Opublikowano
2016-08-19 16:00
Licencja
Wolna licencja

Most III. Operacja, która nie mogła się udać

Wiosną 1944 roku AK zdołała przechwycić niewybuch rakiety V2. Wyciągnięty z bagna pocisk zdementowano i przesłano do Warszawy w celu analizy. W okupowanej stolicy zdecydowano, że zdobyczny egzemplarz należy dostarczyć aliantom. Ambitny plan napotkał jednak szereg nieoczekiwanych trudności… Czym była akcja Most III?


Strony:
1 2

Most III – zobacz też: Kedyw - elitarne oddziały Armii Krajowej

Most III Odpalenie rakiety V2 w ośrodku badawczym w Peenemünde, 21 czerwca 1943 roku (fot. ze zbiorów Bundesarchiv, Bild 141-1880, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Germany) Pierwszą częścią operacji był przerzut skompletowanego materiału z Warszawy do Tarnowa. Przeprowadzenie tej akcji powierzono oficerowi wydziału lotniczego KG AK majorowi Bolesławowi Dorembowiczowi. Elementy pocisku miały zostać dostarczone samochodem przez osobę niezwiązaną z ruchem oporu, która nie będzie świadoma zawartości transportowanego ładunku. Za odpowiednim wynagrodzeniem kierowca zgodził się wykonać tajemnicze zlecenie. Najważniejsze części rakiety umieszczono w dwóch butlach tlenowych. Wycięto w nich dna, ukryto materiał, a następnie starannie zalutowano i zamalowano farbą. Tak przygotowane skrytki ułożono obok kilku normalnych butli i wysłano do Tarnowa. Nietypową przesyłkę konwojował chorąży Marian Dembicki. Wprawdzie niemieckie posterunki kilkakrotnie zatrzymywały ciężarówkę, ale rutynowe kontrole niczego nie ujawniły i szczęśliwie dotarła ona na miejsce przeznaczenia.

Samolot aliantów, który miał odebrać części rakiety, należało przyjąć skrycie przed wrogiem. Do ubezpieczenia obszaru lądowiska w okolicach wsi Przybysławice wyznaczono sześć plutonów – w sumie 210 ludzi. Zadaniem każdego z nich była obrona określonego kierunku z wyznaczonej zawczasu strefy.

W promieniu 700–800 metrów od ustalonego miejsca lądowania znajdowało się siedem niemieckich posterunków, w których przebywało 130 żandarmów dysponujących bronią maszynową, samochodami i motocyklami. W odległym o 30 km Tarnowie stacjonował dodatkowo silny garnizon liczący kilka tysięcy osób.

Pierwotnie ustalony termin przylotu płatowca trzeba było przesunąć z powodu trwających kilka dni opadów. Powierzchnia lądowiska rozmokła, wobec czego należało poczekać na dogodniejsze warunki atmosferyczne. Pogoda poprawiła się 16 lipca. Łąki szybko schły. Według oceny przydzielonych do akcji pilotów, teren nadawał się już do lądowania.

Wówczas nawiązano łączność z Brytyjczykami we włoskim Brindisi. Części rakiety przetransportowano z kryjówki w Tarnowie w pobliże lądowiska. Przyjechały tam również osoby, które miały odlecieć z kraju oczekiwanym samolotem.

Opracowano też system sygnalizacyjny, organizując w nocy posterunki na potencjalnie zagrożonych kierunkach. Patrole pełnił zespół niebudzący większych podejrzeń: dwaj starsi gospodarze liczący 60-70 lat oraz jeden chłopiec.

Tuż pod nosem okupanta

W międzyczasie do sztabu Inspektoratu AK w Tarnowie dotarła informacja, że posterunek Policji Granatowej z Wietrzychowic przekazał żandarmerii niemieckiej w Radłowie meldunek o planowanym na lipiec zrzucie broni dla partyzantów. Miało do niego dojść na łąkach Jadownik Mokrych, a więc w pobliżu ustalonego lądowiska. Niemcy rozmieścili więc w okolicy kilka pododdziałów policji. W oddalonej o około 3 km miejscowości Wał Ruda zakwaterował oddział konnej żandarmerii liczący około 100 ludzi. W Radłowie ustawiono też stację nasłuchu radiowego.

Most III Schematy rakiet V1 i V2 z raportu AK (fot. Piotrus, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)

W rejon lądowiska przybyła również stuosobowa kompania obsługi Luftwaffe, uzbrojona m.in. w trzy szybkostrzelne działka przeciwlotnicze. Żołnierze ci urządzili lotnisko polowe dla samolotów rozpoznawczych. Wkrótce wylądowały tam dwie jednostki obserwacyjne Fieseler Fi-156 „Storch" oraz jedna węgierska, która uległa wypadkowi.

Wobec gwałtownie pogarszającej się sytuacji taktycznej, dowódca akcji pułkownik Stanisław Musiałek-Łowicki ps. „Mirosław" powziął decyzję, że zadanie musi zostać bezwzględnie wykonane, w razie konieczności przy użyciu siły.

Na godzinę przed lądowaniem brytyjskiego samolotu, niemiecka kompania obsługi – zakwaterowana zaledwie 500 metrów od lądowiska – miała zostać związana walką. Samoloty Fieseler, gdyby znajdowały się na lotnisku, należało spalić. Zadania te powierzono oddziałom poruczników Jana Gomuły ps. „Jawor" i Władysława Bysieka ps. „Morena".

W wypadku ściągnięcia przez Niemców dodatkowych sił, ubezpieczenia miały wiązać je ogniem na czas przyjęcia i odesłania samolotu. Zakładano, że przy poprawnym wykonaniu wszystkich czynności maszyna nie powinna znajdować się na lądowisku dłużej niż 10-15 minut, a ewentualna walka z przeciwnikiem trwać około godziny.

Pomimo niesprzyjających okoliczności dowództwo AK zdecydowało się więc na przeprowadzenie niezwykle ryzykownej akcji, której nadano kryptonim „Most III”.

Zawsze może być gorzej

23 lipca kapitan Włodzimierz Gedymin ps. „Włodek" wysłał drogą radiową meldunek do bazy w Brindisi, w której zadeklarował gotowość przyjęcia alianckiego samolotu na 25 lipca. Lądowanie przewidywano równo o północy, w związku z czym na godz. 23.00 zarządzono pogotowie bojowe.

Most III Dakota z 267 Dywizjonu RAF (domena publiczna)

W dniu operacji w pobliżu lądowiska stacjonowały dwa samoloty obserwacyjne „Storch", które jednak – szczęśliwie dla AK – wieczorem odleciały. O wyznaczonej godzinie oddziały zajęły swoje stanowiska, a obsługa przygotowała i skrycie ustawiła sygnalizację świetlną. Tworzyły ją lampy naftowe z bocznymi czarnymi osłonami. Ich światło widoczne było jedynie z góry. Na polanę dotarli pasażerowie i przesyłka. Części rakiety konwojował osobiście kpt. Jerzy Chmielewski ps. „Rafał".

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy książkę „Z Miodowej na Bracką”:

Autor: Maciej Bernhardt
Tytuł: „Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego”

Wydawca: i-Press [Histmag.org]

ISBN: 978-83-925052-9-7

Oprawa: miękka

Liczba stron: 334

Format: 140×195 mm

24 zł

(papierowa)

8,9 zł

(e-book)

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Janek |

Witam .Akcja odbyła się na styku trzech miejscowości które graniczyły ze sobą w miejscu wybranym na lądowisko.Można się spierać o to w którym miejscu siadał ,a w którym zatrzymał się samolot ale.....! Wielce szanowny Panie Sławomirze akcja organizowała się i przygotowywana była przede wszystkim w Przybysławicach ! A miejsce styk trzech miejscowości bo akurat tam był odcinek najlepszy do lądowania.Proszę zerknąć na mapę geodezyjną.Faktom nie zaprzeczą tworzone opowieści dla potrzeb marketingowych.Na dobrą sprawę to przy Przybysławicach ,podczas tej akcji inne wsie były asystentami .Proszę poszperać i zapoznać się głębiej z materiałami.



Odpowiedz

Gość: Slawek |

Akcja 3 most miała miejsce w miejscowości WAŁ-RUDA A nie w okolicach Przybyslawic.



Odpowiedz

Gość: Marcin |

Wiecie, jak czytam o takich wydarzeniach, to na zmianę chce mi się wrzeszczeć i płakać. Mierna Brytania rozliczała nas ze samolotów i okrętów, które w zasadzie walczyły o ich sprawę. Przydałby się odważny historyk, który wyliczyłby ile - nie licząc krwi, Mierna Brytania jest winna naszemu krajowi. Przecież chociażby ten przykład z najnowszą, wojenną technologią, w dodatku ratującą ich cywilów. Pozostawienie nas na łaskę i niełaskę Rosjan, łącznie z tym co UB robiło z bohaterami AK. Naprawdę złości jest we mnie wiele, gdy czytam każdy taki przykład ryzyka i poświęcenia ludzi, mających nadzieję na wolną ojczyznę.



Odpowiedz

Gość: Xawery |

Hmm. Pamiętam, że dodałem tu komentarz, że to byłby świetny materiał na film akcji. Widzę, ze to w jakiś sposób nie spodobało się redakcji i komentarza nie ma.



Odpowiedz

Gość: gvr |

@Xawery to pewnie lobby antyfilmowe w histmagu skasowało :)



Odpowiedz

Gość: Komar |

@Xawery - film o tych wydarzeniach już istnieje. Nakręcony został w Wielkiej Brytanii. Premiera w roku 1958. Na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ten film - pod polskim tytułem: "Oni ocalili Londyn" - był wyświetlany w polskich kinach. Wiem, bo go wtedy oglądałem. Szkoda, że żadna ze stacji telewizyjnych nie decyduje się obecnie na wyświetlenie tego filmu (inny film - "Bitwa o Anglię" - wyświetlany jest często).



Odpowiedz

Gość: ffatman |

"Aliancki samolot C-47 Dakota" Albo C-47, albo "Dakota".



Odpowiedz
Jakub Ciechanowski

Urodzony w 1982 r., absolwent socjologii Uniwersytetu Szczecińskiego. W 2012 r. obronił pracę doktorską pt. Dywizje wojsk lądowych na Pomorzu Zachodnim w latach 1945–1968. Obecnie pracownik Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu w dziale zbiorów w pracowni wojskowości na stanowisku asystenta muzealnego. Współautor książki Kurs bojowy Stettin. Bombardowanie Szczecina i Polic na tle wojny powietrznej w Europie 1940–1945 oraz artykułów z zakresu historii wojskowości.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org