Radosław Sikora - „Husaria w walce” – recenzja i ocena

opublikowano: 2015-12-22 09:30
wolna licencja
poleć artykuł:
Husarskie szyki zwarły się i przeszły w galop. Szwedzki muszkieter myślał zrazu, że ziemia zadrżała, ale szybko zorientował się, że to jego dłonie. Kiedy wreszcie dowódca pozwoli oddać salwę? I czy będzie ona w stanie powstrzymać skrzydlatych jeźdźców?
REKLAMA
Radosław Sikora
„Husaria w walce”
nasza ocena:
8/10
cena:
39,90 zł
Wydawca:
Erica,
Okładka:
twarda
Liczba stron:
224
Format:
160 x 230 mm
ISBN:
978-83-64185-90-8
EAN:
9788364185908

Mimo zainteresowania historią wojskowości, na widok książek o tej tematyce serce nie zaczyna bić mi żwawiej. Z pewną dozą rozczarowania przyglądałem się zawsze narracji, w której dowódcy wiodą do boju wielotysięczne oddziały. Kolumny wojsk przewijają się na mapach, trup ściele się gęsto, ale wszystko jest jakieś bez wyrazu. Tyle w tym emocji, co w przyglądaniu się cudzej partii szachów. Oczywiście takie opracowania spełniały swoją funkcję i w wyczerpujący sposób przedstawiały dany konflikt lub bitwę. Nie wystarcza to jednak osobom, które chciałyby obejrzeć pole bitwy pod lupą. Dlatego w nowej książce Sikory pokładałem spore nadzieje.

„Husaria w walce” stanowi kolejną pozycję, poświęconą najsłynniejszej polskiej formacji. Jest to książka popularnonaukowa, spokojnie można więc do niej podejść bez historycznego przygotowania. Sikora nie zostawia mniej doświadczonych czytelników na lodzie, przystępnie wprowadzając w kolejne zagadnienia. Jeśli rozdział poświęcony jest rajtarom, to autor opisuje pokrótce historię i rozwój tej formacji, a także jej zadania na polu bitwy.

Sikora skupia się na rekonstrukcji sposobów walki husarii. Jako punkt wyjścia traktuje wiek XVI oraz wpływy Orientu na polską kawalerię. Następnie bierze na warsztat poszczególne bitwy, w których husaria brała udział i stara się jak najbardziej wnikliwie prześledzić jej rolę w starciu. Z kim skrzydlatym jeźdźcom walczyło się najłatwiej, a kto mógł solidnie napsuć im krwi? Jak husarz radził sobie z pikinierem, taborem, wrogim kawalerzystą? Takie podejście do tematu sprawia, że czytelnik przygląda się polu bitwy w skali mikro. Sikora pokazuje bowiem, że za zwycięstwo odpowiadają nie tylko rozkazy dowództwa, czy przewaga liczebna, ale także odporność psychiczna i indywidualne wyszkolenie żołnierzy. Poszczególne sytuacje często opatrzone są źródłowymi cytatami – najczęściej z pamiętników lub podręczników sztuki wojennej.

REKLAMA

Historyczny wywód o skuteczności husarii Sikora uzupełnia nietypowymi badaniami. Porusza np. zagadnienie odporności zbroi, aby stwierdzić, czy salwa z muszkietów mogła łatwo złamać szarżę kawalerii. Posługuje się tu danymi o twardości muzealnych egzemplarzy napierśników, a także wynikami współczesnych eksperymentów. Rozdział ten jest wartościowy, chociaż niezbyt pasuje do popularnonaukowej całości. Matematyczne wzory i drobiazgowe obliczenia burzą płynność narracji i nie dla każdego okażą się jasne.

Autor udanie opisał różne rodzaje husarskiej szarży, sposoby użycia kopii, walkę w trudnych warunkach. Dziwni nieco zupełne przemilczenie wykorzystania szabli husarskiej. Na zaniedbanie wygląda też brak tłumaczenia długiego, rosyjskojęzycznego cytatu – mimo, że wszystkie inne zostały podane po polsku. Czytelnik niewiele dowie się też o walkach z Tatarami. A przecież bitwa pod Hodowem to nietypowy sukces spieszonej husarii nad ordyńcami, godny omówienia właśnie w takiej pozycji.

Pewne zastrzeżenia można mieć też do podstawy źródłowej. Sikora wykorzystuje przede wszystkim pamiętniki – do tych zaś historycy przeważnie nie mają zaufania. Autor zdaje sobie z tego sprawę i wielokrotnie podkreśla, że nie należy w pełni wierzyć przytaczanym wypowiedziom. Tworzy to jednak poczucie niedosytu i wątpliwości, czy przedstawione tezy są wiarygodne.

Mimo wszystko „Husaria w walce” to jedna z nielicznych polskich pozycji, które pozwalają tak drobiazgowo przyjrzeć się nowożytnemu polu bitwy. Książka Sikory nie aspiruje do miana rewolucyjnej, bez wątpienia jest jednak ciekawa. Pozwala zrozumieć niektóre mechanizmy, którymi rządziła się ówczesna wojskowość, a których próżno szukać w klasycznych opracowaniach. Ot, chociażby że muszkieterowi może zadrżeć ręka na widok szarżującej masy ciężkozbrojnej konnicy. I wreszcie mogłem zamknąć książkę z poczuciem, że dane mi było powąchać nieco prochu i wsłuchać się w szczęk stali.

REKLAMA
Komentarze

O autorze
Antoni Olbrychski
Absolwent Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Interesuje się historią średniowieczną i nowożytną, w szczególności wojskowością i życiem codziennym. Instruktor szermierki, członek Akademii Szermierzy. Członek Towarzystwa Opieki nad Zabytkami w Czersku i edukator na Zamku Królewskim w Warszawie.

Wszystkie teksty autora

Zamów newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać przegląd najciekawszych tekstów prosto do skrzynki mailowej. Tylko wartościowe treści. Za darmo.
Zamawiając newsletter, wyrażasz zgodę na użycie adresu e-mail w celu świadczenia usługi. Usługę możesz w każdej chwili anulować, instrukcję znajdziesz w newsletterze.
© 2001-2023 Promohistoria. Wszelkie prawa zastrzeżone