Opublikowano
2012-07-22 12:00
Licencja
Wolna licencja

Zdążyć na 22 lipca, czyli ile jest MDM-u w MDM-ie?

O Marszałkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej napisano już niemało, nie zawsze z sensem, ale często emocjonalnie. Obok prac wartościowych, opartych na rzetelnych badaniach pojawiają się także efemerydy „antropologiczno-socjologiczne”, których żywot bywa niezwykle krótki i to pomimo niezwykle nachalnej promocji. I nie można tu mieć wielkich pretensji do autorów: chcieć to nie zawsze znaczy móc. Przekonali się o tym także sami autorzy koncepcji MDM-u, który właśnie dziś obchodzi swoją rocznicę.


Strony:
1 2

Kazimierz Brandys w „Listach do pani Z” pisał, że wiek sześćdziesięciu lat brzmi już poważnie. W tym wieku refleksje nad własną przeszłością zaczynają być coraz częstsze, a pytanie o skuteczność w realizacji naszych planów powraca nieuchronnie. Ile z tego co sobie założyliśmy udało nam się zrealizować? A ile nie? I czy wszystko było zależne od nas, czy raczej jak to najczęściej w życiu bywa, wyszło tak po prostu, samo z siebie? Budynek w sześćdziesiątym roku życia jest wprawdzie młodszy niż sześćdziesięcioletni człowiek, ale o naiwności nie ma już mowy. 22 lipca 1952 roku oddano uroczyście do użytku Marszałkowską Dzielnicę Mieszkaniową, chlubę polskiego socrealizmu i śródmiejskie miejsce dla ludu. Nie ma sensu analizować jej urody – jest to kwestia absolutnie subiektywna. Zresztą już w lipcu 1952 Józef Sigalin, kierownik Pracowni MDM pisał: „Ludzie podziwiają. Niektórzy wydziwiają”, i chyba to spostrzeżenie jest aktualne do dzisiaj. Z okazji sześćdziesiątych urodzin można jednak pokusić się o refleksję, na ile to co z takim poświęceniem oddali w terminie budowniczowie było kompletne względem pierwotnych założeń.

Pochód młodzieży, 22 lipca 1952 r. (fot. W. Sławny, domena publiczna) Rok 1945 był dla Warszawy dnem upadku, lecz zarazem dobą przełomu. Skala zniszczeń oszałamiała, podobnie jak skala możliwości. W tych okolicznościach powstał zespół projektowy, którego członków połączyła praca przy odbudowie, a z czasem więzy prawdziwej przyjaźni. Czterech znakomitych fachowców i cztery silne osobowości – Józef Sigalin, Stanisław Jankowski, Zygmunt Stępiński i Jan Knothe – dostali szansę przeobrażenia Warszawy, i z tej szansy skorzystali. Było to tym trudniejsze, że wszyscy doskonale znali Warszawę przedwojenną i mieli ją w pamięci. Zlekceważenie tych wspomnień będzie im zresztą później wielokrotnie wypominane. Jednak w roku 1949 nazwiska czterech architektów są wymieniane jednym tchem z nazwą strategicznej, zaprojektowanej przez nich arterii przelotowej Wschód-Zachód – Trasy W-Z. Było za co chwalić, gdyż z planowanej pierwotnie niedługiej trasy wyszedł kawał miasta w rejonie staromiejskim wraz z mostem. Było to wielkie dzieło urbanistyczne, miastotwórcze, a przede wszystkim: psychologiczne. Można było je osiągnąć wyłącznie w niezwykłej atmosferze powojennej odbudowy. Architekci stali się rozpoznawalni, co potrafiło niekiedy pokazać swój wymiar praktyczny. Na przykład Stanisławowi Jankowskiemu „Agatonowi” udało się dzięki niej opuścić areszt w Nowym Targu, do którego trafił fotografując kościół niefortunnie zlokalizowany w sąsiedztwie budynku Urzędu Bezpieczeństwa. Argument, że kościół był w tym miejscu wcześniej okazał się nie dość ważki. Uratowała go fotografia z otwarcia Trasy W-Z zamieszczona w „Trybunie Ludu”, na której uwieczniony został na trybunie honorowej.

Tym razem wystarczyła gazeta, ale przez następne lata Jankowskiego będzie już ratować Józef Sigalin. A okazji do interwencji nie brakowało, bowiem Jankowski jako „cichociemny” i ostatni adiutant gen. Bora-Komorowskiego znajdował się w nieustannym zainteresowaniu bezpieki. Jednak projektowanie wielkich założeń to najczęściej gra zespołowa, gdzie nawet najodważniejszy żołnierz (tak wspominali Jankowskiego koledzy z AK) i zdolny urbanista (do nich z pewnością również się zaliczał) bez wsparcia architektów pozostaje bezradny. Szczęśliwie dla rejonu staromiejskiego, a może i dla Warszawy w ogóle, przyszło mu współpracować z Zygmuntem Stępińskim – posiadającym znakomity warsztat i wielkie wyczucie stylu i harmonii w projektowaniu oraz Janem Knothe – architektem, rysownikiem, poetą, w późniejszych latach także dyplomatą, ale przede wszystkim: ogromnym erudytą. Ponieważ z niezrozumiałych względów ten ostatni jest jednym z najmniej znanych powojennych architektów, warto wspomnieć, że lista warszawskich konkursów z lat 1946–1956 to właściwie lista nagród i wyróżnień zdobytych przez Knothego.

Biuro Projektów – płaskorzeźba z MDM (Szczebrzeszynski, domena publiczna) Zespołem architektów MDM kierował Józef Sigalin, a więc nie byle kto, bowiem przez blisko trzydzieści lat wszystko co wyznaczało rytm powojennego życia stolicy związane było w ten lub inny sposób z jego nazwiskiem. Architekt, żołnierz i znakomity organizator, który uparcie – znając kaprysy władzy jak nikt inny w tym środowisku – forsował i zatwierdzał projekty. A pamiętać należy, że powojenne inwestycje były to całe kampanie, w których uczestniczyły niezliczone armie budowlanych, kolosalne ilości sprzętu, całe góry materiałów. Sigalin był dowódcą tych armii, strategiem tych operacji. Gdy w 1949 roku dotarł ze Wschodu do Polski socrealizm, władze wykoncypowały, że wprowadzą „lud do śródmieścia”. Miał on maszerować i manifestować pośród architektury „socjalistycznej w treści i realistycznej w formie”, tworzącej obudowę przestrzenną tych procesów. Adam Ważyk ubrał te zamierzenia w słowa, a Sigalin ze swoją pracownią mieli wcielić je w życie w postaci MDM.

Spektakularny rozmach urbanistyczny projektu, dotychczas rzadko w Warszawie spotykany, miał jednak fundamenty zachowawcze. Ponieważ wszystko co nowe (a zwłaszcza ze Wschodu) wymaga przetestowania, żeby nie ryzykować od razu w centralnej partii ul. Marszałkowskiej, postanowiono wpuścić lud „na próbę” w południowe rejony Śródmieścia. I tak już zostało, bowiem centralne miejsce zajął później Pałac Kultury i Nauki. Koncepcja naszkicowana w 1950 roku przewidywała budowę 6 tys. izb mieszkalnych, a cały zamysł urbanistyczny oparto na dwóch krzyżujących się osiach: ulicy Marszałkowskiej i Nowowiejskiej/al. Wyzwolenia (dawna oś stanisławowska). Szczególną rolę przewidziano dla monumentalnego placu, wieńczącego oś poszerzonej ulicy Marszałkowskiej, na który „wypadać” miały uroczyste pochody. Prace projektowe i realizacyjne podzielono na trzy etapy, z których każdy miał być realizowany przez dwa lata, zgodnie z upływem Planu Sześcioletniego. Jak ustalił Krzysztof Mordyński, badacz MDM-u, z serii II wybudowano częściowo plac Zbawiciela (1952–1953?) oraz bloki wzdłuż Marszałkowskiej do pl. Unii Lubelskiej. Serię III ograniczono do zabudowy al. Wyzwolenia: tzw. „Latawiec” (1953–1955). Do niezrealizowanych monumentalnych założeń należą: plac na Rozdrożu, plac Rakowiecki (południowy), Riwiera, południowa ściana przedłużenia ul. Wawelskiej (obecnie Trasa Łazienkowska). Po 1952 r. władze zaczęły wycofywać się z priorytetowego traktowania budowy MDM, w rezultacie czego duża część sporządzonych i gotowych do akceptacji projektów nie została zatwierdzona. Zastanówmy się więc nad częścią pierwszą – okolicami placu Konstytucji – którą uroczyście otwarto 22 lipca 1952 roku, równo 60 lat temu.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy e-book Tomasza Leszkowicza – „Oblicza propagandy PRL”:

Autor: Tomasz Leszkowicz
Tytuł: „Oblicza propagandy PRL”

ISBN: 978-83-65156-05-1

Wydawca: Michał Świgoń PROMOHISTORIA (Histmag.org)

Stron: 116

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

9,9 zł

(e-book)

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Warsiawianista |

Genialnie napisane! Modelowy felieton historyczny. Dlaczego tak mało tekstów tego autora?!



Odpowiedz

Gość: Czytelnik |

Znakomity tekst.



Odpowiedz

Gość: Michał Lorek |

Ciekawe. Nie wiedziałem, że tam miały być rzeźby.



Odpowiedz
Andrzej Skalimowski

Absolwent Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, doktorant w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk. Pracuje nad biografią Józefa Sigalina, naczelnego architekta Warszawy w latach 50.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org