Autor: Przemysław Mrówka
Tagi: Ameryka Północna, 1945-1989, Historia wojskowości, Artykuły
Opublikowany: 2016-04-10 16:30
Licencja: wolna licencja

Zimna wojna w kosmosie – Inicjatywa Obrony Strategicznej

Wypowiadając komunizmowi wojnę, Ronald Reagan był zdeterminowany wygrać ją wszelkimi możliwymi środkami. Nawet, jeśli oznaczało to konieczność rozmieszczenia broni w przestrzeni kosmicznej…
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3

Inicjatywa Obrony Strategicznej – zobacz też: Ronald Reagan: ostatni krzyżowiec

Z wielu rzeczy, których nie cierpiał Reagan, dwie wydają się wysforowywać przed resztę: komunizm i Jimmy Carter. Gdy więc zastąpił na fotelu prezydenckim swego poprzednika, zaczął robić wszystko, by zmienić kurs państwa. Jedną z jego pierwszych decyzji było zerwanie z dotychczasową doktryną detente, zgodnie z którą Związek Sowiecki miał być traktowany jak dowolne inne państwo na Ziemi, z przymknięciem oczu na całe jego zło. W przeciwieństwie do Cartera, Reagan nie uważał, że Moskwa ma pod względem etycznym i moralnym pozycję równoprawną Zachodowi. I choć od doktryny detente zaczęto odchodzić w roku 1979, po inwazji na Afganistan, dla niego to wciąż było za mało. Od czasu wietnamskiego upokorzenia Stany Zjednoczone ustąpiły pola Związkowi Sowieckiemu w zimnowojennej rywalizacji. Nadchodził czas, by to zmienić. I to w iście kosmicznym stylu.

Prezydent Ronald Reagan (domena publiczna)

Jak przestałem się bać…

Zbudowanie i zastosowanie bomby atomowej zmieniło fundamentalnie zasadę prowadzenia polityki międzynarodowej. Dotychczas do rozstrzygnięcia konfliktu zbrojnego potrzeba było lat, teraz okazało się, że można zrobić to w czasie nieporównanie krótszym, że wystarczą godziny, by zakończyć wojnę nim się na dobre rozpoczęła. Kilka ładunków jądrowych zdetonowanych w odpowiednim miejscu mogło zniszczyć kierownictwo państwa, zarówno cywilne, jak i wojskowe, czyniąc podbój czystą formalnością. Pozostawał jednak pewien szkopuł: ładunki musiały jakoś znaleźć się owych „odpowiednich miejscach".

Na początku do transportu broni jądrowej używano samolotów, które jednak szybko zostały zdetronizowane przez rakiety. Najszybszy nawet bombowiec nie mógł się równać prędkością z R-7, słynną „wspaniałą siódemką”, która wyniosła na orbitę Sputnika, a dowódcom NATO spędzała sen z powiek. Wystrzelona po raz pierwszy 9 lutego 1959 roku na poligonie w Plesiecku, znana na Zachodzie jako SS-6 Sapwood, była pierwszym międzykontynentalnym pociskiem balistycznym (Intercontinetal Ballistic Missile, ICBM): rozmieszczona w północnej Rosji mogła dosięgnąć Stanów Zjednoczonych. A był to dopiero początek. Tempo rozwoju technologii rakietowej nabierało rumieńców razem z wyścigiem kosmicznym. Przed planistami obu stron konfliktu pojawiło się pytanie: skoro uderzenie może przyjść w dowolnym momencie i w dowolnym miejscu, jak się przed nim obronić?

Teoretycznie można było użyć rakietowych pocisków antybalistycznych (Anti-ballistic Missile, ABM). Teoretycznie to jednak słowo klucz, bowiem takowe w zasadzie nie istniały. Cały świat gorączkowo pracował nad metodami zestrzelenia ICBM i nie osiągał na tym polu specjalnych sukcesów. Ani amerykański system Nike-Zeus, ani kanadyjski projekt HARP, ani sowiecki System A nie spełniały pokładanych w nich oczekiwań. Z końcem zimnej wojny pojawiły się pierwsze skuteczne systemy obrony przeciwrakietowej, jednak przez większą część konfliktu były one w najlepszym razie w sferze planów. Co więc broniło mieszkańców globu?

Logika.

Gra w cykora

Istnieje pewien stary dowcip:

  • Zagramy w atomowe szachy?
  • Chętnie, mój ruch pierwszy.
  • Nie odważysz się!

