Autor: Tomasz Leszkowicz
Tagi: Opinie, Pamięć zbiorowa i polityka historyczna, Późne średniowiecze, Polska
Opublikowany: 2010-07-21 13:35
Licencja: wolna licencja

„Zwycięstwo ma smak niezwykły”. Co smacznego jest w Grunwaldzie? [felieton]

Polityka historyczna (w dużym skrócie) polega na takim interpretowaniu faktów historycznych, by mogły służyć jako argument czy nauka w czasach współczesnych, zarówno w kwestiach międzynarodowych jak i polityce wewnętrznej. Mocnymi filarami polskiej polityki historycznej są odwołania do historii XX wieku – z jednej strony Katyń i powstanie warszawskie, z drugiej Solidarność i Okrągły Stół. Jak w tym wszystkim mieści się bitwa pod Grunwaldem?[1]

Taki problem do rozważenia postawiono przede mną kilka tygodni przed okrągłą rocznicą bitwy z 1410 r., kiedy coraz więcej mówiło się o jej obchodach. Przyznam, że odpowiedź na pytanie, jakie wątki z punktu widzenia polityki historycznej akcentowałbym przy okazji tej rocznicy sprawiła mi wówczas spory problem.

Tomasz Leszkowicz

Współczesna tradycja grunwaldzka sięga jeszcze prawdopodobnie przełomu XIX i XX wieku, co powoduje, że formy czczenia tej rocznicy i zbiór skojarzeń z nią związanych są już dobrze utrwalone w świadomości Polaków. Szkolny temat „stosunki polsko-krzyżackie”, obraz Matejki, film Forda, wycieczka na pola grunwaldzkie, w ostatnich latach inscenizacja – to wszystko raczej elementy tradycji, przewidywalne i z punktu widzenia współczesnej polityki historycznej ciężkie do wykorzystania. Trudno jest przeformułować przekaz, który tworzony był przez wiele dziesięcioleci, a który nie podlega takim emocjom, jak wydarzenia z historii względnie najnowszej. Każde polskie dziecko coś o Grunwaldzie słyszało a PRL nie milczało na ten temat, w związku z czym traci się argument „przypominania” („odzyskiwania!”) tak ważnego faktu historycznego. Z powodów oczywistych nie można też pokazać się wraz z kombatantami lub ich rodzinami.

To już nie Niemcy!

Problem zaczyna się u podstaw: w końcu „naszym” wrogiem byli pod Grunwaldem Krzyżacy. A w polskim, tradycyjnym myśleniu Krzyżak = Niemiec. I w ten sposób była konstruowana narracja o bitwie od czasów zaborów. Grunwald to polski sukces w walce z germańskim Drang Nacht Osten, a rycerze w płaszczach z czarnym krzyżem byli duchowymi antenatami junkrów w pikelhaubach, SS-manów i rewizjonistów z Bonn. Narracja antyniemiecka, tradycyjna i nieskomplikowana, odwołująca się do świata wyobrażeń polskiego nacjonalizmu, znajdowała zwykle oparcie w pewnej części społeczeństwa, a i dzisiaj pewnie coś by się udało na tym ugrać

2
.

Czy jednak wypada tak mówić o przeszłości po liście biskupów z 1965 r., Krzyżowej, wstąpieniu do NATO i Unii czy przyjaznych uściskach kanclerz Merkel i premiera Tuska? Przyjaźń przyjaźnią, interesy interesami... Całą pułapkę antyniemieckości udało się chyba przy tej okazji dość zgrabnie ominąć. Okazało się bowiem... że Krzyżacy to nie Niemcy! Media zaczęły popularyzować słuszną swoją drogą opinię historyków, że przed XVIII/XIX w. trudno mówić o narodach we współczesnym tego słowa znaczeniu. Tak więc pod Grunwaldem spotkali się „poddani” króla polskiego i wielkiego mistrza, a wśród tych ostatni śmietanka europejskiego rycerstwa, w tym „jacyś” Sasi czy Westfalczycy (Szwabowie już się jednak nie pojawiali – złe skojarzenie?).

Przyjaźń z (byłymi) narodami (byłego) Związku Radzieckiego

W latach PRL drugim motorem propagandy grunwaldzkiej był motyw przyjaźni z narodami: litewskim, białoruskim, rosyjskim, ukraińskim, czeskim, słowackim etc. Wiadomo było wszak, że przeciwko „złym Niemcom” wspierali nas Litwini i znajdujący się pod ich panowaniem Rusini, najemnicy z Czech a nawet dzielne pułki smoleńskie, które nie uciekły z pola walki. W ten sposób chciano pokazać, że to na Wschodzie (w czymś, co później nazwano „blokiem demokracji ludowych”) są nasi sprawdzeni sprzymierzeńcy.

Dzisiaj, w czasach postępującej integracji europejskiej w Europie Środkowo-Wschodniej i Partnerstwa Wschodniego aż chciałoby się podkreślać ciągłość przyjaźni zawartej na bitewnym polu. Współpraca, jedność, pokonanie przeciwności (ale nie Niemców – ich pod Grunwaldem przecież nie było). Niestety – tak jak nie ma silnego bloku państw środkowoeuropejskich, tak nie ma zgodności w obozie grunwaldzkim (zresztą trudno mówić o takim obozie). Zamiast Czechów, Węgrów, Ukraińców czy ewentualnie Rosjan, na uroczystości grunwaldzkie przybyli prezydenci Mołdawii i Rumunii (co nie dziwi, prawdopodobnie i te bitne narody wystawiły swoich żołnierzy pod polskimi sztandarami 600 lat temu). Przybyła prezydent Litwy Dalia Grybauskaite, podkreślając tradycje współpracy z Polską. Cóż z tego, skoro podobno w Wilnie powstaje film o bitwie pod Grunwaldem (nakręcony zresztą w koprodukacji z Białorusinami), który przedstawiać będzie litewską wizję wojny z Krzyżakami. Ciekawe, jak zostanie tam pokazany Jagiełło, który w kraju nad Niemnem jest raczej w cieniu wybitnych wielkich książąt, na czele z Witoldem. Ech, szkoda, że w wojnie z Zakonem nie wsparli nas wtedy Gruzini...

A może jednak Grunwald ma w sobie jakiś przekaz, odnoszący się do ideału szerokiej współpracy w Europie Środkowo-Wschodniej? Kto wie, czy nie był to jeden z ostatnich momentów, gdy jednak te państewka i „proto-narody” grały wszystkie w jednym obozie, zanim pojawiły się wielkie mocarstwa europejskie, które podzieliły region według własnych planów.

Przebojem do Europy

Kolejnym wątkiem związanym z Grunwaldem jest miejsce Polski w europejskim kręgu kulturowym. Oczywiste jest to, że znajdowała się ona w nim już od chrztu w X w., jednak Grunwald miałby być ostatecznym argumentem za tym, że od XV w. jesteśmy pełną gębą w Europie. Wszak mieliśmy swoich rycerzy, takich jak na Zachodzie, a nie dzikusów odzianych w skóry i biegających po lesie. Więcej – nasi byli nawet lepsi, bo pobili śmietankę europejskiej socjety z Brukseli, Paryża, Londynu i Bonn. Zawisza, Zyndram i Powała jako najznamienitsi mężowie Europy (zjednoczonej, gdyż nie było narodów, za to było chrześcijaństwo i kultura rycerska)?

Jak najbardziej tak! Zapewniał zaś o tym sam Jerzy Buzek, Przewodniczący Parlamentu Europejskiego (kto jak kto, ale on się na europejskości zna). W czasie obchodów rocznicowych mówił: To było zwycięstwo ludów tej części Europy; możemy być dumni, że to pod Grunwaldem rozpoczęła się wielka epoka europejskiego humanizmu [...] Możemy by dumni, że pod Grunwaldem rozpoczęła się ta wielka epoka. To wtedy ludzie z tej części Europy upomnieli się o cywilizację solidarności, o wolność i godność dla każdego człowieka, o poszanowanie rozumu, o tolerancję [...] Ludy, narody tej części Europy w czasie "jesieni ludów" podobnie wpłynęły na mapę Europy i na naszą wspólną europejską historię jak 600 lat temu bitwa pod Grunwaldem. Historia ma swoją ciągłość<foot content=""wiadomosci.wp.pl":wiadomosci.wp.plhttp://wiadomosci.wp.pl/kat,122034,title,Komorowski-pod-Grunwaldem-pamietny-smak-zwyciestwa,wid,12479351,wiadomosc.html ">3. Mówiąc o tolerancji, wolności i godności każdego człowieka, były premier miał na myśli oczywiście sobór w Konstancji i polskie stanowisko na nim. Powała z Taczewa i Paweł Włodkowic – polscy prekursorzy europejskiego humanizmu! Nasz wkład w dorobek kontynentu cztery wieki przed urodzinami Chopina!

Maszty symbolizujące chorągwie, fragment Pomnika Zwycięstwa Grunwaldzkiego na polu bitwy (fot. Andrzej Barabasz (Chepry), na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0)

Wracając jeszcze do tolerancji, można byłoby podkreślić też wielokulturowość Polski Władysława Jagiełły – znajdą się tu nie tylko Polacy (czy też Wielkopolanie, Małopolanie, Mazowszanie etc.), ale i Niemcy, Rusini, a w sojuszniczej armii Litwini czy nawet egzotyczni Tatarzy. Wątek polskiej tolerancji, chętnie wplatany do wszystkich projektów narracji „dla Europy”, do tej pory charakterystyczny dla XVI w. (szczególnie w wypadku Unii Lubelskiej i konfederacji warszawskiej) zostałby przesunięty sto lat wcześniej. Co ciekawsze, druga strona też była multikulturowa, bo w wojskach zakonnych znaleźli się (oprócz rycerzy z zachodu czy mieszkańców Pomorza) nawet „nasi” Piastowie Śląscy. Bogactwo w różnorodności?

Ukłon w stronę Kościoła?

