Opublikowano
2016-04-21 11:42
Licencja
Wolna licencja

Kaprys kalendarza? Kodeks pracy i kino, czyli rzecz o okupacji Placu Republiki w Paryżu

Francuska historia ostatnich dwóch stuleci pełna jest rewolucji i masowych zrywów. Choć dziś do rewolucji jeszcze daleko, to na Placu Republiki wykwitł kolejny ruch protestu.


1 2

24 lutego na ekranach niszowych kin pojawił się film „Merci Patron!” w reżyserii lewicowego redaktora François Ruffina. Kręcony na przestrzeni wielu lat film dokumentuje, z dużą dawką humoru, walkę pomiędzy tytułowym „Patron”, czyli szefem, a byłymi pracownikami fabryki tekstylnej z północnej Francji. W roli korporacyjnego Goliata: Bernard Arnault, właściciel koncernu LVMH (Louis Vuitton Moët Hennessy), giganta skupiającego ponad 60 znanych marek produkujących alkohole, kosmetyki i odzież, i zarazem najbogatszy człowiek we Francji. Bernardowi Arnault sekundują politycy i byli oficerowie służb wywiadowczych, przekwalifikowani na firmową ochronę. Za dawidową procę robiły dziennikarskie nagrania i fortele zaplanowane przez Françoisa Ruffina. Szacowana na 260 000 rzesza osób, które jak dotychczas obejrzały film, rekrutuje się głównie spośród środowisk lewicowych, związkowych i alternatywnych, których przekonywać o podłości Wielkiego Kapitału nie potrzeba. „Merci Patron!” nie nawraca, nie przyciąga nowych wiernych, za to bardzo podwyższa morale wspomnianych środowisk, oszołomionych „lewicowymi” rządami socjalistów. Okazało się nagle, że i kolos może upaść, że światowej wagi gigant może się ugiąć wobec determinacji i sprytu zwykłych ludzi.

29 lutego socjalistyczny rząd Manuel'a Valls'a wystąpił z projektem reformy prawa pracy. Nową ustawę ochrzczono nazwiskiem jej twórcy, minister pracy Myriam el-Khomri. Parę lat po wpłacie miliardowych zapomóg większym koncernom w zamian za niedotrzymaną obietnicę stworzenia miejsc pracy, ultraliberalny projekt ustawy wywołał przewidywalną nawałnice wśród coraz bardziej wrogiego elektoratu lewicy. Ustawa przewiduje między innymi, że umowy branżowe i lokalne będą obdarzone większym autorytetem prawnym niż kodeks pracy, ogranicza ochronę prawną pracowników i ułatwia rozwiązanie kontraktu przez pracodawcę czy zwiększenie godzin pracy ponad oficjalne maksimum zapisane w kodeksie.

9 i 31 marca odbyły się dwie duże manifestacje. Równolegle do apelów związków zawodowych rozkwitły, tradycyjnie już związane z każdą akcją kontestacyjną, inicjatywy studentów i licealistów. To właśnie oni działali najprężniej, organizując manifestacje nawet parę razy w tygodniu, blokując dostęp do liceów czy okupując sale wykładowe. Tego typu akcje są we Francji typową formą protestu młodzieży i spotkały się z zdecydowaną i brutalną reakcją policji. Skandal wywołały nagrania i zdjęcia bicia przez policje licealistów czy bezbronnych studentek. Przemoc policji wobec młodzieży zadziałała na korzyść związków zawodowych: według organizatorów, w manifestacji 31 marca w samym Paryżu wzięło udział 1,2 miliona osób. Tydzień wcześniej François Ruffin, reżyser wyżej wspomnianego „Merci Patron!”, apelował aby po manifestacji zebrany tłum pozostał na Placu Republiki całą noc. I wbrew paskudnej pogodzie… tak się stało.

Demonstracja „Nuit Debout” na Placu Republiki w Paryżu, 10 kwietnia 2016 roku (fot. Olivier Ortelpa, opublikowano na licencji Creative Commons paternité 2.0 générique).

Od ponad dwóch tygodni co wieczór odbywa się na Placu Republiki „Nuit Debout”, czyli Noc na stojąco. Przed obwieszonym pamiątkami po zmarłych w zeszłorocznych zamachach pomnikiem Marianny zbiera się eklektyczny tłum. Z tłumu nie wyłonili się jak dotąd żadni wyraźni przywódcy. Nie widać flag partyjnych czy związkowych. Obok prowizorycznych namiotów rozrasta się typowy dla lewicowych protestów jarmark: budki z jedzeniem i piwem, koszulkami z Che Guevarą czy tytułami wydawnictw anarchistów (w których za zakupy będziecie Państwo mogli zapłacić kartą kredytową). Tłum zasiada, słucha, przemawia i rozmawia w ramach różnych komisji czy walnego zgromadzenia. Spotkać tu można wszelkiej maści ekologów, alterglobalistów, antykapitalistów, studentów, nauczycieli, wykładowców – tradycyjną lewicę, ale również zwykłych gapiów. Pod jednym namiotem gromadzą się chętni do pomocy emigrantom. Pod innym wspólną rozmowę prowadzą studenci. Na walnym zgromadzeniu każdy może wziąć głos na regulaminowe 5 minut.

Podobne akcje odbyły i odbywają się w 50 miastach w całej Francji...

Ciężko ocenić taki ruch. Porównań i komentarzy jest dużo. Jedni wołają: „To nasz Podemos! Nasze Occupy Wall Street!”, innym porównania do tych ruchów nie w smak, bo OWS upadło, a Podemos stało się zwykłą partią polityczną. Partia Socjalistyczna wysyła na zwiady mniej znanych polityków: rozpoznawalne figury rządowej lewicy są na Placu Republiki postrzegane jako wrogowie. Premiera Valls'a można tam spotkać w postaci wiszącej na ulicznej lampie kukły z napisem „la Valls est finie” („walc skończony”). Inni członkowie Partii Socjalistycznej wraz z Republikanami budują medialną narrację o potrzebie rozpędzenia ruchu. Bruno Le Maire (Les Républicains, prawica) ze śmiertelną powagą potępił „Nuit Debout” jako dyktaturę mniejszości.

„Nuit Debout” dyktaturą żadnej mniejszości oczywiście nie jest. Na dzień dzisiejszy jest niespotykaną wcześniej formą kontestacji, która zboczyła z klasycznej, partyjnej ścieżki. Jest to kontestacja ludzi ni to zamożnych, ni to prawdziwie biednych. W jej narracji często pojawia się robotnik, który jest na Placu Republiki postacią opisywaną, omawianą i oczekiwaną, podobną statusem do świętych w Kościele. Jest to kontestacja ludzi wykształconych, artystów, studentów czy nauczycieli: drobnej inteligencji, gdyby mówić dziewiętnastowiecznymi kategoriami. Pan Le Maire ma jednak rację, mówiąc o mniejszości. Kontestacja w przeciętnym zjadaczu bagietki budzi co najwyżej zaciekawienie, czasem deklarację poparcia albo potępienia. Do wymarzonej „rewolucyjnej masy krytycznej” daleko.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Histmag jest darmowy. Prowadzenie go wiąże się jednak z kosztami. Pomóż nam je pokryć, ofiarowując drobne wsparcie! Każda złotówka ma dla nas znaczenie.

1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Kasia Cz |

Brawo, wyczerpujacy i prawdziwy artykul o ruchu Nuit Debout, z punktu widzenia osoby mieszkajacej we Francji i zaangazowanej w ten fenomen - tak to rzeczywiscie wyglada z kilku roznych punktow widzenia. W skali lokalnej Nuit Debout stalo sie tez ruchem kontestacyjnym dla dzikiego kapitalizmu, wladzy pieniadza, braku empatii itd... A najbardziej dyskutowanym ostatnio pomyslem jest, uwaga, tzw. "wynagrodzenie dla wszystkich", co to jest i jak to przeprowadzic. Musze przynac ze dla Polki to niezle cwiczenie z wyobrazni - przeciez nie o to chodzi, zeby wracac do komunizmu, ale prawda jest taka, ze dluzej tez nie moze byc tak, jak jest. Zadanie domowe: odpowiedz na dwa pytania: 1) gdybys mial dzisiaj na nowo zorganizowac spoleczenstwo, w ktorym mialbys ochote zyc - czy wygladaloby tak, jak wyglada aktualnie? 2) postaraj sie wymyslic i wyobrazic sobie jeden sposob na zmiane, lokalna lub globalna, ktora ma szanse pozytywnie wplynac na nasze zycie i na swiat, postaraj sie przy tym nie powtarzac pomyslow juz uslyszanych.



Odpowiedz

Gość: grabarz |

@Kasia Cz Problem w tym, że w Polsce nie ma dyskusji o zmianie świata, która wydaje się coraz bardziej naglącą potrzebą w dobie szaleństw neoliberalizmu, my tu jesteśmy na poziomie "dyskusji" (po polsku tak nazywa się mordobicie) czy wymyślony w XVIII wieku trójpodział władzy ma w Polsce mieć sens i zastosowanie. Ale dzięki za wieści z prawdziwego świata, za krainą króla Ubu.



Odpowiedz
Krzysztof Tudrynowski

Student mediewistyki na Sorbonie, zajmuje się historią XIII wieku i historiografią. Miłośnik (leniwej) nauki języków i kajakarstwa nizinnego.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org