Wybuch bomby atomowej w Nagasaki, 9 sierpnia 1945 roku (domena publiczna)

Powyższy wic w zasadzie dokładnie opisuje doktrynę Wzajemnie Gwarantowanego Zniszczenia (Mutual Assured Destruction, MAD). Ogłosił ją, jako nową linię postępowania amerykańskiej administracji, sekretarz obrony Robert McNamara we wczesnych latach 60. Rychło okazało się, że stosuje ją również Związek Sowiecki. Jej podstawą jest teoria „drugiego uderzenia”, wysunięta w 1941 roku przez pisarza science-fiction Roberta A. Heinleina w opowiadaniu Niezadowalające rozwiązanie ([Solution Unsatisfactory]). Zgodnie z MAD państwa-adwersarze muszą dysponować wystarczającym arsenałem jądrowym, by zmieść nieprzyjaciela z powierzchni ziemi. Decydenci zdają sobie z tego sprawę i wiedzą, że jeśli ktoś wciśnie osławiony „guzik” i wyśle rakiety, to przeciwnik wyprowadzi kontruderzenie swoimi rakietami, grzebiąc agresora. A skoro tak, głosiła dalej doktryna, to nikt nie jest dość szalony, by zapoczątkować wojnę, która zakończy się również jego śmiercią.

Jak łatwo dostrzec, doktryna MAD miała pewien bardzo poważny feler: zakładała, że obie strony podejmują racjonalne, oparte o logikę decyzje. Na wojnie zaś, nawet zimnej, wiara w przeciwnika to za mało, by zapewnić bezpieczeństwo swoim obywatelom. Reagan uznał, że cały dotychczasowy dorobek w kwestii obrony przed nosicielami głowic jądrowych jest nic nie wart i że czas na stworzenie czegoś skutecznego.

Artykuł inspirowany Pomocnikiem Historycznym POLITYKI “Zimna wojna”:

Pomocnik Historyczny POLITYKI:

„Zimna wojna”

Oprawa: klejona

Liczba stron: 180

Format: A4

Wydanie: 1

Rok wydania: 2016

Wydawca: Polityka

Cena: 24,99 zł

Kup w sklepie Polityki lub w kioskach i salonach prasowych!

Sojusz miecza i sowy

Kwestią obrony przeciwrakietowej Reagan interesował się jeszcze przed objęciem fotela prezydenta. 31 lipca 1979 roku wizytował stanowisko sztabu Dowództwa Obrony Północnoamerykańskiej Przestrzeni Powietrznej i Kosmicznej (North American Aerospace Defense Command, NORAD) w Cheyenne Mountain. Wtedy dowiedział się, jak mizerne są amerykańskie środki obrony przeciwrakietowej i wpisał poprawę tego stanu rzeczy do swych planów na prezydenturę. 11 lutego 1983 roku Kolegium Połączonych Szefów Sztabu zarekomendowało mu rozpoczęcie narodowego planu obrony strategicznej. 23 marca 1983 Reagan ogłosił wdrożenie nowego programu: Inicjatywy Obrony Strategicznej (Strategic Defense Initiative, SDI). Jego założenia uznano za fantastykę, a że Ameryka emocjonowała się zbliżającą się premierą Powrotu Jedi, ostatniej części oryginalnej trylogii Lucasa, tą właśnie nazwę nadały mu sceptyczne media. Tak narodziły się „Gwiezdne Wojny” Reagana, sformalizowane dwa dni później w Dyrektywie Decyzyjnej Bezpieczeństwa Narodowej nr 85.

Reagan ogłasza wdrożenie programu Inicjatywy Obrony Strategicznej (domena publiczna)

Przygotowania i wstępne badania trwały rok. Dopracowywano wtedy założenia programu, aż 27 kwietnia 1984 roku sekretarz obrony Caspar Weinberger mianował generała porucznika Jamesa Alana Abrahamsona szefem Organizacji Inicjatywy Obrony Strategicznej (Strategic Defense Initiative Organization, SDIO), cały program zaś przekazany został Dowództwu Obrony Strategicznej Armii Stanów Zjednoczonych (US Army Strategic Defense Command, USASDC).

