Autor: Andrzej Paradysz
Tagi: Historia filozofii i idei, Historia współczesna, Artykuły, Ujęcia przekrojowe, Historia polityczna
Opublikowany: 2022-07-09 17:41
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone

Współczesne koncepcje wojny i pokoju

Jaki pogląd na temat wojny i pokoju mają dwudziestowieczni uczeni? Jakie wydarzenia i zjawiska legły u podstaw ich koncepcji?
REKLAMA

Ten tekst jest fragmentem książki Andrzeja Paradysza „Śladami wojny polsko–(nie)polskiej 1989–2021”.

Rozważania na temat współczesnych badań nad pokojem i wojną podzielę na dwie części. Nawiązując do poprzednich refleksji zacznę od zarysowania kilku koncepcji pacyfistycznych.

Otóż w związku z rewolucyjnymi przemianami technologicznymi jakie zaczęły dokonywać się szczególnie w XX wieku pojawiła się groźba zniszczenia całej ludzkości za pomocą nowych broni. Jednocześnie w obliczu realnej samozagłady narodziła się nadzieja, że dzięki rozwojowi technologii uda się zjednoczyć ludzkość w ramach państwa światowego. Jednak, aby to było możliwe państwa narodowe muszą zrzec się swojej suwerenności i ustąpić przed techniką, która ma rzekomo zaprowadzić trwały pokój na świecie. Takie idee legły u podstaw pacyfizmu technokratycznego, który dzieli się na pacyfizm imperialistyczny i federalistyczny pacyfizm demokratyczny.

Apoteoza wojny (mal. Wasilij Wierieszczagin, 1871)

Głównym przedstawicielem tego pierwszego nurtu był amerykański filozof pochodzenia hiszpańskiego Georg Santayana. Punktem wyjścia jego rozważań była konkluzja, że historia społeczeństw wypełniona jest głównie nieprzerwanymi wojnami i konfliktami wszczynanymi przez poszczególne narody. Filozof ten żywił jednak nadzieję, że można położyć kres wszelkim wojnom, ale trzeba zlikwidować przyczynę ich powstawania. Jego zdaniem tym źródłem są państwa narodowe oddzielone od siebie sztucznymi granicami etnicznymi. Poza tym każde państwo narodowe dba wyłącznie o własne interesy ekonomiczne i gospodarcze, co zagraża pokojowi na świecie. Sytuację pogarsza fakt pojawienia się broni atomowej. Dlatego też jeśli tylko ludzkość chce przetrwać to musi zjednoczyć się w jeden byt zarządzany centralnie przez rząd światowy. Santayana chcąc uargumentować swoją koncepcję powołał się na „pokój rzymski” – Pax Romana. Filozof był świadomy, że Imperium Romanum podbijało siłą sąsiednie narody, które będąc pod przewodnictwem Rzymu miały ograniczoną autonomię, ale mogły porozumiewać się własnym językiem, wyznawać swoją religię i prawo. Santayana uznał zatem, że narody te żyły w pokoju zapewnianym przez potęgę Imperium Rzymskiego. W związku z tym amerykański filozof postulował, aby USA narzuciło siłą swoją wolę innym państwom, co miałoby zagwarantować pokój na świecie – Pax Americana.

Trzeba zaznaczyć, że częściowo postulat Santayana się spełnił. Niektórzy ekonomiści uważają, że po upadku Pax Britannica trwającego od początku XIX wieku do 1945 roku, pojawił się Pax Americana i trwał do 1973 roku. Michael Hardt i Antonio Negri dowodzili na początku XXI wieku, że na szczycie piramidy globalnej władzy stoi jedno supermocarstwo jakim są Stany Zjednoczone, które działa samodzielnie lub współpracuje w ramach ONZ. Jednak coraz częściej pojawiają się analizy dowodzące, że Pax Americana powoli ustępuje Pax Sinica, bowiem Chiny około roku 2025 będą posiadały większy potencjał ekonomiczny niż USA. Choć wielkość gospodarki nie jest równoznaczna z mocą geopolityczną. Wielu ekspertów (w tym politolog Bogdan Góralczyk) zauważało, że dominacja USA przynajmniej w wymiarze gospodarczym i handlowym zakończyła się w 2008 roku, wraz z nastaniem kryzysu ekonomicznego i rozpoczęła się era Chin. Przy czym zarówno Chiny jak i Rosja optują za światem wielobiegunowym i dążą do zniesienia amerykańskiej hegemonii, zarazem Chiny popierają globalizację, ale nie w oparciu o konsensus waszyngtoński (m.in. prywatyzację), a przy udziale interwencjonizmu państwowego. Mimo to ekonomista Grzegorz W. Kołodko, wbrew propagandzie wielu zachodnich mediów, pisał: „Chin nie trzeba się bać, trzeba na nie liczyć. Świata wprawdzie nie zbawią, ale pomóc w tym by się nie wywrócił, mogą”.

Odmienne założenia posiada federalistyczny pacyfizm demokratyczny, który również dąży do pokoju, ale innymi drogami. Projekt ten dostrzega możliwość osiągnięcia trwałego pokoju w unifikacji narodów prowadzącej do stworzenia ogólnoświatowego superpaństwa. Jedność narodów powinna dokonać się dobrowolnie w ramach federacji. Proces ten nie może zachodzić za pomocą siły, która doprowadziłaby do katastrofy. Stąd federacja demokratyczna jednoczyć się ma w imię wiecznego pokoju, a nie wojny prowadzącej do pokoju. Propagatorami tej idei były tak znakomite osobistości jak np.: Albert Einstein, Emery Reves, Bertrand Russel i inni. Twórca teorii względności A. Einstein nie miał złudzeń, że źródła wojen tkwią w państwie narodowym, a mówiąc dokładniej w „egoizmie narodowym”, który wyrasta z suwerenności państwowej. Egoizm ten jest irracjonalny i instynktowny, co przekłada się na charakter rządów. Opanowanie tego instynktu możliwe jest zatem jedynie w ramach ogólnoświatowego państwa, które musi powstać, bowiem ludzkości grozi zagłada. Takie państwo w dobie rozwoju techniki i łączności jest obecnie jak najbardziej możliwe, bo można nim zarządzać z każdego miejsca na Ziemi. Jednak ekonomista G. Kołodko nie miał złudzeń, że postulat powołania światowego rządu jest utopią w obliczu ogromnego zróżnicowania globalnej areny, na której wciąż dochodzi do konfliktów. „Światem rządzić się nie da, ale można go lepiej zrozumieć i postarać się to i owo zmienić na lepsze. Potrzebna jest przeto dużo lepsza niż do tej pory koordynacja polityki w skali globalnej”.

Miał racje filozof polityki John Gray pisząc, że nowoczesna polityka została zdominowana przez myślenie utopijne, które zakłada, że ludzkość może się uwolnić od „zła” dzięki wiedzy i technologii. W skrajnych postaciach wiara ta przemieniała się w rewolucyjny utopizm, który stał się fundamentem przemian ostatnich 200 lat. Zdaje się, że mimo porażających rewolucji i totalitaryzmów XX wieku to pragnienie jest nadal obecne, wśród globalnych elit. O ile w ubiegłym stuleciu utopizm charakteryzował skrajną lewicę, o tyle współcześnie towarzyszy prawicowej kontrrewolucji pod postacią neokonserwatywnej globalizacji, która postawiła sobie za cel zniszczenie „zła” jakim stał się terroryzm, szczególnie po zamachu 11 września 2001 roku. Co więcej zdaniem Gray’a wielu doradców prezydenta George’a Busha oczekiwało, że:

(…) koniec czasów nadejdzie za sprawą Bożej interwencji. Konflikty na świecie – szczególnie te w krajach biblijnych – uznają za preludium Armagedonu, ostatecznej bitwy kończącej zmagania sił światła i ciemności. Inni liczą na to, że zostaną porwani w obłoki i wzięci do nieba, a tym samym uwolnieni od wszelkich udręk. W obu przypadkach niedoskonały świat ma wkrótce przeminąć.
Cywile w czasie wojny koreańskiej w 1951 roku (fot. R.V. Spencer, UAF)

Mimo silnych tendencji do globalizacji rozumianej jako zmierzanie do światowego systemu społeczno-ekonomicznego i wiecznego pokoju, obserwujemy obecnie – zdaniem ekonomisty Tadeusza Kowalika – być może nawet silniejszy trend do systemowego różnicowania się zarówno świata jak i UE. Dochodzi, coraz częściej, do procesów dezintegracji i dywergencji. W związku z tym procesy globalizacyjne zwolniły tempo, a nawet unifikacja systemów uległa zatrzymaniu z racji erozji amerykańskiego mitu oraz działania sił przeciwstawnych takich jak: terroryzm, alterglobalizm i inne przejawy oporu kulturowego. Dlatego teza o śmierci państwa narodowego jest przedwczesna.

Z drugiej strony mógł mieć rację niemiecki socjolog Ulrich Beck, twierdząc, że opór wobec globalizacji przyspiesza ją i legitymizuje. I tak naprawdę, ci, którzy protestują przeciw globalizacji nie są jej „przeciwnikami”, ale zwolennikami innej konkurencyjnej koncepcji globalizacji. Niemniej futurysta Alvin Toffler przewidywał, że nie spełni się wizja Marshalla McLuhana o powstaniu homogenicznej „globalnej wioski”. Futurysta ten podkreślał, że będziemy żyli w wielu odmiennych wioskach, (tak jak dotychczas):

Wszystkie wioseczki będą wprawdzie połączone kablem z nowym systemem mediów, ale wszystkie też będą starały się zachować lub wręcz wzmocnić swój indywidualny charakter kulturowy, etniczny, narodowy czy polityczny.

Jednak wiele wpływowych środowisk (np. Rotary International) dąży do realizacji kantowskiej wizji zgodnie z którą „nie będzie już wojen”. Nawiązują do niej, także kolejne edycje Manifestu Humanistycznego ogłaszanego w latach 1933, 1973, 1980, 1988 i 2000. Ostatni stworzono z przekonaniem, że nie ma „zbawienia poza człowiekiem”. Może on więc znaleźć rozwiązanie na wszystkie problemy współczesnego i przyszłego świata, w którym nie będzie granic i barier pomiędzy narodami. Jednak zarazem paradygmat humanistyczny jest marginalizowany w dobie technokracji, w której doraźna użyteczność i pragmatyzm górują nad myśleniem i działaniem „wedle wartości autotelicznych”, takich jak prawda, piękno czy dobro. Mamy zatem obecnie – jak trafnie zdiagnozował filozof Andrzej Zachariasz – do czynienia ze zmierzchem filozofii i jednocześnie filozofią zmierzchu humanizmu, choć zdecydowanie nie z ich końcem.

Przejdę teraz do różnych ujęć wojny, które zacznę od przybliżenia terminu naturalizm, Pojęcie to pojawiło się w XIX wieku. Jego główne założenia skupiają się na przeświadczeniu, że wszelkie zjawiska społeczne i kulturowe dyktowane są przez prawa natury (przyrody). Jednocześnie przedstawiciele tego kierunku uznawali, że nauki społeczne powinny wzorować się na metodologii badań przyrodniczych, co doprowadziło do pojawienia się wypaczeń badawczych życia społecznego.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Andrzeja Paradysza „Śladami wojny polsko–(nie)polskiej 1989–2021” bezpośrednio pod tym linkiem!

Andrzej Paradysz
„Śladami wojny polsko – (nie) polskiej 1989 – 2021”
35 zł
Wydawca: FNCE
Rok wydania: 2022
Liczba stron: 434
Premiera: 22.06.2022
Format ebooków: pdf, ibuk
ISBN: 978-83-67138-63-5
EAN: 9788367138635
REKLAMA

Ten tekst jest fragmentem książki Andrzeja Paradysza „Śladami wojny polsko–(nie)polskiej 1989–2021”.

Szczególnym przedstawicielem tego kierunku był Karol Darwin twórca teorii ewolucji. Zgodnie z jego odkryciem człowiek podlega prawom przyrody takim jak dobór naturalny i walka o byt. Prawa te zostały przez kolejnych badaczy przeniesione na społeczeństwo ludzkie i tak powstał nurt zwany socjaldarwinizmem, którego głównym przedstawicielem był już wspomniany H. Spencer. Można uznać, że jego polskim odpowiednikiem był socjolog Ludwik Gumplowicz, który dowodził, że wojny między ludźmi wynikają z podziałów społecznych i są napędzane przez „egoizm społeczny” oraz są nieuniknione. Socjolog ten sądził, że w każdej walce zawsze zwycięża silniejszy.

Amerykański plakat z okresu II wojny światowej mobilizujący obywateli do zaangażowania się w działania wojenne (fot. U.S. War Department - The Library of Congress)

Z kolei Edward O. Wilson twórca terminu socjobiologia wskazywał, że najgroźniejszym przejawem ludzkiej agresji jest wojna. Socjobiologowie zanegowali jednak przekonanie, że agresja jest wrodzona i stanowi nieodłączny element ludzkiej natury. Z drugiej strony odrzucili też pogląd mówiący, że agresję wywołują u człowieka jedynie czynniki zewnętrzne. Badacze tego nurtu wskazali, że znaczenie mają zarówno czynniki zewnętrzne jak i wewnętrzne. Odmienny pogląd przedstawił Patrick Pharo, który przekonywał, że zdaniem Wilsona moralność jest jedynie instynktem, a zachowanie człowieka wynika z „kontroli dziedziczności”. Człowiek realizuje zatem wyłącznie swój potencjał genetyczny „nawet jeśli ma wrażenie, że podejmuje prawdziwe decyzje”. Bardzo trafnie określiła założenia tego nurtu socjolożka Antonina Kłoskowska pisząc, że kierunek ludzkiej agresji warunkowany jest przez czynniki ideologiczne, a zatem nie wynika z naturalnych predyspozycji:

Genetyczne cechy gatunku są odpowiedzialne jedynie za skłonność do agresji i ksenofobii w ogóle, motywy ksenofobii i agresji są uwarunkowane kulturowo i historycznie zmienne.

W ślad za koncepcjami naturalistów poszedł noblista Konrad Lorenz twórca nowoczesnej etologii, czyli nauki o zachowaniu zwierząt. Badacz ten uznawał, że zachowania ludzkie są podobne do zachowań zwierząt. Dopowiadał, że postępowanie człowieka nie jest prostym odzwierciedleniem praw rządzących zwierzętami. Człowiek stanowi bowiem nową formę bytu posiadającego sferę życia psychicznego i duchowego, ale zarazem jest istotą biologiczną, która ma wiele cech wytworzonych w drodze ewolucji. Lorenz sądził, że agresja pojawiła się wcześniej w rozwoju człowieka, aniżeli przyjaźń i miłość. A zatem instynkt agresji – podobnie jak instynkt seksu, głodu, czy ucieczki – odpowiada za ewolucję człowieka. Choć są różnice między agresją ludzką a zwierzęcą. Zdaniem badacza ta ostania jest hamowana przez wrodzone mechanizmy, których człowiek nie posiada. Agresję ludzką mogą hamować określone normy, choć lepszym „wentylem bezpieczeństwa” jest rywalizacja i sport. Często przybiera ona formę, wręcz rytuału i dominuje w zachowaniu człowieka. Agresja stała się nawet czynnikiem determinującym dobór naturalny i sprawiła, że pojawiły się tzw. cnoty wojenne doceniane przez wielu ludzi. Mimo negatywnego oblicza agresji może ona również prowadzić do pozytywnych działań i być siłą napędową ludzkiej twórczości. Popęd ten może zatem doskonalić człowieka, a nawet całą populację pod warunkiem, że zostanie odpowiednio ukierunkowany. Jednak nie jest to proces łatwy, bowiem człowiek jest nie tylko istotą rozumną, ale także instynktowną i irracjonalną.

Koncepcje naturalistyczne jak wszystkie inne mają swoje ograniczenia, na które próbowały odpowiedzieć koncepcje psychologiczne Zygmunta Freuda czy Ericha Fromma, do których chętnie nawiązywał też Lorenz. Pierwszy z nich uważał, że człowiekiem rządzą dwa popędy: miłości (Eros) i śmierci (Thanatos). Ostatni z wymienionych to instynkt agresji, która może być skierowana, wobec świata zewnętrznego, i wewnętrznego (autoagresja). W obu przypadkach agresja powoduje destrukcje i wojnę skierowaną przeciw własnemu gatunkowi. Mimo to Freud uważał, że człowiek ma tendencje do walki w obliczu zagrożenia, bo staje przed wyborem, albo będę niszczył, lub sam zostanę zniszczony. Jednak te dwa instynkty kierujące człowiekiem mogą zostać poskromione i ograniczone przez takie czynniki jak religia i/lub kultura (superego). Choć naturalnie kultura nie dąży do całkowitego wyeliminowania przemocy i współzawodnictwa. Co więcej Freud zauważył, że w „aktywacji” popędu śmierci dużą rolę odgrywają politycy i rządy. Po I wojnie światowej, w której walczyło dwóch jego synów, w listach do A. Einsteina pt. Dlaczego wojna? – pisał z przekonaniem, że: „człowiek nosi w sobie żądzę nienawiści i zniszczenia”, która może zostać zneutralizowana jedynie poprzez „głęboki strach przed kształtem, jaki wojna może przybrać w przyszłości”. Według Freuda „popęd destrukcyjności” jest wrodzony i występuje u każdego człowieka.

Inaczej postrzegał problem przemocy psycholog i filozof neomarksistowski E. Fromm. W swoim dziele pt. Ucieczka od wolności (1941) pisał, że zarówno instynkt miłości, jak i instynkt śmierci i nienawiści, żądza władzy oraz skłonność do konformizmu są wyłącznie konstruktem społecznym. A zatem ludzka natura nie jest stała i dana raz na zawsze, ale jest wynikiem „procesu społecznego, który stwarza człowieka”. Według Fromma „cywilizacja miłości” ma szansę urzeczywistnienia pod warunkiem, że ludzie porzucą strategie „mieć” (opartą na żądzy posiadania) i zaczną „być” (oddadzą się np. solidarnej współpracy na rzecz dobra społecznego urzeczywistniającego się w „zdrowym społeczeństwie”, i „państwie bycia”, w którym będą mogli realizować w pełni swój potencjał rozwojowy). Jest to możliwe, bowiem zgodnie z etyką humanistyczną człowiek ze swojej natury jest dobry i nie posiada w sobie „wrodzonego zła”. Fromm w swojej pracy pt. Niech się stanie człowiek (1947) pisał:

Wskazaliśmy, że człowiek nie jest zły z konieczności, ale że staje się zły, jeżeli zabraknie odpowiednich warunków do jego wzrostu i rozwoju. Zło nie ma swego własnego, niezależnego bytu, stanowi ono tylko nieobecność dobra, powstaje w wyniku klęski poniesionej w procesie realizacji własnego życia.
Amerykański żołnierz w Afganistanie, 2011 rok (fot. U.S. Army)

Przekonanie, że człowieka „stwarza” kultura nie jest nowe i nosi miano determinizmu kulturowego, którego przedstawicielami byli tacy antropolodzy jak: Franz Boas, Ruth Benedict i Margaret Mead. Generalnie wymienieni badacze dowodzili, że każdy z nas może wybierać rozmaite „formy kulturowe” i przyjąć takie jak mu odpowiadają. Boas poszedł nawet dalej gdy stwierdził, że w określaniu cech osobowości geny są ogólnie rzecz biorąc nieistotne w porównaniu do przemożnego wpływu kultury.

[…]

A zatem człowiek pod wpływem procesów społecznych ulega przemianie. Wiele cech, które uważano dotychczas za „wrodzone” są kształtowane przez społeczeństwo.

Na problem przemocy i wojny jeszcze inaczej spoglądał francuski antropolog René Girard, który wręcz wstrząsnął światem antropologii. Nie będę tutaj przytaczał zawiłych odkryć tego uczonego, bo nie ma na to miejsca. Analizę jego dzieł pozostawiam znawcom, ale chcę zwrócić uwagę na kilka kwestii. Otóż Girard uważał, że ludzkość jest, wręcz „dzieckiem religii”, bo wywodzi się z ofiary. Powołanie każdej nowej instytucji (np. państwa), czy też innej wspólnoty, wymaga dokonania „mordu założycielskiego” rozumianego jako ofiara. Można zatem uznać, że człowiek stał się „dzieckiem przemocy”. Antropolog w wywiadzie pt. Apokalipsa tu i teraz (2007) sięgnął w swoich analizach m.in. do Biblii, a szczególnie do tekstów apokaliptycznych, które jego zdaniem są aktualne. Chrześcijaństwo jako jedyna religia przewidziała własny upadek za sprawą apokalipsy. Mimo dwóch wojen światowych, wynalezienia bomby atomowej i nadciągającej klęski ekologicznej (tu wspomnę, także o pandemii koronawirusa) ludzkość, wciąż nie wierzy, że nadchodzi „koniec czasów”.

Niewątpliwie przemoc stała się zjawiskiem globalnym przejawia się m.in. w terroryzmie, który jest odwetem wymierzonym przeciwko bogatemu Zachodowi. Doszło zarazem do teologizacji wojny pomiędzy „Wielkim Szatanem” (USA) i „Siłami Zła” (Islam). Ta eskalacja ludzkiej (sztucznej) przemocy zmieszała się z przemocą naturalną, jaka dokonuje się za sprawą globalnego ocieplenia. I choć przemoc jest obecna w historii ludzkości od zawsze to:

Miłosierdzie stoi dziś jednak twarzą w twarz z globalnym imperium przemocy. W przeciwieństwie do wielu wciąż uważam, że historia ma sens (…). Ten trend ku apokalipsie jest największym osiągnięciem ludzkości. Tak więc im bardziej ów cel staje się prawdopodobny, tym mniej o nim mówimy.

Czy zatem jest możliwe przerwanie tej wojny i „zatrzymanie biegu historii”? Należy przy tym chyba odwrócić słynną konstatację Clausewitza i wyraźnie stwierdzić, że „polityka stała się wojną prowadzoną innymi środkami”. Tym bardziej, że Clausewitz postrzegał politykę jako działania intelektualne i ideologiczne realizowane na polu walki przy wykorzystaniu zdobyczy rewolucji technologicznej jaka dokonała się na Zachodzie. Jednocześnie bodaj jako pierwszy przedstawił teorię wroga i przyznał, że zasady doboru wroga są uwarunkowane przez czynniki polityczne. Jest to szczególnie widoczne w dobie postprawdy i nowych mediów.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Andrzeja Paradysza „Śladami wojny polsko–(nie)polskiej 1989–2021” bezpośrednio pod tym linkiem!

Andrzej Paradysz
„Śladami wojny polsko – (nie) polskiej 1989 – 2021”
35 zł
Wydawca: FNCE
Rok wydania: 2022
Liczba stron: 434
Premiera: 22.06.2022
Format ebooków: pdf, ibuk
ISBN: 978-83-67138-63-5
EAN: 9788367138635
REKLAMA
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Andrzej Paradysz
Rocznik 1986. Z wykształcenia pedagog, którego zainteresowania ogniskują wokół szeroko pojętej humanistyki a szczególnie kulturoznawstwa i antropologii współczesności. Na co dzień stawia czoła wyzwaniu, jakie rzucił współczesnemu człowiekowi Edgar Faure: uczyć się, jak żyć; uczyć się, jak się uczyć, aby przez całe życie móc przyswajać nową wiedzę; uczyć się myśleć swobodnie i krytycznie; uczyć się kochać świat i czynić go bardziej ludzkim. Autor książek: "Anioły i demony na Bukowinie. Rowerem na pograniczu kultur" oraz "Śladami wojny polsko-(nie)polskiej 1989-2021".

Wszystkie teksty autora
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy