Żeglarze – główni inicjatorzy buntu?
Ten tekst jest fragmentem książki Marcusa Redikera i Petera Linebaugha „Wielogłowa hydra. Żeglarze, niewolnicy, pospólstwo i ukryta historia rewolucyjnego Atlantyku”.
Już od lat czterdziestych XVIII wieku przewodzili serii zamieszek przeciwko przymusowemu poborowi do marynarki, co sprawiło, że Thomas Paine (w pamflecie Zdrowy rozsądek) i Thomas Jefferson (w Deklaracji Niepodległości) wskazali tę praktykę jako jedno z najpoważniejszych naruszeń wolności. Ich bojowość na lądzie wynikała z codziennej pracy na morzu, wymagającej ścisłej współpracy i sporej odwagi. Na pokładzie walczyli wspólnie o lepsze jadło, płace, warunki pracy i dyscyplinę; do portów wnosili ducha oporu wobec samowoli władzy, solidarność z cierpiącymi i gotowość do wspólnego działania w obronie własnej. Jak przekonał się Henry Laurens, nie wahali się sięgać po bezpośrednie środki, by osiągnąć swoje cele. W lata sześćdziesiąte XVIII wieku wkraczali uzbrojeni w tradycje hydrarchii. W epoce rewolucji uczyli się nowych taktyk, ale w równie dużym stopniu opierali się na własnym doświadczeniu.
Częścią wiedzy, którą posiedli żeglarze, była umiejętność stawiania oporu przymusowemu wcielaniu do marynarki wojennej. Ta sięgająca trzynastowiecznej Anglii tradycja odrodziła się za czasów debat w Putney i rewolucji angielskiej. Odżyła pod koniec XVII wieku, w okresie rozbudowy królewskiej floty wojennej, i w następnym stuleciu, w epoce nasilenia działań militarnych. Gdy w 1739 roku, po ćwierćwieczu pokoju, Anglia wypowiedziała wojnę Hiszpanii, żeglarze stanęli do walki i nierzadko pokonywali oddziały poborowe w każdym większym porcie Anglii. Również w amerykańskich portach – na Antigui, St. Kitts, Barbadosie, Jamajce, w Nowym Jorku i Nowej Anglii – poszły w ruch pięści i pałki. W 1741 roku w Bostonie wybuchły zamieszki: żeglarze pobili szeryfa i sędziego, którzy udzielili pomocy oddziałowi „łapaczy rekrutów” ze statku królewskiej marynarki wojennej Portland. Rok później trzystu marynarzy, uzbrojonych w pałki, kordelasy i topory, zaatakowało dowódcę okrętu Astrea i zniszczyło barkę. W 1745 roku doszło do kolejnych wystąpień – najpierw poturbowano kapitana żaglowca królewskiej marynarki wojennej Shirley i kolejnego szeryfa, a siedem miesięcy później dwóch marynarzy zginęło zasieczonych pałaszami przez oddział „łapaczy rekrutów” podczas potyczki z kapitanem Forestem dowodzącym okrętem królewskiej marynarki wojennej Wager. Admirał Peter Warren ostrzegał w tym czasie, że żeglarze z Nowej Anglii odwołują się do rewolucyjnego dziedzictwa. „Żywią skrajne wyobrażenia o prawach i wolnościach Anglików – są, prawdę mówiąc, niemal lewelerami”, pisał.
W latach czterdziestych XVIII wieku żeglarze zaczęli podpalać łodzie, którymi oddziały poborowe przypływały na ląd, by porywać ludzi. Odcinali w ten sposób ich łączność z okrętami macierzystymi i znacznie utrudniali, a wręcz uniemożliwiali proceder „pozyskiwania rekruta”. W 1743 roku komandor Charles Knowles donosił, że jednostkom królewskim prowadzącym brankę na Karaibach „wyciągano Łodzie na Ulice i Palono, a Kapitanowie zostali zaatakowani przez 50 Uzbrojonych Ludzi naraz i zmuszeni do szukania schronienia u Zaprzyjaźnionych Mieszkańców”. Gdy kapitan Abel Smith z Pembroke Prize siłą wcielił kilku ludzi w okolicach St. Kitts, tłum marynarzy „wypłynął na drogę wodną, przejął Królewską łódź, wyciągnął ją na brzeg [...] i zagroził, że ją spali, jeśli Kapitan nie odda Wcielonych Ludzi. Kapitan musiał się ugiąć, by ocalić Łódź i ludzkie Życie, co przyniosło wielką Ujmę Królewskiemu Autorytetowi – zwłaszcza poza Granicami Kraju”. Te ataki na majątek i władzę Korony budziły postrach: w 1746 roku kapitan okrętu królewskiej marynarki wojennej Shirley „przez cztery miesiące nie odważył się zejść na ląd w obawie przed prześladowaniami […] albo śmiercią z rąk tłumu za prowadzenie poboru”.
Walka z przymusowym poborem przybrała nową, pomysłową formę w 1747 roku, kiedy – jak odnotował Thomas Hutchinson – „w Mieście Bostonie doszło do rozruchów dorównujących największym, jakie dotąd miały miejsce”. Wszystko zaczęło się od dezercji pięćdziesięciu żeglarzy, wśród których znajdowali się także mieszkańcy Nowej Anglii, ze służby u komandora Knowlesa na pokładzie okrętu królewskiej marynarki wojennej Lark. W odpowiedzi Knowles wysłał oddział poborowy, by prze czesał nabrzeża miasta. W krótkim czasie gromada trzystu marynarzy rozrosła się do „kilku tysięcy ludzi”. Oficerów okrętu Lark wzięto jako zakładników, a zastępcę szeryfa pobito i przywiązano do pręgierza. Zebrani otoczyli i zaatakowali salę obrad Rady Prowincjonalnej, a następnie obsadzili wszystkie przystanie, by uniemożliwić oficerom ucieczkę na statek. Tłum stanął wkrótce naprzeciw gubernatora Massachusetts, Williama Shirleya, wypominając mu krwawą przemoc, jakiej w 1745 roku dopuściły się wobec żeglarzy oddziały poborowe, i grożąc mu losem kapitana Johna Porteousa – znienawidzonego dowódcy straży miejskiej Edynburga, który po zabiciu jednego z uczestników protestu w 1736 roku został schwytany i „powieszony na słupie”.
Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Marcusa Redikera i Petera Linebaugha „Wielogłowa hydra. Żeglarze, niewolnicy, pospólstwo i ukryta historia rewolucyjnego Atlantyku” bezpośrednio pod tym linkiem!
Gubernator Shirley w popłochu schronił się w twierdzy Castle William, gdzie pozostał, dopóki zamieszki nie dobiegły końca. W międzyczasie uzbrojeni żeglarze i robotnicy rozważali podpalenie okrętu o dwudziestu działach, który właśnie budowano dla Jego Królewskiej Mości w miejscowej stoczni. Ostatecznie przejęli łódź, którą uznali za należącą do marynarki, przeciągnęli ją przez całe miasto i pod palili na The Common, głównym bostońskim placu. Komandor Knowles tłumaczył przyczynę zamieszek następująco: „Ustawa [z 1746 roku] zakazująca zaciągu na Wyspach Cukrowych wypełniła Umysły Pospólstwa na lądzie, jak i Żeglarzy we wszystkich Koloniach Północnych (a szczególnie w Nowej Anglii) nie tylko nienawiścią do Służby Koronie, lecz także Duchem Buntu – każdy z nich Rościł sobie Prawo do tych samych Przywilejów co Kolonie Cukrowe i oświadczał, że będzie ich bronić”.
Gdy marynarze stawali w obronie wolności, powołując się na prawo, ich działania przykuły uwagę młodego Samuela Adamsa*. Miał on doskonałe wyczucie „Natury Ludzkiej w niskich stanach”, a zdaniem swoich przeciwników dysponował „wężową przebiegłością”. Dzięki tym cechom był w stanie dostrzec, jak wielobarwna gromada broni się sama, a następnie przekuć jej „Ducha Buntu” w polityczny dyskurs. Odwołując się do „zamieszek Knowlesowskich” (Knowles Riot) sformułował nową „ideologię oporu, w której naturalne prawa człowieka po raz pierwszy wykorzysta no w tej prowincji jako uzasadnienie działania tłumu.” Adams zrozumiał, że tłum „ucieleśniał podstawowe prawa człowieka, względem których samo państwo może być sądzone” – tym samym usprawiedliwił przemoc i bezpośrednie działanie przeciwko opresji. Opór wielobarwnej gromady wobec zniewolenia doprowadził do przełomu w myśli rewolucyjnej.
W 1747 roku Adams przeszedł od pojęcia „praw Anglików” do szerszego, bardziej uniwersalnego języka praw naturalnych i praw człowieka – a jedną z możliwych przyczyn tej zmiany była różnorodność tłumu, o którym mówił. Adams stanął przed dylematem: jeśli tłum złożony z Afrykanów, Szkotów, Holendrów, Irlandczyków i Anglików walczy z oddziałem poborowym, to czy można to nazwać walką o „prawa Anglików”? Jak można pogodzić tradycyjne idee Locke’a, które Adams omawiał w swojej pracy magisterskiej obronionej w Harvardzie w 1743 roku, z czynami „Cudzoziemskich Marynarzy, Służących, Murzynów i innych Ludzi niskiego i podłego Stanu”, którzy przewodzili rozruchom w 1747 roku? Różnorodność podmiotu buntu poszerzyła zatem uzasadnienie buntowniczego czynu. Adams musiał dostrzec, że miał do czynienia z literalnym przypadkiem walki ludu o wolność – przez całe XVIII stulecie załogę okrętu nazywano bowiem „ludem”, a kiedy marynarze schodzili na ląd, mówiono, że przebywają „na wolności”.
Masowe wystąpienia z 1747 roku skłoniły Adamsa do założenia tygodnika „Independent Advertiser”, który – choć ukazywał się niespełna dwa lata – zdążył wyrazić imponującą, wręcz proroczą paletę radykalnych idei. Pismo relacjonowało bunty i opór wobec przymusowego poboru, opowiadało się za naturalnym prawem do samoobrony i stanowczo broniło idei równości, wzywając między innymi do społecznej kontroli nad akumulacją bogactwa i domagając się „Ustawy Agrarnej lub czegoś w tym rodzaju” (czyli redystrybucji ziemi w duchu diggerów), która miałaby wspierać ubogich robotników Nowej Anglii. Głosiło, że „przyczyną Niewoli Ludu jest to [...] iż nie jest on świadomy swojej własnej Siły”. Być może najistotniejsze ze wszystkich haseł pojawiło się na łamach „Independent Advertiser” w styczniu 1748 roku: „Wszyscy Ludzie z Natury są Równi; rodzą się z równym Udziałem Wolności i niemal równymi Zdolnościami.” Te słowa sięgały dokładnie stulecia wstecz, do rewolucji angielskiej i Agreement of the People lewelerów, a zarazem zapowiadały początkowe zdania Deklaracji Niepodległości z 1776 roku.
Kolejne ogniwo łączące rok 1747 z 1776 można odnaleźć w kazaniu Jonathana Mayhewa A Discourse Concerning Unlimited Submission and Non-Resistance to the Higher Powers [Wykład o Nieograniczonej Uległości i Braku Oporu wobec Wyższej Władzy], opublikowanym w Bostonie na początku 1750 roku. Ów wybitny kaznodzieja wygłosił je w czasie, gdy pamięć o rozruchach i ich konsekwencjach była wciąż żywa, zwłaszcza wśród kupców i marynarzy, wiernych jego zboru West Church. Już w 1748 roku nauki Mayhewa uchodziły za tak heretyckie, że jeden z jego słuchaczy – młody Paul Revere – został wychłostany przez ojca z powodu swojej „niezdrowej fascynacji”. Na początku 1749 roku Mayhew zbliżył się do granicy, którą niektórzy uznawali za zdradę stanu. Dowodził bowiem, że złamanie nikczemnego prawa – na przykład przepisów legalizujących przymusowy pobór – nie jest grzechem. W kazaniu wygłoszonym 30 stycznia, w rocznicę egzekucji Karola I, bronił królobójstwa. Dla niego nie był to dzień żałoby, lecz okazja do przypomnienia, że Brytyjczycy „nigdy nie będą niewolnikami”. Mayhew, podobnie jak wcześniej Adams, żarliwie opowiadał się za obywatelskim nieposłuszeństwem i prawem do oporu, które usprawiedliwiało użycie siły; bierna uległość zaś – jak twierdził – stanowiła istotę niewolnictwa. Głośna obrona prawa do rewolucji, jakiej podjął się Mayhew, nie byłaby możliwa bez doświadczeń buntu z 1747 roku i refleksji, jaką wzbudził on u Sama Adamsa i czytelników „Independent Advertiser”.
Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Marcusa Redikera i Petera Linebaugha „Wielogłowa hydra. Żeglarze, niewolnicy, pospólstwo i ukryta historia rewolucyjnego Atlantyku” bezpośrednio pod tym linkiem!
Idee i praktyki 1747 roku zostały dopracowane i rozbudowane w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XVIII wieku, gdy przysłowiowy Jack Tar brał udział w zamieszkach prawie w każdym portowym mieście. Nasiliło się to zwłaszcza po zakończeniu w 1763 roku wojny siedmioletniej, kiedy tysiące zdemobilizowanych żeglarzy zostały bez pracy. Ci, którzy pozostali na morzu, musieli zmagać się z coraz gorszymi warunkami życia – pogarszała się jakość żywności, obniżały się płace, a dyscyplina się zaostrzała. Wielu porzucało służbę. Admiralicja odpowiedziała terrorem: w 1764 roku dezerterzy John Evans, Nicholas Morris i John Tuffin otrzymali po siedemset batów, a Bryanta Diggersa i Williama Morrisa powieszono. „Były to najsurowsze kary, o jakich słyszałem w przypadku dezercji”, przyznał admirał Alexander Colvill. Tak bezwzględna dyscyplina na morzu nadawała protestom na lądzie szczególną intensywność – zwłaszcza gdy wznowiły działalność oddziały poborowe.
Żeglarze ponownie zaczęli atakować statki będące własnością króla. W czerwcu 1764 roku, gdy oddział „łapaczy rekrutów” ze statku królewskiej marynarki wojennej St. John próbował schwytać dezertera na nabrzeżu w Newport, tłum złożony z żeglarzy i dokerów ruszył z odsieczą. Udało się odbić uciekiniera, a porucznik dowodzący oddziałem werbunkowym został poturbowany. Uczestnicy zamieszek zagrozili, że „wyciągną królewski szkuner na brzeg i spalą go”, a następnie popłynęli łodzią na Goat Island, skąd oddano salwy armatnie w kierunku St. John. Miesiąc później w Nowym Jorku tłum zaatakował podobny oddział ze statku Chaleur, który „przeciągnięto pod ratusz i tam spalono”. Zwerbowanych podstępem uwolniono, kapitana zmuszono do publicznych przeprosin, a wszelkie późniejsze próby postawienia uczestników zamieszek przed sądem spełzły na niczym. Już niebawem kolejna grupa robotników portowych z Casco Bay w kolonii Maine przejęła łódź, która służyła do przymusowego werbunku. „Wciągnęli ją na środek miasta” i zagrozili spaleniem, jeśli przetrzymywani ludzie nie zostaną wypuszczeni.
W Newport w 1765 roku tłum złożony z żeglarzy, młodych ludzi i Afroamerykanów opanował statek pomocniczy, którym dowożono ofiary przymusowej branki na pokład żaglowca królewskiej marynarki wojennej Maidstone. Łódź zawleczono do centrum miasta i puszczono z dymem. W miarę jak w drugiej połowie lat sześćdziesiątych XVIII wieku narastała niechęć wobec służby celnej, żeglarze zaczęli atakować również jej jednostki. Thomas Hutchinson odnotował, że w 1768 roku w Bostonie „łódź należąca do urzędu celnego została przeciągnięta w triumfie przez ulice miasta i spalona na The Common”. W innych miejscach marynarze grozili podpaleniem lub faktycznie podpalali królewskie jednostki – w Wilmington w Karolinie Północnej i na Nevis w 1765 roku, ponownie w Newport w 1769 i 1772 roku oraz dwukrotnie w Nowym Jorku w 1775 roku. W ten sposób dawali miejscowym władzom jasny sygnał, by nie podpisywać rozporządzeń dotyczących branki. Pokazali, że potrafią sięgnąć nawet po najdłuższe i najcięższe ramię władzy – i wykręcić je.
Pod koniec lat sześćdziesiątych XVIII wieku żeglarze zaczęli łączyć ruchy oporu w Anglii i Ameryce, uczestnicząc zarówno w protestach dotyczących płac i czasu pracy, jak i demonstracjach o charakterze po litycznym, na przykład w wystąpieniach londyńczyków popierających Johna Wilkesa – dziennikarza i zbuntowanego arystokratę – w jego sporach z królem i parlamentem. Żeglarze z Londynu, największego portu ówczesnego świata, odegrali w tych wystąpieniach kluczową rolę. W 1768 roku zastrajkowali, opuszczając żagle swoich statków i paraliżując handel w stolicy imperium, tym samym włączając strajk do arsenału środków oporu. W kolejnych latach podobne protesty wybuchały coraz częściej po obu stronach Atlantyku, a wraz z nimi narastały spory o płace w żegludze, zwłaszcza po reformie brytyjskiej służby celnej z 1764 roku, kiedy to urzędnicy zaczęli konfiskować część bezpieniężnego wynagrodzenia marynarzy – tak zwanego venture, czyli własnych towarów, które przewozili na pokładzie statku bez opłat frachtowych. Organizując strajk generalny w 1768 roku, żeglarze odwoływali się do tradycji hydrarchii, rozwijając proletariacką ideę wolności. Jeden z komentatorów, wspominając tam te wydarzenia, pisał: „Ich pojęcie wolności sprowadza się do tworzeniu nielegalnych układów”. Układy te określał mianem „wielogłowego potwora, którego każdy powinien zwalczać, ponieważ zagraża majątkowi wszystkich – a bogactwo, potęga i chwała tego królestwa nigdy nie będą bezpieczne, dopóki to zło nie zostanie powstrzymane”.
Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Marcusa Redikera i Petera Linebaugha „Wielogłowa hydra. Żeglarze, niewolnicy, pospólstwo i ukryta historia rewolucyjnego Atlantyku” bezpośrednio pod tym linkiem!
Żeglarze nie zaprzestali również walki z przymusowym poborem. Starcia z oddziałami werbunkowymi miały miejsce na ulicach Londynu w 1770 roku, w czasie wojny z Hiszpanią, i ponownie w 1776 roku, gdy toczyły się wojny z amerykańskimi koloniami (poparcie dla idei ich podporządkowania było znikome wśród żeglarzy). W odpowiedzi na te wydarzenia autor podpisujący się jako „Nauticus” napisał broszurę The Rights of the Sailors Vindicated [Prawa Żeglarzy Dowiedzione], w której porównał żeglarskie życie do niewolnictwa i bronił prawa do samoobrony. Przywoływał w niej ducha debat, które ponad sto lat wcześniej toczono w Putney, wkładając w usta żeglarza słowa skierowane do sędziego: „Ja, urodzony wolnym, tak samo jak ty, mam poświęcić życie i wolność za tak marną zapłatę – tylko po to, by tacy jak ty mogli spokojnie korzystać ze swojego majątku?”. Podobnie jak Sam Adams, Nauticus wykraczał poza argumentację opartą na egzekwowaniu „praw Anglików”, przeciwstawiając prawa własności prywatnej wspólnym prawom ludu – „prawom naturalnym niewinnego obywatela”. W 1772 roku również John Wilkes zaczął otwarcie domagać się prawa do oporu wobec przymusowej branki.
W połowie lat sześćdziesiątych XVIII wieku wielobarwna gromada przyczyniła się do narodzin ruchu abolicjonistycznego w Londynie, inspirując do działania ekscentrycznego, lecz nieugiętego Granville’a Sharpa, który wkrótce stał się jednym z najbardziej nieprzejednanych przeciwników niewolnictwa. Punktem zwrotnym było spotkanie, do którego doszło w 1765 roku, kiedy to Sharp – urzędnik i muzyk – stanął w kolejce do londyńskiej kliniki obok nastoletniego Jonathana Stronga, byłego niewolnika z Barbadosu, który po brutalnym pobiciu przez właściciela stał tam opuchnięty, niemal niewidomy i skrajnie wycieńczony. Sharp i jego brat, chirurg, zajęli się nim i wyleczyli go. Dwa lata później dawny właściciel Stronga ponownie go uwięził i sprzedał dalej. Wstrząśnięty tą historią afrykański żeglarz Olaudah Equiano zachęcił Sharpa do studiowania prawa, w szczególności instytucji habeas corpus – jedne go z najpotężniejszych narzędzi w arsenale praw „Anglika urodzonego wolnym”. Habeas corpus zakazywało przetrzymywania osoby bez po stawienia jej przed sądem i zapewnienia uczciwego procesu, co czyniło je skuteczną bronią zarówno przeciwko przymusowemu poborowi, jak i niewolnictwu.
Sharp był przekonany, że prawo nie powinno nikogo faworyzować ze względu na status społeczny. W 1769 roku doszedł do wniosku, że „powszechne prawo i zwyczaj Anglii [...] zawsze sprzyjają wolności człowieka”. Poruszony losem czarnych żeglarzy na nabrzeżach, zaczął odwoływać się do habeas corpus, by bronić tych, którzy próbowali uniknąć ponownego zniewolenia – często z rąk oddziałów werbunkowych. Największym sukcesem Sharpa była wygrana w sprawie z 1772 roku, w której bronił Jamesa Somerseta: sąd ograniczył wówczas prawo właścicieli niewolników do posiadania i wykorzystywania „ludzkiej własności” na terytorium Anglii. W 1777 roku zasada habeas corpus została jednak zawieszona – nie bez sprzeciwu. Londyński klub dyskusyjny znany pod nazwą The Robin Hood Society debatował nad kwestią: „Czy w obecnych okolicznościach zawieszenie habeas corpus byłoby właściwe?”. Większość zgromadzonych opowiedziała się zdecydowanie za utrzymaniem tej reguły. Tymczasem sędzia śledczy John Fielding powołał do życia miejską formację policyjną określaną mianem „Bow Street Runners”, będącą londyńskim odpowiednikiem niesławnych patroli łapaczy niewolników znanych z plantacji Południa. Fielding uważnie śledził działalność wielobarwnej gromady w Londynie i jej przepływ na zachód – ku kolejnym powstaniom na Karaibach.
W 1775 roku żeglarze i nabrzeżny proletariat przypuścili atak na niewolnictwo z jeszcze innej strony – ogłosili strajk w Liverpoolu. Trzy tysiące mężczyzn, kobiet i dzieci zebrało się, by zaprotestować przeciw obniżeniu płac. Gdy wysłani przez władze żołnierze oddali salwę do tłu mu i zabili kilka osób, protest przerodził się w otwarty bunt. Marynarze „wciągnęli czerwoną flagę”, przeciągnęli działa ze statków do centrum miasta i ostrzelali gmach Giełdy Towarowej, zostawiając po sobie „nie wiele całych szyb w całej okolicy”. Zdewastowali także mienie kilku bogatych handlarzy niewolnikami. Jeden ze świadków zamieszek pisał: „Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że Boston przeniósł się do nas – i obawiam się, że to dopiero początek naszych zmartwień”. To porównanie miało także sens dosłowny. Boston, „Metropolia Buntu”, rzeczywiście rzucał długi cień na angielskie porty w przededniu rewolucji amerykańskiej. Anonimowy obserwator odnotował, że wieloetniczni amerykańscy żeglarze „należeli do najaktywniejszych uczestników ostatnich zamieszek” w Londynie w 1768 roku. Opisywał ich jako „nędzników o skundlonym pochodzeniu”, „bezpośrednich synów Jamajki, afrykańskich Murzynów i azjatyckich Mulatów”. Kiedy podczas strajku rzecznego w 1768 roku skandowali hasło „Zamknęli Wilkesa, to precz z Królem!”, dawali wyraz niezależnemu duchowi rewolucyjnemu, który inspirował ich działania na całym Atlantyku. Zbiegły kontraktowy pracownik służebny James Aitken, znany lepiej jako Jack the Painter, wziął udział w proteście znanym pod nazwą „herbatka bostońska”, a następnie powrócił do Anglii, gdzie w 1775 roku prowadził akcje podpaleń wymierzone w królewskie statki i stocznie. Schwytano go i powieszono. Mobilność marynarzy i innych ludzi morza sprawiała, że zarówno doświadczenia, jak i idee oporu rozchodziły się błyskawicznie. O ile rzemieślnicy i dżentelmeni należący do amerykańskiego stowarzyszenia „Synów Wolności” postrzegali swoją walkę jako „jeden z epizodów globalnego starcia między wolnością a despotyzmem”, o tyle żeglarze – mający znacznie szersze i bardziej bezpośrednie doświadczenie zarówno despotyzmu, jak i ogółem świata – widzieli ją jako część długotrwałych zmagań między zniewoleniem a wolnością rozgrywających się na obszarze Atlantyku.