W roku 1987 SDIO zaproponowało Architekturę Fazy 1 Systemu Obrony Strategicznej (Strategic Defense System Phase 1 Architecture). Był to zarys systemu zdolnego zabezpieczyć USA przed praktycznie każdym rodzajem pocisków, zarówno ICBM jak i SLBM (Submarine-launched Ballistic Missile, pocisk rakietowy klasy głębina wodna-ziemia). Dzięki mnogości elementów wydawał się właściwie niemożliwy do sforsowania. A nazwy tych elementów brzmiały jak rodem z powieści science-fiction. Faza 1 zaaprobowana 17 września 1987 roku składała się z sześciu zasadniczych części:

  • Ulepszonego Systemu Obserwacji i Namierzania (Boost Surveillance and Tracking System, BSTS)
  • Kosmicznych Środków Przechwytujących (Space-Baset Interceptors, SBI)
  • Kosmicznego Systemu Obserwacji i Namierzania (Space-Based Surveillance and Tracking System, SSTS)
  • Naziemnego Systemu Obserwacji i Namierzania (Ground-Based Surveillance and Tracking System, GSTS)
  • Systemu Pozaatmosferycznych Przechwytujących Środków Deorbitacyjnych (Exoatmospheric Reentry Vehicle Interceptor System, ERIS)
  • Systemu Dowodzenia, Kontroli, Komunikacji i Prowadzenia Bitwy (Battle Management/Command, Control and Communication; BM/C3

Wystrzelenie rakiety ERINT (domena publiczna)

Elementami jak i dopełnieniami powyższych części były programy wykonywane przez różnych podwykonawców. Cały system działał na w sumie dość prostej zasadzie. Na początek sensory dowolnego systemu, czy to BSTS, czy GSTS, wykrywały odpalenie rakiety. Ten element nie należał do specjalnie nowatorskich – techniki wykrywania odpaleń bazujące na detekcji rozbłysków, termowizji, detekcji promieniowania ultrafioletowego i innych znano już od dawna. Następnie, w zależności od miejsca odpalenia i przewidywanej trajektorii, pocisk niszczono za pomocą adekwatnego systemu.

Użyć można było na przykład pocisku ERINT (Extended Range Interceptor, Środek Przechwytujący Dalekiego Zasięgu), rakiety systemu hit-to-kill czy takiego, w którym konieczne jest bezpośrednie trafienie w cel. W przestrzeni kosmicznej znajdowały się satelity HOE (Homing Overlay Experiment, Eksperymentalna Nakładka Samonaprowadzająca). Ten dość oryginalny projekt okazał się w istocie przeciwrakietą opartą na częściach ICBM LGM-30 Minuteman. Dodano do niej składający się z 36 „fiszbinów” kołnierz, który zwiększał prawdopodobieństwo trafienia. Pocisk nieprzyjaciela mógł też zostać zestrzelony przez ERIS, kolejną rakietę systemu hit-to-kill. Została ona zaprojektowana do zwalczania zagrożenia w wysokich partiach lotu, ale wspierał ją inny element SDI, czyli HEDI (High Endoatmospheric Defense Initiative), skonstruowany z kolei do przechwyceń w dolnych partiach.

Artykuł inspirowany Pomocnikiem Historycznym POLITYKI “Zimna wojna”:

Pomocnik Historyczny POLITYKI:

„Zimna wojna”

Oprawa: klejona

Liczba stron: 180

Format: A4

Wydanie: 1

Rok wydania: 2016

Wydawca: Polityka

Cena: 24,99 zł

Kup w sklepie Polityki lub w kioskach i salonach prasowych!

Środkami najpowszechniej kojarzonymi z SDI są bronie laserowe. Nad takimi również pracowano, na przykład nad laserem promieni rentgenowskich zasilanym jądrowo, a umieszczonym na satelitach. Projekt ten okazał się marginalny i zawieszono go jeszcze przed opracowaniem Fazy 1, po zakończonych niepowodzeniem testach prototypu. Znacznie lepsze rezultaty osiągnięto z laserem fluorowodorowym, czyli projektem MIRACL (Mid-Infrared Advanced Chemical Laser, Zaawansowany Laser Chemiczny Średniej Podczerwieni). Udało się użyć go do zniszczenia rakiety SM-68 Titan, jednak nie zdołano wdrożyć do SDI przed zamknięciem programu.

Element systemu MIRACL (domena publiczna)

Kolejnym ze śmiałych projektów był Zaawansowany Technologicznie Eksperymentalny Kompaktowy Modułowy Kondensator Wysokiej Energii (Compact High Energy Capacitor Module Advanced Technology Experiment, CHECMATE). W jego wypadku uderzają dwie rzeczy: duża szybkostrzelność (dwa strzały dziennie miast, jak dotychczas, jednego na miesiąc), oraz dążenie Amerykanów do tworzenia humorystycznych skrótów. Nie tylko skrótów zresztą: jeden z obronnych systemów kinetycznych, czyli opartych na pociskach hit-to-kill nosił interesującą nazwę Wspaniałe Otoczaki (Brilliant Pebbles). Miał on formę zrzucanych z satelity wolframowych głowic o kształcie kroplowatym, które zadanie polegało na niszczeniu wrogich ICBM i SLBM energią kinetyczną uderzenia.

Z kosmosu na ziemię

SDI obejmowała jeszcze wiele innych projektów i konstrukcji. Cechą wspólną wszystkich pozostawała ich nowatorskość. Każdy z elementów systemu był albo świeżo wynaleziony, albo dopiero rozpoczynano nad nimi prace, albo znajdował się wręcz w sferze fantazji. Inicjatywa Obrony Strategicznej okazała się projektem monumentalnym. A czy skutecznym?

Wystrzelenie Delty 183 z elementami SDI, marzec 1989 roku (domena publiczna)

W sumie do 1991 roku, kiedy to George H. W. Bush zdecydował o zmianie profilu SDI na bardziej przykrojony do warunków, rząd amerykański wpompował w projekt zawrotną kwotę 21 miliardów dolarów. W efekcie narzucono takie tempo wyścigu zbrojeń, którego Związek Sowiecki nie mógł wytrzymać. USA mocno wysforowały się do przodu w wyścigu technologicznym. Z drugiej strony krytycy wskazują na to, że SDI przyczyniło się do wzrostu napięcia między supermocarstwami przez zachwianie równowagi MAD. Podkreślają także, że rozpoczęcie projektu Inicjatywy było złamaniem Traktatu o Przestrzeni Kosmicznej z 1967 roku, który zabraniał umieszczania poza atmosferą instalacji wojskowych, oraz Traktatu o ograniczeniu rozwoju, testowanai i rozmieszczania systemów antybalistycznych. W obu wypadkach jest to niewątpliwie prawda, choć warto zaznaczyć, że prowadzone w ramach SDI prace nad antyrakietami systemu hit-to-kill miały na celu zastąpienie dotychczas stosowanych systemów typu firewall, czyli używających do zniszczenia wrogiego ICBM własnej głowicy jądrowej, vide system LIM-49 Nike-Zeus z 25 kilotonową głowicą W31.

Warto też nadmienić, że wiele z projektów rozpoczętych w ramach SDI było dalej realizowanych. System ERIS dał początek współczesnemu systemowi Terminal High Altitude Area Defense. Rakiety ERINT posłużyły za wzór dla powszechnie znanego systemu MIM-104 Patriot. Dzięki informacjom zdobytym podczas prac nad laserem rentgenowskim opracowane zostały nowoczesne metody wczesnego wykrywania raka piersi. Zresztą, lista takich pochodnych jest dłuższa. W ogólnym rozrachunku wydaje się, że Stany Zjednoczone, a w pewnym sensie również świat, sporo zawdzięczają kosmicznemu pomysłowi Ronalda Reagana. Czy zaś wart on był 21 miliardów dolarów… Cóż… Wyścig zbrojeń pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Sowieckim to nie jedyny aspekt zimnej wojny. Szerzej przybliża ją najnowszy Pomocnik Historyczny POLITYKI „Zimna Wojna”.

Bibliografia:

Redakcja: Michał Woś

Artykuł inspirowany Pomocnikiem Historycznym POLITYKI “Zimna wojna”:

Pomocnik Historyczny POLITYKI:

„Zimna wojna”

Oprawa: klejona

Liczba stron: 180

Format: A4

Wydanie: 1

Rok wydania: 2016

Wydawca: Polityka

Cena: 24,99 zł

Kup w sklepie Polityki lub w kioskach i salonach prasowych!

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Śledź nas!
Komentarze
lub zaloguj się za pośrednictwem konta Google

O autorze
Przemysław Mrówka
Absolwent Instytut Historycznego UW, były członek zarządu Koła Naukowego Historyków Wojskowości. Zajmuje się głównie historią wojskowości i drugiej połowy XX wieku, publikował, m. in. w „Gońcu Wolności”, „Uważam Rze Historia” i „Teologii Politycznej”. Były redaktor naczelny portalu Histmag.org. Miłośnik niezdrowego trybu życia.

Wszystkie teksty autora

Polecamy artykuł...
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy