Autor: David Charlwood
Tagi: Artykuły, Historia polityczna, I wojna światowa i dwudziestolecie międzywojenne, Bliski Wschód i Afryka Północna
Opublikowany: 2020-12-03 15:00
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone

Zamieszki w Nabi Musa

Wzrost liczby osadników żydowskich w Palestynie prowadził do wzrostu napięć między Arabami i Żydami. W kwietniu 1920 roku, w okolicach Starego Miasta Jerozolimy, pod nosem tworzącej się właśnie brytyjskiej administracji, doszło do kilkudniowych rozruchów i walk.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2

Od czterech tysięcy lat zachodzące słońce ozłaca starożytne kamienie Jerozolimy. Miasto charakteryzuje się długim cieniem i długą pamięcią. Obecnie stanowi epicentrum nieustającego konfliktu izraelsko-palestyńskiego; w roku 1920 cieszyło się spokojem trwającym od ponad stu lat.

Należało do Wysokiej Porty; zajęte przez Brytyjczyków w trakcie pierwszej wojny światowej, 9 grudnia 1917 roku, gdy po miesięcznym oblężeniu otomańska 7. Armia ustąpiła. Generał Allenby w słynnym geście zrezygnował z tryumfalnego wjazdu i zsiadłszy z konia, wszedł przez Bramę Jafską pieszo, na znak szacunku. Tłumy witały jego wojsko, obsypywały kwiatami. Raport przejściowy administracji brytyjskiej z roku następnego opisywał Jerozolimę jako słabo zaludnioną, dotkniętą „niedorozwojem”, gdyż „w całej Palestynie jest zaledwie siedemset tysięcy ludzi, znacznie mniej niż w samej tylko prowincji Galilea w czasach Chrystusa [...] cztery piąte populacji stanowią muzułmanie [...] jest około siedemdziesiąt siedem tysięcy chrześcijan, w olbrzymiej części prawosławnych, arabskojęzycznych [...]. Człon żydowski, prawie w całości przybyły w ostatnich czterdziestu latach, to siedemdziesiąt sześć tysięcy”. W marcu 1920 roku liczono, że w skali całej ludności kraju Żydów było tylko dziesięć procent (kolejne pięć tysięcy imigrowało w okresie wrzesień – grudzień), jednak ich obecność doprowadziła do wybuchu agresji.

Edmund Allenby około 1917 roku

W poprzednich czterech dekadach bardzo różne powody skłaniały członków diaspory do przeprowadzki w strony ojczyste przodków. Silna była nacechowana religijnie pamięć o mało urodzajnym skrawku lądu po wschodniej stronie Morza Śródziemnego, wystarczająca do nadania takim przenosinom hebrajskiej nazwy: alija. To słowo znaczy „wstąpienie”, przywołuje obraz biblijnych Izraelitów pielgrzymujących do Jerozolimy i nawiedzających Świątynię w uroczyste dni. W tradycyjnym ujęciu rabinistycznym Tanakh (Biblię Hebrajską) zamyka opowieść o perskim królu Cyrusie, zezwalającym wygnańcom około roku 538 p.n.e. na powrót do kraju rodzinnego. Monarcha obwieścił: „Wszystkie państwa ziemi dał mi Pan, Bóg niebios [...]. Jeśli z całego ludu Jego jest między wami jeszcze ktoś, to niech Bóg jego będzie z nim; a niech idzie do Jerozolimy”. Od wieków uznawano, że szczęśliwe zakończenie świętej księgi opisuje wzór aliji, zarazem jest obietnicą przyszłego powrotu, nawet jeśli lud rozproszy się po całej ziemi.

Motywem pierwszej aliji współczesnej były po równi obawa i wiara. W latach osiemdziesiątych XIX wieku Żydzi masowo opuszczali Rosję po fali pogromów. Kolejni podążyli za nimi w roku 1891, gdy gubernator moskiewski w dniu rozpoczęcia Paschy anulował całej gminie starozakonnej prawo zamieszkiwania w mieście. Żydzi byli wcześniej i później wypędzani z niejednego osiedla europejskiego. Zjawiając się w Palestynie, napotykali niechęć miejscowej ludności i wrogość biurokracji otomańskiej.

Mosze Smilansky w roku 1891, mając siedemnaście lat, wyemigrował z rodziną z Kijowa do Palestyny. Potomek rolników stał się tam jednym z pionierów gospodarstwa wiejskiego. Pracował w nadmorskiej osadzie Hadera między dzisiejszą Hajfą a Tel Awiwem. Pewnego dnia, zwiedzając ruiny rzymskiej Cezarei, spotkał konnego Beduina, który z niespodziewaną wściekłością kazał młodemu Żydowi wynosić się. „Ty odejdź stąd, ja jestem w swoim kraju”, odpowiedział Mosze. Jeździec zdzielił go biczem w głowę. Stosunki między imigrantami wywodzącymi się na ogół z klasy średniej a Arabami układały się, począwszy od pierwszej aliji, coraz gorzej. Wcześni osadnicy zatrudniali do pracy na roli robotników z obu społeczności, często starali się nawiązywać znajomości z miejscowymi, lecz późniejsi uznawali to za niepotrzebne.

Z drugą i trzecią falą imigracji przypłynęli inni ludzie. Jak poprzednicy, zbiegli z Europy Wschodniej przed antysemicką przemocą nasiloną po rewolucji w Rosji, natomiast w Palestynie oczekiwali realizacji socjalistycznych ideałów i proroctw; kobiety i mężczyźni, założyciele żydowskiego podmiotu politycznego – syjoniści. Ich ruch, powstały pod koniec XIX wieku, zakładał powrót narodu Izraela do historycznej ojczyzny i budowę suwerenności na ziemi obiecanej. Ożywili język hebrajski, przez tysiąc lat niemal nieużywany, i ślubowali utworzyć państwo. Zyskali mocną protekcję, między innymi rodziny Rothschildów; skutecznie zabiegali o sympatię w USA i Wielkiej Brytanii, co doprowadziło poniekąd do deklaracji Balfoura z 1917 roku o przychylności Londynu dla przyszłej „żydowskiej siedziby narodowej” w Palestynie. Zwycięstwo generała Allenby’ego nad Turkami w tym samym roku oznaczało przejście „ziemi obiecanej” pod zarząd mocarstwa otwarcie wspierającego syjonizm. Choć warunki wydawały się teraz sprzyjające, imigracja nie nasiliła się znacząco. Nieprawdziwa jest powszechna opinia, jakoby deklaracja Balfoura i brytyjskie zdobycze na Bliskim Wschodzie wyzwoliły ogromny strumień żydowskich przybyszów zaraz po Wielkiej Wojnie. W 1914 roku mieszkało w Palestynie o dwadzieścia tysięcy Żydów więcej niż w 1919. Decydowało jednak wrażenie; Arabowie bali się, że przestaną być panami swego losu. To najpierw im w szczytowej fazie wojny Wielka Brytania przyrzekła „siedzibę narodową”. Nie dotrzymała słowa, zaczęła sprzyjać Żydom, dając prawdziwy powód do zamętu w regionie.

Flagi otomańskie po raz ostatni powiewają w Nabi Musa, 1917 rok

Wielkanocny poranek 1920 roku w Jerozolimie wstawał przyjemnie chłodny, zapowiadała się dogodna pogoda na religijne uroczystości. Przed dziewiątą zebrało się jakieś siedemdziesiąt tysięcy Arabów na obchody Nebi Musa. Nieprzypadkowo zbiega się to święto z Paschą i Niedzielą Wielkanocną, ponieważ upamiętnia proroka Mojżesza – po arabsku Musa. Święto uczyniono popularnym wyłącznie w Palestynie, pod koniec panowania otomańskiego, zasadniczo by dać okazję muzułmanom do zgromadzenia się w Jerozolimie, która inaczej byłaby w ten dzień zapełniona wyłącznie pobożnymi wyznawcami judaizmu i chrześcijaństwa. Dotychczas procesje przebiegały spokojnie, lecz w 1920 roku wybuchły zamieszki z ofiarami śmiertelnymi i co najmniej dwiema setkami kontuzjowanych. Na duże prawdopodobieństwo zaburzeń wskazywali prominentni syjoniści, lecz administracja mandatowa zupełnie zignorowała ostrzeżenia, a także wcześniejsze sygnały, jak powtarzające się w zimie masowe demonstracje arabskie z wołaniami o niepodległość. Jeszcze w środę chief political officer (quasi-ambasador) telegrafował do ministerstwa spraw zagranicznych: „Nie spodziewam się poważniejszych kłopotów w Palestynie”. Obszerne śledztwo brytyjskie wykazało, że dużą część winy za podburzanie do gwałtownych zachowań ponosi jeden człowiek: Al-Hadżdż Muhammad Amin al-Husajni.

