Opublikowano
2008-04-03 00:17
Licencja
Wolna licencja

Scott Lynch — „Na szkarłatnych morzach” – recenzja i ocena

Najnowsza książka Lyncha (premiera już 4 kwietnia!) to niebywale zajmująca i napisana w przystępny sposób pozycja, skrząca cynicznymi dialogami, bogata w słowne potyczki i przezabawne sytuacje. Doskonała dla miłośników przygód i walk, zarówno tych lądowych, jak i na morzu. Czytelnik jeszcze długo po lekturze zostanie w jej władaniu.


Autor: Scott Lynch
Tytuł: Na szkarłatnych morzach
Cykl: Niecni Dżentelmeni, tom 2
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 4 kwietnia 2008 r.
Wydawca: Wydawnictwo MAG
Liczba stron: 636
ISBN-13: 978-83-7480-084-6
Cena: 35 zł

„Kłamstwa Locke’a Lamory” to jeden z najgłośniejszych debiutów w historii literatury. Książka otwierająca cykl o przygodach Niecnych Dżentelmenów zyskała grono zarówno wiernych fanów, jak i zaciekłych przeciwników. Epicka opowieść o przygodach Locke’a Lamory posiada wszystko, czego czytelnik oczekuje od idealnej prozy: jest pełna oryginalnych bohaterów, z którymi łatwo się identyfikować, daje wiele przykładów niecodziennego poczucia humoru, przewrotności i zabawnych sytuacji. To także magiczny świat przyprawiony aurą grozy i tajemniczości.

I choć wielu uważało tę powieść za sztampową, zbudowaną na wyeksploatowanych do cna schematach i pomysłach, trzeba przyznać, że „Kłamstwa...” wniosły ożywczy powiew do literatury gatunku. Lynch sprawił, że zatarły się granice klasycznie rozumianej fantasy. Jego historia to nie tylko powieść historyczno-przygodowa z nutką sensacji. Widać w niej elementy powieści łotrzykowskiej, gatunku płaszcza i szpady, a także po trosze thriller i niezły kryminał.

Scott Lynch, zachęcony powodzeniem debiutu, nie bacząc na krytykę, powraca z drugim tomem cyklu. Pokazuje tym samym, że sukces „Kłamstw..." nie był przypadkowy. Wraz z autorem odbywamy niebezpieczną podróż, która przynosi wiele ekscytacji i radości.

Pisarz postawił na mocne uderzenie od samego początku. Prolog otwierający powieść „Na szkarłatnych morzach” jest piękny, oszałamiający w swej prostocie, a zarazem szokujący. Nie potrzebujemy dodatkowej zachęty, aby z zaciekawieniem zagłębić się w przygodach Niecnych Dżentelmenów. Autor rozpoczyna urywkiem, który nas nokautuje: oto bowiem naprzeciw siebie stają dwaj najlepsi przyjaciele, z wymierzonymi w siebie kuszami. Tylko tyle. Bez komentarza i wyjaśnienia. Czytamy książkę, bowiem musimy się dowiedzieć, jak to się skończy.

Pierwszy tom cyklu zakończył się dla głównych bohaterów tragicznie. Poranieni, bez środków do życia musieli uciekać z miasta, które było ich domem. Tom drugi pokazuje jednak, że ich złodziejska kariera jeszcze nie dobiegła końca. Akcja rozpoczyna się dwa lata później. Dowiadujemy się o nich dzięki reminiscencjom, pojawiającym się między poszczególnymi rozdziałami książki. Tym sposobem poznajemy losy głównych postaci oraz przebieg misternych przygotowań do najważniejszego planu, który ma im zapewnić dostatnią egzystencję aż do śmierci. Nowy skok, nowe miejsce, w którym istotną rolę odgrywa tajemniczy Requin i jego majordomus, Selendri.

Lynch bynajmniej nie pozwala na doprowadzenie planowanego przekrętu do końca. Mamy do czynienia z nieoczekiwanymi komplikacjami, główni bohaterowie zasmakują pirackiego żywota, jak się okazuje, monotonnego i chwilami zdecydowanie nudnego. Jednak – o dziwo – nawet ten fragment opowieści jest źródłem przyjemnej i ciekawej lektury. To za sprawą opisów morza i toczonych na nim bitew. Lynch po raz kolejny okazuje się mistrzem kreacji. Z dużą szczegółowością kreśli życie na pirackim statku – stosunki międzyludzkie i reguły na nim panujące. Jednocześnie tworzy bohaterów, którzy szybko zyskują sympatię czytelnika. Jednak nie warto się do nich za bardzo przywiązywać, bowiem autor bez skrupułów się ich pozbywa.

Pisarz tak buduje intrygę, że jesteśmy bezustannie zaskakiwani. Podobnie jak w „Kłamstwach...” czytelnik nie może być niczego pewny. Gdy raz uwierzy, że rozwiązanie zagadki jest na wyciągnięcie ręki, może się bardzo rozczarować. Występujące często niespodziewane zwroty akcji wpływają niezwykle korzystnie na przyjemność, jaką czerpiemy z lektury. Owa wartkość bywa jednak i wadą powieści. W końcowej części książki rozczarowuje nienaturalnie przyspieszona akcja i zbyt łatwe rozwikłanie całej intrygi. Finał okazuje się banalny, choć – trzeba przyznać – zaskakujący.

Po najnowszą pozycję Scotta Lyncha zdecydowanie warto sięgnąć. Jeśli szukasz dobrej epickiej historii fantasy, z przebiegłymi złodziejami i groźnymi piratami oraz jesteś miłośnikiem różnego rodzaju walk, „Na szkarłatnych morzach” jest właśnie dla ciebie. Bądź też pewien, że Występny Wartownik wynagrodzi ci wysiłek włożony w lekturę.


Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: rodak |

A ja przeczytałem książkę i mam zgoła odmienne zdanie niż autor recenzji. Książka mnie niczym nie powala, jest czytadłem jakich setki obecnie na rynku. Bardzo koniunkturalnym, skoro autor musiał wpleść w intrygę tło fantasy. Średnio zabawnym, bo żarty przypominają raczej teksty wypowiadane między agentami w amerykańskich komediach szpiegowskich. Nieprawdopodobieństwo wielu zdarzeń aż obraża momentami - i nie mam tutaj na myśli zwyczajowych w tego typu powieściach zwrotów akcji, które są normalne i które się wybacza. Chodzi mi raczej o to, że autor tka intrygę na takich podstawach, że kilkunastoletni dzieciak by nie nabrał się na łgarstwa, które Lamora serwuje kolejnym postaciom. Bohaterowie z trucizną w żyłach wypływają na dalekie morze i przez cały czas dopisuje im humor i dowcip, bo przecież, jak będzie trzeba to poproszą legendarnego kapitana piratów, żeby ich podrzucił pod odpowiedni adres po odtrutkę. Superprzebiegły właściciel domu gry łyka każdą bajkę, a nawet jak nie łyka, to i tak pozwala bohaterom żyć. Ta książka przypominała mi zwrotami akcji powieści Sapkowskiego, szczególnie z trylogii husyckiej. Tylko wiecie co? Sapkowski był ciekawszy, przygody miały więcej wdzięku i były lepiej napisane. I autor próbował udawać, że przemyca w tych nieprawdopodobieństwach jakiś rodzaj filozofii, jakąś mądrość czy myśl chociaż. W książce Lyncha chodzi tylko o przygody. I zgoda - to nie musi być zarzut. Ale pisanie o tym panie jako o \"najgłośniejszym debiutancie w historii literatury\" to jest gruba przesada. Może zresztą ja po prostu mam uraz do tego typu figur, ale coś czuję że taki tytuł to raczej jedna z najgłośniejszych fanfaronad w historii literatury. Trudno mi również zgodzić się ze słowami, jakoby w Kłamstwach było wielu bohaterów, z którymi można się identyfikować. Identyfikowaliście się (a nie: chcieliście być) kiedyś z Jamesem Bondem? A z Kapitanem Klossem? Pewnie nie bardzo, bo co innego marzyć \"ech, przeżyć te przygody\" a co innego widzieć siebie w zachowaniach supermana czy wielkiego fuksiarza, jakim jest Locke Lamora alias... alias... alias:). Z bohaterami książki Lyncha identyfikować się nijak nie można - są zbyt papierowi, zbyt idealni, nie wiemy wiele o ich przeżyciach wewnętrznych, a to co wiemy, sprawia, że czujemy dystans i kompletne niezrozumienie. Lamora jest jak Bond - gość ma klasę bezsprzecznie, ale w życiu bym nie pomyślał, że to facet z krwi i kości. Trochę się rozgadałem a sedno jest takie: \"Na szkarłatnych...\" to czytadło. Nienajgorsze (co chyba z moich słów nie przebija), momentami zabawne, dobre do zabicia nudy. Żadna literatura z wyższej półki. Ot, do poczytania. Kto kupi z tym podejściem, szukając wartkiej akcji, przygód, walk itd. raczej się nie zawiedzie.



Odpowiedz

Gość: Aletheia |

Przeczytałam \"Kłamstwa Locke\'a Lamory\" i \"Na szkarłatnych morzach\". Mogę tylko powiedzieć, że to jedne z najciekawszych książek jakie czytałam. Niecni Dżentelmeni naprawdę potrafią oczarować urokiem swoich przygód.



Odpowiedz

Gość: chce byc premiedentem |

no wlasnie na jakiej podstawie szanowny autor recenzji, pan Jaroslaw stiwerdzil, ze to byl taki glosny debiut? sprawdizlem w wikipedii i ksiazka tlumacozna na 4 jezyki, czyli jak na taki hit troche malo. Danych o sprzedazy nie mam. Z wikipedii dowiedizlaem sie rowneiz, ze Lynch planuje laczie 7 tomow serii. Taka informacja, imo, powinna byc w rezencji. A sugestie o sponsorowanej recenzji poczynilem ze wzgeldu na te \"polecamy\" w rozowej ramce i na np. fragment o \"interesujacych i zajmujacych\" opisach morza :). W takiej ksiazce nie spodzieawam sie raczje filozoficnzych wywodow, wiec jestem strasznie ciekaw jak te opisy wygladaja, \" tu fala, tam fala, tu woda, tam woda\" ? :). No, ale nic - ksiazka mi trafi w lapska, to sie dowiem



Odpowiedz

Chyba będę musiał przeczytać tę książkę i sprawdzić, \"co autor miał na myśli\"... Tak czy siak - masz rację Rodak, brzmi z leksza groteskowo.



Odpowiedz

Gość: rodak |

Jednak sformułowanie "jeden z najgłośniejszych debiutów w historii literatury" brzmi nieco groteskowo, jeśli uzmysłowimy sobie z czym mamy do czynienia - ze zwykłym czytadłem, które nie aspiruje do bycie literaturą przez duże L.



Odpowiedz
Jarosław Machura

Rocznik 1985. Pochodzi z Pińczyc, małej miejscowości niedaleko Częstochowy. Większość czasu spędza w Katowicach gdzie studiuje socjologię na Uniwersytecie Śląskim. Zainteresowania to przede wszystkim kultura popularna ze szczególnym zaznaczeniem literatury i kina. Od niedawna w Stowarzyszeniu Działań Nietypowych „Szatnia”. Z „Histmagiem” związany od grudnia 2006 roku.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org