Opublikowano
2015-01-30 13:15
Licencja
Wolna licencja

Wilhelm Gustloff: Katastrofa, jakiej nie widział świat

(strona 3)

Niektórzy mówią, że była to największa katastrofa morska w historii. Liczba ofiar jest tak duża, że blednie przy niej zatonięcie Titanica. O losie Wilhelma Gustloffa, niemieckiego statku zatopionego w styczniu 1945 roku opowiadają szwedzki pisarz, a także polski naukowiec i nurek, który w latach siedemdziesiątych eksplorował wrak dawnego wycieczkowca…


Strony:
1 2 3

Rozpętuje się piekło

Ranni niemieccy żołnierze wyładowywani z Gustloffa w Kilonii, 1940 r. (fot. Augst, ze zbiorów Bundesarchiv, Bild 183-L05763, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Niemcy). Na pokład trafiło mnóstwo cywili, ale byli też marynarze, kobiety z pomocniczego korpusu Kriegsmarine, ranni żołnierze Wehrmachtu, a nawet gestapowcy.

30 stycznia 1945 roku statek wypłynął w morze. Jak mówił szwedzki historyk, początkowo miały go ochraniać dwie jednostki morskie, ale jeden z okrętów miał problemy z silnikiem. Gustloffa eskortował więc tylko pojedynczy torpedowiec. - _Niedługo po tym jak «Gustloff» wyszedł w morze, w jego stronę wyruszył inny statek z uchodźcami. Było tam około 600 osób, którzy chcieli dostać się na pokład większej jednostki. Ludzie krzyczeli: „Zabierzcie nas!”. _Gustloffa zatrzymano, kilkaset osób wciągnięto na pokład – opisywał Wetterholm.

Jeszcze tej samej nocy były niemiecki wycieczkowiec (w styczniu 1945 roku zaciemniony i konwojowany) został zaatakowany przez radziecką łódź podwodną. Wystarczyło kilka torped i nieco ponad godzina, by dwustumetrowy kolos zniknął pod powierzchnią wody.

To była zimna noc. Według niektórych relacji, które zebrał Wetterholm, już podczas rejsu zdarzało się, że na pokładzie zamarzali ludzie. Kiedy Gustloff został trafiony, a tysiące osób znalazło się w lodowatej wodzie, wystarczyły minuty, by morze zaroiło się od trupów. - Temperatura wody około 4 stopnie, temperatura powietrza minus 18 stopni. Wiał lodowaty wiatr, padał śnieg. To były straszne warunki – opisywał.

Ludzie ginęli nie tylko w lodowatej wodzie. Kilkaset kobiet ze służby pomocniczej, które na początku rejsu skierowano do pomieszczenia z osuszonym już basenem, zginęły niemal od razu – natychmiast wdarła się tam woda i nie można było się stamtąd już wydostać. Inny świadek, który rozmawiał ze szwedzkim historykiem przypomina sobie dźwięk zamykanych grobli i jego rozpaczliwy bieg, by zdążyć zanim zostanie odcięty od górnego pokładu. Jemu się udało, innym...

Notabene, mężczyzna ten chwilę wcześniej, zanim statek trafiła pierwsza torpeda, czytał w swojej kajucie książkę... „Tragedia Titanica”.

Ciężko ranni żołnierze Wehrmachtu nie mieli szans na ucieczkę. Podobnie jak osłabione porodem matki, których dzieci zostały urodzone już na statku (jako miejsce urodzenia, w dokumentach zapisywano im aktualne położenie Gustloffa).

Niemcy od razu zorganizowali akcję ratunkową. Według różnych szacunków, uratowało się ponad 1000 pasażerów nieszczęsnego rejsu.

Jak to wszystko ogarnąć?

Wetterholm w swoim wykładzie skupił się głównie na Gustloffie, ale przypominał także o losie innych niemieckich zatopionych pod koniec wojny statków, które przewoziły uchodźców, a czasem nawet jak w przypadku „Cap Arcony” - więźniów hitlerowskich obozów koncentracyjnych. Opowiadał też pokrótce o Aleksandrze Marinesko, radzieckim dowódcy okrętu podwodnego, który zatopił Gustloffa.

Pytanie, które wciąż pozostaje aktualne, brzmi: jak traktować tamto wydarzenie w kontekście bestialskiego zachowania Niemców w czasie wojny? Dla wielu współczucie dla ofiar Gustloffa jest czymś oczywistym, ale dla kogoś, kto doświadczył realnych krzywd od Niemców takie oczywiste już wcale być nie musi.

Martin Schibli, kurator, krytyk i wykładowca mieszkający w Szwecji, jeden z współorganizatorów prezentowanej obecnie w Gdańsku wystawy „Po prawdże to piękny sztatek beł”, gdzie artyści z Niemiec, Polski, Rosji i Szwecji nawiązują do tragicznych wydarzeń na Bałtyku z końca wojny, mówi:

- Nadal, po ponad sześćdziesięciu latach od tamtych wydarzeń, ten trudny temat nie poddaje się łatwo dyskusji. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy może być sam moment historyczny, w którym rozegrała się tragedia, czyli końcowa faza II wojny światowej, podczas której miliony ludzi straciły życie. Natomiast pokrzywdzonymi na statkach byli prawie wyłącznie Niemcy, którzy wedle czarno-białej propagandy nie mogli być przedstawiani jako ofiary.

Awantura o tablicę

Czytaj dalej...

- Zatopienie «Wilhelma Gustloffa» oraz pozostałych jednostek wiąże się z odmiennymi znaczeniami i konsekwencjami w Niemczech, Polsce, Rosji oraz w Szwecji, które w dużej mierze są nieprzystawalne. Może więc, zamiast podejmować próby wydobycia statków na powierzchnię i w ten sposób przywoływać pamięć o wojnie, lepiej byłoby pozostawić je na dnie morza. Z drugiej zaś strony, pozostając nietknięte na swoim miejscu funkcjonują jako mity przeszłości w pamięci zbiorowej, niczym ukryte memento mori o potężnej historycznej sile wyrazu – uważa Schibli.

Jak przypominają autorzy wystawy (w jej ramach swój wykład zaprezentował Wetterholm) w ostatnich miesiącach drugiej wojny światowej ewakuowano niemieckich uchodźców z portów Prus Wschodnich: Memel (Kłajpeda), Königsberg (Królewiec), Gotenhafen (Gdynia). Akcję opatrzono kryptonimem „Operacja Hannibal”. Niektóre ze statków transportujących uchodźców nigdy nie dotarły do portów docelowych. Szacuje się, że w jednostkach zatopionych w następstwie ataków powietrznych i torpedowych zginęło ok. 40 tysięcy osób, w większości cywilów, dzieci i kobiet.

Redakcja: Michał Przeperski
Tekst opublikowano pierwotnie: 30.01.2014 r.

Polecamy e-book: „Polowanie na stalowe słonie. Karabiny przeciwpancerne 1917 – 1945”

Autor: Łukasz Męczykowski
Tytuł: „Polowanie na stalowe słonie. Karabiny przeciwpancerne 1917 – 1945”

Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]

ISBN: 978-83-934630-9-1

Stron: 123

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

7,9 zł

(e-book)

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.
Spodobał Ci się nasz materiał? Zapisz się do naszego newslettera!
Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Na nowo pisana historia |

Granie na uczuciach ludzkich (rodząca nazistka), podczas gdy naziści strzelali do bezbronnych marynarzy zatapianych statków. Kim zresztą są owi naziści ? Ja wiem, że takiego narodu nie było. Niemcy którzy wywołali co najmniej trzy wielkie wojny i TYLKO Niemcy, a teraz opowiada się bajki o jakichś "nazistach - kosmitach".



Odpowiedz

Gość: w_miarę_obiektywny |

@ Gość: Na nowo pisana historia "Strzelali do bezbronnych marynarzy zatapianych statków" - kiedy niby?



Odpowiedz

Wnikając w dziej czlowieka, jakie jawią się w genealogii genetycznej , oto fragment:
http://www.tropie.tarnow.opoka.org.pl/Dlaczego-wybieram-Polske.pdf

widzę, że są to dzieje społeczeństw, które kochają "święty spokój" i ich krwawych liderów, którzy je zdominowali, albo których sobie mniej lub bardziej demokratycznie wybrali.
Ci LIDERZY, te tzw. zgniłe ELITY (którym ci świętospokojni przyklaskuj) - to nieszczęście narodów i ich historii!



Odpowiedz

Gość: żyt |

i tak mieli lepiej nikt ich nie głodził , nie bił,zatonęli i spokój a my co ? szwabom należało sie o wiele więcej atrakcji niż ten statek



Odpowiedz

Gość: Radek |

Nie okręt ale statek. Te dwa słowka nie są wymienne.



Odpowiedz

Gość: stary wrak |

Każdy okręt jest statkiem, ale nie każdy statek jest okrętem. TO jest istotna różnica - okręt to pewien rodzaj wyróżnienia. Gustloff okrętem nie był NIGDY, nawet w planach. Pozdrawiam JA



Odpowiedz

Gość: Krzysiek |

@ Gość: stary wrak napisałeś że Gustloff nie był NIGDY okętem. I tutaj się z Tobą nie zgodzę. W planach rzeczywiście był to ststek pasażerski jednak przed wyjściem z Gdyni w ostatni rejs został wyposażony w działa przeciwlotnicze więc od tego momentu WILHELM GUSTLOFF BYŁ OKRĘTEM i mógł się bronić lub atakować.



Odpowiedz

Pełno błędów interpunkcyjnych, na drugiej stronie: „Kraft", nie „Kratf"...



Odpowiedz

@ Przemysław Gradek Dziękujemy za zwrócenie uwagi, tekst przejrzeliśmy pod kątem usterek.



Odpowiedz

Gość: Śmiech |

Jasne , człowieczeństwa należy wymagać tylko wobec nas, nigdy od nas.



Odpowiedz
Piotr Olejarczyk

Trójmiejski dziennikarz i pasjonat historii XIX i XX wieku. Ceni dokonania przedstawicieli austriackiej szkoły ekonomii. Ma polityczną słabość do retoryki Rona Paula, a kiedyś (znaną mu tylko z książek i archiwalnych nagrań) retoryką Ronalda Reagana i Margaret Thatcher. Zaczytuje się wszelkimi książkami o Powstaniu Warszawskim, polskim Państwie Podziemnym, XX-wiecznej Rosji (tej sowieckiej, jak i współczesnej), Ameryce i Japonii (też XIX-wiecznej). Muzycznie wciąż zauroczony Interpolem. Sportowo – od 20 lat ligą NBA, a właściwie jedną drużyną z Arizony.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org