Autor: Andrzej Andrusiewicz
Tagi: Artykuły, Historia polityczna, XIX wiek, Ameryka Północna, Europa Wschodnia
Opublikowany: 20 stycznia 2017
Licencja:wszystkie prawa zastrzeżone

Alaska, czyli rosyjska Ameryka

Alaska to największy stan USA. Nie zawsze jednak należała do Stanów. Od początku XVII wieku imperium rosyjskie stale zajmowało nowe terytoria. Gdzie stanął rosyjski żołnierz, tam po wsze czasy miała już być Rosja. Ale zdarzył się zupełnie niezwykły wyjątek od tej reguły: Rosja sprzedała Alaskę rządowi w Waszyngtonie. Dlaczego?
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5
Strona 6

Alaska: barwne dzieje

Już od XV wieku Europa odkrywała cały świat pozaeuropejski. Na kontynent amerykański płynęły statki z niewolnikami. Nie wszystkie dopłynęły. Nie opłakiwano ofiar, bo Murzyn był traktowany jak zwierzę, „półczłowiek”, „dzikus żyjący na czarnym drzewie”. Bogate ziemie amerykańskie zajęli europejscy koloniści i zaprowadzili tam własne, twarde porządki.

Piotr I (portret autorstwa Paula Delaroche’a, 1738 rok)
A Rosja? Czy w pańszczyźnianym państwie nie było innej formy niewolnictwa? Imperium miało swoich własnych „Aborygenów” — na Syberii, Dalekiej Północy i Dalekim Wschodzie. To były wewnętrzne, kontynentalne kolonie, zamorskimi Moskwa nie była zainteresowana. Polityka morska Piotra Wielkiego miała na celu handlowe otwarcie Rosji na świat, zaspokojenie potrzeb aprowizacyjnych, a przy okazji podbój ziem i ludów.

Młode państwo rosyjskie pod panowaniem nowej dynastii jako twór polityczny ukształtowało się na wielkich obszarach Europy i Azji. Romanowowie prowadzili ekspansję w odmienny sposób niż europejskie państwa kolonialne. Moskwa nie chciała pozostać na uboczu w roli biernego obserwatora wielkich procesów dziejowych, które dokonywały się w XVI i XVII wieku. Piotr Wielki marzył o pokonaniu przez rosyjskich żeglarzy przestrzeni morskiej między Syberią i Ameryką oraz Azją i Ameryką. Jakuccy Kozacy w 1697 roku zajęli wyspy w rejonie Kamczatki i postawili tam prawosławne krzyże. Po zakończeniu wojny z Persją w 1724 roku Piotr pragnął wytyczenia drogi morskiej z Rosji do Indii. Opanowanie tego szlaku morskiego, ku Oceanowi Atlantyckiemu i brzegom Afryki, obiecywało zyski gospodarcze i polityczne.

W XVIII wieku Rosji było już za ciasno między morzami: Bałtyckim, Azowskim, Czarnym i Kaspijskim. Nie udało się Piotrowi zająć Madagaskaru, ale jego uwagę przyciągały już Ocean Spokojny i kontynent amerykański. W Rosji wiele słyszano o Ameryce, znano dzieje podboju tego kontynentu. Już w XVI wieku w języku rosyjskim (staroruskim) pojawiła się nazwa Ameryka. Wykształcony mnich konwertyta Maksym Grek jako pierwszy przetłumaczył w 1530 roku hiszpańskie słowo Americo na rosyjskie Amieriko (Amierika), które pochodziło od imienia włoskiego podróżnika Ameriga Vespucciego, drugiego odkrywcy ziem, na których w 1492 roku wylądował Krzysztof Kolumb.

Prawdopodobnie już w czasach panowania Iwana Groźnego nowogrodzkie watahy dotarły do Alaski. Źródła cerkiewne opierały tę informację na przekazach ustnych, jakoby pochodzących od pierwszych rosyjskich (ruskich) osadników na Alasce. Nie można tego wykluczyć, ponieważ nowogrodzcy kupcy, myśliwi czy podróżnicy rzeczywiście odbywali dalekie peregrynacje, w tym śmiałe rejsy po morzach północnych. Być może już w XV–XVI wieku dotarli do „ziemi północnej” i założyli pierwszą rosyjską (ruską, nowogrodzką) kolonię na kontynencie amerykańskim.

W XVIII wieku rosyjska ekspansja nabrała rozmachu. Pod koniec swego burzliwego życia car Piotr Wielki zlecił opracowanie planu ekspedycji północnej, która miała sprawdzić, czy kontynent amerykański łączy się z azjatyckim. To odpowiedzialne zadanie powierzono duńskiemu żeglarzowi, kapitanowi pierwszej rangi w służbie rosyjskiej Vitusowi (Iwanowi Iwanowiczowi) Beringowi. W 1725 roku dobrze opłacony Bering wyruszył na Kamczatkę, zbudował tam odporne na morskie burze okręty i popłynął na północ, aby odnaleźć miejsce, w którym — jak pisał Piotr — „Azja schodzi się z Ameryką”. Wyprawa miała cel naukowy i polityczny. Petersburg chciał się uniezależnić od wypraw Anglików i Holendrów pływających do brzegów Ameryki. Car rezultatów nie doczekał.

Pocztówka przedstawiająca stary Sankt Petersburg

Bering dotarł na krańce imperium, potwierdzając w 1741 roku odkrycie Siemiona Dieżniowa, który prawie sto lat wcześniej (1648) pierwszy przepłynął cieśninę oddzielającą Azję od Ameryki. Prawdziwy odkrywca na długie lata popadł w niepamięć. W innym czasie jego imieniem nazwano przylądek, a cieśninę imieniem Beringa.

Rosyjscy żeglarze utworzyli na Kamczatce „bazę wypadową” na kontynent amerykański dla opanowania tamtejszych rynków; niektóre wyprawy skończyły się tragicznie. Kapitan Aleksy Czirikow w 1741 roku dotarł do brzegów Alaski. Marynarze płynący na szalupach na zwiad zostali zaatakowani przez tubylców i zginęli. Czirikow z trudem uratował statek i powrócił na Kamczatkę. Mimo tego niepowodzenia szlak morski z Rosji na Alaskę został otwarty. Wyruszyły tam ekspedycje handlowe, pokojowo kolonizując nowe tereny. Przez wiele lat Rosjanie byli w tamtych rejonach jedynymi Europejczykami. Zapuszczali się głęboko w śnieżną i mroźną Alaskę, aż do odległych rzek bez nazwy. Sporządzili cząstkowe mapy zajętych terenów. W 1745 roku pojawił się w Petersburgu Atlas rosyjski z zaznaczonym północnym wybrzeżem amerykańskim od strony Pacyfiku wraz z Wyspami Aleuckimi. Alaskę nazwano Russian Possesions.

Po zajęciu Alaski Rosjanie rozpoczęli marsz wzdłuż wybrzeży Oceanu Spokojnego, zaznaczając swoją obecność aż do Kalifornii, wszędzie stawiając cerkwie i zakładając prawosławne parafie, bo przybywało osadników, którzy wraz z religią nieśli kulturę rosyjską. Ludzie podróżujący po świecie, kupcy i przedsiębiorcy, nakłaniali Katarzynę Wielką do większego zainteresowania się terenami opanowanymi bez armii i rozlewu krwi. Cesarzowa, która całą swoją politykę zagraniczną podporządkowała powiększaniu terytorium imperium, dostrzegła na kontynencie amerykańskim kolejną szansę gospodarczą i polityczną. W 1768 roku wysłała tam sekretną ekspedycję zbrojną pod dowództwem Piotra Krienicyna, bo zwykła ufać tylko sile prochu. Załoga zebrała informacje o mieszkańcach Alaski, rozpoznała topografię terenu. Petersburg nadał Alasce i Wyspom Aleuckim dosyć oryginalny status, nie nazywając ich ani kolonią, ani gubernią, lecz terenami przejętymi w dzierżawę na okres dziewięćdziesięciu dziewięciu lat. Oficjalnym powodem „transakcji stulecia” było rzekome zbiegostwo chłopów pańszczyźnianych na wolną amerykańską ziemię. W rzeczywistości wszystko wyglądało inaczej, imperium było już bowiem rozległe terytorialnie i potężne militarnie. „Wszyscy szyją, tylko ja jedna kroję” — mówiła Katarzyna i kroiła mapę Europy według ulubionego fasonu. Zabór Krymu, ziem polskich, Kurlandii, Oczakowa zachęcały do dalszych podbojów. Rosja terytorialnie rozciągała się na dwóch kontynentach, dlaczego nie mogłaby sięgnąć po ziemie na trzecim kontynencie? W istocie od samego początku panowania Katarzyna uznawała amerykańską zdobycz za integralną część Rosji.

Mapa Alaski, 1895

Aktywność Rosji w północnej części Pacyfiku, nazywanego w Petersburgu rosyjskim jeziorem (długo jeszcze nie używano słowa [okiean]), dowodziła szerszych planów wobec Nowego Świata. Kolejne ekspedycje rosyjskie wyparły Anglików z części terenów amerykańskich, przez Londyn nazywanych Nowym Albionem. Narastał konflikt między „starym” imperium brytyjskim, hiszpańskim imperium kolonialnym a „młodym” — rosyjskim. Najwięcej zyskiwali na tym producenci broni. Zanosiło się na zbrojną konfrontację mocarstw, ale daleko od Europy.

Rosyjskie zainteresowanie Nowym Światem rosło z roku na rok. Duże znaczenie miała wyprawa kupca Grigorija Szelichowa z Rylska w guberni kurskiej. Żył tam spokojnie i o żadnej Ameryce nie marzył. Z handlu futrami osiągał wysokie dochody i stał się najbogatszym kupcem we wschodniej Syberii. Przyjaźnił się ze „starym wilkiem morskim” i wielkim właścicielem ziemskim Nikiforem Trapieznikowem z Ochocka, który rozbudził wyobraźnię Szelichowa zamorskimi podróżami. Ofiarował mu mapy mórz północnych i rzadki przedmiot — kompas morski. W domu Trapieznikowa poznał swoją przyszłą żonę.

Tekst jest fragmentem książki Andrzeja Andrusiewicza „Złoty sen. Rosja XIX - XX wieku. Sprawy i ludzie”:

Andrzej Andrusiewicz
„Złoty sen. Rosja XIX - XX wieku. Sprawy i ludzie”
64,90 zł
Okładka: twarda
Liczba stron: 596
Data i miejsce wydania: I
Premiera: listopad 2016
Format: 165x240 mm
Format ebooków: EPUB MOBI
ISBN: 978-83-08-06242-5

Mógł Szelichow żyć spokojnie na Syberii, cieszyć się bogactwem i kochającą kobietą. Ale Syberia stała się dla niego za mała. Wszystkie zarobione pieniądze przeznaczył na budowę statków. W 1775 roku wyruszył na pierwszy rejs po wodach Oceanu Spokojnego. Z wysp oceanicznych przywoził do Ochocka skóry bobrów, lisów polarnych i niedźwiedzi morskich. W ciągu kilku lat zgromadził ogromny majątek. Mógł teraz zrealizować pomysł dotarcia do Ameryki, założenia tam osad i przyłączenia tych ziem do imperium.

Pomnik Piotra I w Petersburgu, koniec XIX wieku

Latem 1783 roku trzy statki rzeczne i stu dziewięćdziesięciu dwóch marynarzy przygotowano do wyprawy. Eskadra pokonała ogromną trasę po Lenie do Jakucka, a potem konno przez tajgę do Ochocka. Podróżnicy przesiedli się na statek „Tri swiatitiela” (Trzech arcypasterzy). Na brzegu stała zapłakana, brzemienna żona Szelichowa i machała mu ręką na pożegnanie. Płynąć razem z mężem nie mogła, bo według marynarskiego przesądu kobieta na statku przynosi nieszczęście. Wkrótce urodziła się córka Szelichowa o imieniu Awdokija, przez wszystkich nazywana Amerykanką.

Szelichow dotarł do wyspy Kodiak, skąd było blisko do Alaksy, jak Rosjanie nazywali Alaskę. Nie był tam pierwszym rosyjskim podróżnikiem. W 1763 roku dotarł w te rejony żeglarz Siemion Głotowyj, sto lat po odkryciu wyspy przez Hiszpanów. Na wyspie Szelichow założył pierwszą rosyjską osadę, której nieco na wyrost nadał status bazy morskiej. Rdzenni mieszkańcy wyspy byli wrogo nastawieni do nieproszonych gości. Szamani uderzyli w bębny i wezwali do wygnania przybyszów. Szelichow rozkazał ostrzelać z armat siedziby tubylców i wziął ich dzieci za zakładników, a najbardziej wojowniczo nastawionych krzykaczy powieszono. Dopiero posłużenie się „argumentem” wszystkich zdobywców przyniosło spokój. Opanowywanie kontynentu amerykańskiego przez Rosjan tym razem rozpoczęło się od użycia ognia i miecza.

Szelichow, by utrzymać swój prestiż i zdobyć Kodiak dla Rosji, uciekł się do wojskowej chytrości, która nieraz ratowała skórę carskich generałów. Tubylcom zademonstrował „cud techniki rosyjskiej” — sztuczne ognie. Zebrał nocą mieszkańców na brzegu morza i wzywał słońce, aby zaświeciło swym blaskiem. Z okrętu stojącego w pewnej odległości od brzegu wystrzelono rakiety świetlne, co wywołało dziki zachwyt tłumu. Ludzie padli na kolana i uznali Szelichowa za swego boga-cudotwórcę. Na wyspie założył stolicę rosyjskiego Kodiaku, Port Trzech Świętych, ale wkrótce uznał, że osada jest zbyt skromna i nie odzwierciedla potęgi imperium. Wybudował nową stolicę i nazwał ją Sławorossija. Tak samo nazwano całą Rosyjską Amerykę. Osadę otoczył wysoką drewnianą palisadą z dwoma bramami. Nad jedną widniało hasło „Sława Ameryce”, nad drugą — „Sława Rosji”. Marzył o uczynieniu ze Sławorossiji drugiego Petersburga z centralnym placem na kształt słońca, od którego niczym promienie miały rozchodzić się ulice. Władca Kodiaku połączył wszystkie grupy handlowe w jedną organizację Zjednoczonej Amerykańskiej Kompanii, z której wyłoniła się Kompania Rosyjsko-Amerykańska, mająca szeroką autonomiczną władzę i wypuszczająca własne akcje.

Rosyjski statek „Newa” w rejonie wyspy Kodiak na Alasce (domena publiczna).

Szelichow wziął pod swoją władzę Wyspy Aleuckie, uważał jednak, że jak na imperialne aspiracje cesarzowej nowe nabytki terytorialne są zbyt szczupłe. Trzeba więc było sięgnąć po nadbrzeże kalifornijskie, które miało się stać takim samym ośrodkiem rosyjskości jak Wyspy Aleuckie i Alaska. Dla urzeczywistnienia tej śmiałej idei niezbędne były nowe statki i wielkie pieniądze. Udał się o pomoc do Petersburga. W sierpniu 1788 roku przyjęła go cesarzowa Katarzyna i wysłuchała jego opowieści, w których fantazja mieszała się z prawdą, a służalczość z pychą i zuchwalstwem. Gdy Kalifornia stanie się częścią imperium — dowodził Szelichow — dzień ten pozostanie dla wszystkich wspaniałym, historycznym wspomnieniem, zacznie się nowa epoka, sława czeka ukochaną mateczkę cesarzową, a oczy zdumionej Europy będą patrzeć z zachwytem i czcią na każdy jej amerykański krok. Imperatorową trudno było zwieść najbardziej nawet barwnymi relacjami. Bez zachwytu przyjęła opowieść o dziwnych zdarzeniach na dalekim kontynencie. „Dobrze mówicie, ale nikt nie może tego potwierdzić” — odpowiedziała rozmówcy. Katarzyna postanowiła, że ziemie odkryte przez Szelichowa pozostaną na zawsze częścią imperium. „Za zasługi dla ludzkości” Szelichow otrzymał medal i złotą szpadę i ani jednego rubla. Postanowił sam finansować projekt o nazwie „Rosyjska Ameryka”. Napisał książkę Stranstwowanija rossijskogo kupca ([Podróże rosyjskiego kupca]), którą przetłumaczono na języki niemiecki i angielski, uzyskał finansowe wsparcie kupców. Zgromadzone środki przeznaczył na nową wyprawę amerykańską. W Petersburgu było o nim głośno. Pochlebcy nazywali go rosyjskim Kolumbem, zawistnicy naśmiewali się z jego odkrywczej pasji. Aleksandr Radiszczew złośliwie nazwał go carzykiem.

„Carzyk” działał z rozmachem. Zakładał szkoły, budował drogi, mosty, nawiązał kontakty handlowe z miastami wewnątrz kontynentu amerykańskiego. Wszędzie, gdzie dotarł, stawiał tablice z napisem: „Ziemie pod rosyjskim panowaniem”. Sprowadzeni mnisi chrzcili tubylców, nauczyli się języka autochtonów, przetłumaczyli Biblię, posługując się porównaniami do pogańskich bogów. Dzieci uczono języka rosyjskiego, zdolniejsze wysyłano do Rosji na dalsze nauki. Między przybyszami a rdzennymi mieszkańcami zajętych terenów stosunki układały się poprawnie, Rosjanie nie stosowali przemocy, nie wymuszali przejścia na prawosławie, rozwijali handel skórami, rybami, tak że rosyjska misja cywilizacyjna w Ameryce przynosiła spore korzyści. Szelichow planował wybudować na Hawajach arsenał i port wojenny dla okrętów rosyjskich, aby mieć kontrolę nad akwenem Pacyfiku i strzec interesów monarchii w Ameryce i Azji.

Szelichow przechwalał się, że całe wschodnie wybrzeże Ameryki, od Alaski po Kalifornię, jest rosyjskie. I chociaż Rosja nie miała wystarczających środków na utrzymanie zamorskiej ziemi, w Petersburgu tym się nie przejmowano, a największą cenę za amerykańską zdobycz zapłacił Szelichow. Klimat morski wyraźnie mu nie służył. Często zapadał na rozmaite choroby, łatwo się przeziębiał. W lipcu 1795 roku wystąpiły u niego dziwne objawy — skarżył się, że „ogień pali jego wnętrzności” (trucizna?). Słudzy dostarczyli lód. Połykał całe kawałki, pogarszając swój stan. Zmarł w wieku czterdziestu lat. Przyłączenia do Rosji całej Kalifornii nie doczekał.

Aleksandr Baranow (domena publiczna)

Pierwszym wielkorządcą rosyjskiej Ameryki został kupiec z Kargopola Aleksandr Baranow, uczestnik ekspedycji Szelichowa. Baranow zasłynął jako sprawny organizator. Musiał sobie radzić sam, na pomoc Petersburga nie mógł liczyć, choćby ze względu na trudności komunikacyjne (podróż na Alaskę trwała kilka miesięcy). Zakładał nowe osady, budował stocznie, ośrodki wytopu miedzi, rozpoczął wydobywanie węgla nad Zatoką Alaska, rozszerzył kontakty handlowe z całym kontynentem. Wszędzie, gdzie dotarł, stawiał rosyjską flagę, ale największym sukcesem było założenie miasta, które na cześć archanioła Michaiła (Michała) nazwano Michajłowsk (1799). Trzy lata później Indianie napadli na miasto i je spalili. Baranow nie załamał się i na miejscu ruin zawiesił rosyjską flagę, położył w 1804 roku kamień węgielny pod nowe miasto — Nowoarchangielsk, które od 1808 roku stało się oficjalną stolicą Ameryki Rosyjskiej. Miasto rozwijało się dynamicznie, wyprzedzając pod względem infrastruktury inne, starsze miasta Alaski. Jego położenie na wyspie (od 1805 roku nazywano ją Wyspą Baranowa) czyniło zeń ważny punkt strategiczny. Zbudowano twierdzę z potężnymi armatami, port, zakłady odlewni miedzi, cerkiew, bibliotekę, galerię obrazów, szpital; pobliskie źródła wód mineralnych wykorzystywano do kąpieli leczniczych.

Tekst jest fragmentem książki Andrzeja Andrusiewicza „Złoty sen. Rosja XIX - XX wieku. Sprawy i ludzie”:

Andrzej Andrusiewicz
„Złoty sen. Rosja XIX - XX wieku. Sprawy i ludzie”
64,90 zł
Okładka: twarda
Liczba stron: 596
Data i miejsce wydania: I
Premiera: listopad 2016
Format: 165x240 mm
Format ebooków: EPUB MOBI
ISBN: 978-83-08-06242-5

Baranow był stworzony do wielkich przedsięwzięć — jak sam mówił — dla chwały Rosji. W Ameryce dostrzegł wyjątkową szansę i nie obawiał się ryzyka. Przyświecały mu cele handlowe i militarne. Wyprawił się do Kalifornii. Za własne pieniądze zabrał się do budowy twierdzy w pobliżu San Francisco. Trwało to dwa lata i w 1814 roku mógł zameldować carowi, że Rosja uzyskała nowy bastion — Fort Russ. Asystent Baranowa, Iwan Kuskow, wybrał miejsce na wysokim brzegu, niedaleko rzeki z wodą pitną, ustawił tam dwanaście armat, zorganizował składy broni, kuchnię polową, fermę, wzniósł cerkiew, domy dla osadników, założył sad owocowy i ogród warzywny. Twierdza prosperowała jako sprawna jednostka gospodarcza, regularnie wysyłając produkty żywnościowe do Nowoarchangielska, a nawet na Kamczatkę i na wybrzeże Morza Ochockiego. Dla „uprawomocnienia” rosyjskiej kolonii w Kalifornii Kuskow podstępnie uzyskał od Indian „dokument” sprzedaży ziemi „na wieczne władanie” przez Rosjan. Indiańscy wodzowie „podpisali” akt, zostawiając na nim odcisk swoich palców. „Wieczne władanie” trwało zaledwie dwadzieścia siedem lat. W 1841 roku Fort Ross kupił szwajcarski emigrant John Sutter za trzydzieści tysięcy dolarów. Nabywca utrzymywał w tajemnicy wieść o złotodajnej okolicy. Gdy stał się jej właścicielem, rozpoczął wydobywanie cennego kruszcu.

Dla Baranowa najważniejszym zadaniem było zapewnienie aprowizacji Ameryce Rosyjskiej. Jego wysłannicy docierali na Hawaje, pertraktowali z tamtejszym królem, który w swoich rękach trzymał handel wyspy. Jego magazyny były wypełnione towarami z całego świata, ale żądał za nie takiej ceny, że Rosjanie nie mogli ich nabyć. Dopiero po zawarciu traktatu handlowego i pod groźbą zajęcia wyspy przez Rosjan zgodził się na sprzedaż towarów Ameryce Rosyjskiej. Statek „Bering” pływał na trasie Hawaje–Nowoarchangielsk i zaopatrywał rosyjskich osadników.

Paweł I Romanow
Coraz wyraźniej zaznaczała się rywalizacja między Rosją a rządem amerykańskim, który również zabiegał o wpływy na Hawajach i Oceanie Atlantyckim. Świetnego podróżnika, lekarza z zawodu, aktywistę Rosyjsko-Amerykańskiej Kompanii Piotra Szeffera Baranow wysłał na Wyspy Sandwich, bogate w drewno i inne surowce naturalne. Szeffer musiał się spieszyć, aby uprzedzić Amerykanów. Przywiózł dary dla króla i zawarł korzystne porozumienie handlowe. Rosjanie kupili sól, kokosy, orzechy, suszoną korę z drzewa tary, podnieśli też na wyspie flagę imperatorską na znak jej poddania pod władzę rosyjskiego monarchy. Rosjanie niedługo cieszyli się nową zdobyczą. Na wyspę przypłynęły amerykańskie okręty wojenne, usunięto flagę carską, rosyjską faktorię zlikwidowano, a Szaffer uciekł na Alaskę. Próba włączenia dalekich wysp do imperium rosyjskiego zakończyła się niepowodzeniem (1818).

Sprawy przybrały taki obrót, że Petersburg szukał porozumienia z rządem amerykańskim. I tym razem przydatny okazał się Baranow. Przyczynił się do zawarcia stosunków dyplomatycznych Rosji z Ameryką Północną i przygotował grunt pod układ handlowy, który został podpisany dopiero w 1832 roku. Car Paweł Piotrowicz i car Aleksander I byli zachwyceni misją Baranowa. Paweł odznaczył go złotym medalem „za służbę w amerykańskich koloniach”, a Aleksander wyróżnił Orderem Świętej Anny Drugiego Stopnia. W 1818 roku został odwołany ze stanowiska. W drodze do Petersburga zmarł na statku. Ciało wrzucono do morza.

Mimo wielkiego wysiłku Baranowa utrzymanie nowych ziem było coraz trudniejsze. Do przekształcenia Alaski w dobrze prosperującą prowincję trzeba było czegoś więcej niż zapału osadników. Trzeba było pieniędzy, a te wielkim strumieniem płynęły na wojny prowadzone przez Aleksandra. Wreszcie największą trudnością było sprostanie ciężkim warunkom życia. Anglikom udawało się to lepiej, ponieważ mieli większe doświadczenie w pomnażaniu bogactw i lepszą kondycję finansową.

Aleksander I
Odejście Baranowa oznaczało zmianę rosyjskiej polityki amerykańskiej. Po zwycięskiej kampanii 1812 roku i ustanowieniu Świętego Przymierza Rosja przyjęła na siebie rolę architekta nowej Europy, zaniedbując interesy na kontynencie amerykańskim. Po Baranowie przez pięćdziesiąt lat, kiedy Alaska jeszcze pozostawała w rękach rosyjskich, zarządzało nią trzynastu carskich nominatów, ale żaden nie dorównał utalentowanemu organizatorowi, bez którego nie byłoby rosyjskiej posiadłości na kontynencie amerykańskim. Pierwszy następca Baranowa, oficer, dobry podróżnik i kartograf, ale kiepski administrator Leontij Hagemeister, nie radził sobie. Polityczni przywódcy w Waszyngtonie uznali, że „odzyskanie” Alaski będzie łatwiejsze za pomocą siły zbrojnej. Nieudolny Hagemeister i jego następcy ułatwiali Waszyngtonowi zadanie, podobnie jak Petersburg, który zrezygnował z wysłania okrętów do ochrony wybrzeży Alaski.

Amerykanie zorganizowali setki najazdów na osady rosyjskie. W zbrojnych rajdach posługiwano się dobrze opłacanymi cudzoziemcami. Wszystko zmierzało do wygnania Rosjan. Rząd federalny wspólnie z Anglikami wymusili w 1825 roku na Rosji podpisanie konwencji, która zrujnowała dotychczasową amerykańską politykę Petersburga. Rosja zrzekła się roszczeń do rozszerzania terytorium „swojej” Ameryki oraz zgodziła się na dziesięcioletni połów ryb u wybrzeży Alaski przez flotyllę amerykańską. By utrzymać ze Stanami Zjednoczonymi przyjacielskie stosunki, Rosja godziła się na coraz to nowe ustępstwa, które były niczym innym jak całkowitym jej wypieraniem z kontynentu. Amerykańskie okręty handlowe i wojenne zapuszczały się w głąb Morza Ochockiego i czując się bezkarne, wpływały do rosyjskich zatok, dopuszczając się grabieży nadbrzeżnych miejscowości. Pęd do rosyjskich posiadłości przywiódł amerykańskie okręty aż do Pietropawłowska na południowym brzegu Kamczatki. Załogi okrętów składały się z anarchistów, kryminalistów, poszukiwaczy przygód, którym monotonię życia codziennego urozmaicały strzelaniny, rabunki, zabójstwa. Wieści o tym docierały do Moskwy i Petersburga i budziły niepokój, z drugiej wszakże strony amerykańska konstytucja i swobody demokratyczne oddziaływały na świadomość rosyjskich warstw oświeconych. Unikano wszystkiego, co mogło zaognić wzajemne stosunki.

Kamczatka, ilustracja z poł. XVIII w. (domena publiczna)

Rosja, uczestnicząc w „koncercie” mocarstw europejskich, uważała Amerykę za kraj szczególnie silny i swego rodzaju rywala Anglii, o czym car Aleksander pisał wprost w instrukcji do swojego posła w USA generała adiutanta hrabiego Fiodora Pahlena. Petersburg pozostawał pod wrażeniem ogromu amerykańskiego terytorium. Z takim krajem tylko Rosja mogła się równać, aczkolwiek prawie trzykrotnie przewyższała USA. Ale na wpół feudalne imperium rosyjskie pad względem politycznego, socjalno-ekonomicznego rozwoju pozostawało w tyle za Stanami Zjednoczonymi.

Wzrost zainteresowań Rosji Ameryką nastąpił w połowie XIX wieku, kiedy prawie cała Europa wystąpiła przeciw polityce caratu. Petersburg szukał sojusznika za oceanem. W pamiętnikach amerykańskich polityków odwiedzających Rosję znajdują się znamienne słowa o jedynym przyjacielu Stanów w Europie, który ochronił Amerykę przed wojną z Anglią i Francją. Sformułowanie prezydenta Lincolna o Rosji — „dobrym, bezstronnym i niezmiennym przyjacielu” — było wyrazem woli elit amerykańskich opowiadających się za jednością kraju, czemu sprzyjała polityka petersburskiego sojusznika.

Tekst jest fragmentem książki Andrzeja Andrusiewicza „Złoty sen. Rosja XIX - XX wieku. Sprawy i ludzie”:

Andrzej Andrusiewicz
„Złoty sen. Rosja XIX - XX wieku. Sprawy i ludzie”
64,90 zł
Okładka: twarda
Liczba stron: 596
Data i miejsce wydania: I
Premiera: listopad 2016
Format: 165x240 mm
Format ebooków: EPUB MOBI
ISBN: 978-83-08-06242-5

W okresie wojny krymskiej Stany Zjednoczone jako jedyny sojusznik Rosji wystąpiły z nieoczekiwaną ofertą wykupienia Alaski. Amerykanie, widząc dramatyczne położenie Rosji, wykorzystali koniunkturę do rozwiązania „problemu Alaski”, licząc na ustępstwa cara. Waszyngton oficjalnie zaproponował Petersburgowi sprzedaż Ameryki Rosyjskiej 19 maja 1854 roku. Chodziło głównie o surowce, których coraz więcej odkrywano na kontynencie. Rosyjsko-Amerykańska Kompania zgodziła się na odstąpienie Amerykańsko-Rosyjskiej Kompanii handlowej na okres trzech lat praw do eksploatacji bogactw naturalnych na terytorium całej Ameryki Północnej, wraz z różnymi przywilejami i prawem do korzystania z miejscowego przemysłu. Umowa opiewała na sumę siedmiu milionów sześciuset tysięcy dolarów (dziś około 120 mln dolarów). Oferta wyglądała na bardzo interesującą i tak dalece pobudziła wyobraźnię petersburskich polityków, że poważnie rozważano jej przyjęcie. Jeżeli Alaski nie przejmą Amerykanie, to być może — jak rozumowano na dworze carskim — padnie ona ofiarą agresji angielskiej, flota brytyjska operowała bowiem w rejonie Cieśniny Beringa. Wprawdzie nie zaatakowała Alaski, ale ta demonstracja siły nie pozostawiała wątpliwości co do intencji Londynu. Wyczerpanej wojną krymską Rosji nie było stać na konflikt zbrojny z „królową mórz”.

Mapa rosyjskiej Ameryki, 1860 (domena publiczna)

Sprawa była niezwykle delikatna, bo chodziło o rezygnację z części terytorium imperium. Rosjanie byli dumni ze swoich zdobyczy, emocjonalnie do nich przywiązani i nie zwykli ich odstępować komukolwiek. Dobrowolne oddanie najmniejszego skrawka własnego obszaru uważano za zbrodnię, zdradę stanu.

Petersburg jednak nie zdołał wypracować strategicznych planów utrzymania i wykorzystania terytoriów zamorskich. W 1857 roku minister spraw zagranicznych Aleksandr Gorczakow otrzymał od młodszego brata monarchy, wielkiego admirała floty, wielkiego księcia Konstantego Nikołajewicza poufne pismo w sprawie sprzedaży Alaski. Na dworze carskim książę był głównym rzecznikiem pozbycia się ziem zamorskich. Powoływał się na względy militarne, ekonomiczne, polityczne, na wewnętrzne położenie państwa, którego jakoby nie było stać na utrzymywanie Alaski. Pisał, że odstąpienie Alaski jest nieuniknioną koniecznością, ponieważ rząd Stanów Zjednoczonych, dążąc do podporządkowania sobie całej Ameryki Północnej, sięgnie po kolonie rosyjskie, których Petersburg nie będzie mógł obronić. Ponadto — jak dowodził — kolonie nie przynosiły korzyści imperium i ich utrata nie byłaby odczuwalna. Korzyści odnosił Konstanty. W San Francisco spotykał się z amerykańskimi biznesmenami, zapraszał ich do Petersburga, wchodził z nimi w jawne i niejawne interesy. Handlowano Alaską, roztaczano miraże korzyści gospodarczych wynikających ze swobodnego pływania floty rosyjskiej po morzach i oceanach. Konstanty liczył zapewne na osobiste profity z udanej transakcji. Rosji były potrzebne pieniądze na budowę sieci linii kolejowych. Za Alaskę proponowano różne ceny. Pierwotnie Amerykanie obstawali przy sumie dwudziestu milionów rubli srebrem. Rychło się okazało, że pomylili się w swoich wyliczeniach i zaproponowali 7 442 800 rubli srebrem. Do ostatecznego porozumienia była jeszcze daleka droga.

Aleksandr Gorczakow (mal. Jan Ksawery Kaniewski; domena publiczna)

Gorczakow całą siłą swoich wpływów wspierał politykę carską, ale pomysł Konstantego wprawił go w głębokie przygnębienie. Minister nie był zwolennikiem sprzedaży Alaski, ale nie mógł zignorować propozycji członka rodziny carskiej. Poinformował o wszystkim cara, ale ten nie był zaskoczony projektem brata. Gorczakowowi odpowiedział: „Tę myśl należy zrozumieć”. Od tej chwili sprawa pozbycia się „balastu” była przesądzona. Problem ten już wcześniej omawiano w ścisłym gronie. Realizacja projektu nie mogła się oczywiście dokonać poza Gorczakowem, ale Konstanty wywierał na niego tak silne naciski, że z przeciwnika sprzedaży stał się jej zwolennikiem.

Konstanty osobiście kierował pracami „grupy spiskowej” — tak dalece utajniono rozmowy rosyjsko-amerykańskie. Jej rzecznikiem został poseł rosyjski baron Edward Stoeckl. Miał on łatwy dostęp do kierownictwa amerykańskiego i do bankierów. Wszyscy wtajemniczeni mieli osobisty interes w sprzedaży Alaski, pozorowany interesem państwa. Na dworze carskim wtajemniczeni szeptali, że Konstanty, minister finansów i Stoeckl wzięli od Amerykanów łapówkę. Nalegali na przyspieszenie transakcji, wszak Alaska już od dawna wabiła Amerykanów, którzy wiedzieli, jakie skarby kryją wody przybrzeżne. Rybacy naciskali na władze federalne, aby uzyskały od Rosji prawo połowów. Przede wszystkim chodziło o eksploatację „białego złota”, jak nazywano białego łososia. Ale na tym się nie skończyło. W 1859 roku Waszyngton zażądał udostępnienia Alaski dla amerykańskiej przedsiębiorczości. Odkryto tam pokłady złota, węgla, srebra, miedzi, ołowiu. Z punktu widzenia interesów państwa i niezmordowanych poszukiwaczy fortun odkrycia miały pierwszorzędne znaczenie. Petersburg nie docenił odkryć i zlekceważył informacje Dymitra Mendelejewa o nieprzebranych bogactwach w ziemi należącej do Ameryki Rosyjskiej.

Powróciwszy z rewizyjnego wyjazdu na Alaskę (1861), grupa inspektorów, zdając relację w Radzie Państwa, mówiła o dobrym rozwoju terytoriów należących do Rosji i apelowała o ich ochronę, tak istotną dla interesów w rejonie Oceanu Spokojnego. Inspektorzy trafili do przekonania członkom Rady, nie wiedząc, że car ma inne plany. Car natomiast docenił zasługi Rosyjsko-Amerykańskiej Kompanii, docenił jej wysiłek przy wydobywaniu złota i węgla, ale ograniczył jej finansowanie i włączył ją do ministerstwa spraw morskich (1865). Ostateczny cios w sprawie Alaski wymierzono więc w Petersburgu.

Rosji zależało na utrzymaniu dobrosąsiedzkich stosunków z USA. Była jedynym wielkim państwem europejskim wspierającym walkę o jedność Stanów Zjednoczonych. Wzajemne wizyty okrętów wojennych demonstrowały siłę militarną, co dla Rosji, uwikłanej w konflikt z Anglią i Francją za ich poplecznictwo dla sprawy polskiej, miało duże znaczenie. W 1863 roku rosyjska eskadra zawinęła do Nowego Jorku i ochroniła go przed spodziewanym bombardowaniem przez flotę brytyjską. Rosyjska wizyta pokrzyżowała Anglii plany interwencji w amerykańskiej wojnie domowej. Służący w eskadrze przyszły znakomity kompozytor Rimski-Korsakow pisał do swojego przyjaciela Milija Bałakiriewa, że tak entuzjastycznego powitania jeszcze nigdy nie widział. Prezydentowi Lincolnowi tylko choroba uniemożliwiła odwiedzenie okrętów rosyjskich. Pod adresem rosyjskiej eskadry płynęły listy pochwalne i rezolucje z wyrazami sympatii. W tak skomplikowanej sytuacji „wizyta przyjaźni” miała inny cel — ostrzelanie okrętów angielskich, gdyby się zbliżyły do nowojorskiego akwenu.

Abraham Lincoln w 1865 r. (portret autorstwa D. Van Nostranda)
Ambasador rosyjski w Waszyngtonie przekazał wyrazy uznania cara dla narodu amerykańskiego, który „zasłużył na szacunek i wdzięczność wszystkich rządów zainteresowanych utrzymaniem pokoju na morzach świata i przestrzeganiem prawa nad siłą w stosunkach międzynarodowych”. Gorczakow ze swej strony, depeszując do ambasadora w USA, zaznaczył, aby przy każdej okazji przypominał, że Waszyngton ma potężnego sprzymierzeńca, sojusz między obu państwami powinien być trwały, bo został oparty na solidnych podstawach obopólnych interesów i tradycji politycznej. Car Aleksander dopisał na depeszy: Oczen’ charoszo! (bardzo dobrze).

Stany Zjednoczone stanowiły pod względem ustrojowym przeciwieństwo Rosji. Odwoływanie się Petersburga do „wspólnej tradycji politycznej” brzmiało fałszywie, było raczej zwrotem retorycznym często stosowanym w rozmowach politycznych z Amerykanami, które dyplomaci rosyjscy prowadzili z energią i elastycznie. Z punktu widzenia interesów samodzierżawia amerykańskie rozwiązania ustrojowe były nie do przyjęcia. Car stanął wobec niezwykle trudnego zadania — jak wytłumaczyć europejskim zwolennikom absolutyzmu politykę przyjaźni wobec państwa republikańskiego, z rosyjskiej perspektywy — rewolucyjnego. Petersburg obawiał się amerykańskich wpływów na rosyjskie koła rewolucyjne i anarchistyczne oraz — jak ich nazywał Aleksander — na wszelakich fantastów. Liczono na rychłe wygaszenie amerykańskiej „burzy rewolucyjnej” i wytrącenia z rąk europejskich rewolucjonistów i demagogów amerykańskiej pomocy.

Tekst jest fragmentem książki Andrzeja Andrusiewicza „Złoty sen. Rosja XIX - XX wieku. Sprawy i ludzie”:

Andrzej Andrusiewicz
„Złoty sen. Rosja XIX - XX wieku. Sprawy i ludzie”
64,90 zł
Okładka: twarda
Liczba stron: 596
Data i miejsce wydania: I
Premiera: listopad 2016
Format: 165x240 mm
Format ebooków: EPUB MOBI
ISBN: 978-83-08-06242-5

Aleksander II

W 1866 roku za zgodą Kongresu USA eskadra amerykańska przybyła do Rosji z wizytą. Aleksander II wydał polecenie, aby „amerykańskich przyjaciół przyjąć jak najserdeczniej” i z kasy państwowej nie szczędzić pieniędzy na ich pobyt. Carskiej dyrektywy nie podano do publicznej wiadomości, podobnie jak nie informowano o postępach rokowań w sprawie Alaski. „Moskowskije Wiedomosti” pisały: „Ze wszystkich państw na Ziemi najbardziej popularnym w Rosji są Stany Zjednoczone. Między Rosjanami i Amerykanami nigdy nie było antypatii ani poważnego konfliktu interesów, i tylko od Rosji USA niezmiennie słyszały słowa sympatii i przyjaźni”. Jednym słowem, ze strony USA żadnego zagrożenia dla Ameryki Rosyjskiej nie było. Amerykański ambasador w Petersburgu mówił: „Rosja, wielkie państwo Wschodu, Stany Zjednoczone Ameryki, wielkie państwo Zachodu, nie mają przeciwstawnych interesów. Chociaż jedna władza samodzierżawna, a druga — republikańska, niemniej różne formy sprawowania władzy nie pociągają za sobą antagonizmu. Od samego początku narodzin narodu amerykańskiego zawsze byliśmy przyjaciółmi. I to leżało w naszych obopólnych interesach”. W wielkiej rozgrywce politycznej między Stanami Zjednoczonymi, sojuszniczą Rosją i Anglią kwestia sprzedaży Alaski nabrała pierwszorzędnego znaczenia. W Petersburgu potajemnie się naradzano, czy by nie uprzedzić zamiarów Waszyngtonu i oddać Alaskę Anglikom. Ale w tej sprawie już wcześniej wypracowano inny pogląd. Aleksander widział w USA partnera, który w trudnej dla Rosji sytuacji wyciągnął doń przyjazną rękę.

Grunt polityczno-psychologiczny pod sprzedaż Alaski był dobrze przygotowany. Trwające dziesięć lat sekretne rokowania dobiegły końca. Dokument o sprzedaży Aleksander podpisał 28 grudnia 1866 roku.

Podpisanie traktatu o sprzedaży Alaski (domena publiczna).

Wszystko odbyło się bez rozgłosu, podczas tajnego obiadu u Gorczakowa. Cesarz nie czuł żadnych wyrzutów sumienia z tego powodu. Trudno było przypuszczać, aby plan ukartowany w Petersburgu przyniósł Rosji jakieś wymierne korzyści. Osłabione wojną domową Stany Zjednoczone o zakupie Alaski w tym czasie nie myślały. Nalegała Rosja. Stoeckl tak pokierował rozmowami, że inicjatywa sprzedaży wyszła od Amerykanów. Rosjanie nie mogli pozwolić sobie oficjalnie na tak wielką niefrasobliwość jak sprzedaż własnego terytorium. Nie przyszło im to łatwo. Poszukiwano jakiegoś sposobu sprzedaży, która sprzedażą by nie była. Wymyślono nową formułę — odstąpienie.

Amerykanie oceniali sytuację realistycznie. Doskonale rozumieli obiekcje Rosjan, tak jak dobrze wiedzieli, że Nowoarchangielsk prędzej czy później będzie ich. W 1866 roku doprowadzili tam linię telegraficzną, oznaczyli miejsca, w których znajdowały się samorodki złota, o cennym odkryciu nie informując administracji rosyjskiej. W dniu 18 (30) marca 1867 roku w Nowoarchangielsku rozpoczęły się rozmowy handlowe. Chodziło głównie o to, komu i w jaki sposób przekazać pieniądze za transakcję sprzedaży Alaski. Rozmowy trwały do późnych godzin nocnych. W dokumencie końcowym słowo „sprzedaż” zastąpiono słowem „odstąpienie”, za które Stany Zjednoczone miały zapłacić siedem milionów dwieście tysięcy dolarów w złotych monetach. Pieniądze miano wręczyć rosyjskiemu posłowi lub innemu pełnomocnemu przedstawicielowi cara. Paragraf VI porozumienia gwarantował Rosjanom na Alasce dotychczasowe prawa i przywileje.

Natychmiast pojawiły się trudności z wypłatą złotych dolarów, bo młode państwo amerykańskie ich nie miało, ale miał je bankier August Belmont zarządzający filiami banków Rothschildów we Frankfurcie i w Nowym Jorku. Rothschildowie poprzez Belmonta przekazali pieniądze władzom amerykańskim, aby mogły się wywiązać z umowy kupna Alaski. Prawdziwymi właścicielami Alaski stali się Rothschildowie, bo to oni za nią zapłacili. Brak precyzyjnego określenia prawnego transakcji komplikował kwestie własności cennego łupu.

W maju 1867 roku wiadomość o porozumieniu z Nowoarchangielska dotarła na Alaskę, wywołując wielkie rozgoryczenie osadników. Ostatni rosyjski zarządca książę kontradmirał Dymitr Maksutow zatrząsł się ze zgrozy. Wpadł w taki gniew, że myślano, iż postrada zmysły.

Czek, którym zapłacono za Alaskę (domena publiczna)

Minęło sto dwadzieścia sześć lat od dnia, kiedy Rosjanie odkryli tę część Ameryki i zasiedlili ją rolnikami, marynarzami, duchownymi, urzędnikami. Czuli się tam jak prawdziwi władcy carskiej posiadłości na ziemiach Nowego Świata. A teraz została im wydarta przez ich własnego monarchę. Oficjalne przekazanie kolonii odbyło się 18 października 1867 roku. Plac przed pałacem gubernatora w Nowoarchangielsku wypełnili Rosjanie z całej Alaski, przybyli amerykańscy żołnierze, były mowy i wystrzały z armat. Z wysokiego masztu zdjęto flagę rosyjską, zawieszono amerykańską. Od tego czasu 18 października jest obchodzony jako Dzień Alaski, dla Rosjan to dzień hańby i zdrady.

Rozpoczęła się ewakuacja poddanych cara. Spośród ośmiuset dwudziestu trzech Rosjan w Nowoarchangielsku pozostało ich dziewięćdziesięciu. Amerykanie przejęli rosyjskie statki, zakłady produkcyjne, majątek nieruchomy. Był to najgorszy interes, jaki zrobiła Rosja w swoich dziejach, bo wart zaledwie jedenaście milionów rubli według przelicznika dolarowego. Ceny za amerykańską ziemię były znacznie wyższe. W 1803 roku Napoleon sprzedał francuską Luizjanę Stanom Zjednoczonym za piętnaście milionów dolarów.

Tekst jest fragmentem książki Andrzeja Andrusiewicza „Złoty sen. Rosja XIX - XX wieku. Sprawy i ludzie”:

Andrzej Andrusiewicz
„Złoty sen. Rosja XIX - XX wieku. Sprawy i ludzie”
64,90 zł
Okładka: twarda
Liczba stron: 596
Data i miejsce wydania: I
Premiera: listopad 2016
Format: 165x240 mm
Format ebooków: EPUB MOBI
ISBN: 978-83-08-06242-5

Pierwszym amerykańskim administratorem amerykańskiej Alaski został polski wychodźca na służbie armii federalnej, uczestnik wojny secesyjnej (1861–1865) generał Włodzimierz Krzyżanowski. W bilansie zysków i strat jedna kwestia zarysowała się wyraziście — rosyjskie koła opozycyjne zostały na długie lata odcięte od wzorów amerykańskiej demokracji. Do tych wzorów obficie odwoływali się rosyjscy rewolucjoniści pierwszej połowy XIX wieku. Nastrój ten odzywał się w politycznych tekstach Bielinskiego, Dobrolubowa,

Włodzimierz Krzyżanowski (domena publiczna)
Hercena, Czernyszewskiego. Fascynacja systemem amerykańskim była tak wielka, iż idealizowano tamtejszy ustrój republikański, który Bakunin uważał za najlepszą polityczną organizację w historii. W podobnym duchu wypowiadał się ideolog rewolucyjnego narodnictwa Piotr Ławrow, uznający amerykańską konstytucję za najwspanialszą na świecie. Amerykańskie wzory wprawdzie docierały do Europy, ale z trudem przebijały się przez mur carskiego imperium. Trzeba było niezwykłych zabiegów, aby zmylić czujność cenzury i zamieścić w gazetach materiały o życiu amerykańskich robotników i ich politycznej i ekonomicznej walce. Ze Stanów Zjednoczonych płynęło coraz więcej sympatii pod adresem przeciwników reżimu carskiego, wychwalano ich odważną walkę, a akty terroryzmu spotykały się z pełną aprobatą „postępowej Ameryki”.

Zgodnie z amerykańskim prawem układ z Rosją powinien być zatwierdzony przez Kongres i Senat. Większość deputowanych sprzeciwiała się ze względu na wygórowaną cenę za Alaskę. Wydawało się, że mimo zakończenia nowoarchangielskch rokowań sprawa Alaski nie jest jeszcze przesądzona. Z pomocą pospieszył Stoeckl. Wręczał łapówki kongresmenom i politykom, a nawet dziennikarzom za pisanie tekstów popierających umowę. Wydał sto sześćdziesiąt pięć tysięcy dolarów, które w petersburskiej tajnej kancelarii oznaczono jako pieniądze przekazane „na sprawy znane tylko imperatorowi”. Przy obliczaniu głosów w Senacie okazało się, że „wsparcie finansowe” pomogło, większość (trzydziestu dziewięciu senatorów) opowiedziała się za przyjęciem układu, przeciw było dwóch.

Stoeckl przypisywał sobie największe zasługi w doprowadzeniu „sprawy Alaski” do końca. Petersburskim funkcjonariuszom carskim dawał do zrozumienia, iż strona amerykańska była skłonna zapłacić pięć milionów dolarów, on zaś jakoby wytargował dodatkowe dwa miliony, których część jemu się należy. W Petersburgu uważali inaczej. Imperator przesłał baronowi order i dwadzieścia pięć tysięcy rubli srebrem. Negocjator użalał się do przyjaciół: „Jeśli chodzi o moje pieniężne wynagrodzenie, to mogło być bardziej szczodre. Jeżeli imperator nie mógł należycie ocenić wkładu swego wysłannika, to musiałem to uczynić samodzielnie”. Baron sam sobie wypłacił nagrodę — sto sześćdziesiąt pięć tysięcy dolarów.

Na świecie różnie reagowano na „przetransformowanie” Alaski z rosyjskiej na amerykańską. W Stanach wyrażano radość, Anglicy nie kryli niezadowolenia, w Rosji zapanowała zmowa milczenia. Treść porozumienia ujawniono dopiero po roku. Na wieść o tym, że Ameryka Rosyjska została zlikwidowana, odezwały się głosy potępienia, ale niewiele wiedziano o tym, kto był inicjatorem sprzedaży i o jakiej kwocie mowa. Dezinformowano społeczeństwo, że Alaskę przekazano w arendę na dziewięćdziesiąt dziewięć lat — do 1966 roku. Przez całe imperium przetoczyła się fala plotek. Opowiadano, że pieniądze nie dotarły do Petersburga, że statek wiozący skrzynie wypełnione złotymi dolarami zatonął. Inni twierdzili, że skarb płynął na angielskim statku „Orkin”, na którym zbuntowani marynarze podzielili się pieniędzmi. Po latach odkryto w archiwach materiały świadczące o tym, że amerykańskie pieniądze wydano na budowę linii kolejowej Moskwa–Riazań.

Sobór Aleksandra Newskiego w Riazaniu (aut. Dr Jorgen; domena publiczna)

Przehandlowanie Alaski było wydarzeniem bez precedensu, nigdy potem, w żadnej konfiguracji, przez Rosję niepowtórzonym. Swoistą zapłatę za utraconą Alaskę Rosja mogła uzyskać na wyspie Sumatra (Indonezja). W 1879 roku delegacja władz Sumatry zwróciła się do cara z prośbą przyjęcia wyspy w poddaństwo Rosji. Petersburg, nie chcąc wchodzić w konflikt z Holandią ani nie mając odpowiednich sił na utrzymanie posłuszeństwa buntujących się plemion, odmówił.

W 1892 roku do Petersburga wpłynęła nowa oferta. Tym razem Argentyna proponowała sprzedaż Ziemi Ognistej. W istocie była to oferta chybiona, ponieważ groziła wojna z Anglią, która uważała ten rejon Atlantyku za strefę swoich wpływów. Rosja odstąpiła zatem od jeszcze jednego zamorskiego terytorium, którym mogła władać. Krył się w tym pewien paradoks: ze sprzedawcy zamieniła się w kupca.

W kategoriach prestiżu cesarstwa Rosja, pozbywając się Alaski, poniosła straty bardziej moralne niż ekonomiczne, bo te nie były duże. Utracone pokłady złota i atrakcyjne łowiska Rosja rekompensowała sobie na Syberii i morzach północnych. Nie wygasły jednak resentymenty do Alaski, i często było to uczucie wstydu z powodu upokorzenia doznanego przy okazji haniebnej transakcji.

Aleksander III (domena publiczna)
Rosja, odchodząc z Alaski, pozostawiła tam podwaliny, na których budowano zamożny stan amerykański. W Petersburgu — jak się okazało — interes wziął górę nad uczuciami. Stosunki z USA uległy dalszemu pogłębieniu. Na rynek rosyjski napłynęły towary amerykańskie, wypierając angielskie, francuskie, belgijskie, niemieckie. W Rosji zainstalowały się amerykańskie firmy należące do wielkich kompanii przemysłowych. Carowie Aleksander II i Aleksander III, podejmując wielki program modernizacyjny, potrzebowali pieniędzy i nowoczesnych maszyn. Bankierzy z Nowego Jorku i Filadelfii zadbali o przypływ kapitałów i nowoczesnych technologii. Rosyjsko-amerykańskie towarzystwo akcyjne w Petersburgu rozpoczęło swoją działalność od wybudowania fabryki gwoździ, która z czasem zamieniła się w potężny zakład przemysłu ciężkiego. Wzrosło zainteresowanie Amerykanów Rosją i jej kulturą. Przebywający w imperium Amerykanie uczyli się języka rosyjskiego, badali syberyjski folklor. Niektórzy nawet dopatrywali się podobieństwa między syberyjskimi chłopami i amerykańskimi pionierami. Na amerykański rynek czytelniczy trafiły przekłady dzieł rosyjskich pisarzy. Mnich Michaił Winokurow z Jakucji, którego ojciec był psalmistą w nowoarchangielskiej cerkwi, całe życie poświęcił badaniu dziejów Ameryki Rosyjskiej, nigdy nie używając nazwy Alaska. Swoje ogromne zbiory przekazał Bibliotece Kongresu USA.

Tekst jest fragmentem książki Andrzeja Andrusiewicza „Złoty sen. Rosja XIX - XX wieku. Sprawy i ludzie”:

Andrzej Andrusiewicz
„Złoty sen. Rosja XIX - XX wieku. Sprawy i ludzie”
64,90 zł
Okładka: twarda
Liczba stron: 596
Data i miejsce wydania: I
Premiera: listopad 2016
Format: 165x240 mm
Format ebooków: EPUB MOBI
ISBN: 978-83-08-06242-5

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5
Strona 6
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Magdalena Mikrut-Majeranek
redaktor naczelna
redakcja@histmag.org
telefon: 796 418 763
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy