Opublikowano
2016-03-12 17:41
Licencja
Wolna licencja

Husaria do kwadratu

Husaria przed Pałacem. Husaria na koszulkach. Husaria w utworach muzycznych. Fajnie. Ale co z tego?


Strony:
1 2

Zobacz też: Radosław Sikora: Z husarii chyba nigdy nie zrezygnuję

Polacy mają tak, że co jakiś czas wpadają w manię. Literalnie chorują, a przyczyny tego stanu bywają na ogół dość podobne. Jedną z nich jest historia, którą Polacy traktują niczym Pana Boga: czczą ją, jednocześnie zupełnie nie chcąc słuchać jej nauk. Podobne zjawisko dostrzegam zresztą w sferze wiary: Kościół swoje, a wierni swoje – mówią „amen”, po czym, przeświadczeni o czystości własnego sumienia, grzeszą na potęgę.

Cóż zatem się dzieje, gdy Polak zachoruję na historię? Przede wszystkim wybiera sobie świętego, którego otacza szczególną estymą. Wyjątkową popularność w ostatnich latach zyskały dwa elementy polskości: żołnierze wyklęci oraz husaria. W przypadku podziemia niepodległościowego sprawa jest bardziej skomplikowana, zostawmy więc ją na boku. Natomiast jeśli idzie o „najlepszą jazdę na świecie”, sprawa jest prosta – jej kult jest bowiem bałwochwalczą czcią dla błyskotek przeszłości.

Wojciech Kossak, „Chorągiew husarska”

„Najlepsza jazda na świecie”

Chyba każdy przynajmniej raz słyszał ten i podobne slogany: „husaria wielką kawalerią”, „skrzydlaci jeźdźcy niepokonani” etc. Oczywiście husaria była formacją, która odnosiła liczne sukcesy i przez pewien czas mogła uchodzić za niepokonaną. Jednak nie zawsze tak było. Na każdy Kłuszyn, Kircholm czy Wiedeń można wyciągnąć Żółte Wody, Korsuń, Gniew, Mątwy, czy Sasowy Róg. Gdy zestawimy to w zależności od okoliczności i przeciwnika, dojdziemy do niepokojącego wniosku, że husaria wygrywała i przegrywała. Zupełnie tak jak każda inna formacja wojskowa.

Siła husarii nie leżała w niej samej, ale w głównodowodzących, którzy potrafili skutecznie pokierować tymi specyficznymi oddziałami. Husaria w rękach dobrego dowódcy stawała się śmiertelnie groźna. W rękach dowódcy nieudolnego była zupełnie nieprzydatna.

XX wieczne wyobrażenie husarii na obrazie Wojciecha Kossaka z 1936 roku (domena publiczna) Dlaczego więc husaria – a nie choćby jazda pancerna – stała się symbolem „potęgi Rzeczpospolitej”? Odpowiedź wydaje się tyleż smutna, co trywialna: skrzydła. Wielkie epickie skrzydła, które nadawały im „niezwykłego” wyglądu. Petyhorcy? Pancerni? Dajmy spokój, przecież do najzwyklejsi jeźdźcy na świecie. Ale ten sam facet ze skrzydłami to już wielki wojownik! Nie ma w ogóle sensu wchodzić w dyskusje, czy te nieszczęsne listwy z piórami1 były mocowane do siodła czy też może w ogóle ich nie było. Ważne jest, że w naszym dzisiejszym, powszechnym wyobrażeniu skrzydła były. Tak jak u Wacława Pawliszaka, Stanislawa Kaczor-Batowskiego czy Kossaka. Jednym słowem: wygląda to prawdziwie epicko. A pancerni czy petyhorcy przegrywają tę estetyczną batalię i muszą salwować się ucieczką.

Husaria już w czasach swojej świetności łączyła się właśnie z takim blichtrem. Skrzydła, futra egzotycznych zwierząt – wszystko to było manifestacją szlacheckiego stanu posiadania. Elitarność w równym stopniu wiązała się z sukcesami jak i z kosztami ekwipunku. Ale nie była to aż tak niepokonana formacja jak mogłoby się zdawać.

Jeżeli kawaleria ma być symbolem, to może warto poszukać gdzieś indziej? Gdyby chcieć znaleźć jazdę polską, która siała wśród swoich współczesnych prawdziwe przerażenie, można by wskazać na lisowczyków. Drżała przed nimi całą Europa, nie tylko wschodnia, ale i zachodnia. Ale cóż – oni nie mieli skrzydeł, a jedynie barwne stroje lekkozbrojnej jazdy (mieli też brzydką tendencję do gwałtów i mordów).

Gdyby już trzeba wskazywać na jakąś polską formację wojskową wartą takiej estymy jaką obdarzono husarię, byliby to też szwoleżerowie spod Somosierry. Panowie dali wtedy popis profesjonalizmu który, ku wściekłości Anglików, za wspaniały uznali nawet Hiszpanie. Spokojnie mogliby służyć za rozpoznawalny w świecie symbol profesjonalizmu w sztuce wojennej.

Polecamy e-book Sebastiana Adamkiewicza „Zrozumieć Polskę szlachecką”

Autor: Sebastian Adamkiewicz
Tytuł: „Zrozumieć Polskę szlachecką”

Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]

ISBN: 978-83-934630-4-6

Stron: 82

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

5,9 zł

(e-book)

Przypisy:

1 Skądinąd zagwozdka dla wszystkich badaczy husarii. Opierając się na opisie z wieku XVIII: „Zamiast strusich piór szeregowi usarscy mieli z tyłu do zbroi przyszrubowane drewno od pasa nad wierzch głowy wysokie, nad tęż głowę zakrzywione, piórami długimi od końca do końca rzędem natychnięte, rozmaitymi kolorami wraz z piórami malowane, gałęź laurową lub palmową naśladujące, co czyniło dziwnie piękny widok, lecz takiego lauru nie wszystkie chorągwie używały. Pod innymi chorągwiami szeregowi na szyszakach mieli tylko kity z piór, pospolicie gęsich, farbowanych, albo też gałkę mosiężną”. Czy nie jest niemożliwym, aby jakiś bogaty szlachcic, który odwiedził kraje afrykańskie, mógł wetknąć sobie pióra papug?

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Hetman |

Człowieku, dla jakiej twardej waluty oni walczyli, czy zdajesz sobie sprawe ile wyekwipowanie towarzysza husarskiego kosztowało? Jak możesz to porównywać do tych ochłapów jakimi był żołd. Husaria walczyła dla idei, dla chwały a nie budżetu. Jak można klęskę cecorską porównać do Kircholmu, czy Kłuszyna? Kojaży pan dysproporcję sił w każdej z tych bitew. Zapraszam do podstawówki na lekcje historii, i mniej czasu na słońcu spędzać, bo chyba Panu szkodzi.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ Gość: Hetman
" dla jakiej twardej waluty oni walczyli" - polecam lekturę pamiętników Paska. Oprócz tego proszę pamiętać, iż nie byli to XX wieczni żołnierze, których państwo wyposażało we wszystko, łącznie z przyborami do golenia. Niejednokrotnie brakowało chętnych "dla idei, dla chwały" (cytuję) i stąd, przed wyprawą wiedeńską wypłacano dodatkowe 102 złp każdemu zaciągniętemu husarzowi a arkebuzerowi nawet 126 złp.



Odpowiedz

Gość: domi |

Bzdurny artykuł zakompleksionego dziennikarzyny



Odpowiedz

Gość: jacenty92 |

Nie zgadzam się z głównymi tezami autora. Krytyka krytyką, ale to już jest przesada. Tak jak napisał Marek odsyłam do książek Radosława Sikory o husarii. Zwycięstwa jakie odnosiła husaria - te najbardziej znane czyli Kircholm i Kłuszyn dają świadectwo o wysokich walorach husarii na polu bitwy. A także o znakomitej dyscyplinie, taktyce, dowodzeniu itd. To nie zbita masa galopująca byle do przodu tylko wojsko sprawne indywidualnie ale i taktycznie, przy tym znakomicie dowodzone. Trzeba tez pamiętać, że jak każdy rodzaj wojska w historii również husaria miała swoje "pięć minut" czyli okres gdy odnosiła największe sukcesy.



Odpowiedz

Gość: Marek |

Autor tego artykułu powinien zaznaczyć na początku, że jego pojęcie o husarii i polskiej historii jest żadne. Nie chce mi się wskazywać konkretnych błędów bo jest ich tak wiele że powstałby tekst znacznie dłuższy, zainteresowanych husarią odsyłam do książek Radosława Sikory, szczególnie doktorat (dostępny na chomiku) wart jest uwagi. Autorowi mogę poradzić jedynie wykorzystać następnym razem szansę żeby nie pisać.



Odpowiedz

Gość: gvr |

@Marek aaa to sorry kompetentny komentarz :)



Odpowiedz

Gość: Blasius |

Lisowczycy? Palili i grabili Polskę, a nie tylko wrogów Rzeczypospolitej. Moje miasto (obecnie w okolicach centrum kraju) "gościło" dwukrotnie Lisowczyków i dwukrotnie było przez nich spalone choć nie było tu żadnego ich wroga. Jeśli oni by mieli być jakimiś szlachetnym smbolem to raczej pudło.



Odpowiedz

Gość: grabarz |

@Blasius Ta nienawiść do arcyPolskiej formacji lisowczyków jasno wskazuje na nienawiść do Polski, Polaków i Polskości...



Odpowiedz
Paweł Rzewuski

Absolwent filozofii i historii Uniwersytetu Warszawskiego, doktorant na Wydziale Filozofii i Socjologii UW. Publikował w „Uważam Rze Historia”, „Newsweek Historia”, „Pamięć.pl”, „Rzeczpospolitej”, „Teologii Politycznej co Miesiąc”, „Filozofuj”, „Do Rzeczy” oraz „Plus Minus”. Tajny współpracownik kwartalnika „F. Lux” i portalu Rebelya.pl. Wielki fan twórczości Bacha oraz wielbiciel Jacka Kaczmarskiego i Iron Maiden.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org