Opublikowano
2012-08-12 16:01
Licencja
Wolna licencja

Akcja „Góral”: napad na bank w imieniu Polski Podziemnej

Gdy w 1908 roku oddział Organizacji Bojowej PPS potrzebował funduszy na walkę, zdecydowano się zdobyć je w niecodzienny sposób – Józef Piłsudski razem z innymi bojownikami okradł rosyjski pociąg pocztowy wiozący pieniądze do Sankt Petersburga. Trzydzieści pięć lat później dowództwo AK postanowiło spróbować takich samych metod. Akcji został nadany kryptonim „Góral”.


Zobacz też:

Miliony dla zuchwałych - 20 kwietnia 1943 r. żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych w równie brawurowym stylu obrabowali bank w Częstochowie.
Gdyby wykonawcy akcji „Góral” rozpoczęli karierę kryminalną, najprawdopodobniej zdeklasowali by „zawodowych” rabusiów. Pomysł, by okraść Niemców, pojawił się w 1942 roku, gdy podczas jednej z narad dowództwa Armii Krajowej wypłynęła kwestia finansowania środków na walkę z okupantem. Ponieważ prowadzenie akcji dywersyjnych nie należy do tanich, a pieniądze w większość przekazywane przez cichociemnych szybko się kończyły, pojawiła się konieczność znalezienia innych źródeł finansowania. Drogą do rozwiązania problemu stała się metoda zastosowana przez poprzednie pokolenia – rabunek.

Napad w biały dzień w środku Warszawy

Wybór padł na niemiecki konwój przewożący pieniądze do Banku Emisyjnego przy ulicy Bielańskiej w Warszawie. Istniały co najmniej dwie przyczyny takiej właśnie decyzji. Po pierwsze, Niemcy przewozili tam bajeczną sumę prawie 106 milionów złotych, czyli około miliona dolarów. Po drugie, akcja uderzała w najważniejszy bank Generalnego Gubernatorstwa, w istnie koncertowy sposób ośmieszając niemieckiego okupanta.

Okupacyjny banknot 500-złotowy, tzw. „góral”.

Niezwłocznie rozpoczęto odpowiednie przygotowania do zagarnięcia pieniędzy. Skok na bank otrzymał kryptonim „Góral” (tak nazywano w okupowanej Polsce banknot o nominale pięciuset złotych). Początkowo rozważano kilka różnych możliwości przeprowadzenia napadu. W grę wchodziło zarówno frontalne zaatakowanie banku, jak i organizacja skoku w innym miejscu i okolicznościach. Rozważano m.in. atak na pociąg, do którego miały trafić pieniądze. Ostatecznie zdecydowano się na obrabowanie konwoju, kiedy ten minie ulicę Miodową i znajdzie się na końcu ulicy Senatorskiej. Z lewej strony rozpościerały się tam ruiny zniszczonych jeszcze we Wrześniu budynków, z prawej liczne lokale użytkowe.

By akcja mogła w ogóle dojść do skutku, konieczne było zwerbowanie do współpracy części pracowników banku. Zgodnie z badaniami prof. Tomasza Strzembosza byli to Ferdynand Żyła („Michał I”) oraz Jan Wołoszyn („Michał II”). Dzięki ich informacjom wiedziano m.in., kiedy zostanie przewieziona tak znaczna kwota pieniędzy.

Początkowo akcję miała wykonać grupa „Kosa” (do marca 1943 roku „Osa”), jednak w wyniku skandalicznego zaniedbania ze strony jej członków (zbyt licznego udziału w ślubie kolegi) została ona rozbita przez Niemców. Po zdziesiątkowanej aresztowaniami „Kosie” do akcji została przydzielona grupa „Pola” z „Motoru 30”.

Plan nie był skomplikowany. Kiedy ciężarówka z pieniędzmi wjechałaby w wybrany odcinek ulicy Miodowej, drogę miał jej zatarasować wózek z pustymi pudłami. Gdy niemieccy konwojenci opuściliby samochód, nadjechać miała ciężarówka „Poli” zwana „kitajcem” (mylnie uznana za wyprodukowaną w Chinach), z której dwaj żołnierze AK ostrzelaliby Niemców ze stenów. Wtedy do akcji wkroczyć mieli pozostali członkowie oddziału, kryjący się do tej pory w bramach i lokalach przyległych do ulicy Senatorskiej.

Brytyjski pistolet maszynowy STEN ze zbiorów Muzeum im. Orła Białego w Skarżysku-Kamiennej. Broń ta, przerzucana do Polski z Zachodu i produkowana w podziemnych warsztatach, stała się jednym z bardziej rozpoznawalnych elementów arsenału Armii Krajowej (fot. Grzegorz Pietrzak, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – na tych samych warunkach 3.0).

106 milionów w dwie minuty

Pierwotnie operację zaplanowano na 5 sierpnia 1943 roku – „Michał II” donosił wówczas o transporcie 50 milionów złotych. Do akcji jednak nie doszło, gdyż „steniści” nie zostali poinformowani o jej rozpoczęciu, spokojnie oczekując na rozkaz w punkcie zbiórki.

Podwójnym szczęściem nazwać trzeba fakt, że 12 sierpnia miał się odbyć kolejny transport, wiozący do tego dwukrotnie cenniejszy ładunek. O godzinie 9:00 rano dowództwo dostało telefon potwierdzający wyjazd konwoju. Właściwa akcja rozpoczęła się o godzinie 10.45, kiedy do czekających w kawiarni na ul. Piwnej oficerów AK zadzwoniono po raz drugi. Głos w słuchawce powiedział jedno zdanie: ciocia zajechała. Oznaczało to, że policyjny transport właśnie zajechał przed bank i rozpoczyna się załadunek pieniędzy. Jeszcze przed godziną 11:00 telefonicznie potwierdzono te informacje. Po chwili zastępca dowódcy akcji, porucznik Jerzy Kleczkowski „Jurek”, pomachał chusteczką do nosa trzem dziewczynom stojącym nieopodal przy samochodzie. Nie tracąc czasu, ruszyły one z ulicy Piwnej na Wolę, po drodze zatrzymując się przy trzech mężczyznach ubranych w stroje magistrackie, stojących na ulicy Miodowej. Niezwłocznie ustawili oni barierkę blokującą przejazd tą ulicą.

Gdy niemiecki transport zbliżał się do ulicy Miodowej, przy wylocie ulicy Senatorskiej zaparkowała ciężarówka z dwoma mężczyznami ściskającymi w dłoniach steny. „Stenistami” byli Stanisław Zołociński „Doman” i Andrzej Żupański „Andrzej”. Po godzinie 11:00 niemiecki kierowca wjechał na skrzyżowanie. Zgodnie z wytycznymi powinien skręcić w prawo w ulicę Miodową, jednak zobaczywszy barierki, po chwili zastanowienie wybrał drogę na wprost. U wylotu Senatorskiej zobaczył toporną „kitajkę” która najwyraźniej zablokowała połowę i tak ciasnej drogi. Zwolnił nieco, a po chwili został zmuszony do całkowitego zatrzymania się, bowiem przed jego maskę wyjechał pchany przez mężczyznę wózek. W tej samej chwili rozległy się strzały. Z samochodu naprzeciwko konwoju wyłoniło się dwóch mężczyzn ze stenami i rozpoczęło ostrzał. Akowcy zaczęli również wybiegać z pobliskich kawiarni, sklepu i kwiaciarni, rażąc ogniem niemieckich konwojentów. W tym samym momencie nadjechał samochód z oficerem Wermachtu, próbującym ostrzeliwać napastników, szybko jednak został spacyfikowany. Gdyby kierowca ciężarówki z pieniędzmi miał okazję obejrzeć się, zobaczyłby, jak towarzyszący mu samochód ochrony został wręcz zasypany gradem kul.

Akcja „Góral” – plan sytuacyjny. Legenda: 1) Roman Kiźny „Pola” – dowódca akcji; 2) Jerzy Kleczkowski „Jurek” – zastępca dowódcy; 3) Arnold Kubański „Jawor”; 4) Stanisław Zołociński „Doman”; 5) Andrzej Żupański „Andrzej”; 6) Kazimierz Skrobik „Strażak”; 7) Andrzej Suchanek „Andrzejek”; 8) Mieczysław Skrobik „Sacharyniarz”; 9) Jerzy Leszczyński „Lotnik”; 10) Stefan Smarzyński „Balon”; 11) Tadeusz Cackowski „Nowicjusz”; 12) Klaudiusz Stysło „Biały”; 13) Jan Popowski „Podkowa”; 14) Zygmunt Grabowski „Zając”; 15) Jerzy Wolszczan „Jim”; 16) Tadeusz Żupański „Tadeusz”; 17) Bronisław Grun „Szyb”; 18) Marek Szymański „Czarny”; 19) Bogdan Gawrońsky „Davy”; 20) Antoni Jabłoński „Wąsaty”; 21) Zbigniew Skoworotko „Jaro”; 22) NN „Wilk”; 23) NN „Kozioł” (Plan i legenda na podstawie książki Stanisława Kopfa Lata okupacji , Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1989).

Jeszcze rozbrzmiewały odgłosy strzałów, gdy dwaj mężczyźni wcześniej prowadzący ostrzał z „kitajca” wyrzucili ciała Niemców z szoferki i odjechali samochodem pełnym pieniędzy. W dwie minuty polskie podziemie wzbogaciło się o 106 milionów złotych. Pieniądze ukryto u pewnego ogrodnika na Woli.

Bezskuteczne poszukiwania

Niemcy nie mogli otrząsnąć się z szoku. Armia Krajowa w sposób bezczelny zakpiła sobie z Trzeciej Rzeszy. W biały dzień zabito sześciu niemieckich konwojentów i trzech pracowników banku, a kolejne siedem osób raniono. Niemiecki okupant bardzo szybko rozwiesił w całym mieście plakaty informujące o nagrodzie dla tego, kto ujawni sprawców napadu (1 milion złotych) bądź pomoże odzyskać skradzione pieniądze (5 milionów). Podziemie niedługo zwlekało z ripostą. Na plakatach pojawiły się naklejki: 10 milionów dla tego, kto wskaże kolejny transport. Dodatkowo zaczęto zarzucać Gestapo tonami fałszywych donosów, w których podawano błędne informacji o akcji, między innymi o naocznym świadku całego zajścia – królu Zygmuncie III Wazie. Kąśliwa była również podziemna prasa. W „Moskicie”, dodatku do „Demokraty”, pod rysunkiem kolumny z królem na szczycie nachylającym się nad Niemcami pojawił się następujący wierszyk:

„Świadek Naoczny”

Siedzi ptaszek na drzewie,
Policji się dziwuje,
Że też żaden z nich nie wie,
Gdzie się świadek znajduje.

Gdy huknęły wystrzały,
Świadek mrugnął „To oni”,
Mieczem drogę pokazał,
Krzyżem pogoń zasłonił.

Któż to zabrał miliony?
Ot, dopiero zagadka.
Świadek mrugnął „To oni”.
Zapytajcie świadka.

Akcja „Góral” była wydarzeniem niecodziennym, nawet jak na realia okupowanej stolicy. Niemcy nie potrafili poradzić sobie z atakiem, nie byli również pewni, czy akcja została w ogóle przeprowadzona przez AK, o czym świadczy brak represji wobec ludności cywilnej.

Zobacz też:

Polecamy książkę „Z Miodowej na Bracką”:

Autor: Maciej Bernhardt
Tytuł: „Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego”

Wydawca: i-Press [Histmag.org]

ISBN: 978-83-925052-9-7

Oprawa: miękka

Liczba stron: 334

Format: 140×195 mm

24 zł

(papierowa)

8,9 zł

(e-book)

Bibliografia:

  • Kopf Stanisław, Lata okupacji, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1989;
  • Smarzyński Stefan, Akcja Góral, Wydawnictwo Lubelskie, Lublin 1973;
  • Strzembosz Tomasz, Akcje zbrojne podziemnej Warszawy 1939–1945, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1983;
  • Żupański Andrzej, Kryptonim „Góral”, Oficyna Wydawnicza Rytm, Warszawa 2009.

Redakcja: Tomasz Leszkowicz
Korekta: Agnieszka Kowalska

Napisz komentarz
Regulamin komentarzy
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Paweł Rzewuski

Absolwent filozofii i historii Uniwersytetu Warszawskiego, doktorant na Wydziale Filozofii i Socjologii UW. Publikował w „Uważam Rze Historia”, „Newsweek Historia”, „Pamięć.pl”, „Rzeczpospolitej”, „Teologii Politycznej co Miesiąc”, „Filozofuj”, „Do Rzeczy” oraz „Plus Minus”. Tajny współpracownik kwartalnika „F. Lux” i portalu Rebelya.pl. Wielki fan twórczości Bacha oraz wielbiciel Jacka Kaczmarskiego i Iron Maiden.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org