Niewiele zaś mówiło się o wątku religijnym konfliktu. Jakby nie patrzeć, walczyli ze sobą, wyrzynając się nawzajem, prawi chrześcijanie. W przeciwieństwie np. do bitwy wiedeńskiej, nie można snuć tutaj narracji rodem z Huntingtona, opowieści o wojnie świata Zachodu z islamem. Więcej – jedyni muzułmanie w tej bitwie walczyli po polskiej stronie... Cóż, może to i lepiej – potrafię wyobrazić sobie głos dość radykalnych grup „otwartych chrześcijan”, gotowych przekonywać, że chrześcijaństwo po polsku, otwarte i tolerancyjne (kłania się Włodkowic) pokonało w 1410 r. ciemny, ekspansywny katolicyzm, rodem z najmroczniejszych mroków średniowiecza.

Z drugiej strony, znajdzie się też miejsce dla polskiego Kościoła i hierarchów. Tutaj oddaje głos Piotrowi Żuchowskiemu, sekretarzowi stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, przewodniczącemu Komitetu ds. Przygotowań Obchodów 600. Rocznicy Bitwy pod Grunwaldem: Grunwald podkreśla też rolę Kościoła w Polsce. Mówiłem o ogromnym zaangażowaniu hierarchów, chociażby w sferę dyplomacji grunwaldzkiej. Oprócz Mikołaja z Kurowa trzeba wspomnieć Mikołaja Trąbę, który był zaufaną osobą Władysława Jagiełły. Na soborze w Konstancji był nawet kandydatem na papieża! Tak naprawdę trzeba podkreślić stanowisko całego polskiego Kościoła, który stanął w tamtym czasie po stronie polskiej racji stanu. To nie było łatwe, jeśli się weźmie pod uwagę, rolę, jaką na arenie międzynarodowej odgrywał wtedy zakon krzyżacki

4
.

Jedna rocznica, a tyle treści!

Jak więc widać, Grunwald to dla Polski niezagospodarowany grunt polskiej polityki historycznej. Dwadzieścia jeden lat po upadku komunizmu wyzwoliliśmy się z peerelowskiej antyniemieckości, z dwóch nagich mieczy przebijających swastykę i Krzyżaków wołających „heil!”.

A teraz nieco poważniej. Dla jednych polityka historyczna jest świętym obowiązkiem i głównym polem działania. Dla innych jest to dom wariatów i źródło wszelkiego zła. Wydaje mi się, że jakaś polityka historyczna jest Polsce potrzebna, zwłaszcza, gdy może to jakoś pomóc w dyplomacji. Osobiście chętniej widziałbym w niej trochę mniej martyrologii i tradycyjnych narracji o piędzi, chwale i rubieży, o ojcach, dziadach i sztandarach<foot content="J. Tuwim, _Do prostego człowieka ">5_. Czasem warto posłuchać o zwycięstwie, szczególnie odniesionym dzięki solidnej pracy u podstaw (zwrócono mi uwagę, że sukces pod Grunwaldem wyrastać mógł w jakimś stopniu z „pozytywistycznej” polityki Kazimierza Wielkiego). Przyjemnie jest wreszcie wygrać coś naprawdę, a nie tylko moralnie (szkoda, że z Malborkiem nie wyszło).

Niełatwo jest (przynajmniej w tej części świata) zbudować przekaz polityki historycznej na wydarzeniu, które miało miejsce kilkaset lat temu

6
, o wiele bardziej „gorące” są kwestie sprzed kilkudziesięciu, góra stu lat. Wiele z zaznaczonych przeze mnie tropów jest ciekawa i warta wykorzystania, chociaż czasem może zbyt przerysowana (nie tylko przeze mnie, również przez pomysłodawców). W zasadzie, polityka historyczna jest jak prawda – każdy może mieć swoją. Czasem nawet lepiej, by ją miał – bo cóż się stanie, gdy ostatnim wojownikiem na placu boju zostanie Leszek Bubel pokonujący Krzyżaka wysiadającego z Mercedesa?

Bitwa pod Grunwaldem na portalu Histmag.org:

Przypominamy, że felietony publikowane w naszym serwisie zawierają osobiste opinie ich autorów. Nie przedstawiają one oficjalnego stanowiska redakcji "Histmag.org".

Zredagował: Łukasz Grzesiczak

Śledź nas!
Komentarze
lub zaloguj się za pośrednictwem konta Google

O autorze
Tomasz Leszkowicz
Doktor historii, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Publicysta Histmag.org, redakcji merytorycznej portalu w l. 2006-2021, redaktor naczelny Histmag.org od grudnia 2014 roku do lipca 2017 roku. Specjalizuje się w historii dwudziestego wieku (ze szczególnym uwzględnieniem PRL), interesuje się także społeczno-polityczną historią wojska. Z uwagą śledzi zagadnienia związane z pamięcią i tzw. polityką historyczną (dawniej i dziś). Autor artykułów w czasopismach naukowych i popularnych. W czasie wolnym gra w gry z serii Europa Universalis, słucha starego rocka i ogląda seriale.

Wszystkie teksty autora

Polecamy artykuł...
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy