Opublikowano
2017-09-17 11:00
Licencja
Prawa zastrzeżone

Wrzesień 1939: Polacy w natarciu

Wrzesień 1939: armia niemiecka ma przewagę w sprzęcie, logistyce, rozpoznaniu i łączności. Jest przygotowana do wojny błyskawicznej, jakiej historia jeszcze nie widziała. Pomimo to, polskie „zwroty zaczepne” przechodzą do annałów sztuki wojennej.


Strony:
1 2 3

Zobacz też: Wrzesień 1939: jak rzeczywiście bili się polscy żołnierze?

Wrzesień 1939 Marszałek Edward Śmigły-Rydz, Generalny Inspektor Sił Zbrojnych Walka, odwrót, zmęczenie ponad miarę i stałe niebezpieczeństwo nalotów – to bolesna rzeczywistość polskiego września 1939 roku. Jedyny wyjątek stanowi zwrot zaczepny armii „Poznań” i „Pomorze”, który przeszedł do historii jako bitwa nad Bzurą. Ta największa batalia kampanii wrześniowej była próbą odzyskania inicjatywy strategicznej i odsunięcia w czasie nieuchronnej klęski. Wobec przygniatającej przewagi technicznej nieprzyjaciela próbą nieudaną.

Wybuch wojny i główne kierunki niemieckiego ataku nie zaskoczyły polskich sztabowców. Naczelny wódz i Sztab Główny trafnie przewidzieli, że konflikt będzie miał charakter manewrowy, ale zupełnie nie zdawali sobie sprawy z siły niemieckiego uderzenia. Kolumny pancerne wspierane przez lotnictwo łatwo zdezorganizowały polską obronę na granicach, a naloty sparaliżowały zaplecze. Nadmierne rozciągnięcie polskich armii i grup operacyjnych, niesprawne dowodzenie, szwankująca łączność i spóźnione rozkazy to tylko niektóre grzechy marsz. Edwarda Rydza-Śmigłego i jego otoczenia.

W pierwszych dniach wojny Armia „Poznań” gen. Tadeusza Kutrzeby nie angażowała się w walkę, bowiem broniona przez nią Wielkopolska znajdowała się poza głównymi kierunkami niemieckich natarć. Jej dowódca doszedł do wniosku, że jego oddziały nie będą atakowane i może się pokusić o wsparcie krwawiącej Armii „Łódź”. Przedstawił naczelnemu wodzowi plan współdziałania z południowym sąsiadem i wydania Niemcom bitwy zaczepnej na przedpolach Sieradza. Rydz-Śmigły kategorycznie odrzucił ten pomysł, a wobec niemieckich postępów na froncie środkowym i południowym zdecydował się na wycofanie wszystkich sił za Wisłę.

Kutrzeba rozpoczął odwrót; w ślad za nim maszerowała pokiereszowana Armia „Pomorze” gen. Władysława Bortnowskiego. Obawiał się jednak, że zmotoryzowane zagony niemieckie szybciej osiągną Wisłę i zablokują przeprawy. W związku z tym 6 września ponownie zwrócił się do Rydza-Śmigłego z propozycją manewru zaczepnego na nieosłonięte skrzydło niemieckiej 8. Armii. Marszałek podtrzymał wcześniejszą decyzję, Kutrzeba był jednak zdeterminowany. Skontaktował się z gen. Bortnowskim i przekonał go do podjęcia wspólnej akcji zaczepnej. 8 września jeszcze raz zaproponował Rydzowi-Śmigłemu atak na prącą na stolicę niemiecką 8. Armię. Liczył, że uda się ją zaskoczyć i pobić. Chciał także współdziałać z obrońcami Warszawy i Modlina oraz wycofującymi się w tamtym kierunku resztkami Armii „Łódź”. Miał tylko jeden dylemat: czy atakować natychmiast na Stryków swoimi siłami, a dopiero później włączyć oddziały Bortnowskiego, czy najpierw połączyć obie armie. Kutrzeba wybrał pierwszy wariant, licząc na element zaskoczenia. Po rozbiciu sił niemieckich chciał się skierować na Sochaczew, gdzie miała ruszyć Armia „Pomorze”. Po wykonaniu tego manewru i rozbiciu niemieckiej obrony w rejonie Łowicza obie armie miały się wycofać ku Warszawie.

Wrzesień 1939 Polskie działa w drodze na pozycje przed bitwą nad Bzurą. Ponieważ na początku wojny Armia „Poznań” nie była atakowana, gen. Kutrzeba wpadł na pomysł tzw. zwrotu zaczepnego, czyli uderzenia na północne skrzydło niemieckiej Grupy Armii Południe (fot. archiwum „Mówią wieki”)

Tymczasem na przedpola stolicy dotarł niemiecki XVI Korpus Pancerny. Wobec błyskawicznych ruchów nieprzyjaciela konieczna była natychmiastowa decyzja marsz. Rydza-Śmigłego, ale ten wyjechał już z Warszawy. Plan Kutrzeby poparł za to szef sztabu gen. Wacław Stachiewicz, który uznał, że polska ofensywa da czas na przygotowanie stolicy do obrony, odciąży Armię „Łódź” i umożliwi wycofanie polskich sił za Wisłę.

Rydz-Śmigły zaakceptował wreszcie decyzję o włączeniu armii „Poznań” i „Pomorze” do walk, ale zupełnie zmienił ich zadania, nakazując natarcie na Radom i dalej na południowy wschód. Świadczyło to o braku orientacji w sytuacji na froncie. Chcąc wykonać ten rozkaz, Kutrzeba musiałby pobić kolejno 8. i 10. Armię niemiecką. To było niemożliwe. Rozkaz naczelnego wodza dotarł jednak do generała dopiero 11 września, kiedy bitwa nad Bzurą już się rozpoczęła.

PIERWSZE SUKCESY

9 września Niemców zaatakowała Grupa Operacyjna gen. Edmunda Knolla-Kownackiego – trzy dywizje piechoty i brygada kawalerii. 25. dywizja gen. Franciszka Altera po krwawym boju zdobyła Łęczycę, a 17. dywizja płk. Mieczysława Modzyniewicza wypchnęła przeciwnika z Góry św. Małgorzaty. 14. dywizja gen. Franciszka Włada także przełamała niemiecką obronę i kontynuowała natarcie na Piątek. Sukcesy odniosły też lewoskrzydłowa Wielkopolska Brygada Kawalerii gen. Romana Abrahama i prawoskrzydłowa Grupa Operacyjna Kawalerii gen. Stanisława Grzmota-Skotnickiego z Armii „Pomorze”.

Wrzesień 1939: Czy zostaliśmy zdradzeni?

12 września 1939 roku we francuskim Abbeville Alianci zadecydowali o zaniechaniu ofensywy na Niemcy. Do dziś wielu Polaków uznaje tę decyzję za zdradę. Czy rzeczywiście zostaliśmy zdradzeni?



Czytaj dalej...

Polska ofensywa kompletnie zaskoczyła Niemców. Co ciekawe, niemieckie lotnictwo nie wykryło ruchów masy wojsk dwóch polskich armii. Dlatego pierwsze doniesienia o walkach nie zaniepokoiły niemieckiego dowództwa, które uznało polski manewr za desperackie próby przebijania się rozbitych jednostek. Dopiero rozwój ofensywy zmusił Niemców do skierowania przeciwko Armii „Poznań” dodatkowych sił.

Już 10 września na polu bitwy pojawiły się dwie niemieckie dywizje piechoty (17. i 10.), z pomocą nadciągał także XVI Korpus Pancerny. Spowolniło to polskie natarcie i zapobiegło przerwaniu niemieckiego frontu. 11 września gen. Kutrzeba rzucił do walki Grupę Operacyjną gen. Mikołaja Bołtucia z Armii „Pomorze” z zamiarem rozszerzenia frontu natarcia. 4. dywizja płk. Mieczysława Rawicza-Mysłowskiego ruszyła na Głowno, a 16. dywizja płk. Zygmunta Bohusza-Szyszko na Łowicz. Oddziały miały utrzymać przeprawy na Bzurze i osłonić polskie ugrupowanie przed spodziewanym atakiem niemieckim ze wschodu. Twardym przeciwnikiem okazała się niemiecka 24. Dywizja Piechoty, która częścią sił zajęła Łowicz tuż przed przybyciem Polaków. Rozgorzały zacięte walki i dopiero nocny atak wyrzucił Niemców z miasta. Z dużym trudem parła naprzód polska 4. DP, która po zażartym boju zajęła Bielawy i Walewice. Wielkopolska Brygada Kawalerii, choć biła się mężnie, została zatrzymana.

Wrzesień 1939 Obsługa armaty przeciwpancernej wz. 36 z 10. Brygady Kawalerii (domena publiczna).

Następnego dnia grupa Knolla-Kownackiego kontynuowała natarcie w kierunku Ozorkowa, Modlina i Celestynowa. Jednak wobec okrzepnięcia niemieckiej obrony, przemęczenia żołnierzy i coraz dotkliwszego braku amunicji polska ofensywa wyhamowała. Sytuacja gen. Kutrzeby stawała się coraz trudniejsza. Poza Armią „Pomorze” nie doczekał się wsparcia, a siły nieprzyjaciela rosły. Na północy polskiego ugrupowania, w rejonie Płocka, oddziały niemieckiej 4. Armii Günthera von Kluge zagrażały osłonowej grupie gen. Michała Karaszewicza-Tokarzewskiego (m.in. 15. i 27. DP oraz Poznańska Brygada Obrony Narodowej).

Tekst pochodzi z najnowszego numeru miesięcznika „Mówią Wieki”:

Mówią Wieki wrzesień Tytuł: „Mówią wieki”
Numer: 692 (09/2017)
Wydanie: Wrzesień 2017
ISSN: 12304018
Cena: 9,50 zł
Kup numer w wersji elektronicznej!
Zamów prenumeratę!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Wojciech Kalwat

Historyk , zastępca redaktora naczelnego „Mówią wieki”.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org