Opublikowano
2016-08-01 09:33
Licencja
Prawa zastrzeżone

Wspomnienia Macieja Bernhardta z powstania warszawskiego (I)

Niezwykłe, osobiste, poruszające. Przedstawiamy wspomnienia profesora Macieja Bernhardta, uczestnika powstania warszawskiego.


Strony:
1 2 3 4 5 6

W 2008 r. otrzymaliśmy niezwykły list od naszego stałego czytelnika. Jego nadawcą był Maciej Bernhardt, emerytowany prof. Politechniki Warszawskiej i uczestnik powstania warszawskiego w 1944 roku. List zawierał obszerny, liczący kilkadziesiąt stron, pamiętnik ze wspomnieniami z tragicznych wydarzeń końca II wojny światowej. Wspomnienia Profesora to, w naszym odczuciu, niezwykłe i poruszające źródło. Pozwalają one poznać dzieje powstania, nie jako zbiór statystyk i naukowych hipotez, ale jako przeżycia prawdziwych ludzi. Lektura „Wspomnień” wywarła na nas bardzo silne wrażenie. Mamy nadzieję, że równie duże emocje wzbudzi u naszych Czytelników.

redakcja „Histmag.org”

Maciej Bernhardt (zdjęcie aktualne; fot. z prywatnych zbiorów autora) - Emerytowany profesor Politechniki Warszawskiej i Instytutu Transportu Samochodowego. Ur. w 1923 roku, uczestnik powstania warszawskiego w 1944 roku (podchorąży "Zdzich" 237 plut. II komp. Batalionu "Żubr" Obwodu Żoliborz).

Dwa alarmy

Na pierwszą zbiórkę alarmową w dniu 28 lipca 1944 roku (piątek) stawiła się cała nasza sekcja, prócz Andrzeja Krupińskiego. Chyba były jakieś kłopoty z jego zawiadomieniem. Nie pamiętam jednak szczegółów. Nie pamiętam też kto mnie zawiadomił, ani pożegnania z Rodzicami.

Miejscem zbiórki była mała czynszowa kamienica, chyba dwupiętrowa, przy ulicy Podleśnej, na dolnym Marymoncie, w pobliżu ogrodzonego lasku CIWF (obecnie AWF). Spotkało się nas tam kilkudziesięciu stłoczonych w niewielkich piwnicach. Część przygotowywała butelki zapalające przeznaczone do walki z czołgami. Przelewali ostrożnie benzynę z beczki do dzbanków, a z nich do butelek „monopolek”. Butelki te następnie były dokładnie korkowane, lakowane i oklejane papierem nasyconym substancją, która w zetknięciu z benzyną powodowała - jak się później okazywało, nie zawsze - samoczynne jej zapalenie.

Cała ta robota była dość niebezpieczna, w związku z dużą liczbą ludzi, stłoczonych, napiętych i zdenerwowanych, kręcących się zupełnie niepotrzebnie. Do tego po północy rozpoczął się nalot radziecki i jak zwykle bomby sypały się gęsto i zupełnie przypadkowo. Trudno było nawet domyślić się, w co celowali. Dwie bomby wybuchły nieprzyjemnie blisko. Na strychu budynku siedzieli obserwatorzy, którzy mieli nas uprzedzać przed wizytą niepożądanych gości. Na szczęście nie zauważyli żadnych ruchów oddziałów niemieckich.

Rano otrzymaliśmy rozkaz rozejścia się do domów i pozostawania w pogotowiu alarmowym. Dla wielu z nas rozkaz ten stworzył naprawdę trudną sytuację. Część osób w miejscu zamieszkania była już „spalona” i nie bardzo miała gdzie wracać. Niektórzy wydobyli przechowywaną specjalnie na tę okazję „prywatną” broń i mieli kłopoty z jej ponownym ukryciem, a obawiali się, i słusznie, oddać ją służbie uzbrojenia. Wobec wielkich niedoborów broni, szansa jej odzyskania przy następnym alarmie była nikła.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy książkę „Z Miodowej na Bracką”:

Autor: Maciej Bernhardt
Tytuł: „Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego”

Wydawca: i-Press [Histmag.org]

ISBN: 978-83-925052-9-7

Oprawa: miękka

Liczba stron: 334

Format: 140×195 mm

24 zł

(papierowa)

8,9 zł

(e-book)

Strony:
1 2 3 4 5 6
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: karina |

Panie Profesorze czy w Pana rodzinie jest Władysłąw Bernhardt?



Odpowiedz

Gość: Maria Hrynkiewicz |

dziekuję za wspomnienie Pana Profesora. Pamiętajmy o Powstaniu Warszawskim. Pamiętajmy o Powstańcach.



Odpowiedz

Gość: M.J Norwegia |

Wspaniale się to czyta :) Pozdrawiam.



Odpowiedz

Gość |

A ile miał wtedy lat???



Odpowiedz

Gość: M.Mrowca |

Z wielkim zainteresowaniem czytam opowieści powstańcze zwłaszcza żoliborskie-rodzina mojej mamy mieszkała na ul. Gdańskiej,brat mamy- Zygmunt Łotocki(ur.11.IV.1926) chodził w czasie wojny do szkoły zawodowej d.Wawelberga i tam również podjął AK-owską działalność.W czasie Powstania walczył min.w Kampinosie,w zgrupowaniu \"Szymona\",miał pseudonim \"Czarny\"(koledzy szkolni mówili też na niego Zyga),wspominał wysadzanie pociągu niemieckiego z bronią-ale nigdy nie wyjawiał szczegółów z tamtych czasów-mówił że przyjdzie na to czas ,nie ujawnił się też po wojnie bo nie ufał komunie.Niestety zmarł 29.XII.1979,dlatego szukając świadków historii szukam pośrednio świadków historii własnej rodziny-w szeroko pojętym rozumieniu.Szukam ludzi którzy pamiętają więcej niż wiem ze strzępków rodzinnych wspomnień,amoże nawet zetknęli się z moją rodziną.Np. Ok dwa dni przed godziną W do domu na Gdańskiej przyszło dwóch kolegów Zygmunta i powiedzieli mojej babci (Zofia Łotocka),że Zyga przysłał ich po kiełbasę. Babcia zdumiała się-skąd ja wam zdobędę kiełbasę?Oni weszli i wydobyli z fortepianu mały arsenał broni o którym nawet moja babcia nie wiedziała,choć brała udział w różnych tajnych akcjach społecznych np ratowania dzieci żydowskich przez ks. Truszyńskiego. Takich barwnych ale też smutnych skrawków ze wspomnień mamy i babci znam mnóstwo,ale dla spójnej całości potrzeba ich wielu tysięcy,od różnych rodzin.Pragnę dodać że ojciec mojej mamy a mój dziadek Konstanty Łotocki był majorem,przed wojną pracował w Ministerstwie Spraw Wojskowych,aresztowany przez sowietów we wrześniu 1939,zamordowany w Kartyniu.Może pan Profesor zetknął się z kimś z mojej rodziny albo ktoś czytający ten komentarz?



Odpowiedz
Maciej Bernhardt

Profesor dr inż., emerytowany wykładowca Politechniki Warszawskiej i pracownik naukowy Instytutu Transportu Samochodowego. Ur. w 1923 roku, uczestnik powstania warszawskiego w 1944 (podchorąży "Zdzich" 237 plut. II komp. Batalionu "Żubr", Obwodu Żoliborz). Autor wydanej przez nasz portal w formie książkowej wspomnień: „Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego”.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org