszosci krajow za granicą.Mala wzmianaka,choc nie wiem w ktorych latach to bylo ale siedzial w jednej celi z Rakowieckim.Po kilku latach bycia osobistym ochroniarzem Jana Pawla II dziadek zrezygnowal z posady i posiadajac nadal wspomniany paszport zaczal podrozowac po swiecie,byly to nieregularne wyjazdy 2-3razy do roku i wiemy (mam na mysli rodzine) ze byla to Sycylia.Stal sie w krotkim czasie bardzo majętnym czlowiekiem,wiele posiadlosci,konta w bankach Szwajcarskich i kolekcja mercedesow (tak,kolekcja tych prawdziwych pojazdow),jednak zmarl a jego mienie przejął kosciol,sprawe o odzyskanie mienia ktora trwala latami niestety przegralismy ale to tylko drobna wzmianka,natomiast wracajac do tematu,po smierci dziadka okazalo sie ze byl szpiegiem oraz platnym "likwidatorem".Są pewne szczegoly o ktorych nie bede tu pisal,jednak uwazam a nawet jestem przekonany ze cokolwiek nie robil to dzialal w slusznej sprawie.



Odpowiedz

Gość: danwar1979 |

@Ryszard Masz powody być dumnym ze swojego dziadka. Bohater, który robił co należało. Cześć Jego pamięci! Wieczna pogarda zbrodniarzom!



Odpowiedz

Gość: iza |

Moja babcia przeżyła obóz Ravensbruck teraz niestety już nie żyje ale wiem,że pracowała na halach siemensa. I powiem szczerze,że ona chyba wybaczyła Niemcom tę zbrodnię . Jako dzieci podpytywaliśmy ją troszkę o ten obóz to zawsze mówiła było minęło i cieplutko się do nas uśmiechała :)



Odpowiedz

Gość: christine |

@Gość: moja mama trafila do rawensbruck po ewakuacji obozu w Auszwitz, na szczescie byl to juz koniec wojny czesc ich pamieci!



Odpowiedz

Gość: kasia |

@ Gość: Gość: iza

Moja prababcia nie przezyla obozu. Ostatni list do rodziny grudzien 1942roku, ale nigdzie nie figuruje a jest spora lista wiezniarek tutaj
http://www.stankiewicze.com/ravensbruck/ moze ktos zna inny kontakt aby odnalez date smierci prababci?Kasia



Odpowiedz
Anja Lundholm

Właściwie Helga Erdtmann, urodziła się 28 kwietnia 1918 w Düsseldorfie. Członkini ruchu oporu, zadenuncjowana przez swojego ojca, członka SS. Autorka 14 książek, w większości opartych na jej biografii, nominowana do literackiej Nagrody Nobla. Zmarła 5 sierpnia 2007 we Frankfurcie nad Menem

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org