Opublikowano
2012-04-24 00:15
Licencja
Wolna licencja

Aleksandra Ziółkowska-Boehm - „Lepszy dzień nie przyszedł już” – recenzja

Życie wiedzie człowieka wzruszająco krętymi ścieżkami. W niniejszej książce, zbiorze opowieści o losach polskiego pokolenia okaleczonego przez wojnę, punktem startowym jest dwudziestolecie międzywojenne i Kresy – zagubiona kraina wspomnień i marzeń. Dalsze losy naszych bohaterów biegną, jak im historia każe: przez gehennę wojny, choroby, niebezpieczeństwa – po to, by wylądować na obczyźnie w dalekich zakątkach świata.


Autor: Aleksandra Ziółkowska-Boehm
Tytuł: „Lepszy dzień nie przyszedł już”
ISBN: 978-83-244-0189-5
Data wydania: 2012-03
Numer wydania: I
Oprawa: twarda z obwolutą
Format: 235 × 265mm,
Liczba stron 342
Cena: 44zł
Ocena naszego recenzenta: 8/10
(jak oceniamy książki?)

Aleksandra Ziółkowska-Boehm dysponuje piórem wielce doświadczonym. I tematykę Kresów w swych dziełach niemało dotąd eksploatowała. Nic to jednak dziwnego, skoro pierwsze poważne literackie kroki stawiała jako asystentka Melchiora Wańkowicza, wielkiego i cenionego piewcy wschodnich prowincji. Mało tego, wątki tu rozwijane znajdują tło i dopełnienie w książkach wcześniej wydanych. Nie jest to tedy pierwszyzna, a wszystkie trzy opowieści rzucają nas natychmiast na głęboką wodę.

Arkadia i katastrofa

Wkraczamy bowiem w żywą kulturę Kresów, w sieć miasteczek, koneksji rodzinnych, świat bujnej przyrody, poznajemy nawet właściwości gleby – nieomal wciągamy tamtejsze powietrze. Ale też wyczuwamy kruchość tej Arkadii (opowieści snute z perspektywy aposteriorycznej zyskują napięcie zapowiadające przyszłe nieszczęścia). Dalej zaś niemal bezpośrednio przeżywamy wraz z narratorami doświadczenia okrutnej historii XX wieku.

Ziółkowska-Boehm w przemożnej mierze oddaje głos swoim rozmówcom – intensywność przeżyć, intensywność biografii przemawia sama przez się. Zewnętrzny komentarz staje się zbędny. Czas przedwojenny był czasem ich dzieciństwa. Sprawia to, iż schemat narracji jest raczej podobny. U zarania dzieciństwo na Kresach. Wiążą się z nim zawsze niezwykłe, barwne i uczuciowe wspomnienia dotyczące tamtejszych zwyczajów, stylu życia, zapierającej dech w piersiach przyrody. Temu wszystkiemu kładzie kres nadejście wojny. Jedni z bohaterów tracą wielopokoleniowy majątek, wielu ląduje na Syberii czy w Tajdze, w nieludzkich warunkach rodem z „Innego świata”. Jeszcze inni trafiają do partyzantki (rewelacyjny wątek o Hubalczykach). Wszyscy nieomal po wojnie poniewierali się po świecie i – dla nich – „lepszy dzień nie nadszedł już”.

Bogactwo indywidualnego losu

Opowieści i relacje zostały zredagowane w sposób klarowny i potoczysty (uzupełnienia lub głosy poboczne przeniesione zostały do przypisów). Tekst posiada szereg wzbogaceń w postaci materiału fotograficznego, kserokopii listów, pocztówek, dokumentów. Są one wszechobecne i współtworzą intelektualny sukces tej książki. Autorka, pozyskując te materiały, osiąga główny cel gatunku. Zapis przeszłości, i tak bardzo bezpośredni i namacalny, zdobywa jeszcze większy stopień naoczności: widzimy tak pełny obraz bohaterów, jak jest to tylko możliwe przy zastosowaniu środków historycznych.

Co ponadto czyni tę książkę cenną i wartą przeczytania? Jest to lektura dająca paradygmatyczne przykłady polskich losów w trakcie II wojny światowej. Jest to kolejna cegiełka, która wypełnia suche daty obiektywnej historii najnowszej, nadaje jej ciężkość – a wszystko za sprawą subiektywnej perspektywy pojedynczych ludzi, którzy tkwili w samym sercu wydarzeń historycznych. Dodam na koniec, iż opowieść tytułowa stanowi prawdziwy majstersztyk: minimalizm i prostota narracji oszałamiają i czyniąca bezbronnym. Polecam lekturę!

Redakcja i korekta: Agnieszka Kowalska


Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Tomasz Wojtkowski |

Bardzo piękna i mądra recenzja. Podpisuję się pod nią obiema rękami. Zachęciła mnie do podzielenia się własnymi wrażeniami z lektury książki „Lepszy dzień nie przyszedł już”, którą przeczytałem dwa razy w ciągu trzech tygodni. Przy pierwszym podejściu szybko pochłaniałem treść, nie skupiając się zbytnio na szczegółach, których jest w dziele Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm mnóstwo. Z tej lektury pozostały mi w pamięci różnokolorowe obrazy: pełne radosnych, optymistycznych barw życie bohaterów trzech opowieści, z których składa się książka, w okresie międzywojennym – soczysta zieleń łąk z feerią kwitnących kwiatów, stateczna zieleń odwiecznych lasów, orgia kolorów rozkwitających i owocujących sadów naddniestrzańskich, wszystkie odcienie słonecznej żółci dojrzewających łanów zbóż i miodów z pasieki stryja Leona, szlachetne, pachnące południowym wiatrem czerwienie doskonałych polskich win ( tak, bywały kiedyś takie ), które powstawały w rozległych podolskich winnicach... Cezurą kończącą ten barwny festiwal są dwie daty - 1. i 17. września 1939 roku. Po napaści Niemiec i Związku Radzieckiego na Polskę losy bohaterów i krajobrazy ich otaczające zmieniły się w czarno – białe, wstrząsające grafiki. Tak je zapamiętałem. Wszelkie życiowe plany i marzenia poszły w odstawkę. Jedynym problemem jednostek i całych rodzin stało się zwykłe, fizyczne przetrwanie. Radością było wtedy zabicie i zjedzenie psa po miesiącach głodu. Nad tym wszystkim królował biało-czarny syberyjski krajobraz. Sięgająca horyzontu biel śniegu, skrzącego się w świetle zimnego północnego słońca, czerń drzew i baraków. Nawet ten zjedzony pies był czarny. Czarne niebo i migające białe gwiazdy. Piękne, ale potęgujące smutek, bo choć tak odległe, wydawały się wtedy bliższe niż utracony dom rodzinny. Ci z bohaterów którzy przeżyli piekło, zaczęli po wojnie nowe życie. Opowieści powojenne zapamiętałem w stonowanych, bardzo przytłumionych, szarych barwach. Monochromatyczne obrazy codziennej, mozolnej pracy, odbudowywanie życia rodzinnego... czy to w Afryce Południowej, w Ameryce, w Anglii czy w Polsce. Dopiero los pokoleń urodzonych po wojnie zaiskrzył się wszystkimi pięknymi kolorami świata. Moje drugie czytanie było uważne, zwracające uwagę na szczegóły, zaglądające co chwila do przypisów i starające się jak najwięcej zapamiętać. Odkryłem wtedy pokłady wiedzy historycznej, które autorka zawarła w książce. Lektura żadnego naukowego opracowania historycznego nie nauczyła mnie tyle o specyfice życia Polaków wywiezionych w głąb Rosji. Bardzo ciekawe a dla mnie zupełnie nowe, były opowieści o wyjściu ze Związku Radzieckiego polskiej ludności cywilnej wraz z Wojskiem Polskim generała Andersa. Wiele w nich wstrząsających przeżyć jednostkowych i dużo faktów historycznych. Dopiero taka zbitka daje obraz całości. Czuję, że obraz ten jest w książce Aleksandry Ziółkowskiej – Boehm bardzo prawdziwy. Z niesamowitym zainteresowaniem i uwagą chłonąłem opowieść o Romanie Rodziewiczu, żołnierzu majora Hubala. Ten fragment książki polecam wszystkim, którzy interesują się działaniami militarnymi w czasie II wojny światowej. Lektura rozdziału „Z miejsca na miejsce”, opowiadającego ze szczegółami o działaniach Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego, będzie dla nich ucztą. Wszystko co napisałem, jest tylko malutką częścią wrażeń, jakich doznałem podczas dwukrotnego czytania książki „Lepszy dzień nie przyszedł już”. Mógłbym jeszcze pisać i pisać, ale chyba komentarz nie może być taki długi, więc kończę i mam nadzieję, że całą resztę odkryjecie sami.



Odpowiedz

Gość: ka |

Historia historią, ale ja doceniam w tej książce coś o wiele ciekawszego. Ludzkie losy i ta refleksja nad życiem ludzkim, która pojawia się po przeczytaniu. Ten urok starej czarno-białej fotografii na okładce po prostu porywa :)



Odpowiedz
Tomasz Kwiatkowski

Studiuje filozofię na MISH UW oraz prawo na WPiA UW (III rok). Interesuje się kulturą antyczną (literatura, tłumaczenia, historia, interpretacje) oraz literaturą i kulturą przedrozbiorową, a ponadto stosunkami kultura - władza w PRL, historią Kościoła w XX wieku i historią prawa w XX wieku.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org