Był on najpierw oficerem artylerii otomańskiej. Nadejście generała Allenby’ego zastało go w Jerozolimie jako rekonwalescenta po przebytej chorobie. Młody artylerzysta odnalazł się w zmienionych okolicznościach: został agitatorem arabskiej armii Lawrence’a, sprzymierzonej z Brytyjczykami. Zachęcał do walki o oswobodzenie kraju od Turków. Po wojnie założył jerozolimski oddział Al-Nadi al-arabi – organizacji optującej za włączeniem Palestyny do niepodległej Wielkiej Syrii. Co do wyglądu, to wyróżniały go wydatne uszy, które podkreślał, nosząc całe życie białe tureckie nakrycie głowy i odpowiednio przystrzygając brodę. W jego mentalności nie było zgoła nic komicznego. Oportunista, dyszący nienawiścią do Żydów; bez zahamowań zaprzyjaźniał się z każdym, kogo widział pożytecznym dla sprawy arabskiej, także z wodzem Trzeciej Rzeszy.

Amin al-Husajni był jednym z przemawiających do tłumu w wielkanocny poranek. Wkrótce rozległ się za starodawnymi murami śpiew: „Niepodległość! Niepodległość! Palestyna to nasz kraj, Żydzi to nasze psy” (w języku arabskim słowa układają się w rymowankę), i motłoch ruszył plądrować żydowską dzielnicę Starego Miasta.

[…]

Ten tekst jest fragmentem książki Davida Charlwooda „Rok 1920. Świat po Wielkiej Wojnie”:

David Charlwood
„Rok 1920. Świat po Wielkiej Wojnie”
39,90 zł
Wydawca: Bellona
Okładka: twarda
Liczba stron: 360
Format: 170×240 mm
EAN: 9788311159853

Początek przemocy w Jerozolimie był typowy, mimo to przerażający. Z relacji naocznego świadka: „Nastąpiło zamieszanie, na Żydów poleciały kamienie. Zamknięte sklepy, krzyki. Potem widziałem Araba z Hebronu podchodzącego do żydowskiego pucybuta, kryjącego się za workiem w kącie przy Bramie Jafskiej; zabrał mu skrzynkę i bił po głowie. Tamten krzyczał i zaczął uciekać, z głowy ciekła mu krew [...]. Rozruchy sięgnęły zenitu. Wszyscy wołali «wiara Mahometa zrodziła się z mieczem»”. Policja powiadomiła gubernatora o narastaniu agresji.

Muzułmańska procesja w Nabi Musa, 4 kwietnia 1920 roku

W 1917 roku powołano trzydziestodziewięcioletniego urzędnika służby cywilnej, Ronalda Storrsa, na gubernatora Jerozolimy. Ponieważ nie istniała tam żadna administracja cywilna, awansowano go tymczasowo na stopień podpułkownika, co pozwoliło mu żartobliwie przedstawiać się: „pierwszy wojskowy gubernator Jerozolimy od czasów Poncjusza Piłata”. Fenomenalnie uzdolniony lingwistycznie, znał arabski, hebrajski i włoski, niezbędne dyplomacie francuski i niemiecki, wreszcie łacinę i grekę ze szkoły. T.E. Lawrence nazwał go „najbłyskotliwszym Anglikiem na Bliskim Wschodzie”, rozmiłowanym w muzyce i literaturze. Storrs przede wszystkim był stuprocentowym Anglikiem, o pełnej twarzy, z łysiną czołową i gładko zaczesanymi wąsami, dyskutującym w domu równie wiele o Debussym, co o polityce. Starał się być bezstronnym gubernatorem, czym stopniowo ściągał na siebie gniew obu stron. Znajdował się w kościele w chwili rozpoczęcia zajść ulicznych w Niedzielę Wielkanocną 1920 roku. Zdawał sobie sprawę z potencjału wrogości i gniewu. We wspomnieniach zawarł refleksję, że „w okresie Wielkanocy, dla chrześcijan kulminacji roku, niemal w całym świecie choćby na trzy dni zamierają konflikty, dając zwycięstwo pokojowi. Wielkanoc w Ziemi Świętej, a nade wszystko w Świętym Mieście, przez pokolenia wiązała się z ostrzeniem bagnetów i potrajaniem załóg wojskowych”, a zbieżność dat Paschy, Wielkanocy i Nebi Musa „przyciąga do Jerozolimy, wraz z rzeczywiście pobożnymi, wichrzycielskie hordy polityczne i przestępcze, które wywołały prawdziwy kryzys w tę niespokojną Wielkanoc”. Miał tylko stu osiemdziesięciu ośmiu policjantów i ośmiu oficerów, dlatego w kwestii porządku był mocno zależny od armii.

W atmosferze zwiększającego się zagrożenia grupy Żydów przystąpiły w poprzednich miesiącach do gromadzenia broni i ćwiczeń. Najznaczniejszą formacją samoobrony kierował Ze’ew Żabotyński, rosyjski Żyd, były ofi cer brytyjski. W pamiętną niedzielę domagał się zgody na wprowadzenie swej grupy do akcji. Gubernator odmówił, ustanawiając nowe przepisy o areszcie i godzinę policyjną. Następnego dnia rozruchy nasiliły się, plądrowane były żydowskie domy, bici Żydzi na ulicach – dwóch zasztyletowano. Brytyjczycy wycofali wszystkie siły porządkowe ze Starego Miasta, otoczyli je kordonem, nie przepuszczając nikogo w żadnym kierunku.

Ewidentnie nie dało się przywrócić tam spokoju bez ściągnięcia pokaźnych posiłków. Zadanie jawiło się jako koszmarnie trudne. Wąskie ulice z prastarym brukiem kamiennym, nierówne, nieprzejezdne dla samochodów pancernych, niebezpieczne dla konnych policjantów. Storrs skarżył się później: „Zastanawiałem się często, czy ci krytykujący nas Europejczycy mają najmniejsze pojęcie o stromych, ciasnych i krętych uliczkach Starego Miasta [...], śmiercionośnej ciemności zaułków, w których całą rodzinę można zamordować, a policjanci z posterunku oddalonego o kilkadziesiąt jardów nic nie zobaczą ani nie usłyszą”.

We wtorek 6 kwietnia, trzeciego dnia eksplozji nienawiści, szczególny incydent ujawnił powagę zagrożenia. Przemoc ogarnęła zespół żydowskich domów w pobliżu Wzgórza Świątynnego, praktycznie oblężonego od wielkanocnego przedpołudnia. Wystraszone rodziny zgromadziły się na wyższych kondygnacjach, słuchając trzasku rozbijanych na dole mebli. Napastnicy weszli po schodach na górę i ze stalowymi prętami natarli na mieszkańców, kobiety i dzieci również. Kilku zgwałciło piętnastolatkę i drugą młodą kobietę, zamężną. Po parudniowych atakach część Żydów uznała za konieczne dać odpór. Żabotyński przemycił nieco broni, syjonistyczni aktywiści pomagali miotać kamienie i lać wrzątek z płaskich dachów.

Brytyjscy żołnierze kontrolują żydowskich cywili w Jerozolimie, kwiecień 1920 roku

Wreszcie Brytyjczycy wprowadzili stan wojenny i zdusili zamieszki. Trwały od 4 do 7 kwietnia. „Th e Times” z 8 kwietnia komentował: „Trzeba przyznać, że kłopoty dojrzewały od jakiegoś czasu. Przyjezdni mówią, że w Anglii nie zdajemy sobie sprawy z rozmiaru arabskiej niechęci do Żydów”. W sumie zamieszki Nebi Musa spowodowały śmierć pięciu Żydów i czterech Arabów, rany u dwustu szesnastu Żydów.

Zabójstwa, gwałty i rabunki nie były w Jerozolimie nowością, lecz spodziewano się, że znikną pod brytyjską opieką. Storrs wybrał się z wizytą kondolencyjną do pewnego przywódcy syjonistów.

– Przychodzę złożyć wyrazy żalu z powodu tragedii, która nas dotknęła.

– Jakiej tragedii?

– Mam na myśli nieszczęsne wydarzenia ostatnich dni.

– Wasza Ekscelencja ma na myśli pogrom – gorzko sprostował Żyd.

Gubernator usilnie zaprzeczał, że było to coś więcej niż krwawa awantura. W odczuciu Żydów gromady muzułmanów wpadły w morderczy szał za przyzwoleniem aktualnych władz wojskowych, które reagowały z opóźnieniem, utrudniały napadniętym obronę, zatrzymując osoby dostarczające uzbrojenia do Starego Miasta.

Po fali niepokojów nastąpiła fala aresztowań, dwustu z górą ludzi stanęło przed sądami wojskowymi. Wyroki zapadały surowe, dwóch Arabów wsadzono do więzienia na piętnaście lat za gwałt. Siedmiu Arabów i dziewiętnastu Żydów oskarżono o posiadanie broni, wśród nich Żabotyńskiego. Ten, uznany za podżegacza, nie zaś uczestnika samoobrony, także został skazany na piętnaście lat. Hadżdż Amin al-Husajni sądzony zaocznie, gdyż zdążył zbiec za granicę, dostał wyrok dziesięciu lat pozbawienia wolności. Krzycząca dysproporcja w wymiarze kary dla obu liderów wzburzyła nawet brytyjskich publicystów. Wkrótce po ogłoszeniu decyzji sądu dowódca wojsk brytyjskich w Palestynie nazwał kary nałożone na wielu Żydów „zbytnio surowymi”, więc zapowiedział ich „znaczne obniżenie”.

Wymiar sprawiedliwości funkcjonował swoim trybem, tymczasem Izba Gmin rozpoczęła śledztwo. O wyjaśnienie sytuacji w Palestynie zwrócił się do premiera między innymi zaprzyjaźniony z Gertrude Bell lord Cecil. Pytania dotyczyły lekceważenia wcześniejszych znaków ostrzegawczych i zakazu tworzenia żydowskich formacji paramilitarnych. 29 kwietnia odpowiedzi udzielał Winston Churchill: „Nie potrafi ę stwierdzić, jakie straty wynikły w mieście [Jerozolimie], lecz niewątpliwie doszło do podpaleń. Jak Izbie wiadomo, wydarzenia rozegrały się pomiędzy ludźmi Wschodu, emocje najwyraźniej były silne [...]. Głównych przestępców sądy wojskowe ukarały surowo”.

Wypadki w czasie święta Nebi Musa wyraźnie wskazały, iż mandat, jaki Wielka Brytania otrzyma, okaże się trudniejszy do sprawowania, niż oczekiwano.

Ten tekst jest fragmentem książki Davida Charlwooda „Rok 1920. Świat po Wielkiej Wojnie”:

David Charlwood
„Rok 1920. Świat po Wielkiej Wojnie”
39,90 zł
Wydawca: Bellona
Okładka: twarda
Liczba stron: 360
Format: 170×240 mm
EAN: 9788311159853

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
David Charlwood
Brytyjski historyk i dziennikarz, absolwent Royal Holloway, University of London, autor kilku książek, m.in. Churchill and Eden, Suez Crisis 1956 oraz Armenian Genocide: The great crime of WW1. W języku polskim ukazała się dotychczas praca Rok 1920. Świat po Wielkiej Wojnie.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy