Opublikowano
2018-03-01 15:07
Licencja
Wolna licencja

Żołnierze Wyklęci – czy i jak ich upamiętniać?

Żołnierze Wyklęci budzą obecnie bardzo duże zainteresowanie, wywołując jednocześnie sporo dyskusji. W jaki sposób powinniśmy ich upamiętniać? Czy święto państwowe ma w tym przypadku sens? Jakie są największe problemy historyka badającego tematykę Wyklętych? Zapraszamy na nowy Wielogłos!


Strony:
1 2

Zobacz też: 10 polskich partyzantów, których warto poznać! [Galeria]

Paweł Rzewuski, publicysta: Żołnierze Wyklęci to problem szerszy. Przede wszystkim brakuje jasnego wskazania kto jest, a kto nie jest Żołnierzem Wyklętym i tak razem z „Inką”, Pileckim czy Fieldorfem paruje się takie osoby jak Romuald Rajs, którego zbrodnie zostały dowiedzione.

Przyjęta dzisiaj definicja Wyklętych jako wszystkich tych, którzy przeciwstawiali się zbrojnie komunistom po 1945 roku, jest za szeroka i szkodliwa dla rzeczywiście zasłużonych ludzi.

Znaczna liczba ŻW zginęła nie dla tego, że miała wybór, ale dlatego, że stalinowskie władze nie dały im wyboru. Należy o tym pamiętać podczas krytyki aktualnej tendencji upamiętniania ich. W wielu wypadkach nie był to „czysto romantyczny zryw”, ale faktyczny brak alternatywy. Osobiście jednak nie stawiałbym ich w panteonie największych bohaterów Rzeczpospolitej.

Henryk Wybranowski „Tarzan”, Edward Taraszkiewicz „Żelazny”, Mieczysław Małecki „Sokół”, Stanisław Pakuła „Krzewina”, rok 1947 (domena publiczna).


***

Sebastian Adamkiewicz, publicysta: Obecna popularność zagadnienia tzw. Żołnierzy Wyklętych ma swoje dobre i złe strony. Dobrą jest z pewnością to, że dzięki temu wzmożono badania nad działalnością polskich organizacji niepodległościowych po II wojnie światowej. Zaawansowany program poszukiwania ofiar, pogłębianie wiedzy na temat kolejnych zgrupowań – taka jest z pewnością wartość dodana mody na Wyklętych. Już teraz, a niewątpliwie też i w przyszłości, pozwoli to na dużo szersze spojrzenie na powojenną historię Polski.

W tej beczce miodu znajduje się także spore wiaderko dziegciu. Problemem jest samo pojęcie Żołnierzy Wyklętych, które jest na tyle pojemne, że łączy w sobie zarówno tych, którzy kontynuowali walkę zbrojną po II wojnie, tych którzy robili to doraźnie, jak i tych, którzy nie chcieli jej kontynuować, lecz ze względu na swoją przeszłość stali się ofiarami reżimu stalinowskiego. Rozpiętość postaw jest ogromna i wewnętrznie wykluczająca. W łódzkim regionie z jednej strony mamy postać Stanisława Sojczyńskiego „Warszyca”, który po 1945 roku walkę w konspiracji kontynuował, a z drugiej wspomina się Fieldorfa „Nila”, który z działalności konspiracyjnej de facto się wycofał. Oprócz tego, że obydwoje zostali zamordowani przez system komunistyczny, łączy ich niewiele.

Granice absurdu przekroczone zostały, gdy w poczet Wyklętych włączono Brygadę Świętokrzyską, której po 1945 roku nie było nawet w Polsce. Takie potraktowanie tematu zaciemnia złożoność postaw po II wojnie i zamiast poszerzać spojrzenie, fałszywie je zawęża. Tworzy bowiem przekonanie, że Żołnierze Wyklęci byli formacją jednolitą i spójną pod względem ideologicznym, czy też oceny rzeczywistości. Tymczasem mnogość postaw jest tak ogromna, że tworzenie jednolitej masy znacznie odbiega od poszukiwania prawdy o przeszłości.

Jeszcze innym problemem jest gloryfikacja oddziałów nawiązujących do tradycji nacjonalistycznych, przy jednoczesnej marginalizacji podziemia poakowskiego. Na fali kultu Żołnierzy Wyklętych rozpoczął się proces masowego rehabilitowania Narodowych Sił Zbrojnych, których duża część pozostawała poza strukturami Polskiego Państwa Podziemnego. Tymczasem zaczyna się ich uważać za organizację równoprawną Armii Krajowej, a nawet ważniejszą, zapominając o wyraźnych różnicach światopoglądowych różniących te dwie formacje. Na tym swoją pozycję zbudowały różnego rodzaju prawicowe ugrupowania, a sama pamięć o podziemiu powojennym w dużej mierze została zawłaszczona.

Kłopotem jest też fakt, że bezrefleksyjne podejście do tego zagadnienia nie pozwala odróżnić tych, którzy walczyli, od tych, którzy pod płaszczem walki uprawiali regularną bandyterkę. Co prawda w badaniach naukowych te kwestie są poruszane, ale w debacie publicznej panuje dużo większy paraliż. To zrozumiałe o tyle, że budując pojęcie Wyklętych chciano ich przedstawić jako niesłusznie wymazanych z historii bohaterów. Jakiekolwiek plamy na tym obrazie w naturalny sposób zakłócają uproszczoną narrację, która budowie mitu zawsze towarzyszy.

Wreszcie pod wpływem kultu Żołnierzy Wyklętych na dalszy plan odeszła działalność PSL-u czy innych organizacji niepodległościowych, które nie podjęły walki bezpośredniej. Towarzyszy temu moralny szantaż, według którego wyłącznie walka zbrojna była racją stanu. Osobliwe jest to, że na serii monet NBP poświęconej Niezłomnym umieszczono hasło „Zachowali się jak trzeba”. Czy ci, którzy złożyli broń, zachowali się jak „nie trzeba”? Takie dylematy zawsze będą się rodzić kiedy jakąś postawę nazbyt mocno się absolutyzuje, a tak bywa w przypadku podziemia po II wojnie.

Czy zatem czcić? Jak najbardziej. To nie zawsze jednoznaczny, ale jednak element polskiej tradycji niepodległościowej. Przy czym do tematu podejść należy z odwagą, wyraźnie oddzielając to, co może być przykładem do naśladowania, od tego, co było mało chlubne. Temu atmosfera mitologizacji nie sprzyja, ale nie oznacza to, że nie warto próbować. Mam jednak wrażenie, że poważna dyskusja o tym, co wydarzyło się w Polsce w latach 1944-1956 – czyli w okresie instalacji systemu i stalinowskiego totalitaryzmu – dopiero nas czeka, a wraz z nią czeka nas też rozmowa o działalności konspiracji powojennej, a to może różne formy upamiętnienia nam uporządkuje.

Żołnierze Wyklęci – historia i pamięć

1 marca obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, którzy po latach zapomnienia wrócili do szerokiej świadomości historycznej Polaków. Ale kim byli Żołnierze Wyklęci? Rotmistrz Witold Pilecki, major Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko”, Danuta „Inka” Siedzikówna i inni? W naszych artykułach przybliżamy ich sylwetki, przypominamy historię ich oporu i represje stosowane przez władzę ludową, a także zastanawiamy się nad tym, jak Żołnierze Niezłomni są współcześnie upamiętniani.



Czytaj dalej...


***

Marcin Sałański, publicysta: Upamiętnienie ludzi, którym odebrano wszystko co kochali, wszystko o co walczyli i którzy poświęcili wszystko co im pozostało, by uratować co się da, bez szansy na sukces, zawsze jest potrzebne. Nawet nie dlatego, że to piękna, romantyczna postawa zgodna naszym narodowym genem „śmierci i chwały”, tylko dlatego, że tak nakazuje przyzwoitość. Współczesna Polska moim zdaniem musi odpokutować za grzechy poprzedniego systemu, za grzechy Polaków, którzy ściągali i zabijali innych Polaków tylko dlatego, że ci wierzyli w inną Polskę, w Polskę bez czerwonych sztandarów.

Zgadzam się jednak z przedmówcami, że nie wolno nam mieszać postaw. Trudno stawiać w jednym szeregu bohaterów i „bandytów”, którzy zabijali kobiety i dzieci tylko dlatego, że tamci żyli na Białorusi i ktoś nazwał ich „komunistami”. Negatywna strona tej historii nie może być argumentem za milczeniem, potrzebujemy rzeczowej debaty, która będzie rozróżniać czyny godne pamięci i czyny godne potępienia. Jednocześnie pamiętajmy, że działania partyzantów odbijały się na całym pokoleniu AK-owców, którzy po 1945 r, zaniechali walki zbrojnej i przystąpili do nauki i pracy w imię odbudowy kraju. Piętnowani byli wszyscy żołnierze AK, których bito, przesłuchiwano, zamykano w więzieniach, wysyłano na ciężkie roboty. Im przede wszystkim należy się pamięć.

Na zakończenie mam też taka małą, psychologiczno-emocjonalną uwagę: wielu tych „wyklętych”, którzy robili rzeczy straszne, to często ludzie, którzy po rozwiązaniu AK przez Okulickiego, nagle stracili wszystko – włącznie z pomysłem na siebie. Sporo z nich podczas wojny straciło rodziny, bliskich. Sensem ich życia była walka z wrogiem. W ciągu jednego dnia stracili także i to.

Nie chcę usprawiedliwiać zbrodniczych postaw, ale w tym wypadku musimy pochylić się odrobinę nad ludzką psychiką, duszą. Oczywiście niektórzy „wyklęci” mogli być po prostu zwykłymi bandziorami, ale ilu z nich było po prostu ofiarami wojny, żołnierzami być może cierpiącymi na zespół stresu pourazowego? Będąc aktorami bezsensownej walki na śmierć i życie, takie osoby były ofiarami systemu i czasów, które odarły ich z godności. W dniu Żołnierzy Wyklętych nie powinniśmy chwalić czynów zbrodniarzy, ale musimy pochylić się nad dramatem tych ludzi, którym odebrano szanse na normalne życie.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy książkę „Z Miodowej na Bracką”:

Autor: Maciej Bernhardt
Tytuł: „Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego”

Wydawca: i-Press [Histmag.org]

ISBN: 978-83-925052-9-7

Oprawa: miękka

Liczba stron: 334

Format: 140×195 mm

24 zł

(papierowa)

8,9 zł

(e-book)

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Redakcja

Redakcja Histmag.org

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org